Ks. superintendent Andrzej Malicki: jesteśmy Kościołem otwartych serc – rozmowa z zwierzchnikiem polskich metodystów

0

O relacjach anglikańsko-metodystycznych i tradycji metodystycznej w Polsce rozmawiamy z ks. Andrzejem Malickim, superintendentem Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w Polsce. 


Anglikanie i metodyści w Anglii, kolebce obydwu tradycji, debatują nad nawiązaniem pełnej interkomunii, o czym informowaliśmy w naszym serwisie. Synod Generalny Kościoła Anglii zaakceptował wypracowane porozumienie wymownie nazwane Przymierzem. Czekamy na decyzję metodystów. Jak Ksiądz Biskup ocenia to historyczne porozumienie 200 lat po rozłamie i jakie emocje temu towarzyszą?

Trudno jest mi się wypowiadać na gorąco na temat reakcji duchownych metodystycznych w Anglii, jak oni to przyjęli i co zadecyduje lokalna Konferencja. Jest to krok w dobrym kierunku tylko musimy pamiętać, że metodyści mają swoją tożsamość, szczególnie jeśli myślimy o Wyspach Brytyjskich. Nawet jeżeli w innych krajach, np. w USA, inna była organizacja Kościoła i od razu zostali powołani biskupi jak np. Francis Asbury (1745-1816). Metodyści w Wielkiej Brytanii zachowywali nieco inną tożsamość i wynikało to z chęci skonsolidowania metodyzmu. Ks. John Wesley trzymał ruch metodystyczny w ryzach. W naszej najnowszej publikacji Wesley i ludzie nazywani metodystami można przeczytać o sposobie sprawowania karności kościelnej, gdy iluś kaznodziejów zostało wyłączonych ze służby, gdy nie stosowali się do metodystycznych zasad. Głównie chodziło tu o zachowanie wysokich standardów moralnych, obyczajowych, nie wyłączając swoiście rozumianej gorliwości chrześcijańskiej.

Wyrzucał ich ze wspólnoty?

Oczywiście, Kościół metodystyczny jeszcze wtedy nie istniał i chodziło o ruch wewnątrz Kościoła Anglii. Wesley do końca był synem Kościoła anglikańskiego, podobnie zresztą jak jego brat, ks. Karol Wesley, chociaż Karol w późniejszym okresie, krótko przed śmiercią, bardzo mocno naciskał na Jana, żeby wyjść oficjalnie z Kościoła Anglii. Głównie za przyczyną i dzięki uporowi Jana Wesley’a metodyści za jego życia pozostali w strukturach anglikańskich. Karol zmarł wcześniej od Jana.

Wracając jednak do dokumentu: w zeszłym roku brałem udział w europejskiej Radzie Metodystycznej na przedmieściach Londynu. z ramienia Konferencji Europy Centralnej i Południowej. Zastanawiano się jak Kościół Metodystyczny w Wielkiej Brytanii, który ma 188 tys. wiernych, powinien zmierzyć się z kryzysem, ponieważ rokrocznie Kościół traci około kilka tysięcy wiernych. Jednym z dobrych kroków będzie współpraca z anglikanami. Gdy spotykałem się z duchownymi anglikańskimi w Anglii czy Irlandii to widziałem dużą sympatię i otwartość duchownych anglikańskich na bliższą współpracę z metodystami.

„Krok w dobrym kierunku”… jaki powinien być cel tego ekumenicznego spaceru: powrót metodystów do Kościoła anglikańskiego czy jakieś innej postaci zacieśnienia wspólnoty? Dokument mówi o zachowaniu struktur i pogłębianiu jedności.

Anglikanie i metodyści są w wielu kwestiach bardzo podobni. Trudno mówić o konkretnych wyobrażeniach widzialnej jedności obydwu Kościołów, jednak przez te lata każdy z Kościołów wypracował swój sposób funkcjonowania, ma swoje struktury organizacyjne. Jednak chociażby sam związek braci Wesley’ów z Kościołem anglikańskim pokazuje, że powinniśmy ze sobą bliżej współpracować. Trudno wyobrazić sobie organizacyjną jedność, ale bliższą współpracę jak najbardziej.

Trudno z przyczyn teologicznych czy drugorzędnych?

