Ekumenizm w Polsce i na świecie

12. Niedziela po Trójcy Świętej — Drugi dotyk Boga


“I przy­by­li do Bet­sa­idy. I przy­pro­wa­dzi­li do nie­go śle­pe­go, i pro­si­li go, aby się go dotknął. A On wziął śle­pe­go za rękę, wypro­wa­dził go poza wieś, plu­nął w jego oczy, wło­żył nań ręce i zapy­tał go: Czy widzisz coś? A ten, przej­rzaw­szy, rzekł: Spo­strze­gam ludzi, a gdy cho­dzą, wyglą­da­ją mi jak drze­wa. Potem zno­wu poło­żył ręce na jego oczy, a on przej­rzał i został uzdro­wio­ny; i widział wszyst­ko wyraź­nie. I ode­słał go do domu jego, naka­zu­jąc: Tyl­ko do wsi nie wchodź.” […]


“I przy­by­li do Bet­sa­idy. I przy­pro­wa­dzi­li do nie­go śle­pe­go, i pro­si­li go, aby się go dotknął. A On wziął śle­pe­go za rękę, wypro­wa­dził go poza wieś, plu­nął w jego oczy, wło­żył nań ręce i zapy­tał go: Czy widzisz coś? A ten, przej­rzaw­szy, rzekł: Spo­strze­gam ludzi, a gdy cho­dzą, wyglą­da­ją mi jak drze­wa. Potem zno­wu poło­żył ręce na jego oczy, a on przej­rzał i został uzdro­wio­ny; i widział wszyst­ko wyraź­nie. I ode­słał go do domu jego, naka­zu­jąc: Tyl­ko do wsi nie wchodź.” Mk 8, 22–26

Kolej­na histo­ria, mówią­ca o cudow­nym, nie­wy­ja­śnio­nym zja­wi­sku, a to wszyst­ko poprzez dotyk, a raczej dwa dotknię­cia. Czym jest dotyk? Pyta­nie wyda­je się banal­ne, ale jeśli się w nie wgłę­bi­my to zoba­czy­my ogrom­ną róż­no­rod­ność doty­ków. Dotyk jest przede wszyst­kim czymś zmy­sło­wym, intym­nym, koją­cym, rado­snym, może być cie­pły, ale rów­nież zim­ny. Inny­mi sło­wy dotyk jest for­mą komu­ni­ka­cji, potra­fi on bez słów wypo­wie­dzieć to, cze­go nie da się wypo­wie­dzieć, szcze­gól­nie w chwi­lach roz­pa­czy i żało­by, gdy żad­ne sło­wa nie wyda­ją się być odpo­wied­nie. Czu­ły dotyk mat­ki wobec dziec­ka, dotyk ostat­nie­go poże­gna­nia, pierw­szy dotyk zako­cha­nych i wie­le innych doty­ków, któ­re wzbu­dzać mogą radość i zachwyt, towa­rzy­szą nam przez całe życie. Dotyk wyra­ża przy­wią­za­nie, miłość, sym­pa­tię, ero­tyzm. Dotyk onie­śmie­la, uskrzy­dla, doda­je odwa­gi, pocie­sza, uspo­ka­ja czy wresz­cie zbli­ża.

Nie­ste­ty dotyk, może mieć rów­nież nega­tyw­ne zna­cze­nie. Mówi się o złym doty­ku, któ­ry w ramach spo­łecz­nej kam­pa­nii do wal­ki z prze­mo­cą wobec naj­bar­dziej bez­bron­nych, sym­bo­li­zu­je cier­pie­nie, ból, wstyd i roz­pacz­li­we woła­nie o pomoc. W Sta­rym Testa­men­cie dotyk wystę­pu­je naj­czę­ściej w kon­tek­ście zaka­zów – pra­wo moj­że­szo­we zaka­zy­wa­ły doty­ka­nia nie­czy­stych zwie­rząt, przed­mio­tów i osób. Ich doty­ka­nie wią­za­ło się z rytu­al­ną nie­czy­sto­ścią, wyma­ga­ło odpo­wied­niej kwa­ran­tan­ny (por. 4 Mż 19, 22), a nie­kie­dy powo­do­wa­ło poważ­ne kon­se­kwen­cje jak wyklu­cze­nie z życia spo­łecz­ne­go. Zakaz doty­ka­nia wią­zał się nie tyl­ko z oba­wą przed grze­chem, ale rów­nież przed spro­fa­no­wa­niem świę­to­ści – nie­po­wo­ła­nym nie wol­no było doty­kać świę­tych przed­mio­tów, doty­kiem nie wol­no było nisz­czyć podzia­łu na to, co świę­te i grzesz­ne. Nie doty­kaj mnie – mówił rów­nież Zmar­twych­wsta­ły do Marii Mag­da­le­ny (J 20,17).

