Jesus Camp — antychrześcijańska propagandówka
- 16 maja, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Film, który w opinii wielu amerykańskich recenzentów miał pokazywać prawdziwe oblicze religijnej amerykańskiej prawicy, w istocie pokazuje antychrześcijańskie fobie autorek. Jego celem jest zaś wzbudzenie niechęci do tych spośród chrześcijan, którzy nie tylko mają jednoznaczne poglądy moralne, ale też chcą ich bronić.“Obóz Jezusa” oglądałem wczoraj ze wzrastającym zażenowaniem. Sztuczki, jakie wykorzystano przy jego kręceniu, były tak widoczne, że chyba tylko ślepy mógł się […]
“Obóz Jezusa” oglądałem wczoraj ze wzrastającym zażenowaniem. Sztuczki, jakie wykorzystano przy jego kręceniu, były tak widoczne, że chyba tylko ślepy mógł się na nie nie złapać. Gdy chciano ośmieszyć styl modlitwy charyzmatycznej to łączono dwa kadry: na jednym byli modlący się w religijnej ekstacie charyzmatyczni chrześcijanie. Ich twarze były pełne emocji, lały się łzy, zaciśnięte dłonie wnosiły się do Boga. A potem następowało ostre cięcie i kamera kierowała się na mordę psa, który patrzył na swoich państwa nic nie rozumiejącymi oczami. Zbicie tych dwóch elementów rozbawiało salę do łez i sugerowało, że poziom modlących się niewiele odbiega od poziomu ich psa.
Ale to nie wszystko. Autorki wyraźnie sugerowały, że tym, co je najbardziej gorszy, wcale nie jest styl modlitwy czy nawet zaangażowanie w nią dzieci, ale to, że przedstawieni w filmie chrześcijanie domagają się zakazania zabijania nienarodzonych dzieci. Najlepszym dowodem na to był fakt, że w filmie wciąż wracała postać Samuela Alito, którego przedstawiano jako sympatyka i wyznawcę ewangelikalnej wersji chrześcijaństwa. Autorki nic sobie nie robiły z tego, że Alito, choć sprzeciwia się prawu do zabijania, z ewangelikałami nie ma nic wspólnego. Dla nich zbrodnią był już sam fakt bycia obrońcą życia.
I dlatego jakoś nie mogłem skupić się na rzekomych psychomanipulacjach jakich dopuszczać się mieli organizatorzy obozów. Jeśli bowiem nawet tak było, to film, który oglądałem był podobną psychomanipulacją. Jego celem było zaś wywołanie niechęci do chrześcijan, sugerowanie, że ich celem jest zabijanie innych przy pomocy karabinów maszynowych. I choć film dotyczył zielonoświątkowców miałem pełną świadomość, że równie dobrze mógł on dotyczyć każdego innego wyznania, które na poważnie traktuje Ewangelię.
Jednym słowem film na poziomie sprawdzonych antyreligijnych sowieckich propagandówek. Nie pierwszy i nie ostatni. Ale wyjątkowo perfidny.