Chrystus, ten Inny — Rowan Williams, teolog bez skrzydeł
- 26 listopada, 2012
- przeczytasz w 7 minut
Czy możliwe jest spotkanie prawosławnej duchowości, myśli Augustyna oraz dziedzictwa intelektualnego Wittgensteina, Hegla i Freuda, którzy stają się w pewien, a nawet i bardzo konkretny sposób, pomocą w głębszym poznawaniu Chrystusa? Czy współistnienie tak wielu, często odległych, a nierzadko sprzecznych czynników ukrytych w języku poezji i stroniącej od klaustrofobicznej jednoznaczności teologii negatywnej, są w stanie otworzyć przed człowiekiem nowy wymiar wspólnoty z Chrystusem? Odpowiedzi na te pytania mogą być pozytywne, a ukazuje je teologia Rowana Williamsa, […]
Czy możliwe jest spotkanie prawosławnej duchowości, myśli Augustyna oraz dziedzictwa intelektualnego Wittgensteina, Hegla i Freuda, którzy stają się w pewien, a nawet i bardzo konkretny sposób, pomocą w głębszym poznawaniu Chrystusa? Czy współistnienie tak wielu, często odległych, a nierzadko sprzecznych czynników ukrytych w języku poezji i stroniącej od klaustrofobicznej jednoznaczności teologii negatywnej, są w stanie otworzyć przed człowiekiem nowy wymiar wspólnoty z Chrystusem?
Odpowiedzi na te pytania mogą być pozytywne, a ukazuje je teologia Rowana Williamsa, 104. Arcybiskupa Canterbury, walijskiego, a równocześnie prawdziwie uniwersalnego teologa, którą przedstawia australijski teolog Benjamin Myers.
“Chrystus, ten Inny” (Christ the Stranger) to książka nakreślająca główne wątki teologii abp. Rowana Williamsa. Nie jest to typowa publikacja teologiczna, mimo że napisana przez teologa systematycznego, dogmatyka. Nie jest to także kompleksowe i wyczerpujące omówienie teologii Williamsa, teologii, będącej przecież wciąż w drodze, o czym świadczy choćby najnowsza książka żegnającego się ze Stolicą Canterbury walijskiego teologa (Faith in the public square), a także reaktywacja w St Magdalene College kariery naukowej Williamsa, cenionego w świecie chrześcijańskim teologa i świadka Ewangelii. Rowan Williams garściami korzystał z dziedzictwa prawosławia, rzymskiego katolicyzmu czy luteranizmu, dokonując kontrowersyjnej, a przez to ciekawej syntezy anglikanizmu.
Sam Myers deklaruje, że książka jest dokumentem jego ciekawości i fascynacji sposobem pisania i czytania Williamsa. I rzeczywiście Myersowi udała się rzecz niesamowita – nie zbudował pomnika spiżowego (co w kontekście nieukrywanego podziwu jest trudnym przedsięwzięciem), nie uległ pokusie przerysowania Williamsa, ukazując raczej teologa i pisarza, którego tok myślenia jest/bywa po prostu niedokończony. To właśnie owa niedokończoność, nie oznaczająca bynajmniej bojaźliwego unikania sądów, czy lęku przed formułowaniem ostrych analiz, jest jednym z pasjonujących komponentów zmagań Williamsa z zatrwożeniem, które wywołuje wiara. Jest niepokojem, który wznieca w nas Chrystus, ten Inny, ale przecież nie obcy.
Williams — katolicki myśliciel
Już w przedmowie Myers określa abpa Williamsem mianem ‘katolickiego myśliciela’, ponieważ zasięg jego obserwacji, ukształtowanie, a także narracja, są świadectwem uniwersalnego charakteru, a zatem katolickości Ewangelii.
Myers przedstawia teologię Williamsa na kanwie kilkunastu pojęć, pokazując nie tylko newralgiczne punkty teologicznych zmagań Walijczyka. Stara się zilustrować również to, czym w ogóle jest teologia i w którym kierunku — zdaniem Williamsa — powinna zmierzać. Dla Rowana Williamsa teologia jest od samego początku teologią zanurzona w misterium Trójcy i uniżenia (kenosis) Boga w człowieku, to teologia negatywna (apofatyczna), tak silnie obecna w prawosławiu oraz niektórych nurtach zachodniej teologii, również reformacyjnej. To teologia u przedsionków poznania, uprawiana na kolanach i słowa twórczego paradoksu, w którym „jasny strumień ciemności” popycha człowieka do granic języka, samozaparcia, które nie polega jednakowoż na wyrzeczeniu się samego siebie i bliźniego, ale na odkryciu Chrystusa dla siebie w innych, a przede wszystkim w Tym Innym.
