Apel o Komunię dla małżeństw wyznaniowo mieszanych + komentarz ekumenicznego sceptyka
- 11 stycznia, 2011
- przeczytasz w 5 minut
Przewodniczący Rady Ewangelickiego Kościoła w Niemczech (EKD), ks. Nicolas Schneider, zaapelował do rzymskokatolickiej Konferencji Biskupów Niemieckich o umożliwienie małżeństwom wyznaniowo mieszanym gościnności eucharystycznej. – Tym krokiem spełnione byłoby to, co w Kościele Jezusa Chrystusa dla tych rodzin już jest rzeczywistością i słusznie jest praktykowane w wielu parafiach – podkreślił ks. Schneider. – Żywa różnorodność w jednej wierze nie musi dzielić, ale prowadzi nas do Stołu jednego Pana. Wiele […]
Przewodniczący Rady Ewangelickiego Kościoła w Niemczech (EKD), ks. Nicolas Schneider, zaapelował do rzymskokatolickiej Konferencji Biskupów Niemieckich o umożliwienie małżeństwom wyznaniowo mieszanym gościnności eucharystycznej. – Tym krokiem spełnione byłoby to, co w Kościele Jezusa Chrystusa dla tych rodzin już jest rzeczywistością i słusznie jest praktykowane w wielu parafiach – podkreślił ks. Schneider.
– Żywa różnorodność w jednej wierze nie musi dzielić, ale prowadzi nas do Stołu jednego Pana. Wiele Kościołów ma dobre doświadczenia w tym temacie. Zapraszamy was do dzielenia tego doświadczenia – podkreślił Schneider, który jest równocześnie zwierzchnikiem Ewangelickiego Kościoła Nadrenii. To właśnie podczas Synodu tego Kościoła wystosowany został apel do rzymskokatolickiego episkopatu.
Tymczasem referent ds. ekumenizmu diecezji Essen ks. prałat Gerd Lohaus zaznaczył, że wspólne przystępowanie do Wieczerzy Pańskiej katolików i ewangelików jest w obecnej chwili niemożliwe. – Różnice w teologicznych stanowiskach nie mogą zostać po prostu przeskoczone. Wspólnota Stołu Pańskiego musi być skutkiem, a nie środkiem wspólnoty kościelnej. Jedności kościelnej nie da się tak po prostu wygenerować, ale można nad nią pracować – dodał. Ks. Lohaus, który przemawiał na Synodzie nadreńskiego Kościoła w Bad Neuenahr również w imieniu biskupów rzymskokatolickich z Münster, Akwizgranu, Kolonii, Limburga i Trewiru skrytykował opinie, sugerujące, że Kościół hierarchiczny uniemożliwia wspólnotę eucharystyczną z ewangelickimi chrześcijanami. – Nieufność wobec tzw. Kościoła oficjalnego nie może być fundamentem ekumenicznej pracy. Kościół katolicki nie uważa się za stowarzyszenie, a sobory to nie parlamenty – stwierdził.
Komentarz
Problem gościnności eucharystycznej – o interkomunii nie wspominając – jest w Niemczech jednym z najczęstszych zagadnień w dyskusji ekumenicznej. Tak naprawdę w ciągu minionych dziesięcioleci nie wydarzyło się nic przełomowego, co uzasadniałoby nadzieję wielu niemieckich – i nie tylko – chrześcijan na wspólne przystępowanie do Stołu Pańskiego. I nie pomoże w tym zaklinanie rzeczywistości wielkimi jubileuszami ekumenicznych porozumień, oświadczeń i spotkań. Nie pomoże również salonowa kurtuazja regularnie konstatująca, że oto Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu z 1999 roku to kamień milowy i przeogromny przełom – jest to zresztą retoryka ekumenicznie pielęgnowana w równym stopniu przez rzymskokatolickich i ewangelickich ekumenistów. Ale i ona nic nie zmieni, czego najlepszym przykładem jest apel ks. Schneidera i odpowiedź ks. Lohausa. Każdy z nich ma absolutną rację, ale tylko w przestrzeni własnej eklezjologii.
