Ekumenizm w Polsce i na świecie

16. Niedziela po Trójcy Świętej — lęk, bojaźń i moc


„Albo­wiem nie dał nam Bóg ducha bojaź­ni, lecz mocy i miło­ści, i powścią­gli­wo­ści. Nie wstydź się więc świa­dec­twa o Panu naszym, ani mnie, więź­nia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewan­ge­lii, wspar­ty mocą Boga, któ­ry nas wyba­wił i powo­łał powo­ła­niem świę­tym, nie na pod­sta­wie uczyn­ków naszych, lecz według posta­no­wie­nia swo­je­go i łaski, danej nam w Chry­stu­sie Jezu­sie przed daw­ny­mi wie­ka­mi, a teraz obja­wio­nej przez przyj­ście Zba­wi­cie­la nasze­go, Chry­stu­sa Jezu­sa, któ­ry śmierć znisz­czył, […]


„Albo­wiem nie dał nam Bóg ducha bojaź­ni, lecz mocy i miło­ści, i powścią­gli­wo­ści. Nie wstydź się więc świa­dec­twa o Panu naszym, ani mnie, więź­nia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewan­ge­lii, wspar­ty mocą Boga, któ­ry nas wyba­wił i powo­łał powo­ła­niem świę­tym, nie na pod­sta­wie uczyn­ków naszych, lecz według posta­no­wie­nia swo­je­go i łaski, danej nam w Chry­stu­sie Jezu­sie przed daw­ny­mi wie­ka­mi, a teraz obja­wio­nej przez przyj­ście Zba­wi­cie­la nasze­go, Chry­stu­sa Jezu­sa, któ­ry śmierć znisz­czył, a żywot i nie­śmier­tel­ność na jaśnię wywiódł przez ewan­ge­lię.” 2 Tm 1,7–10

Lęk i bojaźń są nie­od­łącz­ną czę­ścią nasze­go życia. Nie trze­ba być wybit­nym naukow­cem czy znaw­cą życia spo­łecz­ne­go, by dostrzec jak bar­dzo i jak głę­bo­ko lęk i bojaźń wpi­sa­ne są w nasze życie. Są ludzie, któ­rzy żyją w nie­ustan­nym lęku, oto­cze­ni są wręcz ruina­mi bez­sil­ne­go, para­li­żu­ją­ce­go i doj­mu­ją­ce­go lęku, któ­ry nie pozwa­la wyjść poza zaklę­ty krąg zmar­twień i pro­ble­mów i to tak bar­dzo, że poja­wia się pod­sta­wo­we pyta­nie: po co to wszyst­ko? Jaki sens ma moje życie?

Lęk – szcze­gól­nie moc­ny w sytu­acjach gra­nicz­nych – jak choć­by śmierć czy zagro­że­nie życia naj­bliż­szych to doświad­cze­nie, któ­re odbie­ra język, rodzi trud­ne do opi­sa­nia dozna­nie, w któ­rym cha­oso­wi myśli, nie­pew­no­ści, towa­rzy­szy ducho­wa pust­ka.

Przy­po­mnij­my sobie jed­no z naj­bar­dziej zna­nych słów ks. dr. Mar­ci­na Lutra: „Jak mogę zna­leźć łaska­we­go Boga?” Luter, czło­wiek śre­dnio­wie­cza, pogrą­żo­ny w nie­pew­no­ści i zwąt­pie­niu poszu­ki­wał łaska­we­go Boga. Opę­ta­ny lękiem potę­pie­nia miał nadzie­ję, że poprzez ćwi­cze­nia w poboż­no­ści, prak­ty­ki pokut­ne, wypeł­nia­nie całe­go zesta­wu pytań reli­gij­nych, osią­gnie spo­kój ducha, lecz zamiast tego scho­dził w głę­biej w prze­paść roz­pa­czy, coraz bar­dziej zagma­twa­ną spi­ra­lę pytań, wąt­pli­wo­ści i nie­uf­no­ści. Tak­że dziś pyta­nie, któ­re sta­wiał Luter na począt­ku XVI wie­ku, jest aktu­al­ne, tyle że reali­zu­je się ono z jesz­cze więk­szym rady­ka­li­zmem: postę­pu­ją­ce zeświec­cze­nie, seku­la­ryzm, agre­syw­ny ate­izm i lan­so­wa­ny sys­tem war­to­ści, w któ­rym nie ma miej­sca na Boga, zra­dy­ka­li­zo­wał pyta­nie Lutra do jesz­cze bar­dziej fun­da­men­tal­ne­go pyta­nia: Jak mogę zna­leźć Boga? Czy Bóg ist­nie­nie?

