Ekumenizm w Polsce i na świecie

Nie jesteśmy sami, czyli o Uroczystości Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym


Dwa świą­tecz­ne dla kato­li­ków dni, Wszyst­kich Świę­tych i Dzień Zadusz­ny — to przede wszyst­kim wiel­kie świę­ta uka­zu­ją­ce: po pierw­sze moc Ducha Świę­te­go, dają­ce­go Kościo­ło­wi set­ki tysię­cy, a kto wie, czy nie miliar­dy świę­tych, a po dru­gie jed­ność i siłę Kościo­ła, któ­ry nigdy niko­go nie pozo­sta­wia samot­nym. Ten dru­gi aspekt jest dla mnie szcze­gól­nie waż­ny. Pod­czas obu tych dni czę­sto powra­ca­ją do mnie sło­wa wier­sza Zbi­gnie­wa Her­ber­ta, wyśpie­wa­ne­go […]


Dwa świą­tecz­ne dla kato­li­ków dni, Wszyst­kich Świę­tych i Dzień Zadusz­ny — to przede wszyst­kim wiel­kie świę­ta uka­zu­ją­ce: po pierw­sze moc Ducha Świę­te­go, dają­ce­go Kościo­ło­wi set­ki tysię­cy, a kto wie, czy nie miliar­dy świę­tych, a po dru­gie jed­ność i siłę Kościo­ła, któ­ry nigdy niko­go nie pozo­sta­wia samot­nym. Ten dru­gi aspekt jest dla mnie szcze­gól­nie waż­ny.

Pod­czas obu tych dni czę­sto powra­ca­ją do mnie sło­wa wier­sza Zbi­gnie­wa Her­ber­ta, wyśpie­wa­ne­go przez Prze­my­sła­wa Gin­trow­skie­go “U wrót doli­ny”. W pew­nym momen­cie pada­ją tam sło­wa: “lecz jak się oka­zu­je będzie­my zba­wie­ni poje­dyn­czo”. Za każ­dym razem, gdy je sły­szę zasta­na­wiam się, czy to paro­dia naszej płyt­kiej wia­ry czy poeta rze­czy­wi­ście tak sła­bo rozu­miał czym jest chrze­ści­jań­stwo? Nie znam na to pyta­nie odpo­wie­dzi, ale mam świa­do­mość, że uro­czy­stość Wszyst­kich Świę­tych i Dzień Zadusz­ny świad­czą o czymś dokład­nie prze­ciw­nym. Otóż nie będzie­my zba­wie­ni poje­dyn­czo, wię­cej nikt z nas nigdy nie jest sam. Za życia towa­rzy­szy nam modli­twa tych, któ­rzy przed nami tra­fi­li już na dru­gą stro­nę. Nie zawsze tych, któ­rych czczą inni: cza­sem po pro­stu dziad­ków, pra­dziad­ków czy jesz­cze dal­szych przod­ków, o któ­rych my — być może nie mamy poję­cia — ale któ­rzy zna­ją nas i kocha­ją jak wła­sną rodzi­nę. Towa­rzy­szy nam też modli­twa uzna­nych przez Kościół świę­tych, któ­rych o tę modli­twę pro­si­my.

Po śmier­ci podob­nie: nie zosta­je­my sami. Nawet, gdy sta­ra­my się zawi­nąć w kokon wła­sne­go ego­izmu, pozo­stać na wie­ki samot­ni w swo­jej pysze, to i tak ową sko­ru­pę stop­nio­wo roz­bi­ja­ją modli­twy naszych bli­skich, któ­rzy pozo­sta­li na Zie­mi, a tak­że tych, któ­rzy u Boga ocze­ki­wa­li na nasze przy­by­cie. Nie po to cze­ka­li, by teraz patrzeć bez­czyn­nie jak się zamy­ka­my przed Bożą miło­ścią. Sztur­mu­ją więc nasze dusze, wspo­ma­ga­ni z Zie­mi, i cze­ka­ją na to, że Bóg — dzię­ki tak­że naszej i ich pomo­cy — dotrze do nasze­go ser­ca.

Osta­tecz­nie więc oba świą­tecz­ne dni, któ­re zwy­kle — pod wpły­wem mediów — opły­wa­ją pod zna­kiem zadu­my i reflek­sji — są w isto­cie świę­ta­mi na wskroś rado­sny­mi. Pozwa­la­ją mieć nadzie­ję, że nigdy nie zosta­nie­my sami. Zawsze — nawet na dnie pie­kieł — będzie obok nas Chry­stus, ale tak­że towa­rzy­szą­ce nam modli­twy naszych bli­skich. Nikt nigdy nie pozo­sta­je więc sam. W Bogu nie ma samot­no­ści, jest miłość i wspól­no­ta, czy­li Kościół.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.