Kolej­ny cud, kolej­na opo­wieść. Kolej­ne zdu­mie­nie, zachwyt i może tęsk­no­ta – czy i dziś, tutaj, teraz, nie mógł­by nastą­pić cud, cudow­ne prze­bu­dze­nie zesła­nie z nie­ba. Któż nie chciał­by prze­żyć cud, kto nie chciał­by dotknąć się cudow­nych tajem­nic, cudów doświad­czyć? Cuda, cudeń­ka, małe cuda i duże cuda – pora­ża­ją, wpra­wia­ją w osłu­pie­nie nie­zmien­nie od zało­że­nia świa­ta. Już na pierw­szych kar­tach Pisma Świę­te­go, już w pierw­szych wer­sach jeste­śmy świad­ka­mi cudów, któ­re trwa­ją aż do ostat­nie­go zda­nia Biblii. Ileż doty­ków, cudów i ile wra­żeń!

Naszą opo­wieść moż­na było­by zakoń­czyć stwier­dze­niem, że sce­na uzdro­wie­nia śle­pe­go jest sym­bo­lem i wezwa­niem do uzdro­wie­nia ducho­wej śle­po­ty grzesz­ni­ka. Z pew­no­ścią jest to słusz­ne stwier­dze­nie, jed­nak zbyt ogól­ne, nie uwzględ­nia­ją­ce cen­nych minia­tur, tych szcze­gó­li­ków na pierw­szy rzut oka nie­wi­docz­nych, pięk­nych małych szcze­gó­łów, któ­re skła­da­ją się na radość życia. Nie­mniej jed­nak war­to wciąż przy­po­mi­nać o ducho­wej śle­po­cie, o tym, że współ­cze­sny świat zaśle­pio­ny samym sobą, zaśle­pio­ny bez­względ­no­ścią, pra­gnie­niem zysku jest śle­py na Boga i jego sło­wa. Ale na chwi­lę odwróć­my to stwier­dze­nie – czy Bóg może być śle­py wobec czło­wie­ka? Otóż tak! Pięk­nie tę myśl uję­ła św. Tere­sa z Lisieux: „Bóg jest śle­py, nie patrzy na nasze nie­do­sko­na­ło­ści, ale poprzez Chry­stu­sa patrzy na nas w miło­ści.” Inny­mi sło­wy: Bóg osza­lał z miło­ści, chce się dotknąć czło­wie­ka, chce ule­czyć i uzdro­wić. Oto sens Ewan­ge­lii! Oto cel Kró­le­stwa Boże­go!

Jezus znów doko­nu­je cudu. Zanim to jed­nak nastą­pi dzie­je się coś dziw­ne­go – Jezus bie­rze ślep­ca za rękę i wypro­wa­dza go z Bet­sa­idy. Dla­cze­go? Wie­lu bada­czy biblij­nych uwa­ża, że Bet­sa­ida odrzu­ci­ła zwia­sto­wa­nie Chry­stu­sa o Kró­le­stwie Bożym, nawró­ce­niu i pojed­na­niu, nie przy­ję­ła jego słów. Obra­ził się? Głu­pio nie prze­my­ślał sytu­acji? Prze­cież mógł zapro­wa­dzić śle­pe­go na głów­ny plac mia­sta, zwo­łać gapiów i uzdro­wić nie­szczę­śni­ka, a wów­czas suk­ces gwa­ran­to­wa­ny – tabu­ny nawró­co­nych, cała Bet­sa­ida sta­nę­ła­by po stro­nie Jezu­sa. Sta­ło się jed­nak ina­czej. Jezus nie chce takie­go roz­gło­su. Nie chce, aby tłum sku­pił się na cudzie, zja­wi­sku, któ­re w nie­ocze­ki­wa­ny spo­sób i wbrew pra­wom natu­ry zmie­nia kole­je losu. Jezu­sa nie inte­re­su­je sen­sa­cja, ale wyzwa­la­ją­ca praw­da, któ­ra ma odmie­nić całe­go czło­wie­ka, a nie wpra­wiać go w osłu­pie­nie lub popra­wiać samo­po­czu­cie. Jezus usu­wa się w cień, na pust­ko­wie i tam doko­nu­je cudu. Przez dotyk. I to nie jeden, ale dwa! Czy za pierw­szym razem się nie uda­ło? Czy Jezu­so­wi coś się pomy­li­ło? Cuda, małe cuda, wiel­kie cuda. Po dru­gim dotknię­ciu śle­py odzy­sku­je wzrok i otrzy­mu­je nakaz: „Tyl­ko do wsi nie wchodź”, nie roz­po­wia­daj, nie chwal się i nie rób sen­sa­cji, nie pró­buj zain­te­re­so­wać ludzi cudem, sko­ro – jak może­my domnie­my­wać – nie prze­ję­ły ich sło­wa Ewan­ge­lii o przy­bli­że­niu się Kró­le­stwa Boże­go. Zapo­mnij o cudzie, nie doty­kaj się do bram mia­sta. Nie doty­kaj tema­tu cudu. Czy uzdro­wio­ny posłu­chał naka­zu Jezu­sa? Trud­no powie­dzieć. Jed­nak nie to jest tutaj istot­ne.