Pyta­nie o łaska­we­go Boga wyda­je się być w tym kon­tek­ście czymś abs­trak­cyj­nym, bo tak bar­dzo dale­kim i roz­my­tym na hory­zon­cie ide­olo­gii i prze­ko­nań, któ­ry­mi czło­wiek bom­bar­do­wa­ny jest zewsząd. Poczu­cie zagu­bie­nia – wła­śnie lęku – pogłę­bia się, rady­ka­li­zu­ją się nie tyl­ko pyta­nia, ale i nie­moc doświad­cze­nia nie­obec­no­ści Boga.

Czyż wia­ra nie jest trud­ną przy­go­dą? Bana­łem jest stwier­dze­nie, że oto wia­ra to nie tyl­ko eufo­ria, pod­nio­słe prze­ży­cia, wznio­słe cere­mo­nie i radość, któ­ra uskrzy­dla i spra­wia, że życie i jego pro­ble­my, a wresz­cie żądło śmier­ci, wyda­ją się być tak dale­kie i nie­rze­czy­wi­ste. Oczy­wi­ście wia­ra i wąt­pli­wo­ści nale­żą do sie­bie, ale pozo­sta­nie przy tym stwier­dze­niu to tyl­ko jeden krok, a w żad­nym wypad­ku nie może być uspra­wie­dli­wie­niem ducho­we­go leni­stwa. To nie wąt­pli­wo­ści są zagro­że­niem dla wia­ry, ale jest nią lęk, bojaźń, któ­re zatrzy­mu­ją nas w poło­wie dro­gi i nie pozwa­la­ją na ryzy­ko wia­ry, na sko­cze­nie w prze­paść – jak doświad­cze­nie reli­gij­ne opi­sał duń­ski filo­zof Søren Kier­ke­ga­ard. A jed­nak chrze­ści­ja­nin nie jest zda­ny tyl­ko na sie­bie – nie może spaść w bez­den­ną prze­paść, w oce­an bez­na­dziei i świę­te­go spo­ko­ju, gdzie nic i nikt nie zmą­ci ducho­wej pust­ki. Nikt nie może spaść głę­biej niż w ręce miło­sier­ne­go Boga. Wie­lu ludzi, któ­rzy sta­wa­li u pro­gu prze­pa­ści opi­sy­wa­ło doświad­cze­nie sło­wa­mi: nie byłem sam, ktoś był i doda­wał nam otu­chy, wię­cej!, nosił na swo­ich rękach.

Nasz tekst biblij­ny, pisa­ny przez apo­sto­ła z wię­zie­nia, jest jed­nym z tych frag­men­tów Pisma Świę­te­go, któ­ry nie­zwy­kle przej­mu­ją­co opi­su­je doświad­cze­nie wia­ry: nie cho­dzi tyl­ko o oko­licz­no­ści, ale o wszyst­ko to, co wią­że się z lękiem i oba­wa­mi.

Nie wstydź się więc świa­dec­twa o Panu naszym, ani mnie, więź­nia jego, ale cierp wespół ze mną dla ewan­ge­lii, wspar­ty mocą Boga.

Inte­re­su­ją­ce w tym kon­tek­ście jest to, że grec­ki tekst umoż­li­wia prze­tłu­ma­cze­nie słów ‘cierp ze mną dla ewan­ge­lii’ rów­nież jako ‘cierp ze mną z ewan­ge­lii’ – inny­mi sło­wy apo­stoł przy­po­mi­na i uzmy­sła­wia to, co kie­dyś i dzi­siaj jest nie­zwy­kle istot­ne: ewan­ge­lia nie jest baj­ką dla grzecz­nych dzie­ci, ewan­ge­lia nie jest opo­wiast­ką z tysią­ca i jed­nej nocy, ewan­ge­lia nie jest poli­tycz­nym mani­fe­stem, ani tym bar­dziej tablet­ką szczę­ścia i pro­spe­ri­ty. Ewan­ge­lia to uczest­nic­two w życiu z Chry­stu­sem, a życie Chry­stu­sa i jego uczen­nic i uczniów to nie tyl­ko uśmiech, modli­twa i radość, ale tak­że padół, ruiny, cier­pie­nie i wresz­cie śmierć. Ewan­ge­lia jest zatem nie tyl­ko mocą/siłą do kocha­nia i skła­da­nia świa­dec­twa, ale tak­że siłą do cier­pie­nia – jest ona nie tyl­ko bło­go­sła­wień­stwem, ale i zobo­wią­za­niem, brze­mie­niem, a cza­sem i ofia­rą.

