Islamski Kulturkampf w Skandynawii
- 12 grudnia, 2006
- przeczytasz w 3 minuty
W krajach skandynawskich toczy się Kulturkampf między społeczeństwem otwartym a islamskimi emigrantami, którzy nie palą się do integracji ze Skandynawami. Uważają ich za zepsutych bezbożników – przekonuje na łamach wczorajszego wydania Neue Zürcher Zeitung (NZZ) Aldo Keel. W skandynawskich metropoliach rosną muzułmańskie enklawy. W kopenhaskiej dzielnicy Norrebo działa założona w 1953 w Jordanii organizacja Hizb-ut-Tahrir, której celem jest likwidacja demokracji oraz założenie państwa na prawie islamskich. Muzułmanie przybywający […]
W krajach skandynawskich toczy się Kulturkampf między społeczeństwem otwartym a islamskimi emigrantami, którzy nie palą się do integracji ze Skandynawami. Uważają ich za zepsutych bezbożników – przekonuje na łamach wczorajszego wydania Neue Zürcher Zeitung (NZZ) Aldo Keel.
W skandynawskich metropoliach rosną muzułmańskie enklawy. W kopenhaskiej dzielnicy Norrebo działa założona w 1953 w Jordanii organizacja Hizb-ut-Tahrir, której celem jest likwidacja demokracji oraz założenie państwa na prawie islamskich. Muzułmanie przybywający do Europy bardzo często korzystają z dobrodziejstw społeczeństwa obywatelskiego i socjalnego, aby za chwile odmówić mu prawa do istnienia – taki wniosek wypływa przynajmniej z innych faktów przytoczonych przez Keela.
W muzułmańskich dzielnicach już stosuje się literalną wykładnię Koranu i szariatu – dotyczy to zarówno negowania ustroju, aktywnego prześladowania homoseksualistów oraz patologii społecznych, w tym zabójstw, mających uratować honor rodziny, gdy kobieta wyrwie się spod patriarchalnego systemu rodziny, lub w praktykowanych wciąż okaleczeniach kobiet poprzez rytualne obrzezanie. Doskonałym miejscem na samodzielny rozwój społeczeństwa islamskiego jest szwedzka miejscowość Rosengard, położona nieopodal Malmö. 90 procent Rosengard stanowią wyznawcy islamu z Turcji, państw arabskich, Somalii czy Afganistanu. Wszędzie mówi się po arabsku, mało kto mówi po szwedzku, a religia determinuje całe życie – mówi cytowany przez Keela socjolog Aje Carlbom, który przez trzy lata mieszkał w Rosengard.
Szwedzki rząd próbuje nadrobić stracony czas i powołał w tym celu ministra ds. integracji. Urząd ten pełni obecnie Nyamko Sabuni, muzułmanka pochodząca z Afryki, która chce walczyć z przymusowymi małżeństwami, chce zakazać noszenia czadorów dziewczynkom poniżej 15. roku życia oraz ma zamiar wprowadzić obowiązkowe badania ginekologiczne w szkołach, aby w ten sposób zapobiec okaleczaniu narządów płciowych dziewczynek. Pani minister uważa, że muzułmańskie szkoły bez kontroli państwa są potencjalnymi bazami rekrutów dla przyszłych terrorystów-samobójców.
W przeciwieństwie do Danii, w Szwecji wciąż obowiązuje polityczna poprawność. Agresja wobec cudzoziemców jest niemile widziana przez klasę polityczną. W Danii natomiast posłowie populistycznej Partii Ludowej bez wahania nazywają islam organizacją terrorystyczną, nowotworowym wrzodem, zarazą, a duńskich muzułmanów „grupą okupującą”. Antymuzułmańska retoryka wzmocniła się po batalii wokół karykatur Mahometa – informuje NZZ.
Keel podkreśla, że w wielu skandynawskich meczetach bezkarnie działają imamowie, którzy otwarcie nawołują do niszczenia demokracji, czy nawet zabijania Żydów. Wielu komentatorów uważa jednak, że wpływ duchownych jest przeceniany. Z 200 tys. muzułmanów żyjących w Danii jedynie 10 tys. chodzi regularnie do meczetu. Nie zmienia to jednak faktu, że ortodoksyjni kaznodzieje zdobywają coraz większą popularność, a intelektualiści islamscy, którzy chcą dokonać inkulturacji islamu do warunków kraju udzielającego gościny, izolowani są przez współwyznawców i oskarżani o zdradę islamu.
:: Ekumenizm.pl: Integracja czu deportacja?