Bardziej ten drugi czynnik. Nie chodzi tutaj jednak o adiafory w ścisłym sensie, ale kwestie ustroju wynikające z odmiennych koncepcji eklezjologicznych. Mogą być przeszkodą niełatwe do przeskoczenia i to przez najbliższe jeszcze lata. Oczywiście, zupełnie inaczej może to wyglądać w USA.

Jak ważny jest urząd biskupa dla metodystów?

Wszystko zależy od kontekstu krajowego, w którym dany Kościół funkcjonuje. Inaczej to wygląda w Wielkiej Brytanii, gdzie metodyści biskupów nie mają, a inaczej w Polsce, gdzie dominuje rzymski katolicyzm i kwestia urzędu biskupa dla podkreślenia porządku w Kościele, jest bardzo ważna. Metodyści w Polsce mają problem z samym nazewnictwem. Konferencja Doroczna Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego (odpowiednik synodu) postanowiła w 2013 roku powrócić do tytułu ‘superintendent naczelny’. Widzimy jednak, że w kontekście ekumenicznym i krajowym ważne jest zachowanie tytułu biskupa dla zwierzchnika Kościoła. Obiegowo i zwyczajowo wobec zwierzchnika metodyzmu w Polsce używamy również określenia biskup. To funkcjonowało dotychczas w naszym prawie wewnętrznym, które zostało zmienione w 2017 roku.

Jakim tytułem posługują się najczęściej wierni Kościoła?

W naszych zborach (parafiach) wierni najczęściej zwracają się do duchownych używając określenia – pastor. Do mnie też członkowie kościoła zwracają się w ten sposób, rzadziej „superintendent” czy „biskup”.

Warto w tym kontekście przypomnieć, skąd wzięli się metodyści w Polsce. Otóż, nasz Kościół nie powstał na skutek misji z Wysp, ale jako wynik pracy amerykańskich metodystów. Lata 20. XX wieku to był czas, kiedy metodyści przybyli do Polski na zaproszenie ówczesnego premiera rządu RP Ignacego Paderewskiego. Zaprosił metodystów z południowej części USA, aby uczyli kadrę rządową języka angielskiego. Stąd też oficjalnie istniejemy w Polsce od 1920 r. Pierwsze zbory zakładane były w Warszawie, Chodzieży, Katowicach, Grudziądzu czy we Lwowie. Pierwszymi zwierzchnikami naszego Kościoła byli Amerykanie i dopiero później, kiedy metodyzm okrzepł, jednym z pierwszych superintendentów naczelnych Kościoła był Polak ks. Konstanty Najder, który nawrócił się z katolicyzmu. Krótko po wojnie Kościół nasz liczył ponad 20 tys. wiernych w Polsce. Dziś jest do 5 tys.

Czym się różni polski metodyzm od brytyjskiego?

Właściwie tylko organizacją. Nie ma u nas prezydenta Kościoła. W Wielkiej Brytanii na czele Kościoła przez rok stoi prezydent i jest to określenie obce naszej kulturze. Jest to też funkcja bardziej reprezentacyjna niż związana z realnym zarządzaniem. Ciekawostką jest jeszcze to, że prezydentem wcale nie musi być duchowny. Istnieją tzw. okręgi (circuits), na czele których stoją superintendenci, którzy mają kilkanaście lub kilkadziesiąt parafii pod swoją pieczą i oczywiście konferencja doroczna. Kadencja superintendentów trwa cztery lata i po zakończeniu służby wracają na parafie. Nie jest to zatem urząd związany z dożywotnim tytułem. W Polsce natomiast nastąpiły pewne zmiany wynikające z przyjęcia nowego Prawa Wewnętrznego, bardziej kompatybilnego z Book of Disciplin (Księgą Dyscypliny) Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego, a więc prawa globalnej struktury naszego wyznania. I zgodnie z nim na czele Kościoła stoi zwierzchnik wybierany w głosowaniu tajnym przez Konferencję Doroczną spośród trzech kandydatów (prezbiterów), którzy otrzymali największą ilość głosów. W skład konferencji wchodzą również świeccy delegaci parafii. Spośród trzech kandydatów biskup – obecnie jest nim ks. Patrick Streiff z Zurychu, biskup Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w Szwajcarii – wskazuje jednego kandydata, ale ten wybór zwykłą większością głosów zatwierdza Konferencja. Jeśli nie zatwierdzi, to biskup musi wskazać kolejnego kandydata. Cały ten proces wynika z ustroju Kościoła i naszej eklezjologii. Koneksjonalizm oznacza przemożną rolę konferencji dorocznych – najmniejszą jednostką w Kościele globalnym jest parafia, która jest częścią konferencji dorocznej, a ta jest członkiem konferencji centralnej (w naszym przypadku konferencji Europy Środkowo-Południowej), która z kolei wchodzi skład konferencji generalnej, na czele której stoi rada biskupów, jednak to konferencja generalna jest najwyższą kolegialną władzą w Kościele, w której jako zwierzchnik Kościoła w Polsce uczestniczyłem po raz pierwszy w Portland (USA) w 2016 r. Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w Polsce wchodzi w skład Konferencji Europy Centralnej i Południowej – jest jednym z 16 Kościołów regionu włącznie z Algierią i Tunezją, które znajdują się już w Afryce, ale mimo to przynależą do tej Konferencji.

