Ekumenizm w Polsce i na świecie

7. Niedziela po Trójcy Świętej — Dzień św. Marii Magdaleny


“Bo miłość Chry­stu­so­wa ogar­nia nas, któ­rzy doszli­śmy do tego prze­ko­na­nia, że jeden za wszyst­kich umarł; a zatem wszy­scy umar­li; a umarł za wszyst­kich, aby ci, któ­rzy żyją, już nie dla sie­bie samych żyli, lecz dla tego, któ­ry za nich umarł i został wzbu­dzo­ny. Dla­te­go już odtąd niko­go nie zna­my według cia­ła; a jeśli zna­li­śmy Chry­stu­sa według cia­ła, to teraz już nie zna­my. Tak więc, jeśli ktoś jest w Chry­stu­sie, nowym jest […]


“Bo miłość Chry­stu­so­wa ogar­nia nas, któ­rzy doszli­śmy do tego prze­ko­na­nia, że jeden za wszyst­kich umarł; a zatem wszy­scy umar­li; a umarł za wszyst­kich, aby ci, któ­rzy żyją, już nie dla sie­bie samych żyli, lecz dla tego, któ­ry za nich umarł i został wzbu­dzo­ny. Dla­te­go już odtąd niko­go nie zna­my według cia­ła; a jeśli zna­li­śmy Chry­stu­sa według cia­ła, to teraz już nie zna­my. Tak więc, jeśli ktoś jest w Chry­stu­sie, nowym jest stwo­rze­niem; sta­re prze­mi­nę­ło, oto wszyst­ko sta­ło się nowe.” 2 Kor. 5,14–17

Zacznij­my wszyst­ko od począt­ku! Zacznij­my od nowa! Poucze­ni błę­da­mi, ubo­ga­ce­ni mądro­ścią życia, przy­krych doświad­czeń – zacznij­my wszyst­ko od nowa! Sta­re puść­my w nie­pa­mięć! Nie odwra­caj­my się za sie­bie! Patrz­my w przy­szłość! Czyż to nie wspa­nia­ła per­spek­ty­wa — szcze­gól­nie wte­dy, gdy wyda­je nam się, że lądu­je­my na dnie, wię­cej, gdy jak­by na cie­le i duszy czu­je­my nie­zno­śny ból, nie­po­ko­ją­cy cios, nawał­ni­cę myśli i reflek­sji, aż wresz­cie poja­wia się szan­sa na odbi­cie się od dna, wyj­ście na pro­stą, roz­po­czę­cia wszyst­kie­go od nowa, aby nad­ro­bić stra­co­ny czas, być może napra­wić wyrzą­dzo­ne szko­dy, czy zre­ali­zo­wać skry­wa­ne dotąd marze­nia. Roz­po­cząć wszyst­ko od nowa!


Pismo Świę­te, ale rów­nież histo­ria Kościo­ła, peł­ne są nie­zwy­kle inte­re­su­ją­cych posta­ci, któ­re swo­im życiem poka­za­ły, że wszyst­ko moż­na zacząć od nowa. Wzmoc­nie­ni rady­kal­ną ufno­ścią, obda­ro­wa­ni wiel­ką nadzie­ją i inspi­ro­wa­ni zdu­mie­wa­ją­cą miło­ścią Boga ludzie ci zaświad­cza­li o Jezu­sie Chry­stu­sie, pro­wa­dze­ni przez Ducha Świę­te­go skła­da­li świa­dec­two o bez­gra­nicz­nej wier­no­ści Boga, o Ewan­ge­lii, dzię­ki, któ­rej każ­de z nich mogło wszyst­ko roz­po­cząć od nowa. Świę­ci, bo o nich tu mowa, przez wie­ki byli i są przy­kła­dem wia­ry, a przede wszyst­kim żywym dowo­dem dzia­ła­nia Boga w świe­cie i dla dobra czło­wie­ka.


Kim są ci świę­ci? W tym roku w 7. Nie­dzie­lę po Trój­cy Świę­tej, przy­pa­da rów­no­cze­śnie wspo­mnie­nie Marii Mag­da­le­ny, jed­nej z cen­tral­nych posta­ci czte­rech ewan­ge­lii – to wła­śnie ona, prze­peł­nio­na żało­bą po utra­cie uko­cha­ne­go Nauczy­cie­la uda­ła się do gro­bu, by nama­ścić Jego cia­ło. Ujrza­ła odwa­lo­ny kamień i spo­strze­gła, że grób jest pusty: „Ale Maria sta­ła zewnątrz gro­bu i pła­ka­ła. A pła­cząc nachy­li­ła się do gro­bu i ujrza­ła dwóch anio­łów w bie­li sie­dzą­cych, jed­ne­go u gło­wy, a dru­gie­go u nóg, gdzie leża­ło cia­ło Jezu­sa. A ci rze­kli do niej: Nie­wia­sto! Cze­mu pła­czesz? Rze­cze im: Wzię­li Pana mego, a nie wiem, gdzie go poło­ży­li. A gdy to powie­dzia­ła, obró­ci­ła się za sie­bie i ujrza­ła Jezu­sa sto­ją­ce­go, a nie wie­dzia­ła, że to Jezus. Rzekł jej Jezus: Nie­wia­sto! Cze­mu pła­czesz? Kogo szu­kasz? Ona, mnie­ma­jąc, że to jest ogrod­nik, rze­kła mu: Panie! Jeśli ty go wzią­łeś, powiedz mi, gdzie go poło­ży­łeś, a ja go wezmę. Rzekł jej Jezus: Mario! Ona obró­ciw­szy się, rze­kła mu po hebraj­sku: Rab­bu­ni! Co zna­czy: Nauczy­cie­lu!” (J 20,11–16)


