Manipulacja zza biurka, czyli Gość Niedzielny o anglikanach
- 6 maja, 2012
- przeczytasz w 6 minut
Słusznie dziennikarze i publicyści rzymskokatoliccy dzielnie ścierają się z coraz bardziej niedoinformowanymi, czy po prostu dotkniętymi piętnem permanentnej ignorancji, specjalistami od Kościoła i religii, którym Kościół kojarzy się albo ze skorumpowaną hierarchią, restryktywną moralnością, obłudą i zachłannością tudzież innymi cechami, które – mówiąc delikatnie – uniemożliwiają dyskusję, sprowadzając dyskurs do poziomu kloaki. Nie brakuje przecież ekspertów, którzy mają wiele do powiedzenia o Kościele, a znają go głównie z tekstów prasowych, internetu, […]
Słusznie dziennikarze i publicyści rzymskokatoliccy dzielnie ścierają się z coraz bardziej niedoinformowanymi, czy po prostu dotkniętymi piętnem permanentnej ignorancji, specjalistami od Kościoła i religii, którym Kościół kojarzy się albo ze skorumpowaną hierarchią, restryktywną moralnością, obłudą i zachłannością tudzież innymi cechami, które – mówiąc delikatnie – uniemożliwiają dyskusję, sprowadzając dyskurs do poziomu kloaki.
Nie brakuje przecież ekspertów, którzy mają wiele do powiedzenia o Kościele, a znają go głównie z tekstów prasowych, internetu, czy wieców. I rację mają dziennikarze katoliccy, że się temu sprzeciwiają i apelują o rzetelność, spojrzenie na dane zagadnienie z różnych perspektyw – sztandarowym przykładem była afera wokół Funduszu Kościelnego i rzetelna reakcja Katolickiej Agencji Informacyjnej. Najwyraźniej obowiązek rzetelności nie obowiązuje niektórych dziennikarzy Gościa Niedzielnego.
Wcale nie jest mi przyjemnie pisać te słowa z kilku powodów – po pierwsze: w Gościu Niedzielnym pracuje kilku moich znajomych, których profesjonalizm cenię, a po drugie: od dłuższego czasu portal ekumenizm.pl współpracuje z internetowym ramieniem Gościa Niedzielnego – portalem wiara.pl, który publikuje sporo newsów z naszej strony. Niemniej jednak tekst red. Jacka Dziedziny pisany nt. anglikanów to przykład skrajnie tendencyjnego dziennikarstwa, ukazującego fundamentalną nieznajomość tematu, w tym wypadku anglikanów. Ten tekst to także techniki manipulacyjne, które – jeśli byłyby zastosowane wobec Kościoła rzymskokatolickiego – wywołałyby święte oburzenie. I słusznie.
Tekst Sól utracona ukazał się w najnowszym Gościu Niedzielnym (14/2012). Już na samym początku red. Dziedzina buduje napięcie, wskazując jak bardzo szokujące dla części (jakiej części?) anglikanów były zmiany, zachodzące we Wspólnocie. Dziedzina pisze: Niezrozumienie budziła zgoda na zawieranie ponownego ślubu przez rozwiedzionych duchownych. Po drodze pojawiało się podważanie podstawowych prawd wiary, m.in. dogmatu o Trójcy Świętej czy bóstwie Jezusa. Owszem w środowisku anglikańskim pojawiali się teolodzy, którzy negowali podstawowe prawdy wiary, ale zastanówmy się, czy gdyby podobne zjawisko nie istniało w Kościele rzymskokatolickim, to czy powstałoby Dominus Iesus i setki, słusznych interwencji Kongregacji Nauki Wiary, dotyczące podstaw wiary chrześcijańskiej? Najwyraźniej kongregacja dyscyplinowała wyimaginowanych teologów…
Ale idźmy dalej. Red. Dziedzina stara się jak może, aby dokopać anglikanom i robi to z zadziwiającą lekkością ducha, nie zauważając, że jego argumenty bardzo łatwo można odwrócić w kierunku również płytkiej i pozbawionej sensu polemiki z Kościołem rzymskokatolickim. Ponadto warto zadać pytanie: czy tak wiele kosztuje wyobraźnia tudzież próba uświadomienia sobie, że nakładanie eklezjologicznych matryc własnej wspólnoty na inną prowadzi niechybnie do jakże arcyobiektywnej konstatacji: ojej, oni nie są tacy jak my, są więc be. Jacek Dziedzina raczy czytelników teologicznymi fałszywkami, umacniając uprzedzenia z apologetycznych ulotek, uniemożliwiających dialog ekumeniczny i wręcz obnażając niechęć wobec anglikanów. Przykład: „Symbolem faktycznego rozpadu Kościoła anglikańskiego jest niedawna zapowiedź rezygnacji z funkcji honorowego zwierzchnika anglikanów arcybiskupa Canterbury, Rowana Williamsa.”
Wspólnota Anglikańska się nie rozpadła – ani faktycznie, ani w żaden inny sposób, ponieważ sens istnienia Wspólnoty Anglikańskiej (zarówno w wymiarze instytucjonalnym, jak i teologicznym) nie zakłada ani jednomyślności we wszystkich sprawach, ani instytucjonalnego trwania, ani tym bardziej nie decyduje o tym zmiana na urzędzie Arcybiskupa Canterbury. Trzymajmy się faktów – abp Rowan Williams nie jest okrętowym szczurem i nie ucieka z tonącego statku, a grubo ponad pół roku przed złożeniem urzędu zapowiada nieco wcześniejszą emeryturę i chęć dalszego poświęcenia się pracy dla Kościoła w obszarze, który i jemu i choćby papieżowi Benedyktowi XVI najbardziej odpowiada – naukowej pracy teologicznej. Odejście abp. Williamsa nie jest żadnym symbolem, ani zwiastunem upadku. Reakcje świata anglikańskiego, w tym konserwatywnego, na które ochoczo powołuje się Dziedzina, w żadnym wypadku nie potwierdzają jego słów o rozpadzie i zmierzchu anglikanizmu. Trudno mi spojrzeć na słowa red. Dziedziny inaczej niż na szczucie pozbawione merytorycznego warsztatu, aby o anglikanizmie mówić w sposób odpowiedzialny.