Posia­da­my wiel­ki przy­wi­lej, że może­my spo­ty­kać się w naszych kościo­łach bez żad­nych ogra­ni­czeń – jed­nak wie­le naszych sióstr i bra­ci nie ma takiej moż­li­wo­ści: z powo­du ewan­ge­lii są prze­śla­do­wa­ni. Dla nich życie dla ewan­ge­lii i z ewan­ge­lii to przede wszyst­kim odnaj­dy­wa­nie w przy­jaź­ni z Chry­stu­sem siły do zno­sze­nia prze­śla­do­wań i cier­pie­nia. Stąd też sło­wa apo­sto­ła Paw­ła, ale tak­że tek­sty litur­gicz­ne dzi­siej­szej nie­dzie­li, to pocie­sze­nie w chwi­lach, kie­dy pyta­my o łaska­we­go Boga, kie­dy sta­wia­my pyta­nia o cel i sens. Nie cho­dzi o tanie pocie­sze­nie, nie cho­dzi o zala­nie bez­mia­ru cier­pie­nia i lęku cemen­tem obo­jęt­no­ści, dogma­tów i okle­pa­nych for­mu­łek.

Apo­stoł nawo­łu­jąc do odwa­gi wyzna­wa­nia Ewan­ge­lii, reali­zu­je taką for­mę dusz­pa­ster­stwa, któ­re nie jest nachal­ną i nie­czy­tel­ną dla współ­cze­sne­go czło­wie­ka gim­na­sty­ką, ale wzy­wa do porzu­ce­nia warow­ni stra­chu i lęku względ­nie prze­świad­cze­nia o wła­snej samo­wy­star­czal­no­ści. Apo­stoł nawo­łu­je do dusz­pa­ster­stwa, któ­re reali­zu­je się w bez­względ­nym zaufa­niu Jezu­so­wi Chry­stu­so­wi, gdyż Bóg „wyba­wił nas i powo­łał powo­ła­niem świę­tym, nie na pod­sta­wie uczyn­ków naszych, lecz według posta­no­wie­nia swo­je­go i łaski, danej nam w Chry­stu­sie Jezu­sie przed daw­ny­mi wie­ka­mi.”(9)

Gdy Die­trich Bon­ho­ef­fer, lute­rań­ski pastor i męczen­nik za wia­rę, sie­dział w wię­zie­niu świa­do­my swo­je­go bli­skie­go koń­ca, pogrą­żo­ny był w wiel­kiej bojaź­ni. W jed­nym z listów opi­sy­wał swój stan sło­wa­mi: „jestem nie­spo­koj­ny, prze­peł­nio­ny tęsk­no­tą, cho­ry jak ptak zamknię­ty w klat­ce, wal­czą­cy o oddech życia, jak­by ktoś dusił moje gar­dło.” Gdy Bon­ho­ef­fer szedł na sza­fot powie­dział: „To jest już koniec, ale dla mnie dopie­ro począ­tek życia.” Wła­śnie w tych sło­wach wyra­ża się brak bojaź­ni, odwa­ga wia­ry, któ­ra, jak powia­da ap. Paweł, zosta­ła obja­wio­na „przez przyj­ście Zba­wi­cie­la nasze­go, Chry­stu­sa Jezu­sa, któ­ry śmierć znisz­czył, a żywot i nie­śmier­tel­ność na jaśnię wywiódł przez ewan­ge­lię.” (10) Nie­któ­rzy bibli­ści uwa­ża­ją, że sło­wa te mia­ły litur­gicz­ny cha­rak­ter i uży­wa­ne były pod­czas nabo­żeństw we wcze­snym Koście­le. War­to je sobie zapa­mię­tać, aby wte­dy, gdy przyj­dzie noc zwąt­pie­nia móc zło­żyć przed Bogiem, bliź­ni­mi i sobą samym owo wyzna­nie.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.