W jaki sposób nowe prawo przekłada się na urząd, który aktualnie sprawuje Ksiądz Biskup?

Zostałem wybrany na Superintendenta Naczelnego, biskupa Kościoła w 2013 r. według poprzednio obowiązującego prawa, które posługiwało się właśnie tą nomenklaturą. W tym roku, stosując już nowe Prawo Wewnętrzne podczas czerwcowej Konferencji Dorocznej w Kraplewie na Mazurach odbędą się wybory Superintendenta Naczelnego na rok przed końcem kadencji poprzedniego. Oczywiście również mogę kandydować na ten urząd, podobnie jak dwudziestu kilku innych prezbiterów.

Obok Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego (UMC) dominującej tradycji metodystycznej, mamy jeszcze inne – dość liczna wspólnota Kościołów wesleyańskich (tzw. primitive Methodist) i Kościół Nazarejczyka. Jak bardzo te nurty są od siebie odmienny i jak blisko ze sobą współpracuj, jeśli w ogóle?

W metodyzmie mamy nurty kładące nacisk na różne aspekty duchowości i praktyki chrzcielnej – niektóre tradycje metodystyczne dopuszczają ponowny chrzest albo kładą większy nacisk na pobożność charyzmatyczną. W ostatnich latach wyostrzają się również różnice na tle kwestii etyczno-moralnych.

Czy może dojść do jakiegoś rozłamu w Europie?

Nie widzę takich tendencji w kwestiach doktrynalnych, ale niewykluczone, że w sprawach związanych z ludzką seksualnością może dojść do jakiś pęknięć, jak choćby w kwestii ordynacji osób homoseksualnych. Jest to jednak wyzwanie w skali ogólnoświatowej, a nie polskiej.

Jak wyglądają relacje Kościoła metodystycznego i Kościoła luterańskiego? W tle zawsze pojawia się historia, a konkretnie sprawa mazurska.

Kiedy objąłem urząd Biskupa Kościoła spotkałem się z ks. bp. Jerzym Samcem, który jest również moim kolegą ze studiów, ponieważ wiedziałem, że relacje luterańsko-metodystyczne były czasami trudne. Liczyłem na braterskość i na wspólną rozmowę w duchu ewangelicznym celem rozwiązania istniejących problemów. Spotkałem się z bardzo dobrym przyjęciem i obopólnym nastawieniem, że skoro są jakieś napięcia to musimy je wyjaśnić i pracować nad rzeczywistą wspólnotą duchową. Padła nawet propozycja stworzenia wspólnej komisji historycznej ds. wyjaśnienia kwestii mazurskiej. Sytuacja na Mazurach jest na tyle ustabilizowana i klarowna, a współpraca jest możliwa dla dobra ludzi, którym na miejscu możemy wspólnie służyć. Od początku mojej służby duchownego na Śląsku miałem zawsze bardzo dobre relacje z wieloma duchownymi luterańskimi. Pamiętam sytuację, kiedy musiałem wyjechać do Szwajcarii na konferencję diecezjalną i nie miałem zastępstwa na niedzielne nabożeństwo, poprosiłem śp. bp. Tadeusza Szurmana o przysłanie duchownego, co miało być też praktycznym przeżywaniem wspólnoty Ołtarza i Ambony. Biskup Szurman zaproponował, że nie wyśle wikariusza, ale sam poprowadzi nabożeństwo u nas. Nasi parafianie byli ogromnie zaskoczeni i poruszeni, kiedy przyszli na nabożeństwo, które miał poprowadzić bp Tadeusz. Zborownicy byli naprawdę wzruszeni sytuacją. Te relacje zawsze były bardzo dobre na różnych płaszczyznach także osobistej i rodzinnej – np. mój syn ożenił się z luteranką. Tak więc, gdy obejmowałem urząd biskupa trudno mi było spojrzeć na wzajemne kontakty przez pryzmat jakichkolwiek problemów do rozwiązania. Bardzo mi zależy na zbliżeniu naszych Kościołów i pogłębiania wspólnoty już istniejącej.

