Anglikańska teologia — irytacja i fascynacja
- 7 lutego, 2013
- przeczytasz w 1 minutę
Zdefiniowanie anglikanizmu jest niezwykle trudne – inaczej niż tradycja luterańska czy reformowana, anglikanizm pozostaje pojęciem pozbawionym ostrych konturów, a określenia typu “wysoki, szeroki i niski” to tylko pojęciowe protezy, które w wielu przypadkach bardziej komplikują niż ułatwiają zrozumienie anglikanizmu. Właściwie należałoby zapytać, czy w ogóle można zrozumieć anglikanizm, czy nie jest to karkołomne przedsięwzięcie z góry spisane na niepowodzenie, szczególnie jeśli uwzględnimy wielość czynników, które przyczyniły się […]
Zdefiniowanie anglikanizmu jest niezwykle trudne – inaczej niż tradycja luterańska czy reformowana, anglikanizm pozostaje pojęciem pozbawionym ostrych konturów, a określenia typu “wysoki, szeroki i niski” to tylko pojęciowe protezy, które w wielu przypadkach bardziej komplikują niż ułatwiają zrozumienie anglikanizmu.
Właściwie należałoby zapytać, czy w ogóle można zrozumieć anglikanizm, czy nie jest to karkołomne przedsięwzięcie z góry spisane na niepowodzenie, szczególnie jeśli uwzględnimy wielość czynników, które przyczyniły się do powstania anglikanizmu, który pozostaje otwarty, niedokończony, a przez to zagadkowy.
Próbę wyjaśnienia pewnego wycinka anglikanizmu – teologii anglikańskiej – podjął się ks. prof. Mark Chapman, wykładowca teologii współczesnej Uniwersytetu w Oksfordzie oraz wicedyrektor Ripon College Cuddesdon, największego ośrodka edukacyjnego przyszłych duchownych Kościoła Anglii.
(…)
Dalszy ciąg recenzji na stronach Magazynu Teologicznego Semper Reformanda (link)