Dla Williamsa zainspirowanego Wittgensteinem przyjście Chrystusa jest rozpadem języka, jaki znamy. W przyjściu Boskiego Logosa Bóg rewolucjonizuje system mówienia i myślenia od środka (32) – jest to wręcz Boża dywersja. Modlitwa chrześcijanina jest zatem krzyżem dla języka, wyrzeczeniem się mocy i prymatu własnej perspektywy, jest kroczeniem do światła, które nie poprzestaje na zdumieniu, ale i przemienia (101). Boże światło oślepia człowieka nie dlatego, że Bóg jest ciemnością, ale dlatego, że nasze oczy mają zawężony horyzont patrzenia.
Wspólnota zranionych
Myers nie bez satysfakcji zauważa, że Williams nie boi się – w przeciwieństwie do wielu współczesnych teologów – mówienia o grzechu. Właśnie tutaj widzi największe pole do działania i służby Kościoła, który postrzega jako wspólnotę rannych i ocalałych grzeszników (33), dostrzegających nadzieję. Dla Williamsa jedyna nadzieja warta oczekiwania to ta, która wypływa właśnie z tragedii grzechu, przeklętej kruchości ludzkiego doświadczenia, które staje wobec wydarzenia niszczącego wszelką religijność pewność i fantazję – Krzyża Chrystusowego. Teologia jest życiem, a nie ideami, również życiem w sytuacjach, kiedy wszystko okazuje się inne niż przewidywało to nasze najgłębsze przekonanie (35).
Krzyż Chrystusa i trzęsienie ziemi, jakim było zmartwychwstanie, a które dla Williamsa stanowi autentyczny początek Kościoła (37), są tym, co stanowi fundament misji Kościoła, będącym „projektem pilotażowym dla świata, ważnym i zaadresowanym do każdego” (59). Williams – jak pokazuje Myers – promuje eklezjologię marginesu, ponieważ nawet w obecności własnej wspólnoty Chrystus pozostaje tym Innym, wywracając to, co wydawało się uświęcone i ustalone po wieki (78–79). Dlatego też Eucharystia, jako centralny rytuał chrześcijańskiego życia sakramentalnego, jest świętowaniem daru, którego Kościół nigdy nie posiada(ł), ale wciąż otrzymuje na nowo. Otrzymujemy to, czym mamy się stać – Ciało Chrystusa (65). Jest to piękne ujęcie eucharystycznej tajemnicy, które może być twórczą odpowiedzią na spory prowadzone wokół jedności Stołu Pańskiego, sprowadzane do kontrowersji, czy Eucharystia jest środkiem czy celem jedności podzielonych chrześcijan.
Paradoksy w myśleniu Williamsa nie są efektem przypadkowej spekulacji. Nie jest to gra w chowanego po słabo oświetlonych komnatach mrocznego zamczyska. To coś znaczenie więcej. W końcu – jak za Williamsem przekonuje Myers – najlepsza teologia przypomina potykanie się w ciemnościach, a może nawet i upadek. Inspiracja płynąca z prawosławnego Wschodu połączonego z wittgensteinowską filozofią języka, stała się dla Rowana Williamsa punktem wyjściowym teologicznej refleksji. To niezwykłe połączenie przypomina wąski przesmyk, który wprawdzie każdy może zobaczyć, ale nie każdy ma odwagę na zmierzenie się z tym, co znajdziemy po drugiej stronie – odkrycie, że Chrystus jest zupełnie Inny, dla nas i dla innych. W końcu łaska Boża najpotężniejsza jest tam, gdzie Bóg jest najbardziej ukryty (27), stąd też przywołując jedno z wystąpień młodego Williamsa, Myers stwierdza, że także i świat, teologia, a w konsekwencji tego etyka jest nieprzebraną i konieczną siecią sytuacji granicznych, rzadko kiedy generujących zachwyt, a o wiele częściej zwątpienie czy rozczarowanie, a nawet odrzucenie.
