Niedziela Chrztu Pańskiego — 1. Niedziela po Narodzeniu Pańskim
- 10 stycznia, 2006
- przeczytasz w 6 minut
“I stało się w owe dni, że przyszedł Jezus z Nazaretu Galilejskiego i został ochrzczony przez Jana w Jordanie. I zaraz, kiedy wychodził z wody, ujrzał rozstępujące się niebiosa i Ducha nań zstępującego jako gołębica. I rozległ się głos z nieba: Tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem.” Mk 1,9–11 Niech ust moich śpiewanie i serc naszych rozmyślanie, k’myśli Twojej będą mój Pocieszycielu, O Twierdzo nasza i nasz Odkupicielu. Amen. Zdarzyło mi się […]
Niech ust moich śpiewanie i serc naszych rozmyślanie, k’myśli Twojej będą mój Pocieszycielu, O Twierdzo nasza i nasz Odkupicielu. Amen.
Zdarzyło mi się być uczestnikiem trzech wydarzeń: Sytuacja pierwsza. Kilka lat temu, gdy bawiłem się w dyskotece, spod koszuli wydostał mi się hugenocki krzyżyk, który w ten sposób stał się dość widoczny na tle czarnego stroju. Kolega, który był ze mną, spojrzał na mnie wymownie i powiedział: „Schowaj go, tutaj nie jest ci potrzebny.”
Sytuacja druga. Rok później oczekiwaliśmy w Amsterdamie na pewną, dość dekadencką imprezę, która miała przepłynąć kanałami miasta. Pośród ogólnej atmosfery seksu, rui i poróbstwa, była jedna osoba, która ze smętną twarzą przechadzała się wzdłuż kanałów niosąc olbrzymi transparent z napisem: „Jezus Cię kocha”.
Sytuacja trzecia. Znajomy Polak na Harvardzie miał zwyczaj przechadzania się z ogromnym różańcem przypiętym do pasa, albo wywijając nim w powietrzu. Na moje pytanie, o co mu chodzi odpowiedział, że chce pokazać temu „pogańskiemu Harvardowi”, że jest chrześcijaninem.
Trzy różne sytuacje, trzej różni ludzie.
Dzisiejsze czytania Staro i Nowotestamentowe mają ten sam motyw przewodni: początek. To w sumie nic nowego. W zasadzie od początku grudnia, co niedziela coś na nowo zaczynamy: Adwent, Wigilia, Boże Narodzenie, Epifania, Święto Trzech króli. Jednak dzisiejsze czytania mówią więcej niż tylko o kolejnym początku. Dzisiejsze czytanie jest o tym, do czego ma nas ten początek zaprowadzić.
Ewangelia Świętego Marka jest najkrótszą z Ewangelii w Nowym Testamencie i co ciekawe, w ogóle nie ma w niej opisu urodzenia Jezusa. Według niej, pierwszym momentem działalności Jezusa z Nazaretu jest jego chrzest. Od tego się wszystko zaczyna: cuda, uzdrowienia, Kazanie na Górze, wreszcie Ostatnia Wieczerza i Krzyż. Tak, jak historia ludzkości nie miała by sensu bez historii o stworzeniu świata, tak samo życie i działalność Jezusa Chrystusa nie miałaby sensu bez jego chrztu. To właśnie z rzeki Jordan wyjdzie, by leczyć, uzdrawiać, przygarniać odrzuconych i tych z marginesu społecznego, irytować pobożnych i religijnych i wreszcie by skończyć swoje życie okrutną śmiercią na krzyżu, na którą skazali go ludzie głęboko wierzący.
Mam taką teorię, że chrzest jest jednym z najbardziej niedocenianych sakramentów w chrześcijaństwie. W większości Kościołów chrzci się niemowlęta i małe dzieci, a zatem siłą rzeczy, nasza pamięć tego wydarzenia jest mocno ograniczona. W kościołach, w których chrzci się dorosłych, tak podkreśla się uprzedni wymóg bycia „urodzonym na nowo” i duchowej dojrzałości, że chrzest jest postrzegany bardziej jako uroczystość zmazania grzechów i zamknięcia poprzedniego życia, niż rozpoczęcia nowego. Chrzest jest raczej potwierdzeniem decyzji, niż jej źródłem i początkiem.
Pamiętam kilka lat temu byłem zaskoczony pięknem formuły chrzcielnej w jednym z kościołów w Anglii. Pastor polewając główkę dziecka wodą mówił: „Chrzczę cię do życia, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa”. I o to właśnie chodzi.
Jesteśmy ochrzczeni do życia i naśladowania Jezusa Chrystusa. Jesteśmy ochrzczeni do tego, by razem z nim nieść nasze krzyże, by razem z nim umrzeć i być złożonymi do grobu. I wreszcie: jesteśmy ochrzczeni do tego, by razem z nim z tego grobu powstać do nowego życia
Chrzest to nie forma, a treść.
