Ekumenizm w Polsce i na świecie

Francis MacNutt: W jaki sposób zmieniłem swą ekumeniczną postawę


Podzie­lę się oso­bli­wą histo­rią o moim zbli­że­niu do chrze­ści­jan innych wyznań, gdyż podej­rze­wam, iż nie­któ­rzy prze­cho­dzą podob­ną trans­for­ma­cję. Trud­no jest przy­znać się do tego, że bar­dzo błą­dzi­łem, będąc przy tym prze­ko­na­nym, że postę­po­wa­łem pra­wi­dło­wo. Doj­rze­wa­łem w Koście­le kato­lic­kim wie­le lat temu – na dłu­go przed Sobo­rem Waty­kań­skim II (obec­nie mam 81 lat). Cho­ciaż nie uczęsz­cza­łem do kato­lic­kich szkół, nauczy­łem się, że to Kościół kato­lic­ki jest jedy­nym praw­dzi­wym Kościo­łem, któ­ry strze­że […]


Podzie­lę się oso­bli­wą histo­rią o moim zbli­że­niu do chrze­ści­jan innych wyznań, gdyż podej­rze­wam, iż nie­któ­rzy prze­cho­dzą podob­ną trans­for­ma­cję. Trud­no jest przy­znać się do tego, że bar­dzo błą­dzi­łem, będąc przy tym prze­ko­na­nym, że postę­po­wa­łem pra­wi­dło­wo.

Doj­rze­wa­łem w Koście­le kato­lic­kim wie­le lat temu – na dłu­go przed Sobo­rem Waty­kań­skim II (obec­nie mam 81 lat). Cho­ciaż nie uczęsz­cza­łem do kato­lic­kich szkół, nauczy­łem się, że to Kościół kato­lic­ki jest jedy­nym praw­dzi­wym Kościo­łem, któ­ry strze­że wszyst­kich istot­nych prawd chrze­ści­jań­stwa. Pro­te­stan­tów nale­ża­ło kochać jako jed­nost­ki, ale ich Kościo­ły powsta­ły ze wzglę­du na ich przy­wią­za­nie do jakichś błę­dów lub przez ducha bun­tu. Było rze­czą roz­trop­ną trzy­mać się z dala od pro­te­stan­tów, ponie­waż nie zna­jąc się dobrze na teo­lo­gii, moż­na było zostać zwie­dzio­nym.


Łączy­ło się z tym rów­nież wie­le emo­cji zwią­za­nych z naszą pań­stwo­wą histo­rią. Ci z nas, w któ­rych żyłach pły­nę­ła irlandz­ka krew dobrze zna­li histo­rię o angiel­skich żoł­nier­zach (za cza­sów Crom­wel­la) masa­kru­ją­cych kato­li­ków w Irlan­dii, w cza­sach elż­bie­tań­skich wie­sza­ja­cych i ćwia­ru­ją­cych księ­ży tyl­ko dla­te­go, że byli księż­mi. Zna­li­śmy histo­rię Toma­sza Moru­sa, Wiel­kie­go Kanc­le­rza Angiel­skie­go, któ­ry został ścię­ty, gdyż nie poparł kró­la Hen­ry­ka VIII w kwe­stii zało­że­nia nowe­go Kościo­ła i ponow­ne­go mał­żeń­stwa z Anną Boleyn. Sta­nie przy swo­im Koście­le nie było tyl­ko kwe­stią praw­dy, ale było wyra­zem wier­no­ści wobec przod­ków i rodzi­ny. Zaprze­cze­nie wie­rze ozna­cza­ło bycie zdraj­cą.


Inną sfe­rą podzia­łu była dzia­łal­ność cudo­twór­cza, któ­ra mia­ła świad­czyć o praw­dzi­wo­ści chrze­ści­jań­stwa, jak to było gło­szo­ne przez Kościół. Nawet dziś pamię­tam semi­na­ryj­ną lek­tu­rę tek­stów ekle­zjo­lo­gicz­nych o tym, że cuda uzdro­wień nie mogą doko­ny­wać się u pro­te­stan­tów, gdyż cuda poświad­cza­ją praw­dę, a więc nie mogą być świa­dec­tem błę­dów, któ­re znaj­do­wa­ły się w Kościo­łach pro­te­stanc­kich. (To naucza­nie o cudach znaj­do­wa­ło się w przy­pi­sach do głów­ne­go tek­stu, gdyż nauka o uzdro­wie­niach nie była głów­nym zagad­nie­niem w naucza­niu o Koście­le.)


