Ekumenizm, Luter i może przełom?
- 15 sierpnia, 2011
- przeczytasz w 6 minut
W wywiadzie udzielonym Ewangelickiej Agencji Prasowej (epd) rzymskokatolicki biskup Ratyzbony Gerhard Ludwig Müller i jednocześnie pełnomocnik niemieckiego episkopatu ds. ekumenizmu, odniósł się do ważnych kwestii ekumenicznych związanych z wrześniową wizytą Benedykta XVI w ojczyźnie. Poruszył ponadto zagadnienie jedności, które – na pierwszy rzut oka ‘całkiem niewinne’ – mogłoby być rewolucyjne, jeśli byłoby wypowiedziane przez papieża. Niemniej jednak i z ust tego biskupa brzmi ono pasjonująco. […]
W wywiadzie udzielonym Ewangelickiej Agencji Prasowej (epd) rzymskokatolicki biskup Ratyzbony Gerhard Ludwig Müller i jednocześnie pełnomocnik niemieckiego episkopatu ds. ekumenizmu, odniósł się do ważnych kwestii ekumenicznych związanych z wrześniową wizytą Benedykta XVI w ojczyźnie. Poruszył ponadto zagadnienie jedności, które – na pierwszy rzut oka ‘całkiem niewinne’ – mogłoby być rewolucyjne, jeśli byłoby wypowiedziane przez papieża. Niemniej jednak i z ust tego biskupa brzmi ono pasjonująco.
Na początku rozmowy biskup Müller stwierdza to, co także dla ewangelików może być oczywiste: papież przybywa jako świadek i głosiciel Ewangelii. Dodaje jednak za chwilę, że tym samym papież wypełnia swoje zadanie jako pierwszy biskup uniwersalnego Kościoła: „Utwierdzaj swoich braci” (Łk 22,32). Również i to zdanie nie musi wywoływać paroksyzmu zniechęcenia wśród ewangelików, jeśli uwzględnimy, iż także w eklezjologii ewangelickiej powołaniem i zadaniem biskupa, ale także ordynowanego urzędu w innych postaciach, jest umacnianie sióstr i braci w wierze w Jezusa Chrystusa. Tak realizuje się w ewangelickim rozumieniu uniwersalne posłannictwo urzędu duchownego, a sakramentalną mocą Chrztu Świętego powołanie wszystkich wierzących.
Wielokrotnie w różnych dokumentach dialogu ekumenicznego, posługa Biskupa Rzymu ukazywana była jako możliwa, a nawet pożądana forma widzialnego symbolu jedności Kościoła – dla ewangelików również możliwa, o ile nie będzie ona oznaczać, tak jak jest to teraz, eklezjologicznego wykluczenia, wartościowania i jurydyczno-kanonistycznego orzekania o prawdziwości, defekcie lub całkowitym braku rzeczywistości kościelnej wszędzie tam, gdzie prawdziwie wyznawany jest Jezus Chrystus, Pan i Zbawiciel. Niemniej jednak słowa biskupa Müllera sygnalizują coś, co od dawna – mimo powracającej co jakiś czas (np. za sprawą Dominus Iesus czy Anglicanorum coetibus) – atmosfery podejrzliwości jest teologicznym faktem: chrześcijanie XXI wieku coraz bardziej zastanawiają się nad autorytetem w Kościele, który nie rezygnując z zasadniczych elementów episkopalnego nadzoru (poniekąd masło maślane), ale też nie zakładając miarodajnego charakteru papieskiej posługi w obecnym kształcie, podejmują refleksję nad głębszym zrozumieniem natury i posłannictwa Kościoła w świecie.
Ech, ten Luter… zerwanie i kontynuacja
Biskup Müller znany jest z nieraz kontrowersyjnych wypowiedzi, które wywołują równie kontrowersyjne reakcje ekumenicznych partnerów. Ostatnio – również w kontekście papieskiej pielgrzymki – emocje wzbudziły refleksje hierarchy, dotyczące znaczenia słów ks. Marcina Lutra o papiestwie. Müller podkreśla w rozmowie z epd, że katolickie badania nad Lutrem znane są papieżowi, jednak nie można od katolików oczekiwać, że wszystko, co Luter powiedział i uczynił, należy (dosłownie) kanonizować. Istnieją wciąż – jak zauważa Müller – dogmatyczne przeciwieństwa, które do dziś nie zostały przezwyciężone. Jednak reformacyjne ‘sola’ można również zinterpretować na sposób katolicki, a wspólnym powołaniem ewangelików i katolików jest głoszenie Ewangelii. Mimo to takie zagadnienia jak sakramentalno-apostolski ustrój Kościoła, liczba i rozumienie sakramentów pozostają przedmiotem ekumenicznej teologii, której zadaniem jest rozebrać mur sprzeczności do postaci uprawnionych stwierdzeń różnych ‘szkół teologicznych’ – tyle biskup.
