16. Niedziela po Trójcy Świętej — lęk, bojaźń i moc
- 19 września, 2010
- przeczytasz w 5 minut
„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości. Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym, ani mnie, więźnia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewangelii, wsparty mocą Boga, który nas wybawił i powołał powołaniem świętym, nie na podstawie uczynków naszych, lecz według postanowienia swojego i łaski, danej nam w Chrystusie Jezusie przed dawnymi wiekami, a teraz objawionej przez przyjście Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który śmierć zniszczył, […]
„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości. Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym, ani mnie, więźnia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewangelii, wsparty mocą Boga, który nas wybawił i powołał powołaniem świętym, nie na podstawie uczynków naszych, lecz według postanowienia swojego i łaski, danej nam w Chrystusie Jezusie przed dawnymi wiekami, a teraz objawionej przez przyjście Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który śmierć zniszczył, a żywot i nieśmiertelność na jaśnię wywiódł przez ewangelię.” 2 Tm 1,7–10
Lęk i bojaźń są nieodłączną częścią naszego życia. Nie trzeba być wybitnym naukowcem czy znawcą życia społecznego, by dostrzec jak bardzo i jak głęboko lęk i bojaźń wpisane są w nasze życie. Są ludzie, którzy żyją w nieustannym lęku, otoczeni są wręcz ruinami bezsilnego, paraliżującego i dojmującego lęku, który nie pozwala wyjść poza zaklęty krąg zmartwień i problemów i to tak bardzo, że pojawia się podstawowe pytanie: po co to wszystko? Jaki sens ma moje życie?
Lęk – szczególnie mocny w sytuacjach granicznych – jak choćby śmierć czy zagrożenie życia najbliższych to doświadczenie, które odbiera język, rodzi trudne do opisania doznanie, w którym chaosowi myśli, niepewności, towarzyszy duchowa pustka.
Przypomnijmy sobie jedno z najbardziej znanych słów ks. dr. Marcina Lutra: „Jak mogę znaleźć łaskawego Boga?” Luter, człowiek średniowiecza, pogrążony w niepewności i zwątpieniu poszukiwał łaskawego Boga. Opętany lękiem potępienia miał nadzieję, że poprzez ćwiczenia w pobożności, praktyki pokutne, wypełnianie całego zestawu pytań religijnych, osiągnie spokój ducha, lecz zamiast tego schodził w głębiej w przepaść rozpaczy, coraz bardziej zagmatwaną spiralę pytań, wątpliwości i nieufności. Także dziś pytanie, które stawiał Luter na początku XVI wieku, jest aktualne, tyle że realizuje się ono z jeszcze większym radykalizmem: postępujące zeświecczenie, sekularyzm, agresywny ateizm i lansowany system wartości, w którym nie ma miejsca na Boga, zradykalizował pytanie Lutra do jeszcze bardziej fundamentalnego pytania: Jak mogę znaleźć Boga? Czy Bóg istnienie?
Pytanie o łaskawego Boga wydaje się być w tym kontekście czymś abstrakcyjnym, bo tak bardzo dalekim i rozmytym na horyzoncie ideologii i przekonań, którymi człowiek bombardowany jest zewsząd. Poczucie zagubienia – właśnie lęku – pogłębia się, radykalizują się nie tylko pytania, ale i niemoc doświadczenia nieobecności Boga.
Czyż wiara nie jest trudną przygodą? Banałem jest stwierdzenie, że oto wiara to nie tylko euforia, podniosłe przeżycia, wzniosłe ceremonie i radość, która uskrzydla i sprawia, że życie i jego problemy, a wreszcie żądło śmierci, wydają się być tak dalekie i nierzeczywiste. Oczywiście wiara i wątpliwości należą do siebie, ale pozostanie przy tym stwierdzeniu to tylko jeden krok, a w żadnym wypadku nie może być usprawiedliwieniem duchowego lenistwa. To nie wątpliwości są zagrożeniem dla wiary, ale jest nią lęk, bojaźń, które zatrzymują nas w połowie drogi i nie pozwalają na ryzyko wiary, na skoczenie w przepaść – jak doświadczenie religijne opisał duński filozof Søren Kierkegaard. A jednak chrześcijanin nie jest zdany tylko na siebie – nie może spaść w bezdenną przepaść, w ocean beznadziei i świętego spokoju, gdzie nic i nikt nie zmąci duchowej pustki. Nikt nie może spaść głębiej niż w ręce miłosiernego Boga. Wielu ludzi, którzy stawali u progu przepaści opisywało doświadczenie słowami: nie byłem sam, ktoś był i dodawał nam otuchy, więcej!, nosił na swoich rękach.
