Papiestwo i papież wciąż dzielą? 25 lat „Ut unum sint”

0

25 lat temu, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego, Jan Paweł II ogłosił dokument Ut unum sint, pierwszą w historii Kościoła rzymskokatolickiego encyklikę o ekumenizmie. Po dekadach odrzucania ruchu ekumenicznego Kościół rzymski nieodwołalnie wkroczył dzięki Vaticanum II na ścieżkę dialogu, a Ut unum sint jest etapem tej pielgrzymki. Papież zaprosił do dyskusji nt. swojej posługi i odnalezienia takiej jej formy sprawowania, która zachowując jej zasadnicze elementy, byłaby w jakiejś mierze akceptowalna dla innych chrześcijan.


Oczywiście, encyklika Ut unum sint nie koncentruje się jedynie na papiestwie, a zawarte w niej refleksje, szczególnie natury duchowej, są wciąż interesującą lekturą jak chociażby pogłębione rozważania nt. ekumenizmu męczenników. Jednakowoż kwestia papiestwa, która – jak przyznał papież Paweł VI – wciąż pozostaje jedną z głównych przeszkód widzialnej jedności między chrześcijanami, nawet jeśli wrogość i agresja ustąpiły miejsca przyjaźni i szacunkowi. Papieski apel sprzed 25 lat pozostał właściwie niespełniony, choć z pewnością nie odbił się bez echa. Trudno stwierdzić, czy temat jeszcze w jakiejś mierze powróci, czy uznano go na tym etapie za wciąż zbyt kontrowersyjny.

Wydaje się, jakby sam Watykan sprawę zarzucił, gdyż w liście papieża Franciszka do kard. Kurta Kocha, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, zabrakło jakiegokolwiek odniesienia do papieskiego apelu sprzed 25 lat. Są za to inne słowa obecnego Biskupa Rzymu:

„Także i ja podzielam zdrową niecierpliwość tych, którzy czasami myślą, że moglibyśmy lub powinniśmy bardziej zaangażować się na rzecz jedności. Nie może jednak zabraknąć nam wiary i wdzięczności: w tych dziesięcioleciach podjęto wiele kroków, aby uzdrowić wielowiekowe względnie trwające od tysiąclecia rany. Wzajemne pozwanie się i szacunek wzrosły i pomagają ponadto, przełamywać głęboko zakorzenione uprzedzenia.”

Wymowne jest też inny fakt, że pośród celebracji wokół 100. rocznicy urodzin Jana Pawła II, na stronie Konferencji Episkopatu Polski nie ma notki jubileuszowej o ekumenicznym dokumencie, choć jest informacja o 5. rocznicy encykliki „Laudato si” papieża Franciszka. Być może oczekiwanie ekumenicznego upamiętnienia tego tekstu wraz z Polską Radą Ekumeniczną i podjęcie krytycznej refleksji to już za wiele. Być może pomocna w kwestiach ekumenicznych będzie zapowiedziana przez Franciszka publikacja ekumenicznego vademecum dla biskupów.

Dla chrześcijan nierzymskokatolickich papiestwo pozostaje problemem i wyzwaniem – z różnym natężeniem, choć bezapelacyjnie ostrość stanowisk od czasów gorących polemik się nieco stępiła – ku udręce wielu fundamentalistów. Dla katolików papiestwo będzie wciąż częścią depozytu wiary, prawdą objawioną, której należy bronić podobnie jak innych dogmatów wiary, dla innych z kolei fakultatywnym elementem kościelnej struktury, a jeszcze dla innych czymś zupełnie nie do zaakceptowania w jakiejkolwiek formie.

Papiestwo było i jest powodem indywidualnych konwersji – jedni odchodzą od Rzymu, drudzy przychodzą do Rzymu. Papiestwo, podobnie jak inne zagadnienia teologiczne, wciąż dzieli, ale też inspiruje do refleksji i właśnie o nie poprosiłem przedstawicieli różnych wyznań, aby w kontekście 25-lecia „Ut unum sint” podzielili się z nimi z Czytelniczkami i Czytelnikami Ekumenizm.pl.