Kolejny przykład kilka linijek dalej: „Dzieło angielskiego króla Henryka VIII, który zerwał z Rzymem i siebie ustanowił głową Kościoła anglikańskiego, na naszych oczach powoli przechodzi do historii.” Każdy kto choć trochę poznał historię Anglii – szczególnie tę przedreformacyjną – jak wyglądał Kościół Anglii i jak się ma „anglikanizm” Henryka VIII do anglikanizmu dziś, czyli NIJAK.
Równie dobrze można byłoby rzucić na całe chrześcijaństwo generalne podejrzenie politycznego skorumpowania, uwzględniając złożone uwarunkowania polityczno-społeczne i religijne, które doprowadził do edyktu mediolańskiego i chrztu cesarza Konstantyna na łożu śmierci. Henryk VIII anglikaninem nie był, nie był też protestantem, wierzył po katolicku, a polityka wobec Kościoła była częścią wielkiej polityki. Dokładnie w ten sam sposób działał papież, który oprócz tego, że był biskupem Rzymu był też zręcznym graczek politycznym. Tak zupełnie na marginesie warto przypomnieć, że papiestwo nie miało problemów z dawaniem dyspensy na ślub Henryka z Katarzyną Aragońską (Katarzyna była wcześniej żoną Artura, brata Henryka), której krewnym był cesarz Karol V Habsburg, ale na stwierdzenie nieważności małżeństwa Henryka odwagi już zabrakło.
Warto przypomnieć kto rządził w Rzymie – na pewno nie papież, który był na łasce i niełasce cesarza. Jednak bajka o Henryku VIII jako założycielu Kościoła anglikańskiego powtarzana jest wciąż na nowo bez względu na brak teologicznych i historycznych podstaw – przypomina ona inne bajki opowiadane w lewackich i innych niechętnych Kościołowi rzymskokatolickiemu środowiskach, a uskutecznianych w takiej czy inne formie przez teologów dysydentów i powieściopisarzy, którzy na wszystko mają jedną odpowiedź: Opus Dei!
Z tekstu redaktora Dziedziny można wywnioskować, że anglikanie specjalizują się w produkowaniu biskupów skandalistów, czego oczywiście nie można powiedzieć o Kościele rzymskokatolickim. Dalej, red. Dziedzina czarno na białym mówi nieprawdę lub (jak kto woli) kłamie, mówiąc o urzędującym jeszcze Prymasie Całej Anglii: „Rowan Williams musiał de facto zaakceptować święcenie kobiet, choć głośno nie udzielił tym praktykom swojego poparcia.” Każdy kto choć odrobine zna twórczość i wypowiedzi Rowana Williamsa, choćby te wypowiadane publicznie podczas Synodów Generalnych, wie, że Williams – cokolwiek by mu nie zarzucić w niejednoznacznym podejściu do spraw homoseksualistów w Kościele – zawsze pozostawał jednoznacznym zwolennikiem święceń kapłańskich i biskupich dla kobiet. Red. Dziedzina informując czytelników Gościa Niedzielnego inaczej, po prostu mija się z prawdą.
Na tym nie koniec. Redaktor Dziedzina widzi anglikanizm w trumnie. Na cmentarzu: „Gwoździem do trumny i tak kruchej od dawna jedności będzie zapewne brak porozumienia w sprawie tzw. paktu anglikańskiego. Zakładał on, że żaden z blisko 40 Kościołów anglikańskich na świecie nie zrobi niczego, co mogłoby urazić anglikanów z innych krajów.” Pytanie:
co tak naprawdę red. Dziedzina wie o anglikanizmie? Gdzie jest ta trumna i gdzie ten cmentarz? Nie twierdzę, że anglikanizm w Anglii ma się wspaniale, ale to samo dotyczy innych – nie wyłączając Kościoła rzymskiego – wspólnot religijnych i nie zmienia tutaj nic powołanie przez Benedykta XVI ordynariatu dla byłych już anglikanów, którzy – nie wiedzieć czemu – wciąż nieustannie funkcjonują jako ci „byli”. Przymierze Anglikańskie? Cóż, nie udało się, ale nie jest to ostatnia próba, czy etap w przemodelowaniu obecnego kształtu Wspólnoty Anglikańskiej, która w wielu krajach (nie tylko w Afryce, Azji), ale także w Europie odważnie głosi Ewangelię o Chrystusie, przyciągając coraz to nowych wiernych, w tym rzymskich katolików, księży nie wyłączając.
Może czasami lepiej, żeby dziennikarze Gościa Niedzielnego sięgnęli po coś więcej niż przedruki innych katolickich gazet. Może warto sięgnąć do źródeł, anglikańskich stron, w tym szczególnie oficjalnych . Już nawet po uważnej lekturze Wikipedii na łamach Gościa Niedzielnego ukazałby się rzetelny tekst o sytuacji Wspólnoty Anglikańskiej, a nie najzwyklejszy paszkwil. Szkoda gościa, także Niedzielnego.