Dla rzymskich katolików konieczność jedności w wyznawanej wierze jest w sposób oczywisty warunkiem wspólnej Eucharystii, a każda próba ominięcia tej zasady jest wykroczeniem przeciwko jedności Kościoła, nawet, jeśli towarzyszą temu jak najlepsze zamiary. Dla ewangelików w sposób oczywisty Eucharystia jest nie tylko środkiem, ale również antycypacją duchowej jedności w wierze w Jezusa Chrystusa, który jest jedynym Gospodarzem Wieczerzy. Stąd też dla ewangelików to nie jedność w doktrynie, a jedność w rozumieniu Ewangelii o Jezusie Chrystusie jest wystarczającym warunkiem do radowania się obecnością Chrystusa w Kościele i dla Kościoła.
Obydwa poglądy zderzają się ze sobą w różnych miejscach, z różną intensywnością, inaczej rozkładają akcenty. Ocena każdego ze stanowisk zależy od eklezjalnego uwarunkowania. Trudno pominąć również własne doświadczenia i duchowość – niemniej jednak mamy do czynienia z ekumenicznym patem, którego rozwiązania doczekamy się najpewniej po tamtej stronie. Nie zmienia to jednak faktu, że wielu chrześcijan w dobrej wierze i dzięki wierze wciąż będzie przekraczać konfesyjne granice za lub bez wiedzy biskupów czy teologów takiego czy innego Kościoła.
Wydaje się zatem, że nawet małżeństwa wyznaniowo mieszane nie mają co liczyć na cud – ich sytuacja w dużej mierze zależy od duszpasterzy, w tym od tego, jak daleko są gotowi przekraczać wyznaczone granice i jak długo gotowi są żyć w zgodzie ze swoim sumieniem, autoryzując takie czy inne rozwiązania nie do końca zgodne z oficjalną linią. Przykrego doświadczenia małżonków nie zmienią niestety przepiękne teksty liturgiczne i kazania, mówiące o jedności małżonków, i podkreślające podobieństwo czy wręcz analogięmiędzy małżonkamii mistyczną relacją między Chrystusem a Jego Kościołem. Okazuje się, że w zderzeniu z twardą teologią piękno tych obrazów na niewiele się zdaje. To może smucić, denerwować i zniechęcać. Błogosławieni ci, którzy mimo tego wierzą – chciałoby się zawołać, ale czy to wystarczy?
Rodzący się w wielkich bólach nasz polski dokument o małżeństwach wyznaniowo mieszanych również nie dokona tutaj żadnych zmian i nie ma się co łudzić, bo trudno za przełom lub zmianę uznać bardziej empatyczną semantykę kościelnych dokumentów. Żadna ponadregionalna lub krajowa komisja nie zdoła zmienić tego, co jest powodem różnic w perspektywie globalnej, narosłych w ciągu wieków. Cóż zatem? Tak naprawdę pozostaje nam tylko modlitwa, która będzie przejawem ekumenicznego realizmu.
Osobiście nie wierzę, iż widzialna jedność w rozumieniu rzymskokatolickim czy prawosławnym jest możliwa, czy nawet potrzebna, jakkolwiek nie odmawiam jej specyficznego piękna i teologicznej zasadności. Nie wierzę również, że protestancki model różnorodności w jedności jest panaceum na rozłam w chrześcijaństwie. Być może niektórym z czytelników wyda się to przewrotne, że słowa te pisze redaktor portalu ekumenicznego, ale w ciągu tych lat stałem się ekumenicznym sceptykiem, co w żadnym wypadku nie oznacza, że nie dostrzegam głębokiego sensu rozmów przedstawicieli różnych wyznań. Gdyby tak było nie angażowałbym się w projekt ekumenizm.pl.
Dyskusje, jak ta w Niemczech, czy zbliżający się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan uświadamiają mi po raz kolejny, że ekumenizm nie może być –izmem, nie może być li tylko wielką teologią. Dla mnie ekumenia jest przede wszystkim ewangeliczną ciekawością, zachęcającą do spojrzenia poza rąbek własnego podwórka i zaproszeniem do stawiania pytań o nas samych, ale przede wszystkim o relację z Bogiem – indywidualną i wspólnotową. Czy podzielone chrześcijaństwo jest rzeczywiście skandalem? Mam co do tego coraz większe wątpliwości, patrząc na wielkie bogactwo chrześcijaństwa.Wierzę jednak, że grota betlejemska, Golgota i paschalne zdumienie są melodią duszy, którą wszyscy dobrze znamy i to tak dobrze, że rozumiemy ją i siebie bez słów – jakkolwiek to sentymentalnie zabrzmi.
Dariusz Bruncz
:: Ekumenizm.pl: Ekumeniczna Schadenfreude