Zmienić watykańską politykę wobec Bliskiego Wschodu
- 24 lipca, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
Watykan powinien odejść od rytualnych, niewiele wnoszących, watykańskich wypowiedzi na temat Bliskiego Wschodu i jasno opowiedzieć się po jednej ze stron tego sporu między wolnością a zniewoleniem — apeluje na łamach neokonserwatywnego dwutygodnika “The Weekly Standard” Joseph Bottum, redaktor katolickiego miesięcznika “First Things”. Stolica Apostolska powinna zmienić swoje stanowisko, bowiem obecna wojna to nie tyle starcie między terrorystami a Izraelem, ile — zdaniem Bottuma — starcie między islamistami […]
Watykan powinien odejść od rytualnych, niewiele wnoszących, watykańskich wypowiedzi na temat Bliskiego Wschodu i jasno opowiedzieć się po jednej ze stron tego sporu między wolnością a zniewoleniem — apeluje na łamach neokonserwatywnego dwutygodnika “The Weekly Standard” Joseph Bottum, redaktor katolickiego miesięcznika “First Things”.
Stolica Apostolska powinna zmienić swoje stanowisko, bowiem obecna wojna to nie tyle starcie między terrorystami a Izraelem, ile — zdaniem Bottuma — starcie między islamistami a Zachodem. Rządy Iranu i Syrii, które stoją za obecnymi atakami Hezbollahu na Izrael, chcą bowiem rozszerzenia terroryzmu na wszystkie kraje zachodniej demokracji. “Odpowiedzią Kościoła katolickiego nie mogą być tu zatem stare, rytualne oświadczenia powtórzone jeszcze raz. Jan Paweł II miał wizję konfrontacji z totalitaryzmem — drogę do zwyciężania rządów kłamstwa i nazywania rzeczy po imieniu. Przyszedł czas, by Watykan zastosował tę wizję do Bliskiego Wschodu” — podkreśla w swoim tekście Bottum.
Co oznaczać ma to wezwanie w praktyce? Zdaniem Bottuma przede wszystkim porzucenie języka i założeń dyplomatycznych, które towarzyszyły Stolicy Apostolskiej od momentu powstania państwa Izrael. Dotychczas polityce Watykanu zawsze towarzyszyło fundamentalne pytanie jak zachować równowagę między państwami arabskimi, w których wciąż pozostają znaczące grupy chrześcijańskie, a państwem Izrael, na terenie którego znajdują się święte miejsca Kościoła. Każde oświadczenie było więc konstruowane tak, by nie sprowokować państw arabskich do reakcji skierowanej przeciwko chrześcijanom, ale i tak by nie dać Izraelowi powodów, do ograniczenia dostępu do świętych miejsc.
Wbrew pozorom takie ujęcie sprawy wcale nie prowadziło do równowagi, bowiem — jak wskazuje amerykański publicysta: “dla rzymskich dyplomatów dysproporcja była oczywista: popieranie Izraela oznaczało mordowanie chrześcijan w krajach islamskich; popieranie Arabów niosło za sobą jedynie ryzyko ostrej noty dyplomatycznej od ambasadora Izraela”.
Nie prowadziło to nigdy do deklaracji antyżydowskich, ale stopniowo uzależniało stanowisko Watykanu od polityki państw arabskich. Co więcej wspólnota zapatrywań moralnych — w kwestii aborcji czy eutanazji — także zbliżały stanowiska państw arabskich i Watykanu. Rodziło to swoisty “funkcjonalny pacyfizm”, który powodował, że żadna interwencja zbrojna na Bliskim Wschodzie — nie była w stanie przejść przez sito pojęcia “wojny sprawiedliwej”. Wszystko to rodziło podejście, według którego za sytuację na Bliskim Wschodzie odpowiadają wszystkie strony sporu, ale Izrael bardziej niż pozostałe…
Teraz — zdaniem Bottuma — trzeba zmienić to podejście. Nie po to, by ułatwiać działanie Izraelowi czy Stanom Zjednoczonym, ale po to, by konsekwentnie stosować papieskie nauczanie o wolności, demokracji czy człowieczeństwie do wszystkich.