Biskup Hans Meiser — bohater czy konformista?
- 7 sierpnia, 2006
- przeczytasz w 7 minut
Kościół rzymskokatolicki w Polsce zmaga się z przeszłością. Jesteśmy świadkami nowych odsłon historycznego dramatu. Sprawa ks. Czajkowskiego czy afera wokół TW Delegata pokazują, że jeszcze przez długi czas historia będzie kształtowała rozmowy o Kościele. Jednak nie tylko polscy chrześcijanie zajmują się przeszłością. W Niemczech od kilkudziesięciu lat trwa debata nad uwikłaniem Kościołów w zbrodniczy system III Rzeszy. Przykładem rozrachunku z przeszłością jest spór o bawarskiego biskupa Hansa Meisera (1881–1956) […]
Kościół rzymskokatolicki w Polsce zmaga się z przeszłością. Jesteśmy świadkami nowych odsłon historycznego dramatu. Sprawa ks. Czajkowskiego czy afera wokół TW Delegata pokazują, że jeszcze przez długi czas historia będzie kształtowała rozmowy o Kościele. Jednak nie tylko polscy chrześcijanie zajmują się przeszłością. W Niemczech od kilkudziesięciu lat trwa debata nad uwikłaniem Kościołów w zbrodniczy system III Rzeszy. Przykładem rozrachunku z przeszłością jest spór o bawarskiego biskupa Hansa Meisera (1881–1956) — dla jednych był on bohaterem, który uchronił Kościół przed zniszczeniem, a dla innych antysemickim konformistą, który sprzeniewierzył się biskupiej posłudze.
Kościół Ewangelicko-Luterański w Bawarii (ELKB) stanął przed bardzo trudnym zadaniem. Sprawa dotyczy nie byle kogo, bo wieloletniego zwierzchnika tego Kościoła, który rozpoczął swoją posługę niedługo po przejęciu władzy przez Hitlera, a pełnił ją aż do swojej śmierci w 1956 roku. Podczas pogrzebu żegnały go tłumy wiernych. Jego imieniem zaczęto nazywać bawarskie ulice i ośrodki kościelne. W wielu bawarskich miastach i wsiach istnieją ślady po biskupie Meiserze.
Gdy rok temu obchodzono 60. rocznicę zakończenia II wojny światowej i wspominano męczenników, w tym ks. Dietricha Bohnoeffera, sprawa bp. Meisera powróciła z całą mocą. W Norymberdze, która była “najbardziej narodowo-socjalistycznym miastem Tysiącletniej Rzeszy”, a później stała się świadkiem historycznego procesu przeciwko zbrodniarzom wojennym, rozpoczęto inicjatywę, mającą na celu odebranie ulicom i ośrodkom kościelnym imienia bp. Hansa Meisera. Sprawa wywołała tyle emocji, że odwołano nawet nabożeństwo w 50. rocznicę śmierci biskupa, a prasa rzuciła się w wir historycznych polemik, broniących lub potępiających Meisera.
W akcję zaangażowało się wielu ludzi Kościoła, a także partie polityczne. W sporze uczestniczą wierni podczas spotkań parafialnych, publicyści, historycy, a ostatnio fakultety teologiczne. Z inicjatywy frakcji Zielonych Rada Miejska Norymbergii zleciła prof. Gotthardowi Jasperowi, byłemu rektorowi Uniwersytetu Fryderyka-Aleksandra w Erlangen-Norymberdze (FAU) opracowanie opinii nt. biskupa Meisera. 45-stronicowy tekst wywołał wzburzenie niektórych środowisk kościelnych. Odpowiedź w formie listu otwartego napisał prof. Berndt Hamm z Katedry Historii Kościoła Fakultetu Teologii Ewangelickiej FAU. Teksty prezentują odmienną ocenę biskupa i historii. Polemika przypomina równie kontrowersyjny spór wokół osoby papieża Piusa XII. Przyjrzyjmy się argumentom obydwu stron.