Dariusz Bruncz, ekumenizm.pl




Perspektywa rzymskokatolicka

Dwadzieścia pięć lat temu św. Jan Paweł II zaapelował o szukanie nowego, akceptowalnego także przez innych chrześcijan modelu sprawowania posługi papieskiej. Apel ten pozostaje aktualny, jak nigdy dotąd, a jego znaczenie wykracza poza ekumenizm, poza szukanie jedności chrześcijan, a wprowadza nas w kontekst debaty nad skandalami seksualnymi w Kościele, władzy, często sakralizowanej, a także decentralizacji, do jakiej zachęca papież Franciszek.

Istotnym kontekstem, w jakim toczyć się powinna ta dyskusja jest także przejście na emeryturę papieża Benedykta XVI, które oznacza głęboką sekularyzację – przynajmniej w odbiorze społecznym – urzędu biskupa Rzymu. Wszystko to razem skłania do poszukiwania nie tyle takiego rozumienia urzędu, który byłby do przyjęcia przez innych, ile takiego, który byłby oczyszczony ze świeckiego wpływu politycznego absolutyzmu czy systemu korporacyjnego na rzecz bardziej ewangelicznego modelu wspólnoty.

To wyzwanie staje przed Kościołem katolickim, a bracia innych wyznań mogą nas wspomagać w tym niełatwym, teologicznym procesie.

dr Tomasz P. Terlikowski, publicysta katolicki związany z Telewizją Republika, pierwszy redaktor naczelny ekumenizm.pl




Perspektywa prawosławna

Patrząc na encyklikę „Ut unum sint” z perspektywy Kościoła prawosławnego należy w punkcie wyjścia docenić, iż jest to w zasadzie pierwsza encyklika papieska poświęcona tylko i wyłącznie problematyce ekumenicznej. Odnosząc się tylko do płaszczyzny słowa pisanego, przed nią mieliśmy do czynienia jedynie z poszczególnymi wypowiedziami duszpasterskimi Kościoła rzymskokatolickiego na temat ekumenizmu, jak na przykład dekretem Vaticanum II o ekumenizmie „Unitatis redintegratio” z 1964 roku lub też z wyraźnymi wzmiankami o tym zagadnieniu, widocznymi w nauczaniu papieża Pawła VI – chociażby w adhortacji „Evangelii nuntiandi” ogłoszonej niemal dekadę później. Bez wątpienia „Ut unum sint” pokazuje, jak długą drogę przebył Kościół rzymskokatolicki przez sto kilkadziesiąt lat od czasów Soboru Watykańskiego I i jego konstytucji dogmatycznej „Pastor aeternus”, mówiącej o nieomylności papieskiego nauczania ex cathedra w sprawach wiary i moralności.

W środowiskach prawosławnych, nawet biorąc pod uwagę widoczny kryzys postaw ekumenicznych w części autokefalii, pamięta się przede wszystkim końcowe punkty tej encykliki, dotyczące refleksji nad sprawowaniem prymatu papieskiego. Najczęściej wspomina się o akapicie z punktu 95: „Modlę się gorąco do Ducha Świętego, by obdarzył nas swoim światłem i oświecił wszystkich pasterzy i teologów naszych Kościołów, abyśmy wspólnie poszukiwali takich form sprawowania owego urzędu, w których możliwe będzie realizowanie uznawanej przez jednych i drugich posługi miłości”.  Ciekawostką przy tym jest fakt, że Jan Paweł II nie napisał tych słów oryginalnie dla samej encykliki, ale zacytował w nim własne słowa, wygłoszone w grudniu 1987 roku podczas spotkania w Bazylice Watykańskiej z ówczesnym Patriarchą Ekumenicznym Dymitrem I.

Papież nie dokonał w tym miejscu dokładnej wykładni, na czym miałaby polegać „nowa forma” sprawowania urzędu papieskiego, niemniej zachęcił teologów do dalszych poszukiwań w tej kwestii. Intuicyjnie wydaje się, iż sposób rozumienia tej kwestii przez Jana Pawła II mógł być podobny do prezentowanego przez wybitnego teologa prawosławnego Olivera Clemente`a. Przyznawał on, że chrześcijański Wschód i Zachód już w pierwszym tysiącleciu niepodzielonego chrześcijaństwa rozumiały kwestię prymatu biskupa Rzymu w sposób zróżnicowany. Wschód – jako honorowy prymat primus inter pares jednego biskupstwa wchodzącego w skład starożytnego zbioru pięciu pierwszych patriarchatów Kościoła, Zachód – jako prymat mający również formę uniwersalnej jurysdykcji nad innymi Kościołami lokalnymi. Clement podkreślał często, iż pomimo tej różnicy, w Kościele I tysiąclecia przeważał jednak duch komunii i wspólnoty. Duch tego, co wspólne przecież dla Wschodu i Zachodu święty papież Leon Wielki nazywał fidelium universitas – wspólnotą jednej i tej samej wiary.