O wie­le istot­niej­szy jest dotyk, a kon­kret­nie dwa dotknię­cia Jezu­sa, dwa dotknię­cia Boga. Pierw­szy dotyk – ten, po któ­rym nie­wi­do­my zaczy­na widzieć to wła­śnie próg nowe­go życia, pre­lu­dium, począ­tek – cza­sem prze­peł­nio­ny eufo­rią, krót­ko­trwa­łym entu­zja­zmem, cza­sem wiel­ką ener­gią, któ­ra się zuży­wa i wypa­la. Pierw­szy dotyk to rów­nież zaczą­tek Boże­go dzia­ła­nia, pierw­szy krok, kie­dy nie wszyst­ko widać jesz­cze wyraź­nie, kie­dy zaczy­na się wzrost, czło­wiek zosta­je wzbu­dzo­ny i powo­ła­ny do nowe­go życia. To nawró­ce­nie, któ­re dzie­je się na róż­ne spo­so­by – cza­sem w jed­nym momen­cie, a cza­sem jest skom­pli­ko­wa­nym pro­ce­sem.

Czym jest w takim razie dru­gi dotyk? Jeśli pierw­szy dotyk jest począt­kiem dro­gi, wyzwo­le­niem, to dru­gi dotyk jest po pro­stu i aż cza­sem i doświad­cze­niem, całym doświad­cze­niem ze wszyst­ki­mi wzlo­ta­mi i upad­ka­mi, nie jest baj­ko­wą histo­ryj­ką usła­ną róża­mi, ale twar­dą, bole­sną i cza­sa­mi przy­gnia­ta­ją­cą rze­czy­wi­sto­ścią, w któ­rej dotyk bli­skiej oso­by jest na wagę zło­ta.

Dru­gi dotyk, to nasze codzien­ne życie, to otwo­rze­nie oczu na wszyst­ko, co nie mie­ści się w ramach spek­ta­ku­lar­ne­go cudu. Dru­gi dotyk Boga to sub­tel­ne, peł­ne mat­czy­nej czu­ło­ści obję­cie Boga, dru­gi dotyk to całe pasmo doty­ków – wiel­kich doświad­czeń, złych i dobrych, któ­re każ­de na swój spo­sób zbli­ża­ją nas do Jezu­sa, do dostrze­ga­nia świę­tych tajem­nic, do dotknię­cia się ich. Dru­gi dotyk to tak­że dzia­ła­nie Ducha Świę­te­go, aby­śmy nie zwąt­pi­li, nie sta­nę­li na dro­dze odu­rze­ni powierz­chow­nym cudem, ale byśmy poszli dalej. Cud w rozu­mie­niu chrze­ści­jań­skim wska­zu­je poza sie­bie, kie­ru­je myśli ku Panu Jezu­so­wi. Tak jak zdro­wie nie jest celem życia, tak i cud nie jest celem Chry­stu­so­wej Ewan­ge­lii. Zasad­ni­czą i jedy­ną tre­ścią chrze­ści­jań­stwa jest śmierć i zmar­twych­wsta­nie Jezu­sa Chry­stu­sa.

Dru­gi dotyk jest rów­nież wezwa­niem do wier­no­ści, do prze­ży­wa­nia wiel­kiej tajem­ni­cy wia­ry, do odwa­gi wypły­nię­cia na głę­bie. W 2. Kor. 6,11–13 św. Paweł pisze do Kościo­ła w Koryn­cie: „Usta nasze otwar­ły się przed wami, Koryn­tia­nie, ser­ce nasze sze­ro­ko się otwar­ło; nie u nas jest wam cia­sno, ale cia­sno­ta jest w ser­cach waszych; ponie­waż zaś nale­ży się odwza­jem­niać, prze­to jak do dzie­ci m
ówię: Roz­szerz­cie i wy ser­ca wasze
.” Roz­sze­rzyć ser­ca na praw­dzi­wy Boży cud, na Jego dotyk – na róż­ne dotknię­cia, jeden, dwa, trzy, czy milio­ny innych, jakich doświad­cza­my na co dzień. Roz­szerz­cie ser­ca wasze! Przej­rzyj­cie na oczy, że oto Chry­stus doty­ka naszych oczu, aby­śmy mogli zoba­czyć nie tyl­ko wła­sną śle­po­tę, ale rów­nież zupeł­nie inną śle­po­tę: Boga zaśle­pio­ne­go miło­ścią do czło­wie­ka. Amen.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.