Nasz tekst biblijny, pisany przez apostoła z więzienia, jest jednym z tych fragmentów Pisma Świętego, który niezwykle przejmująco opisuje doświadczenie wiary: nie chodzi tylko o okoliczności, ale o wszystko to, co wiąże się z lękiem i obawami.
Nie wstydź się więc świadectwa o Panu naszym, ani mnie, więźnia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewangelii, wsparty mocą Boga.
Interesujące w tym kontekście jest to, że grecki tekst umożliwia przetłumaczenie słów ‘cierp ze mną dla ewangelii’ również jako ‘cierp ze mną z ewangelii’ – innymi słowy apostoł przypomina i uzmysławia to, co kiedyś i dzisiaj jest niezwykle istotne: ewangelia nie jest bajką dla grzecznych dzieci, ewangelia nie jest opowiastką z tysiąca i jednej nocy, ewangelia nie jest politycznym manifestem, ani tym bardziej tabletką szczęścia i prosperity. Ewangelia to uczestnictwo w życiu z Chrystusem, a życie Chrystusa i jego uczennic i uczniów to nie tylko uśmiech, modlitwa i radość, ale także padół, ruiny, cierpienie i wreszcie śmierć. Ewangelia jest zatem nie tylko mocą/siłą do kochania i składania świadectwa, ale także siłą do cierpienia – jest ona nie tylko błogosławieństwem, ale i zobowiązaniem, brzemieniem, a czasem i ofiarą.
Posiadamy wielki przywilej, że możemy spotykać się w naszych kościołach bez żadnych ograniczeń – jednak wiele naszych sióstr i braci nie ma takiej możliwości: z powodu ewangelii są prześladowani. Dla nich życie dla ewangelii i z ewangelii to przede wszystkim odnajdywanie w przyjaźni z Chrystusem siły do znoszenia prześladowań i cierpienia. Stąd też słowa apostoła Pawła, ale także teksty liturgiczne dzisiejszej niedzieli, to pocieszenie w chwilach, kiedy pytamy o łaskawego Boga, kiedy stawiamy pytania o cel i sens. Nie chodzi o tanie pocieszenie, nie chodzi o zalanie bezmiaru cierpienia i lęku cementem obojętności, dogmatów i oklepanych formułek.
Apostoł nawołując do odwagi wyznawania Ewangelii, realizuje taką formę duszpasterstwa, które nie jest nachalną i nieczytelną dla współczesnego człowieka gimnastyką, ale wzywa do porzucenia warowni strachu i lęku względnie przeświadczenia o własnej samowystarczalności. Apostoł nawołuje do duszpasterstwa, które realizuje się w bezwzględnym zaufaniu Jezusowi Chrystusowi, gdyż Bóg „wybawił nas i powołał powołaniem świętym, nie na podstawie uczynków naszych, lecz według postanowienia swojego i łaski, danej nam w Chrystusie Jezusie przed dawnymi wiekami.”(9)
Gdy Dietrich Bonhoeffer, luterański pastor i męczennik za wiarę, siedział w więzieniu świadomy swojego bliskiego końca, pogrążony był w wielkiej bojaźni. W jednym z listów opisywał swój stan słowami: „jestem niespokojny, przepełniony tęsknotą, chory jak ptak zamknięty w klatce, walczący o oddech życia, jakby ktoś dusił moje gardło.” Gdy Bonhoeffer szedł na szafot powiedział: „To jest już koniec, ale dla mnie dopiero początek życia.” Właśnie w tych słowach wyraża się brak bojaźni, odwaga wiary, która, jak powiada ap. Paweł, została objawiona „przez przyjście Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który śmierć zniszczył, a żywot i nieśmiertelność na jaśnię wywiódł przez ewangelię.” (10) Niektórzy bibliści uważają, że słowa te miały liturgiczny charakter i używane były podczas nabożeństw we wczesnym Kościele. Warto je sobie zapamiętać, aby wtedy, gdy przyjdzie noc zwątpienia móc złożyć przed Bogiem, bliźnimi i sobą samym owo wyznanie.