Kościół metodystyczny ma również parafie w miejscach, w których nie ma innych Kościołów ewangelickich – np. na Podkarpaciu. Jak wygląda praca misyjna Kościoła w tych regionach i w ogóle działalność ewangelizacyjna Kościoła metodystycznego w Polsce? 

Metodyści są Kościołem Otwartych umysłów, otwartych serc i otwartych drzwi. Wszędzie, gdzie jest taka możliwość, nasze parafie chcą realizować w praktyce wspólne ewangelickie porozumienia. I jeśli jest tylko taka potrzeba obejmować opieką duszpasterską wiernych z siostrzanych Kościołów ewangelickich przy zachowaniu ich tożsamości wyznaniowej. Będąc pastorem w Świętokrzyskiem, a precyzyjnie w Kielcach, służyłem opieką duszpasterską zarówno dla luteran, jak i dla reformowanych, których na tych terenach też jest niewielu.

Niewątpliwie największym narzędziem ewangelizacyjnym Kościoła są organizowane od 2000 roku Dni Odnowy. Skupiają one nie tylko metodystów z całego kraju, ale też wiernych z innych Kościołów protestanckich i Kościoła katolickiego. Jest to kilka dni wykładów, warsztatów, wspólnego uwielbienia Boga. Każdy może w tym wydarzeniu znaleźć coś, co sprawi, że na nowo „zapłonie” dla Boga albo w ogóle odnajdzie Go w swoim życiu.

Jak ocenia Ksiądz Biskup sytuację ruchu ekumenicznego w Polsce, współpracę ekumeniczną na niwie lokalnej i perspektywy misyjne Kościoła?

Ekumenia przeżywa „wzloty i upadki”. Wiele zależy od lokalnych relacji i chęci współpracy. W działaniach ekumenicznych powinniśmy podkreślać to, co nas łączy. Należy, jeśli to możliwe, unikać działań, które podkreślają ból podziałów. Myślę tu np. o eucharystii, z której, jeśli można powinniśmy zrezygnować, na rzecz nabożeństw Słowa (nieszporów). Wiem, że droga do widzialnej jedności jest jeszcze daleka, ale dzieci Boże i tak są jedno w Chrystusie i pragną realizować w praktyce słowa Arcykapłańskiej modlitwy naszego Pana.

Perspektywy misyjne kościoła? – cóż powrót do źródeł. Kościół zawsze powinien o tym pamiętać i z tego powinna wynikać nasza misja i potrzeba głoszenia Ewangelii.


Ks. Andrzej Malicki studiował teologię ewangelicką na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie (praca magisterska: Jan Wesley jako ewangelista) i w Wyższym Seminarium Teologicznym im. Jana Łaskiego w Warszawie. W 1988 roku został ordynowany na diakona, a w 1991 na prezbitera Kościoła metodystycznego w Polsce. W latach 1985-1997 pełnił opiekę duszpasterską nad parafią w Kielcach, a od 1997 roku był pastorem Parafii Ewangelicko-Metodystycznej Nowego Przymierza w Katowicach. 14 czerwca 2013 roku został nowym zwierzchnikiem (superintendentem) Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w RP. Od 2017 roku jest również prezesem Towarzystwa Biblijnego w Polsce. Jest żonaty z Małgorzatą (od 1988) na dwóch synów: Daniela i Kamila.


>> Ekumenizm.pl: Ekumenicznie znośna nieprawidłowość

galeria