Ekumenizm w Polsce i na świecie

“Biała wstążka” — laboratorium obojętności


Od nie­daw­na na ekra­nach pol­skich kin moż­na oglą­dać film „Bia­ła wstąż­ka” w reży­se­rii Micha­ela Hane­ke­go. Film nagro­dzo­ny Zło­tą Pal­mą w Can­nes spo­tkał się z życz­li­wym przy­ję­ciem kry­ty­ków, któ­rzy, zgod­nie z linią reży­se­ra, nazwa­li film histo­rią naro­dzin zła i zapo­wie­dzią naro­dzin nazi­stow­skie­go demo­na. Wnio­ski wysnu­wa­ne przez reży­se­ra w wywia­dach oraz przez wie­lu kry­ty­ków nie pozo­sta­wia­ją wąt­pli­wo­ści: restryk­cyj­ne wycho­wa­nie i dryl pro­te­stanc­kiej wsi są zapo­wie­dzią zła, jakie dotknę­ło Niem­cy i świat wraz […]


Od nie­daw­na na ekra­nach pol­skich kin moż­na oglą­dać film „Bia­ła wstąż­ka” w reży­se­rii Micha­ela Hane­ke­go. Film nagro­dzo­ny Zło­tą Pal­mą w Can­nes spo­tkał się z życz­li­wym przy­ję­ciem kry­ty­ków, któ­rzy, zgod­nie z linią reży­se­ra, nazwa­li film histo­rią naro­dzin zła i zapo­wie­dzią naro­dzin nazi­stow­skie­go demo­na. Wnio­ski wysnu­wa­ne przez reży­se­ra w wywia­dach oraz przez wie­lu kry­ty­ków nie pozo­sta­wia­ją wąt­pli­wo­ści: restryk­cyj­ne wycho­wa­nie i dryl pro­te­stanc­kiej wsi są zapo­wie­dzią zła, jakie dotknę­ło Niem­cy i świat wraz z doj­ściem do wła­dzy Adol­fa Hitle­ra w 1933 roku.

Akcja fil­mu toczy się w 1913 roku, na krót­ko przed wybu­chem I woj­ny świa­to­wej. W spo­koj­nej – wyda­wa­ło­by się — wsi docho­dzi do serii nie­wy­ja­śnio­nych zda­rzeń. Miej­sco­wy lekarz ule­ga poważ­ne­mu wypad­ko­wi, ginie jed­na z kobiet pra­cu­ją­cych w mająt­ku baro­na, a upo­śle­dzo­ny chło­piec zosta­je bru­tal­nie pobi­ty przez nie­zna­nych spraw­ców. Nad lokal­ną spo­łecz­no­ścią czu­wa baron oraz ksiądz ewan­ge­lic­ki, któ­ry dzier­ży ducho­wą wła­dzę nad miesz­kań­ca­mi Eichwald. W tle dość wart­kiej akcji nie­do­po­wie­dze­nia i poszla­ki, a całość opa­trzo­na jest nar­ra­cją nauczy­cie­la, któ­ry już na samym począt­ku ukie­run­ko­wu­je myśle­nie widza, suge­ru­jąc, iż wszyst­ko to, co za chwi­lę zoba­czy, stwo­rzy­ło umoż­li­wi­ło naro­dzi­ny nazi­stow­skich Nie­miec.

I tu poja­wia się pierw­szy i zasad­ni­czy pro­blem: widz nie ma peł­nej swo­bo­dy odbio­ru, już na wstę­pie jest uprze­dzo­ny – w peł­nej dwu­znacz­no­ści tego sło­wa — jak powi­nien oglą­dać film i jak rozu­mieć nie­do­po­wie­dze­nia, któ­rych w tym fil­mie nie bra­ku­je.

Oto kry­ty­cy orze­kli, że w fil­mie wyraź­nie widać, iż „pod pozo­ra­mi niczym nie­za­kłó­co­ne­go porząd­ku i wyuczo­nej, fał­szy­wej poboż­no­ści kry­ją się demo­ny” (Rzecz­po­spo­li­ta) albo, że pro­duk­cja jest „pre­cy­zyj­nie opo­wie­dzia­ną histo­rią naro­dzin jed­ne­go z naj­więk­szych wyna­tu­rzeń w dzie­jach ludz­ko­ści” (Dzien­nik). W nie­miec­kiej pra­sie poja­wi­ła się nawet inte­re­su­ją­ca teo­ria, że już sama nazwa wsi – Eichwald – jest połą­cze­niem zło­wro­gie­go nazwi­ska Adol­fa Eich­man­na, odpo­wie­dzial­ne­go za logi­sty­kę obo­zów śmier­ci, oraz obo­zu kon­cen­tra­cyj­ne­go Buchen­wald. Nie wiem, na ile teo­ria Eichwal­du jest praw­dzi­wa, jed­nak dzi­wią zaska­ku­ją­ce oce­ny, doty­czą­ce pasto­ra, któ­ry, jak chce Bar­ba­ra Hol­len­der z „Rzecz­po­spo­li­tej” sank­cjo­nu­je fał­szy­wą poboż­ność.

