- 23 czerwca, 2026
- przeczytasz w 6 minut
Długo wierzono, że płaska struktura chroni Kościoły protestanckie przed nadużyciami. Konferencja GEKE rozprawiła się z tym złudzeniem. Przemoc, nadużywanie władzy i autorytetu nie znają granic wyznaniowych.
Naturalnym impulsem władz Kościoła jest ochrona instytucji
Długo wierzono, że płaska struktura chroni Kościoły protestanckie przed nadużyciami. Konferencja GEKE rozprawiła się z tym złudzeniem. Przemoc, nadużywanie władzy i autorytetu nie znają granic wyznaniowych.
I właśnie ta tragiczna ekumeniczność stała się tłem warszawskiej konferencji Wspólnoty Ewangelickich Kościołów w Europie (GEKE, 19–21 czerwca 2026). Spotkanie w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie pokazało, że protestancka, „pozioma” struktura nie jest zabezpieczeniem przed nadużyciami, lecz jedynie inną przestrzenią.
W konferencji uczestniczyło ponad 70 osób, reprezentujących ok. 40 Kościołów członkowskich GEKE, ale nie zabrakło również gości spoza protestanckiego spektrum, szczególnie z Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, Niemczech i Szwajcarii.
W wykładach i warsztatach dyskutowano o przemocy seksualnej w Kościołach, jednak nie ograniczano się jedynie do seksualności. Podejmowano również zagadnienia dotyczące przemocy psychicznej i duchowej.
Pierwszy dzień poświęcony był strukturom i prewencji w różnych Kościołach – począwszy od rozwiązań prawnych, poprzez edukację, a skończywszy na procedurach interwencyjnych.
MeToo, zła teologia i wyznanie miłości do Kościoła
Drugi dzień stał pod znakiem zmian mentalnościowych i kulturowych, pod hasłem „Jak wypowiedzieć to, co niewypowiadalne?”. Już we wstępnym opisie modułu stwierdzono, że Kościoły mogą być bezpieczną przestrzenią jedynie wtedy, gdy znikną tabuizacja i bagatelizacja problemu. Stwierdzono, że temat przemocy nie może być uznany za fakultatywny albo niszowy, gdyż dotyczy całego Kościoła w realizacji jego powołania. Referenci ukazali zmiany kulturowe, które w ostatnich latach zaszły w ich Kościołach.
I tak ks. Marit Norén z Kościoła Szwecji opowiedziała, jak globalna inicjatywa #MeToo wpłynęła na refleksję Kościoła, jak zaczęto zastanawiać się nad systemem i strukturami władzy, szczególnie tymi niewidzialnymi i nieformalnymi.
Hans Zollner SJ z Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego podkreślił, że przemoc seksualna jest sprzeczna z tym, co Kościół zwiastuje. Oznacza to, że odpowiedzialność prewencyjna jest zadaniem wszystkich ochrzczonych.
Wskazał jednocześnie na niebezpieczeństwo pomieszania i rozmycia odpowiedzialności, stwierdzając, że w wielu krajach i kontekstach brak struktur był decydującym czynnikiem nadużyć i ich tuszowania. Do tego dochodzi, o czym wspominała już ks. Norén, zła teologia – „pobożna gadanina o miłosierdziu”.
Ks. Matthias Schwarz, emerytowany duchowny Ewangelickiego Kościoła Hesji i Nassau, a jednocześnie osoba pokrzywdzona, zadał pytanie odnoszące się do tytułu modułu: czy to, co niewypowiadalne, rzeczywiście takie jest. Posługując się biblijnym obrazem wypędzenia przez Jezusa przekupniów ze Świątyni, stwierdził, że zadaniem Kościoła jest stworzenie przestrzeni do wypowiedzenia krzywdy. Podkreślił, że szkodzą Kościołowi nie tylko bezpośredni przestępcy, ale tak samo osoby tuszujące cierpienie, w tym ci posługujący się złą teologią, mówiącą o przymusie przebaczenia. – Musimy też uważać, jakimi obrazami posługujemy się, gdy mówimy o Kościele, jak choćby obraz rodziny, gdyż właśnie rodzina jest dla wielu zranionych przestrzenią cierpienia. Nic nie pomogą koncepcje prewencyjne, jeśli będą umierać w szafach z segregatorami. Kocham swój Kościół, dlatego chcę, żeby coś się zmieniło – dodał.
Podczas panelu dyskutanci byli zgodni, że Kościoły muszą wspierać umiejętność posługiwania się takim językiem, który pozwoli zranionym wyjść z procesu cierpienia lub przynajmniej zbliżyć się do tego, co niewypowiadalne.