Dziecko swoich czasów
Dla prof. Gottharda Jaspera kluczowym elementem w sprawie Hansa Meisera jest kontekst dziejowy, w jakim wzrastał przyszły biskup. Dzieciństwo Meisera przypada na okres gospodarczego rozkwitu Rzeszy. Jasper podkreśla, że Meiser wzrastał w atmosferze konserwatywnego, wiernego wobec zwierzchności frankońskiego luteranizmu, który w zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku upatrywał dziejową szansę. Odrodzenie narodu postrzegano jako wyraz Bożego zrządzenia, a klęski, jak traktat wersalski, jako działanie wrogich sił, w tym Żydów.
Biskup Meiser dość często posługiwał się nacjonalistyczną retoryką z domieszką opatrznościowej teologii, jak choćby po napaści Niemiec na Polskę i Francję. Szczególne kontrowersje wzbudził artykuł Meisera napisany z 1925 roku.
Meiser pisał, że przeszkadza mu nadreprezentacja Żydów w gospodarce, ich przedsiębiorczość, bezwzględność i brak jakichkolwiek skrupułów. Postawiona diagnoza nie różni się od tej, jaką prezentowała rosnąca w siłę NSDAP. Bez przesady można powiedzieć, że Żydzi zapewnili sobie lwią część narodowego majątku – uważał Meiser. Nie podobają mu się zbyt duże wpływy Żydów w kulturze. Uważał, że duch żydowski jest obcy dla Niemców, a asymilacja Żydów jest ze względu na różnice rasowe niemożliwa.
Prof. Jasper podkreśla, że mimo całego antysemityzmu Meiser nigdy nie chciał walczyć z Żydami jak członkowie NSDAP, do której nigdy nie wstąpił. Stosowanie siły i nawoływanie do nienawiści uznaje za niegodne chrześcijan i apeluje o miłość bliźniego. Meiser wzywa do walki z wpływami Żydów nie poprzez pogromy, a misję. W instytucjach państwowych domaga się parytetów i popiera usunięcie Żydów ze szkolnictwa aryjczyków. Twierdzi, że Żydzi mogą się uszlachetnić poprzez chrzest.
W 1935 roku bp Meiser uniemożliwił w Kościele jakąkolwiek dyskusję na temat prześladowania Żydów. Ignorował apele ludzi Kościoła o interwencję. Jednym z nich był baron von Pechmann, b. przewodniczący bawarskiego synodu. Wobec nasilających się prześladowań chrześcijan pochodzenia żydowskiego von Pechmann apelował do władz kościelnych o zajęcie stanowiska. Po pogromie 1938 roku Pechmann błagał Meisera, aby wraz z rzymskokatolickim arcybiskupem podniósł głos w obronie Żydów.
W trakcie nabożeństwa otwierającego synod bawarskiego Kościoła w Ansbach (1946) Meiser wygłosił kazanie, w którym mówił o winach Kościoła. Wielu synodałów stwierdziło, że to zdecydowanie za mało. Domagali się „ugięcia pod brzemieniem pokuty.” Podczas zamkniętej sesji synodu Meiser odpowiedział: „Prawdziwość pokuty pokazuje się w tym, gdy w przyszłości unika się popełnionych błędów. Nie pozwolę na to, abym był ciągle wzywany do pokuty przez ludzi, którzy nie nosili ciężaru odpowiedzialności. Z niektórych wypowiedzi wynika, że dlatego zaniedbaliśmy nasze zadania, ponieważ nasz opór nie przerodził się w polityczny ruch oporu, że nie przyłożyliśmy ręki do zamordowania tyrana.” Wiadomo kogo mógł mieć na myśli bp Meiser. Do jego najzacieklejszych krytyków należeli duchowni z Kościoła Wyznającego, w tym ks. Martin Niemöller. Gdy w KL Flossenbürg organizowano nabożeństwo upamiętniające Bohnoeffera bp Meiser odmówił uczestnictwa, uważając, że śmierć pastora nie była męczeństwem za wiarę, a efektem działalności politycznej.
