Ekumenizm w Polsce i na świecie

Księga chwały krakowskiego Kościoła


Dzien­ni­kar­skie two­rzo­ne na szyb­ko listy nazwisk agen­tów w sutan­nach, pró­by roz­szy­fro­wy­wa­nia nazwisk tych zare­je­stro­wa­nych przez bez­pie­kę, co do któ­rych ks. Tade­usz Isa­ko­wicz Zale­ski nie miał abso­lut­nej pew­no­ści, że byli TW – zafał­szo­wu­je obraz książ­ki „Księ­ża wobec bez­pie­ki”, któ­ra już w śro­dę tra­fi do księ­gar­ni. Książ­ka ta nie jest bowiem ani listą agen­tów, ani tym bar­dziej pró­bą pod­wa­że­nia mitu nie­złom­ne­go Kościo­ła. Ana­li­zo­wa­ne przez ks. Zale­skie­go archi­wa bez­pie­ki, bez wąt­pie­nia wbrew inten­cjom […]


Dzien­ni­kar­skie two­rzo­ne na szyb­ko listy nazwisk agen­tów w sutan­nach, pró­by roz­szy­fro­wy­wa­nia nazwisk tych zare­je­stro­wa­nych przez bez­pie­kę, co do któ­rych ks. Tade­usz Isa­ko­wicz Zale­ski nie miał abso­lut­nej pew­no­ści, że byli TW – zafał­szo­wu­je obraz książ­ki „Księ­ża wobec bez­pie­ki”, któ­ra już w śro­dę tra­fi do księ­gar­ni. Książ­ka ta nie jest bowiem ani listą agen­tów, ani tym bar­dziej pró­bą pod­wa­że­nia mitu nie­złom­ne­go Kościo­ła. Ana­li­zo­wa­ne przez ks. Zale­skie­go archi­wa bez­pie­ki, bez wąt­pie­nia wbrew inten­cjom spi­su­ją­cych je funk­cjo­na­riu­szy, zawie­ra­ją w sobie bowiem wizję Kościo­ła, któ­ry nie ugiął się pod napo­rem komu­ni­zmu.

A wszyst­ko dla­te­go, że to wca­le nie TW są głów­ny­mi boha­te­ra­mi tej książ­ki. O wie­le istot­niej­sze dla jej auto­ra jest poka­za­nie rze­czy­wi­stych świę­tych tam­tych dni. Dla­te­go nie jest przy­pad­kiem, że książ­ka zaczy­na się od dra­ma­tycz­nych histo­rii księ­ży, któ­rych przez lata bez­pie­ka pró­bo­wa­ła zła­mać lub znisz­czyć. Zapo­mnia­ne histo­rie kar­dy­na­ła Fran­cisz­ka Machar­skie­go, bisku­pów Kazi­mie­rza Nycza czy Jana Szko­do­nia, księ­ży Kazi­mie­rza Jan­ca­rza, Adol­fa Choj­nac­kie­go, Józe­fa Tisch­ne­ra czy ojców Kazi­mie­rza Ptasz­kow­skie­go i Jerze­go Ser­ma­ka poka­za­ły, że suge­stie, że każ­dy musiał współ­pra­co­wać są nie tyl­ko nie­praw­dzi­we, ale przede wszyst­kim głę­bo­ko krzyw­dzą­ce.


Książ­ka ks. Tade­usza Isa­ko­wi­cza-Zale­skie­go nad­ra­bia więc wie­lo­let­nie zanie­dba­nia hie­rar­chii kościel­nej, któ­ra nie­wie­le lub nic nie robi­ła, by przy­po­mi­nać i pro­mo­wać rze­czy­wi­stych boha­te­rów tam­tych dni. Jed­nym z bar­dziej wstrzą­sa­ją­cych frag­men­tów tej książ­ki są infor­ma­cje o tym, że kape­la­nów Soli­dar­no­ści upa­mięt­nia­li w zasa­dzie wyłącz­nie ludzie świec­cy. Dla insty­tu­cji kościel­nych – nawet po upad­ku komu­ni­zmu – sta­no­wi­li oni raczej nie­wy­god­ny balast “nie­po­kor­nych kapła­nów”, któ­rzy nie potra­fi­li zro­zu­mieć koniecz­no­ści histo­rycz­nej współ­pra­cy z minio­nym ustro­jem.