Także dla ewangelików, w tym szczególnie luteranów, nie wszystko co Luter pisał i czynił należałoby ‘kanonizować’ lub się z tym zgadzać. Poza tym katolickie uznanie Lutra, polegające na docenieniu jego intencji to nic nadzwyczajnego przynajmniej od kilkudziesięciu lat — wie o tym również papież Benedykt. Tym bardziej podnoszony w dyskusjach ekumenicznych nie bez apologetycznej gorliwości zarzut, że oto Kościoły luterańskie (rzekomo) od Lutra odeszły, oznajmia niezrozumienie roli reformatora w życiu Kościoła, ani też jego roli historii w życiu Kościoła, a w konsekwencji tego, jak Kościoły wyodrębnione z luterańskiej reformacji postrzegają same siebie. Jak przekonuje luterańska teolożka Dorothea Wendebourg, historia reformacji jest w swoim teologicznym proprium, obok wszystkich innych swych manifestacji i konsekwencji, historią zerwania kontynuacji w trosce o właściwą kontynuację Kościoła w wierze chrześcijańskiej, a więc w istocie zreformowanym katolicyzmem: „Jest tak nie dlatego, że reformacja chciała kontynuacji, mimo iż doszło później do zerwań z tradycją, ale gdyż decydujące zerwania z tradycją w doktrynie, rycie oraz strukturze kościelnej pożądane były jako droga kontynuacji Kościoła.”
Jak zatem wierni wspólnoty rzymskokatolickiej mają podchodzić do zbliżającego się jubileuszu 500-lecia reformacji? Biskup Müller proponuje: jubileusz reformacyjny powinien być obchodzony jako ‚pamiętny dzień’ (dosł. Schicksalstag / ang. fateful day) chrześcijaństwa, które cierpi z powodu rozłamu. – Wyznaniowy i liturgiczny podział Kościoła wspólnego Pana Jezusa Chrystusa musi zostać rozpoznany jako nienaturalny. Katolicka strona powinna uznać uczciwe motywy Lutra, tak jak ewangelicy powinni dostrzec głębsze intencje Kościoła katolickiego, które nie pozwoliły mu uznać postulatów reformatorów – powiedział ratyzboński biskup.
Jednak wielu chrześcijan – wczytując się w świadectwo Nowego Testamentu oraz patrystyczne teksty, a także dzieła reformatorów życia religijnego – nie wyłączając takich ‘ewangelistów’ jak Jan Sebastian Bach (nie tylko z XVI wieku) — dostrzeże i doświadczy w nich coś zupełnie innego niż „nienaturalny podział” czy schizmę, a działania Ducha Bożego oraz spełnienie apostolskiego nakazu: Trzeba bardziej Boga słuchać niż ludzi. To nie wyklucza zbliżenia i wspólnego, komplementarnego odczytywania woli Bożej w świecie – bez przesadnego lansowania indywidualistycznego i antywspólnotowego doświadczenia wiary lub zamykania się w twierdzy Urzędu Nauczycielskiego jako strażnika Bożych charyzmatów, tudzież niwelowanie różnic poprzez ekumeniczną akrobację.
Przełom, a może nie?
Jaki jest prawdziwy rzymskokatolicki ekumenizm? Czy zapewnienia papieża i jego przedstawicieli mają jedynie charakter deklaratywno-dyplomatyczny i należy się wczytywać nie tyle w ducha, co w literę (po)soborowych dekretów, encyklik, papieskich motu proprio i not Kongregacji Nauki Wiary? Tak naprawdę niewiadomo. Bo jak szczęśliwie stwierdza bp Müller: nie chodzi o ekumenię powrotu wobec protestantów ani też o nadrobienie reformacji po katolickiej stronie.
Biskup z Ratyzbony kreśli obraz ekumenii, pod którym nie jeden chrześcijanin – szczególnie ekumenicznie sceptyczny, a do Kościoła rzymskiego nie należący – mógłby się podpisać bez zastrzeżeń: Mój obraz ekumenii to ten wielkiego prądu, który się podzielił i z tą samą treścią popłynął dalej, a na końcu znów się połączy. Stąd też jednej drogi nie da się po prostu uznać za błędną – przekonuje niemiecki teolog, powracając do propozycji obchodów jubileuszu reformacyjnego jako pamiętnego dnia chrześcijaństwa, historycznego faktu, którego nie da się odwrócić. – Naszym zadaniem – kontynuuje biskup – to głębsze odkrywanie tego, co wspólne i wspólne przełamywanie zapomnienia Boga dziś, aby Ewangelia zajaśniała w naszym społeczeństwie. Czy biskup proponuje odrzucają tu
i ówdzie – również w prawosławiu – koncepcję ekumenizmu gałęzi?
Myślę, że dobrym komentarzem do słów biskupa będą słowa innego biskupa wypowiedziane w Duisburgu w Roku Jubileuszowym 2000: „To, że możemy dziś przełamać wiele przeciwstawności, które kiedyś nazywano przepaścią, nie opiera się na tym, że dziś staliśmy się mądrzejsi czy pobożniejsi (albo lepiej potrafimy czytać Biblię, czy więcej rozumiemy z hermeneutyki etc.), ale po prostu na tym, że nasze umiejscowienie w rzeczywistości ustawiło nas w zupełnie innej perspektywie spojrzenia na rzeczy. Klasyczne kontrowersje rozumieją już tylko uczeni, którzy z tym większym naciskiem obstają przy swoim świecie, coraz bardziej obcym dla innych, a który uczynili swoim.”
Tym biskupem był Joseph Ratzinger, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, ten sam, który w 1986 roku napisał: „Można słowo Kościoła powszechnego pogłębić; można je oczyścić w jego postaci językowej; można w spojrzeniu w głąb ku środkowi wiary i w ukazujących się nowych perspektywach rozwijać je do przodu.” Chciałoby się ‘Amen’ zawołać.
:: Ekumenizm.pl: Nowa ocena Lutra, ale nie rehabilitacja