Otóż fał­szy­wej poboż­no­ści tam nie widać, a widać za to tra­dy­cyj­ną poboż­ność, miej­sca­mi dość pro­ble­ma­tycz­ną, wpi­sa­ną w restryk­cyj­ne wycho­wa­nie mło­do­nie­miec­kie. Widać tro­skę dusz­pa­ste­rza nie tyl­ko o powie­rzo­ną mu spo­łecz­ność, ale rów­nież dzie­ci. Łatwo się obu­rzać na sce­ny, odda­ją­ce atmos­fe­rę począt­ku XX wie­ku z per­spek­ty­wy XXI wie­ku, lan­su­ją­ce­go bez­stre­so­we wycho­wa­nie, śmie­szyć mogą zacho­wa­nia, jak i spo­sób komu­ni­ka­cji mię­dzy dzieć­mi a rodzi­ca­mi (Herr Vater, Frau Mut­ter), ale nie powin­na dzi­wić auten­tycz­na tro­ska rodzi­ców o dobro i wycho­wa­nie dzie­ci, jak­kol­wiek meto­dy wycho­waw­cze z prze­ło­mu XIX i XX wie­ku mogą i powin­ny budzić w nas sprze­ciw. Nie­mniej jed­nak sta­ra­nia duchow­ne­go o budze­nie odpo­wie­dzial­no­ści wśród swo­ich dzie­ci, jak i poważ­ne trak­to­wa­nie ich samych, zosta­ło zupeł­nie nie­zau­wa­żo­ne przez kry­ty­ków, kon­cen­tru­ją­cych się na smacz­kach wokół bia­łej wstąż­ki, któ­ra ma przy­po­mi­nać o ide­ale nie­win­no­ści.

Powyż­sze roz­wa­ża­nia nie są ora­cją pro domo – w koń­cu w taki, a nie inny spo­sób moż­na było­by poka­zać każ­dą wspól­no­tę reli­gij­ną i spe­ku­lo­wać na temat zna­cze­nia wyda­rzeń w ska­li mikro na dzie­je w ska­li makro. Jeśli odsta­wi się na bok zasy­gna­li­zo­wa­ną na począt­ku inter­pre­ta­cję wyda­rzeń, to otwo­rzą się inne moż­li­wo­ści inter­pre­ta­cyj­ne fil­mu, któ­re nie będą ahi­sto­rycz­nym gdy­ba­niem kry­ty­ków i nie­ste­ty reży­se­ra.

„Bia­ła wstąż­ka” to bar­dzo cie­ka­wy i dobrze zro­bio­ny obraz, w któ­rym domi­nu­je cisza – nie ma muzy­ki, nie ma śmie­chu – poja­wia się on tyl­ko raz, gdy jeden z synów odnaj­du­je w szo­pie ojca wiszą­ce­go na strycz­ku. Głów­nym mot­tem fil­mu wyda­je się być – owszem – zło. Nie tyl­ko w kon­kret­nym uwa­run­ko­wa­niu spo­łecz­no-histo­rycz­nym, ale rów­nież w odnie­sie­niu do ogól­nej kon­dy­cji czło­wie­ka, pod­da­ją­ce­go się dyk­ta­to­wi obo­jęt­no­ści wobec zła w każ­dej posta­ci. Ten film jest rów­nież dosko­na­łą eks­po­zy­cją prze­mo­cy zapro­gra­mo­wa­nej w patriar­chal­nych struk­tu­rach wła­dzy i rela­cjach mię­dzy kobie­tą i męż­czy­zną (dobry temat zarów­no dla femi­ni­stek, jak i teo­lo­gów), ten film to tak­że doku­ment histo­rii wycho­wa­nia, kła­dą­ce­go nacisk na sys­tem nagro­dy i kary, ten film jest/może być wresz­cie ostrze­że­niem przed wspo­mnia­ną już obo­jęt­no­ścią, któ­ra rodzi brak posza­no­wa­nia dla god­no­ści dru­gie­go czło­wie­ka, sank­cjo­nu­je okrut­ną zemstę, a wszyst­ko w imię spra­wie­dli­wo­ści bez pojed­na­nia i współ­czu­cia.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.