Ekumeniczne spotkanie Benedykta XVI — powrót do fundamentów
- 25 września, 2011
- przeczytasz w 4 minuty
W erfurckim klasztorze augustianów, w miejscu, w którym br. Marcin Luter przyjmował święcenia kapłańskie i odprawił pierwszą mszę, odbyło się 23 września wspólne nabożeństwo Benedykta XVI z władzami Ewangelickiego Kościoła w Niemczech. Jeszcze przed spotkaniem media rozlały morze ekumenicznych mydlin, stawiając jako cel rozmów papieża z ewangelikami bliżej nieokreślony przełom, nadzieje, tudzież zmiany. W tak zaprogramowanej rzeczywistości ‘porażka’, ‘brak postępu’ i cała artyleria minorowych haseł pokazała niezrozumienie […]
W erfurckim klasztorze augustianów, w miejscu, w którym br. Marcin Luter przyjmował święcenia kapłańskie i odprawił pierwszą mszę, odbyło się 23 września wspólne nabożeństwo Benedykta XVI z władzami Ewangelickiego Kościoła w Niemczech. Jeszcze przed spotkaniem media rozlały morze ekumenicznych mydlin, stawiając jako cel rozmów papieża z ewangelikami bliżej nieokreślony przełom, nadzieje, tudzież zmiany. W tak zaprogramowanej rzeczywistości ‘porażka’, ‘brak postępu’ i cała artyleria minorowych haseł pokazała niezrozumienie ekumenicznego ducha.
Papieskie słowa nie były interesujące dla mediów, bo o czym Benedykt XVI mówił? Ano mówił o jedności w perspektywie trynitarnej, mówił o grzechu i zamknięciu na Boga. Pytanie: kogo to interesuje? Wszystkim wyczekującym spektakularnych słów i czynów, oraz tym, którzy z urzędu rozczarowani są papieskimi słowami, Benedykt zadedykował słowa: Podczas ekumenicznego spotkania nie powinniśmy tylko narzekać na podziały i rozłamy, ale dziękować Bogu za wszystko, co pozostawił nam z jedności i czym nas wciąż na nowo obdarowuje. Wdzięczność ta musi zarazem być gotowością, aby nie utracić podarowaną jedność w czasie zmagań i niebezpieczeństw – mówił papież. Z pewnością nie są to refleksje, nadające się na dziennikarski materiał o przełomie, który w ciągu ostatnich tygodni sztucznie konstruowany był przez media i przez niemieckich polityków.
Również inne słowa o jedności były zupełnie niemedialne — np. wtedy, gdy papież podkreślał, że podstawowa jedność polega na tym, że wierzymy w Boga Wszechmogącego, Ojca, Stworzyciela nieba i ziemi. Czy ten fragment z wyznania wiary – wspólnego dla ewangelików i rzymskich katolików – jest w swojej codzienności, formułkowym zaznajomieniu jakąkolwiek zachętą i inspiracją do radowania się jednością wyznawania Boga, która deklasuje wszystkie deklaracje, gesty i nawet najbardziej ambitne projekty?
Benedykt XVI zwrócił uwagę na najbardziej palący aspekt ekumeniczny — na to, co jest zdecydowanie ważniejsze od tego, czy Rzym i Kościoły wyodrębnione z XVI-wiecznej reformacji dogadają się w kwestii wspólnoty eucharystycznej. Tą kwestią jest po prostu wiara w Boga, ekumeniczny sojusz na rzecz duchowego odrodzenia, ekumenicznego, wspólnego działania, aby jak najwięcej osób otworzyło się na przyjaźń z Chrystusem. Jest to pilne w sytuacji, kiedy ludzie nie pytają już o łaskawego Boga, nie pytają już nawet czy jest Bóg, rezygnując z ważkich dylematów egzystencjalnych, ale prześlizgując się nad tajemnicą życia świadomie wybierają obojętność wobec wszystkiego, co niematerialne. Stąd też Benedykt jasno zapytał: Czy człowiek potrzebuje Boga czy też może się bez niego zupełnie dobrze obyć? Nazwał po imieniu to, czego doświadcza wielu ludzi: poczucia nieobecności Boga, oddalenia, prowadzącego do pogrążenia się w pysze pozornej mocy, w pustce serca oraz bezkształtnym pragnieniu spełnienia i szczęścia. Stąd też papież jasno przypomniał: naszą pierwszą ekumeniczną służbą w tym czasie musi być wspólne świadectwo o obecności żywego Boga w świecie, o Ewangelii, o Chrystusie – Jego śmierci i zmartwychwstaniu.
Apelując o duchowy ekumenizm papież mówił o etycznych wyzwaniach, ale w centrum jego przemowy pozostało wezwanie do udzielenia odpowiedzi na zaproszenie Chrystusa. Na koniec papieskiego wystąpienia padły słowa, które przez wielu odczytane były jako rozczarowanie i wylanie kubła zimnej wody. Benedykt XVI stwierdził: „Przed papieską pielgrzymką na różny sposób mówiono o ekumenicznym prezencie, jakiego spodziewano się po tej wizycie. Darów, jakie zostały wymienione, nie muszę pojedynczo wymieniać. W związku z tym pragnę powiedzieć, że byłoby to politycznym niezrozumieniem wiary oraz ekumenii. Jeśli głowa państwa składa wizytę w zaprzyjaźnionym kraju, poprzedzają ją zazwyczaj kontakty między instancjami, które przygotowują zawarcie jednej lub więcej umów między dwoma państwami: rozważając korzyści i straty dochodzi się do kompromisu, który w końcu wydaje się być korzystny dla obu stron tak, że traktat może być podpisany. Jednak wiara chrześcijan nie opiera się na analizie naszych korzyści i strat. Wiara tworzona przez samych siebie jest bezwartościowa. Wiara nie jest czymś co wymyślamy i co negocjujemy. Jest ona fundamentem, którym żyjemy. Jedność nie wzrasta przez rozważanie plusów i minusów, lecz przez coraz głębsze przemyślenia i przeżywanie wiary.”
Mocne słowa Benedykta XVI nie znajdą się w przekazie głównych kanałów informacyjnych – zamiast tego pozostanie pasujący do scenariusza zarzut: nie nastąpił przełom. Niemniej jednak myli się ten, kto uważa, że takie ukazywanie sprawy szkodzi tylko Benedyktowi, a działa na korzyść kojarzonych z absolutną otwartością Kościołów ewangelickich. Boję się takich sformułowań, gdyż wiążą się one z eklezjalną herezją, sugerującą, jakoby oblicze i przyszłość Kościoła – jego jedność i świętość – znajdowały się w zasięgu naszych możliwości, które taką czy inną deklaracją możemy w jakikolwiek sposób urzeczywistnić. Cieszę się, że papież Benedykt XVI zwrócił uwagę na fundamentalny aspekt jedności i na to, czym przede wszystkich jest ekumenizm. A ekumenizm jest szkołą modlitwy i poznania. Nie ma bardziej widzialnego znaku jedności niż świadectwo o Chrystusie – problem jednak w tym, że stwierdzenie to nie jest ciekawe dla mediów, ani też dla wielu osób, które rozliczają papieża z własnych wizji i hucznie ogłaszanych projektów.