Ekumenizm w Polsce i na świecie

4. Niedziela po Trójcy Świętej — źdźbło i belka w oku


Bądź­cie miło­sier­ni, jak miło­sier­ny jest Ojciec wasz. I nie sądź­cie, a nie będzie­cie sądze­ni, i nie potę­piaj­cie, a nie będzie­cie potę­pie­ni, odpusz­czaj­cie, a dostą­pi­cie odpusz­cze­nia. Dawaj­cie, a będzie wam dane; mia­rę dobrą, natło­czo­ną, potrzę­sio­ną i prze­peł­nio­ną dadzą w zana­drze wasze; albo­wiem jakim sądem sądzi­cie, takim was osą­dzą, i jaką mia­rą mie­rzy­cie, taką i wam odmie­rzą. Opo­wie­dział im też podo­bień­stwo: Czy może śle­py śle­pe­go pro­wa­dzić? Czy obaj nie wpad­ną do dołu? Nie masz ucznia nad mistrza, ale nale­ży­cie […]


Bądź­cie miło­sier­ni, jak miło­sier­ny jest Ojciec wasz. I nie sądź­cie, a nie będzie­cie sądze­ni, i nie potę­piaj­cie, a nie będzie­cie potę­pie­ni, odpusz­czaj­cie, a dostą­pi­cie odpusz­cze­nia. Dawaj­cie, a będzie wam dane; mia­rę dobrą, natło­czo­ną, potrzę­sio­ną i prze­peł­nio­ną dadzą w zana­drze wasze; albo­wiem jakim sądem sądzi­cie, takim was osą­dzą, i jaką mia­rą mie­rzy­cie, taką i wam odmie­rzą.

Opo­wie­dział im też podo­bień­stwo: Czy może śle­py śle­pe­go pro­wa­dzić? Czy obaj nie wpad­ną do dołu? Nie masz ucznia nad mistrza, ale nale­ży­cie będzie przy­go­to­wa­ny każ­dy, gdy będzie jak jego mistrz. A dla­cze­go widzisz źdźbło w oku bra­ta swe­go, a bel­ki w oku wła­snym nie dostrze­gasz? Albo jak powiesz bra­tu swe­mu: Pozwól, że wyj­mę źdźbło z oka twe­go, a oto bel­ka jest w oku two­im? Obłud­ni­ku, wyj­mij naj­pierw bel­kę z oka swe­go, a wte­dy przej­rzysz, aby wyjąć źdźbło z oka bra­ta swego.(Łk 6,36–42 )

Histo­ria o źdźble i bel­ce w oku sta­łą się już nie­mal przy­sło­wio­wa. Powta­rza­na jest rów­nież przez oso­by, któ­re się nawet nie orien­tu­ją, skąd to porów­na­nie przy­cho­dzi. Umi­ło­wa­na przez kazno­dzie­jów, zbyt czę­sto sta­je się pro­bie­rzem mora­li­za­tor­stwa, mimo że wła­śnie prze­ciw­ko nie­mu jest skie­ro­wa­na.

Co wię­cej, Jezu­so­we sło­wa bywa­ją czę­sto i jed­no­stron­nie inter­pre­to­wa­ne jako sprze­ciw wobec nazbyt łatwe­go osą­dza­nia innych. To tyl­ko pół praw­dy. To tak jak­by sta­nąć w poło­wie dro­gi do celu i zre­zy­gno­wać z dal­szej podró­ży, pod­da­jąc pod wąt­pli­wość sens dotych­czas odby­tej dro­gi. Nie o łatwość osą­dza­nia tutaj cho­dzi. Nie łatwi­zna jest głów­nym tema­tem, a wła­śnie trud­ność. Zbyt pospiesz­na oce­na bliź­nich wią­że się przede wszyst­kim z odmo­wą wej­ścia w głąb sie­bie – nie na modę dale­ko­wschod­nich mądro­ści o zjed­no­cze­niu się z wła­snym „ja”, mistycz­ne­go zespo­le­nia cia­ła i ducha, ale wej­ścia w głąb, któ­re w rze­czy­wi­sto­ści będzie pro­wa­dze­niem przez Ducha Świę­te­go ku pozna­niu wła­snej grzesz­no­ści. Nie ina­czej jak poprzez Zakon i Ewan­ge­lię czło­wiek pozna­je, jak bar­dzo jest zaplą­ta­ny w same­go sie­bie, pozna­je rze­czy­wi­stość grze­chu i w niej całe­go sie­bie. Odmo­wa wej­ścia w same­go sie­bie powo­du­je suro­wość oce­ny i potę­pie­nia grze­chu u wszyst­kich tyl­ko nie u sie­bie.

Lek­ce­wa­że­niem isto­ty grze­chu było­by spi­sa­nie go do jed­nost­ko­wych czy­nów lub, co gro­sza, poje­dyn­czych osób. W pew­nym sen­sie grzech jest „wspól­no­to­wy”, bowiem doty­czyć wszyst­kich, tak­że całej wspól­no­ty Kościo­ła – Cie­bie i mnie. Odmo­wa spoj­rze­nia na sie­bie przez pry­zmat Zako­nu i Ewan­ge­lii, co w naj­lep­szym przy­pad­ku pocią­ga za sobą dia­gno­zę źdźbła, jest rów­nież bra­kiem umi­ło­wa­nia i przy­ję­cia Ewan­ge­lii o Chry­stu­sie. Nie bez powo­du apo­stoł św. Paweł wypo­wia­da przej­mu­ją­ce sło­wa: „Praw­dzi­wa to mowa i w całej peł­ni przy­ję­cia god­na, że Chry­stus Jezus przy­szedł na świat, aby zba­wić grzesz­ni­ków, z któ­rych ja jestem pierw­szy.” (1 Tm 1,15)

Histo­ria o źdźble i bel­ce w oku sta­je przed naszy­mi ocza­mi, aby­śmy dobrze z nich korzy­sta­li, aby­śmy spoj­rze­li wpierw w sie­bie, pro­sząc Ducha Świę­te­go o szcze­re roz­po­zna­nie nasze­go grze­chu, a następ­nie spoj­rze­li na bliź­nich, by lepiej „jed­ni dru­gich brze­mio­na nosić” (Gal 6,2), jak mówią sło­wa biblij­ne­go hasła tygo­dnia. Świa­do­mość grze­chu i jego wyzna­nie przed obli­czem miłu­ją­ce­go czło­wie­ka Boga jest jed­nym z wie­lu kro­ków, któ­re zbli­ża­ją nas do nie­go, umoż­li­wia­ją powrót do Paste­rza. Słusz­nie zwia­sto­wał Iza­jasz: „Oto ręka Pana nie jest tak krót­ka, aby nie mogła pomóc, a jego ucho nie jest tak przy­tę­pio­ne, aby nie sły­szeć. Lecz wasze winy są tym, co was odłą­czy­ło od wasze­go Boga.” (59,1–2). Amen.

Grzesz­ni­ka nie­jed­ne­go przy­ją­łeś, o Panie! Daj mnie też, o mój Zbaw­co, ujrzeć zmi­ło­wa­nie! Toć moja jest otu­cha, że Ty nas miłu­jesz, o jak­żem więc szczę­śli­wy, że i mnie przyj­mu­jesz.” Śpiew­nik Ewan­ge­lic­ki 428,5

foto nr 1: pancheri.net

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.