Po świę­ce­niach, gdy zosta­łem wykła­dow­cą homi­le­ty­ki (kazno­dziej­stwa) w naszym semi­na­rium w Dubu­que, Iowa (USA) zaczą­łem odwie­dzać pre­zbi­te­riań­skie semi­na­rium w Dubu­que (oko­ło 1960 r.), gdyż zda­wa­łem sobie spra­wę, że pro­te­stan­ci spę­dza­li wię­cej cza­su nad swo­imi kaza­nia­mi i mogli wie­le nas nauczyć. Taka moja przy­jaźń z pro­te­stan­ta­mi przez nie­któ­rych star­szych człon­ków naszej kadry z Bosto­nu była postrze­ga­na jako bar­dzo nie­bez­piecz­na i nie­któ­rzy patrzy­li na mnie z nie­uf­no­ścią, gdyż wycho­wa­łem się w śro­do­wi­sku nie­ka­to­lic­kim.


Póź­niej był chrzest w Duchu Świę­tym w 1967 r. Przez moje kazno­dziej­skie kon­tak­ty spo­tka­łem kil­ku pro­te­stan­tów, któ­rzy opo­wia­da­li mi o tym, co dzia­ło się, kie­dy przyj­mo­wa­li chrzest w Duchu Świę­tym. Rela­cjo­no­wa­li nie­zwy­kłe histo­rie o uzdro­wie­niach, któ­re widzie­li. Zorien­to­wa­łem się, że ich naucza­nie i doświad­cze­nia kore­spon­du­ją z tym, co czy­ta­łem o życiu świę­tych w pierw­szych wie­kach z histo­rii kościo­ła i to mnie fascy­no­wa­ło. Kie­dy otrzy­ma­łem pro­po­zy­cję wyjaz­du na pro­te­stanc­ki obóz w Ten­nes­see, pomy­śla­łem, że muszę tam poje­chać, by same­mu prze­ko­nać się, o czym była mowa.


Było tam 700 osób. Szyb­ko zorien­to­wa­łem się, że byli to odda­ni chrze­ści­ja­nie, zna­ją­cy Jezu­sa i kocha­ją­cy Go – może nawet bar­dziej niż ja. Byłem zafa­scy­no­wa­ny, że ta duża gru­pa ludzi żyła w spo­sób, któ­ry dla nas kato­li­ków był jakimś ide­ałem. Byłem księ­dzem w zako­nie domi­ni­kań­skim i św. Domi­nik, nasz wzór, spę­dzał czas tyl­ko na roz­mo­wie z Bogiem lub mówie­niu o Bogu. To była gru­pa 700 osób, któ­ra dokład­nie to robi­ła. Wypły­wa­ło to wprost z ich serc.


Ci, któ­rzy modli­li się za cho­rych i oglą­da­li ich uzdro­wie­nie, któ­rzy w tak natu­ral­ny spo­sób mówi­li o Bogu, przy­pi­sy­wa­li to wszyst­ko ich chrzto­wi w Duchu Świę­tym. Oczy­wi­ście, w Koście­le kato­lic­kim wie­rzy­li­śmy w Ducha Świę­te­go i mie­li­śmy nawet świę­to Pięć­dzie­siąt­ni­cy upa­mięt­nia­ją­ce zstą­pie­nie Ducha Świę­te­go na Pio­tra i pierw­szych 3000 chrze­ści­jan, któ­rzy zosta­li umoc­nie­ni przez Ducha. Wie­rzy­li­śmy w to wszyst­ko. Wie­rzy­li­śmy w uzdro­wie­nia, wie­rzy­li­śmy w Pięć­dzie­siat­ni­cę, ale tak to zre­du­ko­wa­li­śmy, że uzdro­wie­nia mia­ły miej­sce tyl­ko bar­dzo rzad­ko. I oczy­wi­ście nie ocze­ki­wa­łem, że ktoś mógł­by być uzdro­wio­ny przez moją modli­twę. Natu­ral­nie wie­rzy­li­śmy w Pięć­dzie­siąt­ni­cę, ale nie sądzi­li­śmy, że mani­fe­sta­cje, któ­re mia­ły miej­sce w życiu Pio­tra i innych apo­sto­łów w dniu Zie­lo­nych Świąt mogły być naszym oso­bi­stym udzia­łem. I tak wystar­cza­ło, że wie­rzy­li­śmy i czu­li­śmy się jak praw­dzi­wi wie­rzą­cy, któ­rzy opar­li się naucza­niu pro­te­stan­tów, któ­rzy szli za naucza­niem Bult­man­na “demi­to­lo­gi­zu­ją­cym” ewan­ge­lie.