Meiser był dobrym biskupem, który wiele zdziałał dla swojego Kościoła tak, iż mógł przetrwać wojnę nietknięty (intakt). Biskup był dzieckiem swoich czasów. Z dzisiejszej perspektywy skłaniamy się ku ahistorycznej ocenie skutków tradycji i wychowania, które spowodowały, że ludzie tacy jak bp Meiser opowiedzieli się po stronie Hitlera, a później z tych samych powodów, odwrócili się od niego. Wiele osób z cechami przywódczymi odnosi sukcesy nie dlatego, że wyprzedzają swoje czasy, ale dlatego, że działają jako dzieci swoich czasów. W czasach nagłych przemian osobistości takie gwarantują kontynuację, blokują, utrudnią lub spowalniają również konieczne zmiany– twierdzi Jasper.
Zły biskup, doskonały konformista
Stanowczą odpowiedź sporządził prof. Berndt Hamm, który już na samym początku 8‑stronicowego listu napisał: “W Pańskiej opinii dostrzegam bardzo problematyczne bagatelizowanie roli Meisera w historii Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła w Bawarii. Chociaż powołuje się Pan nieustannie na wiedzę i standardy współczesnych badań historycznych, to Pański punkt widzenia jest często pod wpływem perspektywy lat 50., tzn. sposobu w jaki podówczas honorowano ‘dokonania’, ‘zasługi’ i ‘sukcesy’ wielce szanownego biskupa krajowego. Ciągle przejmuje Pan bez dystansu określone oceny tamtych czasów, gdy np. opisuje Pan Meisera jako ‘wybawcę nienaruszalności bawarskiego Kościoła krajowego wobec narodowego socjalizmu’, mimo iż ze źródeł wie Pan, że Meiser mógł być każdym, ale nie przeciwnikiem systemu.”
Replika prof. Hamm nie pozostawia suchej nitki na tekście Jaspera: wobec polityczno-społecznych wyzwań Meiser nie stanął na wysokości zadania i kompletnie zawiódł jako biskup. Hamm zaznacza, że nie wypowiada się na temat osobowości biskupa i jego wiary, ale o jego działaniach w trudnych czasach. Powagą swoich słów i urzędu Meiser wspierał najbardziej destruktywne i siejące spustoszenie siły niemieckiej historii, zamiast nim przeciwdziałać – uważa Hamm. Katalog grzechów Meisera jest długi: wspieranie antysemityzmu, nacjonalistycznych ideałów, antydemokratycznego i autorytarnego państwa Führera, zabarwionego teologicznie militaryzmu, spychanie kwestii winy po 1945 r. oraz większe współczucie dla oprawców, aniżeli ofiar III Rzeszy. Prof. Hamm twierdzi, że mówienie o Meiserze jako dziecku swoich czasów relatywizuje jego winę, ponieważ biskup był świadomym współtwórcą systemu. Przyczyniał się do cierpień wiernych Kościoła Wyznającego, angażując się w gry kościelno-polityczne z Niemieckimi Chrześcijanami.
Stanowisko prof. Jaspera oraz odpowiedź prof. Hamma pokazują jak głęboko tkwią rany historii i jak wiele zaniedbano w wyjaśnianiu trudnych spraw z lat 1933–1945. Po wojnie bp Meiser był przeciwny piętnowaniu osób zaangażowanych w system, obawiając się, że bezwzględne oczyszczanie pamięci doprowadzi do ogromnych podziałów w niemieckim społeczeństwie, przez co znacznie utrudniony zostanie proces denazyfikacji. I trzeba podkreślić, że jego kościelni przeciwnicy, a nawet przedstawiciele wielu partii politycznych było tego samego zdania.
Historycy nadal spierają się, czy działania Meisera i jemu podobnych przyczyniły się do narodzin demokratycznych Niemiec, czy tez doprowadziły do niemoralnej zmowy milczenia, którą przerwało pokolenie ’68. Jest jeszcze wiele trudnych wątków, dotyczących Meisera – to nie tylko milczenie ws. kwestii żydowskiej, mordowania niepełnosprawnych, ale i opieka, jaką byłych nazistów otoczył bawarski Kościół luterański nie bez pomocy Kościoła rzymskokatolickiego. Spór nadal trwa i niewiadomo czy kiedykolwiek się zakończy.