17. Niedziela po Trójcy Św. — Dziękczynne Święto Żniw
- 29 września, 2007
- przeczytasz w 7 minut
“A gdy Jezus usłyszał, że go wyrzucili, i gdy go spotkał, rzekł: Czy wierzysz w Syna Człowieczego? A on odpowiadając, rzekł: Któż to jest, Panie, bym mógł w niego uwierzyć? A Jezus rzekł do niego: Widziałeś go już, a jest nim właśnie Ten, co rozmawia z tobą. Ów rzekł: Wierzę, Panie! I złożył mu pokłon. I rzekł Jezus: Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a ci, którzy widzą, stali się ślepymi. A gdy to usłyszeli ci faryzeusze, którzy z nim […]
“A gdy Jezus usłyszał, że go wyrzucili, i gdy go spotkał, rzekł: Czy wierzysz w Syna Człowieczego? A on odpowiadając, rzekł: Któż to jest, Panie, bym mógł w niego uwierzyć? A Jezus rzekł do niego: Widziałeś go już, a jest nim właśnie Ten, co rozmawia z tobą. Ów rzekł: Wierzę, Panie! I złożył mu pokłon. I rzekł Jezus: Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a ci, którzy widzą, stali się ślepymi. A gdy to usłyszeli ci faryzeusze, którzy z nim byli, rzekli mu: Czy i my ślepi jesteśmy? Rzekł im Jezus: Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, a że teraz mówicie: Widzimy, przeto pozostajecie w grzechu. ” J 9,35–41
Komu wierzyć? Komu można zaufać? A komu nie? Gdzie znaleźć szczęście? Jak można się w pełni zrealizować? Pytania, słowa, wątpliwości i przekonania są częścią naszego życia. Wciąż jesteśmy wzywani do decyzji, wyborów i zewsząd atakowani pytaniami, prośbami i wezwaniami o wiarę, zaufanie, decyzje! Sprzyja temu nie tylko gorący okres kampanii wyborczej, ale po prostu codzienne sytuacje. Ilość tych pytań, to, jakie mają znaczenie w naszym życiu wprowadzać mogą atmosferę zagubienia, chaosu — mogą dręczyć, zasmucać, zniechęcać, ale również inspirować, radować i uskrzydlać do nowych działań.
To dobrze, że w naszym życiu pojawiają się pytania. To dobrze, że troszczymy się o swoje życie, życie innych, o powodzenie naszej Ojczyzny. To wspaniale, że nie jesteśmy obojętni. Jednak coraz częściej dzieje się tak, że pośród zamętu, nawału spraw codziennych, pośród miliona przyzwyczajeń, duchowego wręcz zasiedzenia, przestajemy zadawać pytania o to, co w życiu chrześcijanina jest najważniejsze – o Boga. Nagła konieczność zmierzenia się z tymi kwestiami np. w obliczu śmierci, choroby, czy po prostu w rozmowie z przyjaciółmi uświadamia, że koniec końców tak nie wiele wiemy, że jesteśmy tak mocno zajęci małymi i wielkimi problemami, że może już nie wiemy – komu wierzyć? Komu można zaufać? A komu nie?
Dzisiejszy tekst z Ewangelii Jana jest kontynuacją dobrze znanej historii o uzdrowieniu ślepca nad sadzawką Syloe. Człowiek, który był niewidomy od urodzenia, doznał niewiarygodnego cudu. Zdumieli się również ci, którzy go na co dzień widzieli żebrzącego. Przyprowadzili go więc przed faryzeuszów, aby opowiedział o tym, co go spotkało. Świadectwo uzdrowionego podzieliło uczonych. Nie mogli uwierzyć, że człowiek, który stoi przed nimi, został uzdrowiony – byli pewni swojej mądrości, przeświadczeni, że niejako z urzędu to oni zawsze mają rację, że całe to zamieszanie da się jakoś wyjaśnić bez szkody dla ich autorytetu. Postanowili w końcu pozbyć się niewygodnego świadka i wyrzucili go za drzwi. I tutaj rozpoczyna się nasza historia. Jezus stawia mu pytanie, zdawałoby się proste: — Czy wierzysz w Syna Człowieczego? W odpowiedzi Jezus słyszy pytanie: — Któż to jest, Panie, bym mógł w niego uwierzyć? To pytanie, które na pierwszy rzut oka wydaje się proste, jest w sumie bardzo trudnym i podstawowym pytaniem — także dla nas, dziś tu i teraz. Czy wierzysz? Komu wierzysz, a komu nie? Komu ufasz? A konkretnie: czy wierzysz w Syna Bożego? Czy jesteś w stanie wyznać, publicznie, że wierzysz, że pragniesz, że chcesz trwać w społeczności w nim?
Czy znacie legendarnych detektywów: Sherlocka Holmesa i jego kompana, nieocenionego dr. Watsona? Otóż pewnego dnia panowie wybrali się na biwak. Po kilku butelkach dobrego wina panowie zasnęli i gdy minęło dobre parę godzin obudzili się i Sherlock spytał Watsona:
– Watsonie, co widzisz, gdy patrzysz w niebo?
- Widzę miliony, nie, miliardy gwiazd.
- A co to oznacza dla ciebie?
- Cóż, pod względem astrologicznym, że istnieje miliony galaktyk i planet, pod względem teologicznym, że Bóg istnieje i pięknie wszystko ukształtował, pod względem meteorologicznym, że jutro będziemy mieli ładną pogodę. A tobie, Sherlocku, co one mówią?
- Watsonie, te gwiazdy mówią mi, że ktoś ukradł namiot i nie mamy dachu nad głową.
