Ekumeniczny impas?
- 2 lipca, 2012
- przeczytasz w 4 minuty
Według przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kard. Kurta Kocha przywrócenie pełnej jedności Kościoła pozostaje celem ekumenii. W wywiadzie dla austriackiej gazety kościelnej ‘Sonntag’, hierarcha podkreślił, że uznanie różnych typów Kościoła prowadzi do sytuacji, w której jedność stanowi zwykły dodatek do wszystkiego. – To z pewnością nie byłoby Ciałem Chrystusa, które powinien ukazywać Kościół – dodał kardynał. Szwajcarski hierarcha przekonuje, że uznanie różnych typów […]
Według przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan kard. Kurta Kocha przywrócenie pełnej jedności Kościoła pozostaje celem ekumenii. W wywiadzie dla austriackiej gazety kościelnej ‘Sonntag’, hierarcha podkreślił, że uznanie różnych typów Kościoła prowadzi do sytuacji, w której jedność stanowi zwykły dodatek do wszystkiego. – To z pewnością nie byłoby Ciałem Chrystusa, które powinien ukazywać Kościół – dodał kardynał.
Szwajcarski hierarcha przekonuje, że uznanie różnych typów kościelności byłoby niezgodne nie tylko z rzymskim stanowiskiem, ale także biblijnym. Zastrzegł jednak, że jedność nie powinna być utożsamiana z ujednoliceniem.
Kardynał krytycznie odniósł się do głosów, sugerujących, że ekumenia utkwiła w martwym punkcie. Przypomniał, że Kościół rzymskokatolicki prowadzi równocześnie 16 bilateralnych dialogów, w tym z protestanckimi Kościołami ewangelikalnymi, które są dla ruchu ekumenicznego szczególnym wyzwaniem. – Kościoły te zmieniają ekumenię dużej mierze. Musimy starannie podchodzić do tych Kościołów, abyśmy nie mieli problemów z obecnymi partnerami.
Jednocześnie purpurat sprzeciwił się ekumenii dwóch prędkości, polegającej na wyobcowaniu między oficjalnym ekumenizmem i dialogiem teologicznym a krokami podejmowanymi w lokalnych społecznościach, które nie czekając na rozstrzygnięcie ważnych kwestii, same podejmują działania niezgodne z nauczaniem Kościoła.
Komentarz
Wywiad dla austriackiej gazety trudno potraktować jako oficjalne stanowisko Kościoła rzymskiego w ekumenicznej, czy jakiejkolwiek innej sprawie. Niemniej jednak słowa szefa watykańskiej rady, zajmującej się dialogiem ekumenicznym, są znaczące. Nie świadczą one o impasie ruchu ekumenicznego, bo ten już od dawna intensywnie żyje własnym życiem z dala od pobożnych życzeń ekumenicznych marzycieli i groźnych min kościelnych oficjeli. Świadczą one o imposybilizmie dotychczasowego ekumenizmu, który najwyraźniej wyczerpał już wszystkie możliwości, a jego żywotność – tak dziś, jak przed 60 laty – zależy od tych, którzy przełamują granice wąskokonfesyjnego myślenia, stwarzając możliwości dla duchowego odrodzenia wszystkich wyznawców Chrystusa.
Rozczarowujące są słowa kardynała, ukazujące jego sprzeciw wobec różnych typów kościelności, a więc różnego – czasem bardzo odmiennego – rozumienia czym jest Kościół, kto i co sprawia, że Kościół jest Kościołem, a także jakie relacje między Kościołami (w takim czy innym sensie) powinny panować. Najwyraźniej – obym się mylił – postulowana swego czasu przez kardynała Kaspera koncepcja różnych typów kościelności została odłożona na półkę.
Komunikat Kocha jest prosty: jedynym możliwym do zaakceptowania modelem Kościoła jest model rzymski, a co za tym idzie również rzymska wizja jedności. Każda inna będzie prowizorką i karykaturą ekumenizmu.
Jest to oczywiście optyka typowo rzymskokatolicka i nie mam zamiaru jej wartościować, czy jest dobra, czy zła, ekumeniczna, czy antyekumeniczna. Z pewnością nie jest ona do zaakceptowania przez setki miliony chrześcijan na świecie, którzy nie bez racji podejrzliwie spoglądają na ekumeniczne sygnały wysyłane co jakiś czas z Rzymu.
Słuszne są słowa kard. Kocha, że tzw. Kościoły wolne stanowią poważne wyzwanie dla ruchu ekumenicznego, tyle tylko, że owo wyzwanie nie jest wcale mniejsze ze strony rzymskiego katolicyzmu. Kontrowersje, wrogość, a czasem nieuprawniony antykatolicyzm, jakie wywołują rzymskokatolickie koncepcje ekumenizmu (właściwie należałoby użyć liczby pojedynczej), pokazują, że Kościół ten w żadnej mierze nie powinien pozycjonować się jako gwarant i dobry duszek ruchu ekumenicznego. Kościół, który stosunkowo niedawno w tym ruchu uczestniczy i jak na razie okazał się w oficjalnym nauczaniu na ten ruch dość odporny. Rzym posiada tym samym bezcenną możliwość okazywania ekumenicznej wspaniałomyślności i pokory, z której dość rzadko korzysta. Ruch ekumeniczny bardzo wiele zawdzięcza Kościołowi rzymskokatolickiemu i to nie tylko na płaszczyźnie oficjalnej, ale również tej symbolicznej i lokalnej. Jednak nie oznacza to w żaden sposób zielonego światła dla zawłaszczania ekumenicznego ducha i pojęcia prawdziwej jedności, ubieranej w szaty specyficznej eklezjologii, nie znajdującej akceptacji poza rzymską rodziną.
Nie jestem przekonany do ekumenii dwóch prędkości, daleki jestem od wspierania prowokacyjnych akcji organizacji typu „My jesteśmy Kościołem” oraz nieczytelnego dla mnie zachwytu środowisk protestanckich tego typu organizacjami. Nie ma się naprawdę czym zachwycać. Warto jednak wciąż rozmawiać nie tylko dla samej rozmowy, nie dla prywatnej satysfakcji, ale ze względu na proces wzajemnego uczenia się od siebie, o którym też wspominał w wywiadzie kardynał Koch. Do czego ma ta rozmowa doprowadzić? Z pewnością do pogłębionego życia religijnego, większej przyjaźni z Chrystusem. A czy do jedności?
Jak na razie nie potrafimy się cieszyć tą jednością, którą już mamy, spodziewając się jednocześnie administracyjno-ekumenicznego cudu, który miałby nasze chrześcijańskie życie uczynić rzekomo lepszym, ucieleśniającym arcykapłańską modlitwę Pana. Czy pełna jedność jest celem ekumenizmu? Szanuję opinie tych, którzy podzielają zdanie kardynała i będę bronił ich prawa do jej wyrażania i przekonywania do niej. Sam jednak nie mogę odpowiedzieć na postawione pytanie twierdząco.