Nie­licz­ne histo­rie tych, któ­rzy upa­dli też nie zmie­nia­ją tego obra­zu. Nie­ma­ła część bowiem ze zwer­bo­wa­nych od same­go począt­ku sta­ra­ła się wywi­nąć ze współ­pra­cy, symu­lo­wa­ła roz­ma­ite pro­ble­my, by tyl­ko nie spo­tkać się z ofi­ce­rem; pozo­ro­wa­ła współ­pra­cę dostar­cza­jąc wia­do­mo­ści pozor­ne (co nie ozna­cza, że nie­szko­dli­we, takich w kon­tak­tach z bez­pie­ką nie było); a nie­kie­dy odważ­nie ją prze­ry­wa­ła. Jesz­cze inni, choć ze współ­pra­cy nie potra­fi­li się wywi­nąć (ofi­ce­ro­wie byli świet­ny­mi psy­cho­lo­ga­mi i czę­sto na tyle moc­no wią­za­li emo­cjo­nal­nie ze sobą agen­tów, że ci ostat­ni trak­to­wa­li ich jako przy­ja­ciół), sta­ra­li się jakoś odku­pić swo­je upad­ki poprzez wytrwa­łą pra­cę na rzecz ubo­gich czy skrzyw­dzo­nych. Jest zresz­tą ogrom­ną zasłu­gą ks. Zale­skie­go to, że zde­cy­do­wał się on poka­zać losy TW tak­że po upad­ku komu­ni­zmu, wska­zu­jąc, że wie­lu z nich mia­ło świa­do­mość zła, któ­re uczy­ni­ło i pró­bo­wa­ło je jakoś odku­pić.


Są oczy­wi­ście w tej książ­ce tak­że histo­rie wstrzą­sa­ją­ce. Księ­ży, któ­rzy robi­li karie­ry dzię­ki bez­pie­ce i bra­li nie­ma­łe pie­nią­dze za dono­sy na przy­ja­ciół. Przy­naj­mniej część z duchow­nych uda­ło się bez­pie­ce zde­pra­wo­wać, ale jeśli uświa­do­mi­my sobie (a temu tak­że poświę­co­na jest część książ­ki), ile sta­rań wkła­da­no w to, by omo­tać wszyst­kich – to trud­no nie dostrzec, że Kościół jako całość wyszedł ze zma­gań z komu­ni­zmem i bez­pie­ką zwy­cię­ską ręką. I to mimo, iż paru duchow­nych, któ­rzy chcie­li­by uda­wać auto­ry­te­ty w isto­cie oka­za­ło się zdraj­ca­mi. Ale są oni raczej wyjąt­kiem od regu­ły, niż regu­łą.


Jeśli więc ktoś może czuć się z tej książ­ki nie­za­do­wo­lo­ny to jedy­nie ci, któ­rzy w imię dobre­go samo­po­czu­cia nie­licz­nych agen­tów w sutan­nach, chcie­li pro­pa­go­wać obraz Kościo­ła znie­wo­lo­ne­go, w któ­rym każ­dy musiał współ­pra­co­wać, a dono­sze­nie na kole­gów było raczej nor­mą, niż wyjąt­kiem. Ten obraz, choć bez wąt­pie­nia popra­wiał samo­po­czu­cie tych, któ­rzy dla karie­ry, wygo­dy czy pie­nię­dzy dono­si­li, jest nie do pogo­dze­nia z fak­ta­mi, zawar­ty­mi w doku­men­tach spo­rzą­dzo­nych przez wro­gów Kościo­ła. Nie ma więc żad­nych powo­dów, by pro­pa­go­wa­li go ci, któ­rzy sami sie­bie uzna­ją za jego przy­ja­ciół, a któ­rzy przez wie­le mie­się­cy pro­wa­dzi­li nagon­kę na księ­dza Zale­skie­go.


I wła­śnie dla­te­go trud­no nie mieć żalu do tych, któ­rzy dla obro­ny dosłow­nie kil­ku­na­stu osób od mie­się­cy pró­bo­wa­ło nie dopu­ścić do publi­ka­cji książ­ki ks. Zale­skie­go. To ich wysił­ki spra­wi­ły, że zde­cy­do­wa­na część dzien­ni­ka­rzy spo­dzie­wa­ła się dziś ogrom­nej lustra­cyj­nej bom­by, któ­ra mia­ła zmieść pol­ski Kościół z powierzch­ni zie­mi. Tyle, że jej w książ­ce ks. Zale­skie­go nie było. Ist­nia­ła ona tyl­ko w gło­wach tych, któ­rzy nie chcąc dopu­ścić do opu­bli­ko­wa­nia kil­ku nazwisk suge­ro­wa­li, że ksiądz Zale­ski chce znisz­czyć dobre imię pol­skie­go Kościo­ła. Teraz wypa­da­ło­by chy­ba kra­kow­skie­go kapła­na prze­pro­sić. Za nazy­wa­nie go „inkwi­zy­to­rem”, „nad­ubow­cem”, za odbie­ra­nie mu kapłań­skie­go sumie­nia.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.