Karykatury po raz drugi
- 14 lutego, 2008
- przeczytasz w 3 minuty
Wczoraj pięć duńskich dzienników po raz drugi opublikowało karykaturę proroka Mahometa. W ten sposób postanowiły wyrazić solidarność z autorem rysunku, którego muzułmańscy radykałowie zamierzali zamordować. Wizerunek założyciela islamu z bombą zamiast turbanu pojawił się na łamach największych duńskich gazet: “Jyllands-Posten”, “Politiken””, “Berlingske Tidende”, “BT” i “Ekstra Bladet”. “To wyraz naszego poparcia dla wolności wypowiedzi, którego jako gazeta zawsze będziemy bronić” — można […]
Wczoraj pięć duńskich dzienników po raz drugi opublikowało karykaturę proroka Mahometa. W ten sposób postanowiły wyrazić solidarność z autorem rysunku, którego muzułmańscy radykałowie zamierzali zamordować.
Wizerunek założyciela islamu z bombą zamiast turbanu pojawił się na łamach największych duńskich gazet: “Jyllands-Posten”, “Politiken””, “Berlingske Tidende”, “BT” i “Ekstra Bladet”. “To wyraz naszego poparcia dla wolności wypowiedzi, którego jako gazeta zawsze będziemy bronić” — można przeczytać w redakcyjnym komentarzu “Berlingske Tidende”.
Jest to reakcja na szokujące doniesienia duńskiej policji, która ujawniła we wtorek, że na autora rysunku, 73-letniego Kurta Westergaarda i jego 66-letnią żonę Gitte planowano zamach. W regionie Aarhus, gdzie mieszka rysownik, policjanci zatrzymali 40-letniego Duńczyka marokańskiego pochodzenia i dwóch Tunezyjczyków. “Przygotowania do zamachu były na wstępnym etapie, ale i tak zdecydowaliśmy się interweniować” — mówił Jakob Scharf, szef duńskich służb specjalnych Pet. “To byłby atak nie tylko na tego człowieka, ale na całą naszą demokratyczną kulturę” — napisał dziennik “Politiken”.
Jednak po wczorajszych publikacjach pojawiła się też obawa, że sytuacja znowu może wymknąć się spod kontroli. Dwa lata temu publikacja 12 żartobliwych w założeniu rysunków nawiązujących do islamu wywołała wśród muzułmanów wściekłość. Nie pomogły tłumaczenia Westergaarda, że umieszczając bombę na turbanie proroka nie zamierzał sugerować, że jest on terrorystą, a chciał jedynie pokazać, że wielu uczniów proroka wykorzystuje jego wizerunek, by usprawiedliwiać przemoc.
Mimo tych wyjaśnień w 2006 r. przez wiele krajów muzułmańskich, a także w kilku stolicach europejskich przetoczyły się gwałtowne demonstracje, przeradzające się w krwawe zamieszki, podczas których rozwścieczony tłum muzułmanów wielokrotnie atakował duńskie ambasady na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Azji. W tej wielomiesięcznej fali demonstracji zginęło w sumie ponad 50 osób. W samej Danii kilka razy udaremniono przygotowywane przez muzułmanów zamachy bombowe.
Naczelny redaktor gazety został zmuszony wtedy do przeprosin, kajały się też władze wielu krajów, w których media publikowały duńskie karykatury. Cała kampania nie była jednak spontanicznym wybuchem oburzenia, ale wybuchła po wielu miesiącach, które od czasu publikacji w „Jyllands Posten” upłynęły islamskim emisariuszom na intensywnej akcji propagandowej wśród obywateli państw muzułmańskich. W kampanii tej, aby wywołać jeszcze większe oburzenie wyznawców proroka Mahometa, nie cofano się przed dezinformacją i podstawianiem fałszywych materiałów jako rzekomych karykatur.
Komentując tę sprawę dla „Dziennika”, Lars Erslev Andersen z Duńskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych stwierdził, że nie przypuszcza, by powtórne opublikowanie karykatur proroka Mahometa doprowadziło do tak wielkiego kryzysu jak dwa lata temu.Wówczas liderom organizacji zrzeszających muzułmanów w Danii oraz niektórym ambasadorom państw muzułmańskich udało im się przyciągnąć uwagę świata do niszowej publikacji, co uruchomiło reakcję łańcuchową. Tym razem organizacje duńskich muzułmanów wydały uspokajające oświadczenia i najwyraźniej chciałyby, by wyznawcy islamu w Danii pominęli milczeniem wczorajsze publikacje.
Jednak im więcej będzie się mówiło o ponownym opublikowaniu karykatur, tym silniejsza może być potencjalna reakcja na świecie. Niektórzy muzułmanie, być może nawet większość, nie będą postrzegać akcji duńskich gazet jako walki o wolność słowa, lecz jako zniewagę wynikającą z zemsty za spisek na życie karykaturzysty. Można się spodziewać, że przynajmniej w niektórych krajach muzułmańskich na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowej odbędą się demonstracje protestacyjne. Ale nie sądzę, by tym razem duńskie ambasady były palone – uważa Lars Erslev Andersen.
Fot.: Szturm demonstrantów na ambasadę Danii w Bejrucie, 2006 r. /fot. Internet Forum Znak