I tu chciałbym powrócić do trzech sytuacji, o których wspomniałem na początku kazania. Otóż przyznaję to ze wstydem: myślałem, że poprzez samo noszenie krzyżyka w dyskotece staję się lepszym chrześcijaninem. Tak samo myślała osoba, niosąca ogromny transparent „Jezus cię kocha.” Sądziła, że będzie bardziej chrześcijańska niż inni ludzie stojący wzdłuż amsterdamskich kanałów. Wreszcie, mój kolega wywijający różańcem uważał, że jest przez to lepszym chrześcijaninem niż inni dookoła niego.
Nic dziwnego, że gdy przypominam sobie te sytuacje na usta ciśnie mi się stare, polskie słowo: Bzdura!
Nasza dzisiejsza lekcja pokazuje, że chrzest jest czymś więcej niż noszeniem krzyżyka albo różańca, tak, by inni go widzieli albo pokropienie wodą. Gdyby Jezus z Nazaretu poprzestał tylko na chrzcie, nie siedzielibyśmy tutaj dzisiaj. Znaczenie chrztu polega właśnie na tym, że on zrobił dużo więcej niż tylko dał się ochrzcić.
Ewangelie przypominają nam, że nie wystarczy wołać „Panie, Panie!” by wejść do królestwa niebieskiego. Chrzest nie powinien być imprezą pełną histerii, dzięki której „nowo narodzeni” czują pewność, „że są zbawieni”. Chrzest nie jest, i nie powinien być okazją, by czcigodni chrześcijanie z tradycyjnych kościołów przynosili swoje dziecko do chrztu tylko dlatego, że tak wypada i na tym koniec.
Sam fakt bycia ochrzczonym, nie czyni nas automatycznie chrześcijanami. Rządy, które sieją nienawiść, podziały, dyskryminację i obłudę, mają tyle samo wspólnego z chrześcijaństwem, co moje noszenie w tamtą noc krzyżyka w barze: absolutnie NIC! Chrześcijanie, którzy nie kochają bliźniego i nie kalają się miłosierdziem, są tak samo śmieszni, jak mój znajomy noszący różaniec przy pasie.
Chrzest powinien być przyczyną i motywacją naszych działań. Powinien on nas ciągle motywować do działań dziś i jutro. I gdy ktoś nas zapyta, dlaczego jako chrześcijanie wybraliśmy tę trudną drogę, powinniśmy zawsze odpowiadać: „Bo jesteśmy ochrzczeni.” Chrzest powinien być przyczyną, dla której nie tylko nosimy krzyżyk czy różaniec, ale dla której żyjemy życiem krzyża czy różańca. Ojciec Reformacji, Marcin Luter, zwykł mobilizować się do chrześcijańskiego życia mówiąc: „jestem ochrzczony” (baptisus sum). Nie „byłem ochrzczony”, ale JESTEM ochrzczony.
Bowiem, gdy żyjemy Ewangelią, gdy wstajemy z martwych pomimo bólu i cierpienia dookoła nas, powinniśmy to czynić właśnie dlatego, że jesteśmy ochrzczeni. Wreszcie, gdy zdecydujemy się odpuścić winy naszym winowajcom, pomimo naszego bólu i cierpienia, czynimy to właśnie dlatego, że jesteśmy ochrzczeni. Chrzest wzywa nas do życia Ewangelią nie słowem, a czynami. Nasz chrzest wzywa nas do naśladowania życia naszego pana Jezusa Chrystusa, ciągle i na nowo. To wydarzenie w przeszłości, które pokazuje nam przyszłość.
Zatem w tym Nowym Roku, żyjąc naszym chrztem spójrzmy w przyszłość i jak mówi prorok Micheasz: ‘czyńmy sprawiedliwość, kochajmy miłosierdzie i w pokorze kroczmy z naszym Bogiem.” Ponieważ my, tak jak Jezus, jesteśmy ochrzczeni.
Dlatego też, żyjąc chrztem Jezusa i naszym własnym zacznijmy na nowo.
Za nasze milczenie, gdy jeden głos odwagi mógł uczynić różnicę,
Wybaczmy innym, — i sobie, — i zacznijmy znów w miłości;
Za nasze słowa wypowiedziane wtedy, gdy oczekiwano od nas tylko milczenia,
Wybaczmy innym, — i sobie, — i zacznijmy znów w miłości;
Za to, gdy nasza zachłanność oślepiła nas na potrzeby bliskich,
Wybaczmy innym, — i sobie, — i zacznijmy znów w miłości;
Ponieważ JESTEŚMY ochrzczeni, do życia i śmierci i zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa,
Wybaczmy innym, — i sobie, — i zacznijmy znów w miłości;
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. AMEN.
+++
Kazanie wygłoszone 8 stycznia 2006 roku w kościele ewangelicko-reformowanym w Łodzi.