Co wynika z tej historyjki? Obraz gwiaździstego nieba był dla Watsona tak oczywisty, tak naturalny, że podjął nieco filozoficzne rozważania nt. tego, co mogą oznaczać bogato usiane gwiazdy. Tymczasem nie dopatrzył się rzeczy podstawowej. Nie ma namiotu. Ktoś go ukradł. Czy podobnie nie jest z wiarą?
Żyjemy w kraju chrześcijańskim, otaczają nas chrześcijańskie symbole, w telewizji wciąż słyszymy o Kościele, Bogu, religii. Żyjemy w kraju, w którym wciąż wielu obywateli chodzi w niedzielę do kościoła – innymi słowy: żyjemy w społeczeństwie, dla którego sprawy wiary i religii są w pewnym stopniu oczywiste, nie budzą zastanowienia, po prostu są, bo tak było i zapewne będzie. Właśnie – w pewnym stopniu oczywiste. Powiedzenie mówi, że o rzeczach oczywistych się nie rozmawia, ale problem polega na tym, że to, co dotyczy prawdziwej wiary chrześcijańskiej, żarliwości, namiętności, poszukiwania, zadawania pytań, nieustannej troski o wiarę staję się w obliczu tej właśnie oczywistości, czymś zapomnianym. A przecież odpowiedzialność za Ewangelię zakłada nieustanne poruszenie, zaangażowanie, pytanie i poszukiwanie, nawet wtedy, gdy dopada nas znudzenie, zwątpienie, czy po prostu brak zainteresowania czymkolwiek.
Pytanie Jezusa skierowane do ślepca nie jest formalnością, nie jest odpowiedzią w quizie, nie jest pytaniem, które zadają ankieterzy sondując preferencje wyborcze czy ulubiony proszek do prania. Pytanie Jezusa jest fundamentalne dla każdego chrześcijanina, bez względu na to, czy ma 20, 30 czy 80 lat: Komu wierzysz? Komu ufasz, a komu nie? To pytanie, które nieustannie przewija się przez całe Pismo Święte, nawet wtedy kiedy nie jest wprost stawiane: każda historia, każda przypowieść, jaką słyszymy, jest zaproszeniem Jezusa, jest pytaniem Jezusa skierowanym także do nas: — Czy wierzysz w Syna Człowieczego?
Ale cóż to za pytanie? Poniekąd oczywiste. A może za bardzo oczywiste? Z całą pewnością jest to pytanie, które na nowo stawia nas przed kluczowymi wydarzeniami historii zbawienia, to pytanie, które wzbudza nową wrażliwość, apeluje o porzucenie formalnej oczywistości i zwrócenie się całym sercem, całą namiętnością, PASJĄ, ku Temu, w imię którego zostaliśmy ochrzczeni, w imię którego tutaj się spotykamy. To wielka sprawa i wielka namiętność, żarliwa relacja, którą pięknie wyrażają słowa z Pieśni nad Pieśniami. Oblubienica, będąca obrazem Kościoła, poszukuje swojego Oblubieńca, i woła do niego: „Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wyprowadź mnie, o królu, do swoich komnat, abyśmy mogli się radować i weselić tobą, upajać się twoją miłością bardziej niż winem.” (1,4). Tu nie ma miejsce na bylejakość. Tu nie ma miejsca na obojętność, bezbarwną oczywistość i zobojętnienie. Jest zaproszenie do radości, do bezgranicznego oddania, do szczerej odpowiedzi na pytanie: Komu wierzysz? Komu możesz zaufać, a komu nie?
Jest w naszej historii inny ważny moment, który podkreśla niesamowitą wagę Jezusowego pytania. To słowa zwrócone do faryzeuszy, dogłębnie przekonanych, że wiedzą już wszystko, co należy: — Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą, widzieli, a ci, którzy widzą, stali się ślepymi. Jezus mówi, że przyszedł na sąd, przyszedł, aby poddać osądowi nasz wzrok, a konkretniej, czy to, co zdajemy się widzieć jest rzeczywiście autentyczne, czy nasze postrzeganie tej oczywistej rzeczywistości jest prawdziwe, głębokie, namiętne i ostre, Jezus przychodzi, aby ci, którzy do tej pory nie widzieli, przejrzeli i zobaczyli, że pośród całego zgiełku, małych i d
użych problemów, tysięcy decyzji do podjęcia, jest inna rzeczywistość – wiary, nadziei i miłości. To misyjne zaproszenie do tych, którzy nie słyszeli o Ewangelii.
Jezus przychodzi również po to, aby ci, którym zdaje się, że widzą, stali się ślepi na to, co wydaje się im oczywiste, rutynowe, co nie podlega pytaniom i stało się takie zwyczajne. Jezus wzywa wszystkich, ciebie i mnie, abyśmy zamknęli oczy i wiarą dotknęli się ognia – ognia, który jednak nie spala, nie parzy, nie niszczy, ale rozświetla, rozgrzewa, rozpala wciąż na nowo namiętną miłością, bardziej upojną niż wino, ognia, który ożywia serca i uzdalnia nas do odpowiedzi na podstawowe pytanie: - Komu wierzysz? Komu możesz zaufać, a komu nie? Tym ogniem jest Ewangelia, sam Chrystus, który przychodzi do nas w swoim Słowie. Prośmy Ducha Św. o łaskę, żarliwy ogień w naszych sercach, o to, abyśmy nigdy nie zapominali o pytaniu, komu wierzymy i dlaczego wierzymy. Prośmy o gorącą tęsknotę, abyśmy mogli zawołać do Jezusa: Pociągnij mnie za sobą! Pobiegnijmy! Wyprowadź mnie, o królu, do swoich komnat. Amen.