Ordynariaty dla luteranów?
- 10 marca, 2011
- przeczytasz w 3 minuty
“Nasz Dziennik”, powołując się na zagraniczne źródła, w tym na depeszę rzymskokatolickiej agencji informacyjnej EWTN, poinformował, że grupy luteranów z USA i Skandynawii zwróciły się z prośbą do Kongregacji Nauki Wiary o stworzenie ordynariatu dla luteranów, którzy będą chcieli zachować swoje tradycje i stać się częścią Kościoła rzymskokatolickiego. Informację taką podał portal, skupiający byłych anglikanów. Mowa jest o „luteranach”, którzy zaakceptowali Katechizm Kościoła Katolickiego i są gotowi na przejście […]
“Nasz Dziennik”, powołując się na zagraniczne źródła, w tym na depeszę rzymskokatolickiej agencji informacyjnej EWTN, poinformował, że grupy luteranów z USA i Skandynawii zwróciły się z prośbą do Kongregacji Nauki Wiary o stworzenie ordynariatu dla luteranów, którzy będą chcieli zachować swoje tradycje i stać się częścią Kościoła rzymskokatolickiego.
Informację taką podał portal, skupiający byłych anglikanów. Mowa jest o „luteranach”, którzy zaakceptowali Katechizm Kościoła Katolickiego i są gotowi na przejście na katolicyzm na tych samych warunkach, co anglikanie. — Anglikanie na utworzenie ordynariatów czekali prawie dwadzieścia lat. W przypadku luteranów, gdyby to była duża grupa, utworzenie takich instytucji jest również możliwe, ale to wymaga czasu i przygotowań – skomentował informację Naszego Dziennika ks. prof. Przemysław Kantyka, szef Instytutu Ekumenicznego KUL. Kapłan podkreślił, że nie może być mowy o prozelityzmie. — I tak jak szanujemy decyzje tych, którzy powracają do pełnej jedności z Kościołem, tak też ze smutkiem godzimy się na odejścia ludzi z Kościoła katolickiego. Szanujemy wolną wolę człowieka – stwierdził teolog.
Komentarz
W Stanach Zjednoczonych, skąd głównie pochodzą apele o ustanowienie ordynariatu dla luteranów, istnieje ponad 30 Kościołów luterańskich. Niektóre z nich, liczące sobie po kilkaset lub kilkadziesiąt osób, to eklektyczne w wymiarze teologicznym i liturgicznym wspólnoty, powstałe najczęściej na kanwie personalnych konfliktów. Oczywiście zdarzają się konwersje wiernych i teologów luterańskich na rzymski katolicyzm i jest to ich święte prawo, jeśli poczują dyskomfort w Kościele i zapragną jedności ze wspólnotą rzymskokatolicką.
Informacja, dotycząca powołania ordynariatu dla luteranów zbiega się z oczekiwaniem papieża Benedykta XVI, aby jego pielgrzymka do Niemiec we wrześniu 2011 roku miała zdecydowanie bardziej ekumeniczny charakter, szczególnie w rozmowach z przedstawicielami Kościołów ewangelickich. Papież wyraził to w liście do niemieckiego episkopatu rzymskokatolickiego. Wstępne komentarze do tego, jak najbardziej szlachetnego zamiaru Benedykta, są zróżnicowane – między wierszami można wyczytać inne oczekiwania zarówno wobec rozmów, jak i sensu dialogu ekumenicznego w ogóle.
Jeśli ten lub następny papież zdecydują się na utworzenie ordynariatu dla luteranów, to – śmiem twierdzić – wydarzenie to będzie miało inną wagę, inną wymowę niż stworzenie ordynariatów dla zbiegłych anglikanów. Będzie ono o wiele bardziej negatywne w skutkach zarówno dla ruchu ekumenicznego, jak i dla Kościoła rzymskokatolickiego. Wielu ewangelików, nawet jeśli wciąż widzą jakąkolwiek sensowność w prowadzeniu rozmów z rzymskimi katolikami, to przestaną ją dostrzegać. Inny jest kontekst wyodrębnienia się w Kościele Zachodnim rodziny Kościołów luterańskich niż anglikańskich, szczególnie w obszarze konfesyjnym. Inna jest też historia ekumenicznej dyskusji.
I na koniec refleksja, a raczej pytanie, na które nie do końca potrafię sobie jednoznacznie odpowiedzieć: skąd u sióstr i braci z Kościoła rzymskiego tyle determinacji i nieskrywanej Schadenfreude, gdy chrześcijanie innych wyznań, w tym księża, przechodzą pojedynczo lub wraz z rodziną do Kościoła rzymskokatolickiego. Jaki – poza propagandowym – jest sens nagłaśniania tych wydarzeń? I odwrotnie – dlaczego luteranie, którzy – choćby w Polsce – odnotowują rok rocznie kilkaset konwersji byłych rzymskich katolików do Kościoła ewangelicko-augsburskiego milczą, jakby się mieli czegokolwiek wstydzić. A może nie o wstyd chodzi, ani ekumeniczną dyplomację? Może to kwestia innej wrażliwości, może brak pewności siebie? A może wszystko po trochu..?
Last but not least — obchodzimy Rok 2011 w Kościele luterańskim jako Rok Duszpasterstwa. Nie bójmy się mówić o Jezusie Chrystusie i Jego Kościele — także poszukującym siostrom i braciom katolikom, ale nade wszystko sobie nawzajem. W końcu napomina nas święty apostoł Paweł, aby dobrze czynić wszystkim, ale najwięcej domownikom wiary.
Dariusz Bruncz