Spo­tka­nie pro­te­stan­tów doświad­cza­ją­cych nad­przy­ro­dzo­nych darów, w któ­re wie­rzy­łem było potęż­nym doświad­cze­niem. To rady­kal­nie zmie­ni­ło moją posta­wę wobec pro­te­stan­tów. Zoba­czy­łem, że zamiast ocze­ki­wać błę­dów i kry­ty­ko­wać ich przy spo­tka­niu z pro­te­stan­ta­mi mogłem znaj­do­wać praw­dę (któ­ra pro­wa­dzi­ła ich do oddzie­le­nia się od róż­nych Kościo­łów). Zamiast szu­kać błę­dów, powi­nie­nem był zna­leźć praw­dę i przy­nieść ją do moje­go Kościo­ła – a nie cho­dzi­ło wca­le o jakieś małe praw­dy. Nie spo­ty­ka­łem się z pro­te­stan­ta­mi z tego powo­du, że śpie­wa­li lepiej niż kato­li­cy, albo że ich kaza­nie mia­ło cen­tral­ne miej­sce w cza­sie nabo­żeń­stwa i mogłem się wie­le uczyć. To cze­go mogłem się uczyć to sama isto­ta chrze­ści­jań­stwa. Musia­łem się uni­żyć i wie­le wokół zmie­nić, abym nie tyl­ko bro­nił i wysła­wiał Kościół kato­lic­ki. Musia­łem pod­jąć ryzy­ko przy­nie­sie­nia tego, co bra­ko­wa­ło w miom wła­snym Koście­le. Jeśli dosta­tecz­na część nas odkry­ła­by te praw­dy i dzie­li­ła się nimi, być może Kościół kato­lic­ki mógł­by się zmie­nić i w koń­cu może wie­rzy­li­by­śmy tak samo i nie było­by pod­sta­wy do podzia­łu!


Tak to wyglą­da­ło. Wie­rzę, że pro­te­stan­ci mogą zna­leźć war­to­ścio­we praw­dy w tra­dy­cji kato­lic­kiej, ale rów­nież otwar­cie przy­zna­ję, iż odkry­łem wiel­kie i istot­ne praw­dy u moich bra­ci i sióstr pro­te­stan­tów:


· Odkry­łem praw­dę o rze­czy­wi­sto­ści uzdro­wie­nia od jed­ne­go człon­ka Kościo­ła Bra­ci (Church of the Bre­th­ren), a to doświad­cze­nie pocho­dzi od Azu­sa Stre­et i Kościo­ła zie­lo­no­świąt­ko­we­go.


· Odkry­łem potrze­bę chrztu w Duchu Świę­tym od Agnes San­ford (Kościół epi­sko­pal­ny), Tommy’iego Tyso­na (Kościół meto­dy­stycz­ny) i z ksią­żek Davi­da Wil­ker­so­na (Kościół zie­lo­no­świąt­ko­wy).


· Dowie­dzia­łem się o uwol­nie­niu od złych duchów od Dona Basha­ma i Dere­ka Prince’a (tra­dy­cja zie­lo­no­świąt­ko­wa).


Tak to wyglą­da­ło. Nauczy­łem się bar­dzo wie­le od bra­ci pro­te­stan­tów. Na szczę­ście potra­fi­łem odna­leźć te wszyst­kie zie­lo­no­świąt­ko­we ele­men­ty w histo­rii mojej tra­dy­cji i ode­przeć kry­ty­kę wska­zu­jąc, że nie jestem bun­tow­ni­kiem, ale raczej tra­dy­cjo­na­li­stą nawią­zu­ją­cym do samych począt­ków. Byłem ukry­tym kon­ser­wa­ty­stą, mówią­cym języ­ka­mi uzdro­wi­cie­lem wie­rzą­cym w Ewan­ge­lię!


*Fran­cis Mac­Nutt – były domi­ni­ka­nin, zało­żył i pro­wa­dzi z żoną Judith eku­me­nicz­ne cen­trum (Chri­stian Healing Mini­stries) w Jack­so­nvil­le na Flo­ry­dzie uczą­ce posłu­gi modli­twą o uzdro­wie­nie i uwol­nie­nie.


Źró­dło: The Healing Line, marzec/kwiecień 2007, new­slet­ter wyda­wa­ny cyklicz­nie przez Chri­stian Healing Mini­stries

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.