Dbałość o instytucję
W tym kontekście o. Zollner podkreślił znaczenie czasu i różnych kontekstów. – W wielu przypadkach potrzeba od 20 do 30 lat, aby w ogóle wytworzyła się umiejętność mówienia o przeszłości. Kościół musi dostrzec kontekst, przyjrzeć się narracjom, symbolom, formom modlitwy i teologicznym sformułowaniom – i oczywiście strukturom.
Szczególnie mocno wybrzmiały słowa jezuity w odniesieniu do roli liderów kościelnych. – Nie mam zbyt wielkich oczekiwań wobec władz Kościołów. Naturalnym impulsem władz jest ochrona instytucji. Władze żyją w napięciu między zbytnim autorytaryzmem a rozmyciem, a to są poważne czynniki ryzyka – dodał.
Szczegółowe przemyślenia o. Zollner przedstawił w swoich refleksjach z pracy ze skrzywdzonymi – zarówno w perspektywie krajowej (Niemcy), jak i globalnej. Wskazał na znaczny postęp, ale też na niebezpieczeństwa związane ze zmaganiem się z zagadnieniem safeguardingu. Według jezuity odpowiedzialna prewencja musi zawierać cztery elementy: bezpieczne przestrzenie, bezpieczne relacje, bezpieczne praktyki i bezpieczne struktury – i to we wzajemnym uwarunkowaniu. Jednak – co już na wstępie zaznaczył o. Zollner – podstawą refleksji musi być chrystologiczna duchowość, Jezusa jako Zbawiciela i Odkupiciela. Bez tej perspektywy działania kościelne będą jedynie niezrozumiałym aktywizmem.
Polskie doświadczenia rzymskokatolickie zarysowała dr Ewa Kusz z Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich, mówiąc o instytucjonalnym imposybilizmie, wadze współpracy ekumenicznej i istocie zmiany mentalnościowej.
Komentarz
Do Wspólnoty Ewangelickich Kościołów w Europie należy prawie 100 Kościołów tradycji ewangelicko-luterańskiej, reformowanej, metodystycznej i unijnej. Wszystkie te tradycje, które często wrzucane są do jednego worka, mają – mimo wszystkich porozumień teologicznych konstytuujących GEKE – inną tożsamość, a co za tym idzie, odmienne struktury i tradycje.
Bez wątpienia są to – obok czynników narodowo-kulturowych – istotne okoliczności w podejściu do szerokiego zagadnienia safeguardingu. Dlaczego? Ponieważ zarówno prewencja, jak i proces wyjaśniania przemocy seksualnej, psychicznej i duchowej odbywają się w ramach określonej struktury wyznaniowej, działającej w określonych ramach wyznaniowych, które determinują określone ramy prawne i określone matryce zachowań – można mówić o specyfikach wyznaniowych w podejściu do safeguardingu.
W Kościołach zorganizowanych hierarchicznie i z silnie wykształconą (eksponowaną) teologią urzędu duchownego mechanizmy tuszowania działają inaczej niż w Kościołach z płaską, demokratyczną hierarchią. Przez wiele lat, zdecydowanie za długo, uważano, że Kościoły protestanckie są bardziej odporne na nadużycia seksualne właśnie z powodów ustrojowych. Nic bardziej mylnego – hierarchiczne struktury przemocy działają inaczej niż te horyzontalne, synodalno-konsystorialne, i w każdej z tych sfer mogą powstawać sytuacje, w których dzieje się cierpienie.
Kościoły protestanckie nie są lepszą, zreformowaną wersją zhierarchizowanego Kościoła rzymskiego. Są inną wersją, w której również istnieją mechanizmy strukturalnej przemocy, tyle że w innej osnowie wizualno-narracyjnej. Przemoc psychiczna, seksualna i duchowa jest ekumenicznym problemem, a dojrzenie tej tragicznej ekumeniczności jest wielką szansą, aby poznać i rozpoznać rozmiar lub bezmiar krzywdy i cierpienia.
Dostrzeżenie wewnątrzkonfesyjnych i interkonfesyjnych elementów jest nieodzowne dla pełniejszego obrazu, a tym samym dla zrozumienia i nazwania tego, co wciąż nienazwane lub nienazywalne. Współpraca ekumeniczna i wymiana doświadczeń na tym polu jest chyba najmniej kontrowersyjną płaszczyzną nieoczywistej współpracy ekumenicznej.
Na konferencji padło wiele słów i ocen. Wciąż powracała refleksja o odzyskaniu wiarygodności przez Kościoły. Ale czy naprawdę o to w tym wszystkim chodzi? Zapadły mi w pamięć słowa osoby zranionej ze Szwajcarii, angażującej się w pomoc innym dotkniętym przemocą: Kościoły straciły wiarygodność i już nigdy jej nie odzyskają, ale nie to powinno być motorem działań prewencyjnych, lecz człowiek – skrzywdzony i poraniony.
» Ewangelicy.pl: Więcej o konferencji