Ekumenizm na świecie

Niestety, nie ma kryzysu ekumenicznego


9 wrze­śnia zakoń­czy­ło się w rumuń­skim Sibiu (Sybin) 3. Euro­pej­skie Zgro­ma­dze­nie Eku­me­nicz­ne (EZE). Na zakoń­cze­nie obrad dele­ga­ci raty­fi­ko­wa­li koń­co­wy doku­ment, w któ­rym pod­kre­śli­li odpo­wie­dzial­ność euro­pej­skich chrze­ści­jan za stwo­rze­nie, wal­kę o pra­wa czło­wie­ka oraz eku­me­nizm. Pię­cio­stro­ni­co­wy doku­ment powta­rza dobrze zna­ne tezy, doty­czą­ce wymie­nio­nych zagad­nień, jed­nak w porów­na­niu do tek­stów dwóch poprzed­nich zgro­ma­dzeń w Sibiu nie nastą­pił jaki­kol­wiek prze­łom. Uczest­ni­cy spo­tka­nia uwa­ża­ją jed­nak, że było ono koniecz­ne, ponie­waż […]


9 wrze­śnia zakoń­czy­ło się w rumuń­skim Sibiu (Sybin) 3. Euro­pej­skie Zgro­ma­dze­nie Eku­me­nicz­ne (EZE). Na zakoń­cze­nie obrad dele­ga­ci raty­fi­ko­wa­li koń­co­wy doku­ment, w któ­rym pod­kre­śli­li odpo­wie­dzial­ność euro­pej­skich chrze­ści­jan za stwo­rze­nie, wal­kę o pra­wa czło­wie­ka oraz eku­me­nizm.

Pię­cio­stro­ni­co­wy doku­ment powta­rza dobrze zna­ne tezy, doty­czą­ce wymie­nio­nych zagad­nień, jed­nak w porów­na­niu do tek­stów dwóch poprzed­nich zgro­ma­dzeń w Sibiu nie nastą­pił jaki­kol­wiek prze­łom.

Uczest­ni­cy spo­tka­nia uwa­ża­ją jed­nak, że było ono koniecz­ne, ponie­waż 2500 dele­ga­tów z całej Euro­py mogło na nowo doświad­czyć chrze­ści­jań­skiej róż­no­rod­no­ści na kon­ty­nen­cie. – To zgro­ma­dze­nie było naj­lep­szą odpo­wie­dzią na lęk, że ruch eku­me­nicz­ny jest w sta­gna­cji lub nawet się cofa – zazna­czył ks. Jean-Arnold de Cler­mont, pre­zy­dent Kon­fe­ren­cji Kościo­łów Euro­pej­skich, któ­ra współ­or­ga­ni­zo­wa­ła 3. EZE.

Komen­tarz

Zapo­wia­da­ne i przy­go­to­wy­wa­ne od daw­na 3. Euro­pej­skie Zgro­ma­dze­nie Eku­me­nicz­ne dobie­gło koń­ca. Przy­by­li na nie przed­sta­wi­cie­le wie­lu tra­dy­cji chrze­ści­jań­skich. Jak zwy­kle dys­ku­to­wa­no o waż­nych spra­wach, jak zwy­kle zapro­szo­no pro­mi­nent­nych mów­ców, któ­rzy, jak Jose Manu­el Bar­ro­so, powie­dzie­li to, co więk­szość dele­ga­tów chcia­ła usły­szeć. Zakoń­czy­ło się spo­tka­nie przy­go­to­wy­wa­ne z ogrom­nym roz­ma­chem i poświę­ce­niem, jed­nak trud­no pomi­nąć mil­cze­niem to, co wyła­nia się choć­by z ofi­cjal­nych komu­ni­ka­tów wyda­wa­nych w Sibiu.

Koń­co­wa dekla­ra­cja (nie­ste­ty z przy­czyn tech­nicz­nych obec­nie nie­do­stęp­na) nie zawie­ra nicze­go nowe­go. Jest typo­wym doku­men­tem komi­syj­ne­go eku­me­ni­zmu, pięk­nie sfor­mu­ło­wa­nym, sta­ran­nie wywa­żo­nym tak, aby nawet w naj­mniej­szym stop­niu żaden z Kościo­łów nie mógł pod­wa­żać jego wymo­wę. Dobrze? Wręcz prze­ciw­nie!

Znów powstał tekst, z któ­rym się wszy­scy zga­dza­ją, znów powsta­ła twór­czość, któ­rą eku­me­nicz­ny dele­ga­ci prze­ku­ją w dobrze zna­ny slo­gan: tak wie­le nas łączy, tak nie­wie­le nas dzie­li. Dale­ki jestem od depre­cjo­no­wa­nia ape­lu o odpo­wie­dzial­ność chrze­ści­jan za glo­bal­ne ocie­ple­nie lub od pomniej­sza­nia zagro­żeń wyni­ka­ją­cych z anty­se­mi­ty­zmu. To są poważ­ne pro­ble­my, jed­nak uwzględ­nie­nie ich w koń­co­wych doku­men­tach, poza popra­wą dobre­go samo­po­czu­cia, nic nie przy­nie­sie, ponie­waż i tak dzia­ła­nie misyj­ne chrze­ści­jan w tych new­ral­gicz­nych obsza­rach od daw­na reali­zo­wa­ne jest przez lokal­ne wspól­no­ty para­fial­ne – zarów­no poza, jak i w kon­tek­ście eku­me­nicz­nym.