We wspomnianym fragmencie encykliki kluczowe wydają się dwa określenia dotyczące prymatu papieskiego. Po pierwsze „formy sprawowania” (łac. „formas perquiramus”). Jest to jeden z głównych punktów spornych dialogu prawosławno-rzymskokatolickiego w wymiarze instytucjonalnym. Warto przypomnieć, iż od 1980 roku prowadzi go Międzynarodowa Komisja mieszana do dialogu teologicznego między Kościołem katolickim a Kościołem prawosławnym. Cztery ostatnie sesje komisji od 2009 roku: w Pafos, Wiedniu, Ammanie i Chieti zajmowały się właśnie tym trudnym zagadnieniem, jak Wschód i Zachód postrzegają rolę biskupa Rzymu oraz kwestie synodalności i prymatu. Na ile służą one jedności Kościoła, a na ile ją wciąż blokują – to pytanie wciąż otwarte i wymagające refleksji.

Po drugie – „posługa miłości”. Tłumaczenie „posługa” widnieje w polskich przekładach encykliki, choć w oryginalnym tekście łacińskim Jan Paweł II użył pojęcia „amoris opus”. Czyli po prostu – „dzieło miłości”. To znamienne, iż nie posłużył się w tym miejscu pojęciem „caritas”, który najczęściej używany jest w kontekście dzieł miłosierdzia chrześcijańskiego wobec bliźnich. Określenie „amoris” niesie ze sobą dużo bardziej emocjonalny, a wręcz intymny ładunek niż „caritas”. Papież jakby sugerował w tym miejscu, iż realizując w naszych Kościołach działalność ekumeniczną jesteśmy powołani do czegoś więcej niż tylko do wspólnej pracy charytatywnej. Musimy poszukiwać dużo głębszych form wspólnoty, odnajdującej się właśnie w formie zażyłej, zaangażowanej osobiście miłości, przekraczającej ramy „caritas”.

Jak sądzę, zagadka i wyzwanie, co dla członków podzielonego chrześcijaństwa ma oznaczać praktyczna realizacja pojęcia „amoris opus” pozostaje chyba najbardziej fascynującym pytaniem związanym z encykliką „Ut unum sint”.

Łukasz Kobeszko, publicysta związany z Nową Konfederacją, TVP, Rzeczpospolitą, Wirtualną Polską, wierny Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego




Perspektywa ewangelicko-luterańska

Sformułowane w Ut unum sint wezwanie do ekumenicznego przemyślenia posługi papieskiej nie doczekało się dotychczas zadowalającej odpowiedzi w dialogu luterańsko-rzymskokatolickim. Kwestia ta była przedmiotem dyskusji w latach 70. XX wieku w regionalnym dialogu w USA. Natomiast w dialogu globalnym po Ut unum sint jako kluczowe traktowano inne zagadnienia: usprawiedliwienie, apostolskość i urząd biskupi, jubileusz Reformacji, Chrzest.

Podobnie jak podpisanie „Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu” nie rozwiązało wszystkich kwestii spornych, bo cały czas istnieje całe spektrum dzielących kwestii dotyczących rozumienia Kościoła, tak też niekoniecznie kwestia posługi papieskiej okazała się w dialogu globalnym pierwszoplanowa. Trzeba przy tym pamiętać, że myśląc kategoriami luterańskich wyznań wiary możliwe jest postrzeganie urzędu papieskiego jako urzędu jedności, działającego ze względu na „pokój i powszechne uspokojenie chrześcijan”.