Maria roz­po­zna­ła Zmar­twych­wsta­łe­go Chry­stu­sa, prze­peł­nio­na ogrom­ną rado­ścią, wręcz eufo­rią i nie­by­wa­łym bło­go­sła­wień­stwem zanio­sła Ewan­ge­lię uczniom: Pan Zmar­twych­wstał! Ciesz­cie się! On praw­dzi­wie zmar­twych­wstał! Nikt nie chciał jej uwie­rzyć, jej, kobie­cie, mimo że to ona, w prze­ci­wień­stwie do apo­sto­łów nie opu­ści­ła Jezu­sa, gdy konał na krzy­żu. Nie bez powo­du wschod­nia tra­dy­cja chrze­ści­jań­ska nazy­wa św. Marię Mag­da­le­nę, apo­stoł­ką albo po pro­stu św. Marią Mag­da­le­ną Rów­ną Apo­sto­łom. Wyda­rze­nie zmar­twych­wsta­nia odmie­ni­ło jej życie, wla­ło w nie nadzie­ję, zupeł­nie inną, nie­wy­obra­żal­ną prze­strzeń wia­ry, któ­rej nie spo­sób zmie­rzyć, zwe­ry­fi­ko­wać, pod­dać bada­niom, potwier­dzić za pomo­cą nauko­wych dowo­dów. Wszyst­ko zaczę­ło się od nowa. Pro­sta kobie­ta, pro­sta Żydów­ka sta­ła się pierw­szym zwia­stu­nem Ewan­ge­lii. Uwie­rzy­ła w Ewan­ge­lię i odtąd nic już nie było takie same, wszyst­ko sta­ło się nowe, sta­re prze­mi­nę­ło. Chry­stus prze­cież zmar­twych­wstał!


Co więc z tymi świę­ty­mi? Zgod­nie z tym, cze­go naucza Pismo Świę­te świę­ty­mi są wszy­scy wie­rzą­cy w Jezu­sa Chry­stu­sa. Tyl­ko tyle i aż tyle. „Tyl­ko” ponie­waż świę­tość czło­wie­ka przed Bogiem nie zale­ży od kościel­nych cere­mo­nii, roz­bu­do­wa­ne­go pro­ce­su kano­ni­za­cyj­ne­go, pro­wa­dzą­ce­go do „wynie­sie­nia na ołta­rze”, a „aż tyle” ponie­waż powo­ła­nie do świę­to­ści jest misją każ­dej i każ­de­go z nas na całe życie, powo­ła­niem, w któ­re w spo­sób szcze­gól­ny otrzy­mu­je­my poprzez łaskę zwią­za­ną z chrztem świę­tym – przy­po­mnij­my sobie sło­wa Iza­ja­szo­we­go pro­roc­twa: „Nie bój się, nazwa­łem cię two­im imie­niem, moim jesteś!” (Iz 43,5a). Świę­tość, do jakiej wzy­wa nas Pan poka­zu­jąc nam świad­ków wia­ry, jest codzien­nym ZAPROSZENIEM do świę­to­ści, do codzien­ne­go, nie­ustan­ne­go nawró­ce­nia, odda­wa­nia się Bożej opie­ce. Bóg kła­dzie nam na ręce bez­cen­ny skarb, skarb wiel­ki, ale zara­zem bar­dzo sub­tel­ny i deli­kat­ny – to wia­ra, któ­ra może góry prze­no­sić, wia­ra, któ­ra w momen­tach nie­spo­dzie­wa­nej roz­pa­czy otwie­ra oce­an nadziei, ale to tak­że dar, któ­ry wyma­ga nie­ustan­nej tro­ski.