Oprócz odgrze­wa­nych od lip­ca br. dys­ku­sji zwią­za­nych z waty­kań­skim doku­men­tem nt. nie­któ­rych zagad­nień ekle­zjo­lo­gicz­nych, spie­ra­no się jed­no­myśl­nie, pod­kre­śla­no, uwraż­li­wia­no, ape­lo­wa­no i deba­to­wa­no nad bolącz­ka­mi świa­ta, z ist­nie­nia któ­rych zda­je sobie spra­wę każ­da wspól­no­ta chrze­ści­jań­ska w Euro­pie i to bez wzglę­du na to, czy będzie to 50-oso­bo­wy zbór, czy 25-tysięcz­na para­fia.

Nie­ste­ty z Sibiu nie napły­nął ożyw­czy kry­zys, a ety­mo­lo­gicz­nie kry­zys ozna­cza czas na pod­ję­cie kon­kret­nych decy­zji. Jeśli mówi się, że eku­me­nizm jest w kry­zy­sie, to zna­czy, że ma się on cał­kiem dobrze, gdyż kry­zys jest natu­ral­nym pali­wem eku­me­nicz­nej – pro­szę wyba­czyć to sfor­mu­ło­wa­nie – machi­ny. Kry­zys, jeśli jest pra­wi­dło­wo postrze­ga­ny, może dopro­wa­dzić do szcze­rych, cza­sem nawet szcze­rych do bólu dys­ku­sji, któ­re nie bacząc na eku­me­nicz­ną popraw­ność, ugrzecz­nio­ny ton wyso­kich ran­gą przed­sta­wi­cie­li róż­nych Kościo­łów, nazwą rze­czy po imie­niu i spró­bu­ją wbić kij w mro­wi­sko. Jak na razie nie ma kry­zy­su, jest zastój prze­ry­wa­ny odświęt­ny­mi prze­mó­wie­nia­mi i kie­dy tak szcze­rze zapy­ta­my się co dało Sibiu, to ci, któ­rzy w ogó­le o nim sły­sze­li, nie będą mogli chy­ba powie­dzieć zbyt wie­le.

Zain­te­re­so­wa­nie 3. EZE było zni­ko­me — rów­nież na naszym por­ta­lu. Do Rumu­nii poje­cha­ła dość licz­na dele­ga­cja z Pol­ski, jed­nak na próż­no będzie się tru­dzić ten, kto w ofi­cjal­nych wystą­pie­niach będzie chciał odna­leźć jakiś głos pol­skie­go przed­sta­wi­cie­la – czy to z Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go, czy z Kościo­łów Pol­skiej Rady Eku­me­nicz­nej (PRE). W sumie moż­na się zapy­tać: to po co oni tam w ogó­le jecha­li? Co wię­cej, na stro­nie inter­ne­to­wej PRE ani sło­wa o roz­po­czę­ciu Sibiu, ani tym bar­dziej o jego zakoń­cze­niu. PRE, o czym nie­ba­wem napi­sze­my na łamach EAI, ma wyraź­ne trud­no­ści z odna­le­zie­niem się w eku­me­nicz­nej dys­ku­sji. Nic na temat obrad w Sibiu nie moż­na zna­leźć na stro­nach Kościo­ła lute­rań­skie­go, refor­mo­wa­ne­go, maria­wic­kie­go, pol­sko­ka­to­lic­kie­go. Rela­cje z Rumu­nii były nato­miast na por­ta­lach zwią­za­nych z Kościo­łem rzym­sko­ka­to­lic­kim czy pra­wo­sław­nym. Sza­cu­nek.

Eku­me­nizm, szcze­gól­nie w Pol­sce, potrze­bu­je kry­zy­su, głę­bo­kie­go wstrzą­su i prze­bu­dze­nia. Wszyst­ko wska­zu­je na to, że eku­me­nizm w Pol­sce, ale nie tyl­ko, stał się dome­ną zawo­do­wych – lub dyżur­nych, jak kto woli – eku­me­ni­stów, któ­rzy mówią w sumie wciąż to samo, a kon­kret­nych ini­cja­tyw eku­me­nicz­nych wciąż jak na lekar­stwo. Czy Sibiu coś zmie­ni? Szcze­rze wąt­pię, ale bar­dzo chciał­bym się mylić. Jed­no jest pew­ne – potrze­bu­je­my eku­me­nicz­ne­go kry­zy­su, potrze­bu­je­my poru­sze­nia i wzbu­rze­nia. Jeśli kry­zys nie nastą­pi, pośnie­my, zobo­jęt­nie­je­my, zamknie­my się w naszych Kościo­łach. Dla wie­lu to z pew­no­ścią kuszą­ca wizja, tyle tyl­ko, że ma ona nie­wie­le wspól­ne­go z Kościo­łem, któ­ry jak pięk­nie mówi tra­dy­cja wschod­nia, powi­nien być wyda­rze­niem nie­ustan­nej Pięć­dzie­siąt­ni­cy.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.