Odrzucają one jednak jego pojmowanie jako konstytutywnej, wynikającej z Chrystusowego ustanowienia cechy Kościoła.

dr hab. Jerzy Sojka, prof. Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, teolog ewangelicki




Perspektywa ewangelicko-reformowana

W Kościele ewangelicko-reformowanym kierujemy się zasadą jedności i równości wszystkich wierzących, niezależnie od sprawowanej w Kościele funkcji czy urzędów. Ta zasada dotyczy też wzajemnych stosunków między duchownymi, którzy są sobie równi z tytułu ordynacji, stąd nie ma u nas hierarchii. Papiestwo więc w katolickim rozumieniu jest teologicznie nie do przyjęcia.

Różne mamy pojęcie Kościoła, sakramentu, sprawowania władzy, rozumienia urzędu w Kościele czy autorytetu nauczającego. Katolicyzm wśród siedmiu sakramentów widzi kapłaństwo, ewangelicyzm zaś posługi duchownego nie stawia obok dwóch sakramentów: Chrztu i Wieczerzy Pańskiej. Różnie rozumiemy zagadnienia prymatu, sukcesji i nieomylności. W rzymskim katolicyzmie to papieżowi zastrzeżone jest nauczanie ex cathedra, przywilej nieomylności podczas ściśle określonej wypowiedzi doktrynalnej dotyczącej wiary i moralności. Ewangelicy reformowani uważają cały zbór za autorytet nauczający.

Różne jest w obu wyznaniach pojęcie kolegialności: w Kościołach reformowanych jest ona odzwierciedlona w ich synodalnym ustroju, natomiast w katolicyzmie zastrzeżona jest dla kolegium biskupów. Tak więc ewangelicy reformowani do prawidłowego funkcjonowania Kościoła nie potrzebują nawet urzędu biskupa. Wszak Jan Kalwin wymieniał wśród czterech urzędów w Kościele jedynie urząd duchownego, czyli sługi Słowa Bożego.

Osobiście patrzę sceptycznie na perspektywę przyznania przez ewangelicyzm reformowany jakiejś szczególnej roli papiestwu. Czy w sytuacji, gdyby wszystkie wyznania podjęły działania zmierzające do realnej jedności chrześcijan jako ewangelicy reformowani mielibyśmy się w ogóle zastanawiać nad ewentualną rolą papieża w zjednoczonym chrześcijaństwie? Warto się nad tym zastanowić. Mogłaby to być chyba jedynie symboliczna funkcja pierwszego pośród równych (rozumiana jako prymat miłości i służby), której szczególnym zadaniem byłoby czuwanie nad jednością Kościoła, ale kamieniem węgielnym tej jedności jest Słowo Boże. Jednak uznawanie bądź nieuznawanie prymatu papieskiego żadną miarą nie może stanowić kryterium, czy jakaś wspólnota wyznaniowa jest Kościołem czy też nim nie jest.

dr Ewa Jóźwiak, prezes Synodu Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP, dr teologii ewangelickiej, redaktor naczelna kwartalnika „Jednota”




Perspektywa mariawicka

Truizmem jest stwierdzenie, że istnieje podział pomiędzy uczniami Jezusa Chrystusa. Dotyczy on zarówno kwestii doktrynalnych, jak i organizacyjnych. Na przestrzeni prawie dwóch tysięcy lat istnienia chrześcijaństwa próbowano różnymi środkami i na różne sposoby przywrócić jedność w Kościele. Żadne z rozwiązań nie zażegnały sporów, a wręcz przeciwnie, niektóre z nich tylko pogłębiły podziały.

Kościół Starokatolicki Mariawitów swych zasad wiary nie narzuca innym chrześcijanom. Przyjdzie czas, gdy wszyscy chrześcijanie poznają Boga takiego, jakim jest w rzeczywistości, nie zaś pod zasłoną (1 Kor. 13,12). Tych, którzy nie podzielają starokatolickiej nauki nie uważa się za heretyków, lecz za współbraci w Chrystusie, do którego wszyscy dążymy, aczkolwiek innymi drogami. Synod Kościoła Starokatolickiego Mariawitów z 1935 r. orzekł, że:

„Prawdziwa jedność, o którą modlił się Chrystus Pan, niekoniecznie musi być jednostajnością, jak mniemają przedstawiciele niektórych Kościołów, ale właśnie zjednoczeniem różnic” (zob. J. 17,21).