Świę­ci? Nie­któ­rzy mogą powie­dzieć: oni są lep­si, dosko­nal­si, dostoj­ni i tak nie­osią­gal­nie świę­ci, uod­por­nie­ni na wstrzą­sy, powo­do­wa­ne wąt­pli­wo­ścia­mi. Czy tak jest napraw­dę? Spójrz­my na ap. św. Paw­ła – kie­dyś prze­śla­dow­ca i mor­der­ca pierw­szych chrze­ści­jan, św. Piotr – zdraj­ca, któ­ry zaparł się swo­je­go Pana, św. Tomasz – nie­do­wia­rek, któ­ry żądał dowo­dów na zmar­twych­wsta­nie, czy wła­śnie św. Maria Mag­da­le­na, z któ­rej Jezus wypę­dził demo­ny, a któ­rą tra­dy­cja zachod­nia łączy­ła nie­kie­dy z jaw­no­grzesz­ni­cą. Każ­de z nich dale­kie było od krysz­ta­ło­we­go ide­ału, nie mia­ło­by dobrych refe­ren­cji w kon­kur­sie na świę­te życie, z pew­no­ścią nie odpo­wia­da­ło­by suro­wym nor­mom nie­któ­rych mora­li­za­to­rów, któ­rych nie bra­ku­je tak­że obec­nie, tak­że w Pol­sce. A mimo to Pan Bóg posłu­żył się nimi, grzesz­ni­ka­mi w Dzie­le Wiel­kie­go Miło­sier­dzia i Odku­pie­nia. Wspo­mi­na­my ich, i nie tyl­ko ich, bo rów­nież wie­le innych zna­czą­cych posta­ci ze sta­ro­żyt­nej, śre­dnio­wiecz­nej, refor­ma­cyj­nej, czy współ­cze­snej histo­rii Kościo­ła, aby kar­mić się ich świa­dec­twem i dzię­ko­wać Bogu za to, że zwra­ca się ku grzesz­ni­ko­wi, że pozwa­la wszyst­ko roz­po­cząć od nowa. Dzię­ko­wać nale­ży Bogu tak­że za innych świę­tych, za nasze sio­stry i bra­ci w wie­rze, któ­rzy sta­ją na naszej dro­dze i poma­ga­ją nieść nam krzyż.


Świę­ci są przy­kła­dem wia­ry, zachę­tą i zapro­sze­niem do dzia­ła­nia. Życiem swo­im wska­zu­ją na Chry­stu­sa. Bowiem tyl­ko Chry­stus jest źró­dłem wszel­kiej świę­to­ści, tyl­ko On daje moc, siłę i nadzie­ję, tyl­ko On uzdal­nia w cudow­ny spo­sób do świę­to­ści i tyl­ko ku Nie­mu dążyć powin­no ser­ce grzesz­ni­ka. Dzie­ło odku­pie­nia, któ­re­go On tyl­ko doko­nał, sta­ło się naszym udzia­łem od naro­dzin aż poza grób: „Bo miłość Chry­stu­so­wa ogar­nia nas, któ­rzy doszli­śmy do tego prze­ko­na­nia, że jeden za wszyst­kich umarł; a zatem wszy­scy umar­li; a umarł za wszyst­kich, aby ci, któ­rzy żyją, już nie dla sie­bie samych żyli, lecz dla tego, któ­ry za nich umarł i został wzbu­dzo­ny”.


Wspo­mnie­nie św. Marii Mag­da­le­ny zbie­ga się w tym roku w kalen­da­rzu litur­gicz­nym Kościo­ła lute­rań­skie­go z 7. Nie­dzie­lą po Trój­cy Świę­tej. Tydzień temu roz­wa­ża­li­śmy dar Przy­mie­rza, któ­rym jest Chrzest Św. Dzi­siej­sza Ewan­ge­lia­to dobrze zna­na opo­wieść o nakar­mie­niu pię­ciu tysię­cy. Jest ona pięk­nym obra­zem, któ­ry nie tyl­ko zachę­ca nas do spra­wo­wa­nia dzie­ła miło­sier­dzia, ale przede wszyst­kim ma przy­po­mnieć, że sam Chry­stus jest Chle­bem Żywo­ta, jego Sło­wa są cudow­nym pokar­mem, dzię­ki któ­re­mu wia­ra nie usta­je, odra­dza się wciąż na nowo, kwit­nie, rośnie jak zie­lo­na i pach­ną­ca tra­wa nad brze­giem morza. Obraz ten kie­ru­je myśli ku Wie­cze­rzy – tej, któ­rą Jezus spo­ży­wał z tłu­mem, tej, któ­rą spo­ży­wał z ucznia­mi i Mat­ką swo­ją w wie­czer­ni­ku i ku naszej Eucha­ry­stii, Dzięk­czy­nie­niu, Wie­cze­rzy Pań­skiej, w któ­rej Zba­wi­ciel odda­je się nam, kar­mi nas swo­im Cia­łem i Krwią, odpusz­cza grze­chy, łączy nas ze sobą i daje przed­smak jesz­cze jed­nej Wie­cze­rzy rado­ści w nie­bie, w któ­rej, daj Panie Boże, będzie­my wszy­scy kie­dyś uczest­ni­czyć. To wła­śnie pod­czas tej Wie­cze­rzy w spo­sób nie­zwy­kle szcze­gól­ny Bóg na nowo zapra­sza nas do peł­nej wspól­no­ty, zachę­ca, aby­śmy jesz­cze raz wszyst­ko na nowo roz­po­czę­li. Amen.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.