To właśnie wydarzenie Getsemane, krainy cieni i zmagania się z upiorami wątpliwości, jest tą przestrzenią, gdzie Bóg w swoim oddaleniu staje się szczególnie bliski, to tutaj pośród wszystkich upadków człowiek doświadcza Bożego ‘a jednak’ (nevertheless) wypowiedzianego przez Chrystusa w arcykapłańskiej modlitwie. To ‘a jednak’ dalekie jest od czarującego ‘jednak’ odpowiedzi z happy endem, zawsze wspierających się nieomylnymi i wszystko wiedzącymi autorytetami. Owo nevertheless – przekonuje Myers – jest właśnie zbawieniem świata.
Myliłby się jednak ten, kto uważałby Williamsa za teologa heterodoksyjnego, dogmatycznego rewolucjonistę. Jest zupełnie od
wrotnie: Williams – używając nieco plakatowych etykietek – to teolog konserwatywny, tradycyjny. Potwierdza to również Myers, przywołując anegdotę o niemieckim teologu, który deklarował, że w niedzielne poranki nie chodzi do kościoła, a czas spędza w hamaku reflektując… eklezjologię. Williams myśli zupełnie inaczej, bardziej eklezjalnie i chrystocentrycznie. Chrystus przyszedł bowiem nie po to, aby stworzyć wspólnotę aniołów, a angelologią jest właśnie ‘trwaniem’ w hamaku, ale wspólnotę prawdziwych ludzi. Mistyka, tajemnica, uniżenie i wreszcie Kościół to dla Williamsa prawdziwe życie Kościoła w działaniu, dlatego też eklezjologia Williamsa tak mocno stąpa po ziemi, tak mocno się różni – to eklezjologia Ducha, ale pozbawiona skrzydeł (20).
Prawosławny w anglikańskiej skórze?
Wpływ prawosławia na Williamsa jest przeogromny. To truizm. Znane jest również świadectwo arcybiskupa, który w latach 70. rozważał nawet decyzję, którą podjęli niektórzy teolodzy anglikańscy i protestanccy w Europie czy w Ameryce Płn.: konwersję na prawosławie. Williams pozostał jednak w Kościele anglikańskim, a stało się tak dlatego – spekuluje Myers – ponieważ Williams jest mocno zaintrygowany spotkaniem między różnymi perspektywami duchowości, punktami, przy których tradycje Zachodu i Wschodu „mogłyby się produktywnie zderzyć. Konwersja na prawosławie byłaby zatem zdradą miłości do różnic.” (19)
Opowieść Myersa, przeplatana anegdotami z życia Williamsa, jego poezją i omówieniem kluczowych postaci dla życia Williamsa (Augustyn, T. S. Eliot, D. MacKinnon, V. Łosski, P. Evdokimov, M. Luter, G. F. Hegel, I. Murdoch, S. Freud i wielu innych) to także w dużej mierze kontemplacja – nie tylko nad ikonografią Wschodu i Zachodu, ale istotą Kościoła i życiem z Chrystusem z perspektywy niezwykłej, na wskroś ekumenicznej i katolickiej. Myers ukazuje teologię Williamsa jako teologię przygotowania (theology of preparation) lub też teologię Czasu Pasyjnego (theology of Lenten). Pośród pytań o tożsamość (54) i opisując koncepcję odrzucenia fantazji (80) Myers zatacza koło, prowadząc czytelnika do podstawowego pytania o Chrystusa, pytania, które dla Williamsa wciąż nie jest ostatecznie rozstrzygnięte. Chrystus wciąż pozostaje tym Innym, ale dzieje się tak nie dlatego, że Chrystus zniknął sprzed oczu Kościoła czy ludzkości, ale dlatego, że my staliśmy się obcy (114).
Wszystkich zainteresowanych nie tylko teologią Rowana Williamsa, ale też gotowych do zmierzenia się z ważnymi pytaniami zachęcam do lektury.
Benjamin Myers: Christ the Stranger. The Theology of Rowan Williams, London/New York 2012, s. 135.