Wpisuje się to w słowa św. Marii Franciszki Kozłowskiej:

„jak nadzieja na przyjście Messyasza-Króla zawiodła Żydów, wiara w dogmaty rozdzieliła narody, tak miłość zjednoczy wszystkich (…). „Głównym fundamentem zjednoczenia, mówiła Mateczka, powinna być wiara i cześć dla Przenajświętszego Sakramentu Ołtarza (…). Każdy Kościół niech też zachowuje swoje zwyczaje, modły i nabożeństwa, i niech drugiemu swoich praktyk religijnych nie narzuca. We wszystkiem niech będzie miłość, w rzeczach niekoniecznych do zbawienia – wolność, a w koniecznych jedność”. (pisownia oryginalna)

Oznacza to, że instytucja papiestwa nie jest niezbędnym gwarantem jedności ani też jej źródłem, ponieważ fundamentem zjednoczenia chrześcijan jest Chrystus, źródło Miłości i Miłosierdzia dla świata.

Wychowanie do ekumenizmu jest zawsze wychowaniem/ autoformacją do stawania się członkiem własnego Kościoła. Z rozmysłem użyłem słowa „stawanie się”, gdyż procesy wychowawcze czy też autoformacyjne mają charakter ustawiczny. Ich dynamika determinowana jest kondycją jednostki świadomej swej odpowiedzialności za świat. Z objawień św. Marii Franciszki wnioskować można, że od każdego z ludzi zależy, czy światy będzie podążał drogą Bożych przykazań, czy też będzie się oddalał od swojego Stwórcy, idąc ku zatraceniu. A ponieważ fundamentem egzystencji Kościoła Starokatolickiego Mariawitów jest przede wszystkim szerzenie czci eucharystycznej oraz naśladowanie życia Najświętszej Maryi Panny, wychowanie to opierać winno się o te dwa elementy konstytuujące mariawicką tożsamość wyznaniową. Wychowanie do ekumenizmu musi być zawsze procesem wtórnym w stosunku do formacji tożsamościowej.

kapł. dr Tomasz M. Daniel Mames, proboszcz Parafii Kościoła Starokatolickiego Mariawitów w Paryżu




Perspektywa zielonoświątkowa

Papież Jan Paweł II w encyklice Ut Unum Sint wezwał „pasterzy i teologów naszych Kościołów, abyśmy wspólnie poszukiwali takich form sprawowania owego urzędu (papieskiego), w których możliwe będzie realizowanie uznawanej przez jednych i drugich posługi miłości”

Wydaje się, że to wezwanie po stronie zielonoświątkowej pozostaje bez odpowiedzi, trzeba bowiem pamiętać o specyficznym celu oficjalnego dialogu teologicznego pomiędzy Kościołem rzymskokatolickim a Kościołami zielonoświątkowymi. Wielokrotnie zastrzeżono, że jego celem nie będzie nawet rozważanie możliwości osiągnięcia bezpośredniej jedności strukturalnej między uczestnikami dialogu. Jego celem jest przełamywanie narosłych przez lata uprzedzeń, wyjaśnianie krzywdzących opinii o sobie nawzajem, tworzenie atmosfery wzajemnego szacunku i zrozumienia, w której możliwa będzie wspólna modlitwa i inne działania.

Zielonoświątkowcy podczas bilateralnych rozmów z katolikami m. in. o eklezjologii, wyrazili opinie, że kongregacjonalne i prezbiterialne modele kościelne najlepiej wyrażają ich przekonania. Przyznają również, że:

„urzędy i struktury Kościoła, wymagają ciągłej odnowy (…) Duch może tchnąć nowe życie w administracje i struktury Kościoła, gdy stają się one „suchymi kośćmi” (Ez 37).” (za: ‘Perspectives on Koinonia’ – 1985-1989)

Nie oznacza to jednak podjęcia prób refleksji na temat zdefiniowania urzędu papieskiego w taki sposób, aby był on do przyjęcia dla zielonoświątkowców, ponieważ nigdy nie szukano jedności strukturalnej z Kościołem rzymskokatolickim. Pomimo tego, że w dokumencie końcowym z czwartej fazy dialogu znalazło się stwierdzenie o tym, że między katolikami i zielonoświątkowcami w wielu dziedzinach istnieje „istotna jedność duchowa, niepełna, lecz autentyczna wspólnota”.

pastor Adam Ciućka, Kościół Boży w Polsce, Zbór w Świdwinie


galeria