Ekumenizm w Polsce i na świecie

Niedziela Chrztu Pańskiego — 1. Niedziela po Narodzeniu Pańskim


“I sta­ło się w owe dni, że przy­szedł Jezus z Naza­re­tu Gali­lej­skie­go i został ochrzczo­ny przez Jana w Jor­da­nie. I zaraz, kie­dy wycho­dził z wody, ujrzał roz­stę­pu­ją­ce się nie­bio­sa i Ducha nań zstę­pu­ją­ce­go jako gołę­bi­ca. I roz­legł się głos z nie­ba: Tyś jest Syn mój umi­ło­wa­ny, któ­re­go sobie upodo­ba­łem.” Mk 1,9–11 Niech ust moich śpie­wa­nie i serc naszych roz­my­śla­nie, k’myśli Two­jej będą mój Pocie­szy­cie­lu, O Twier­dzo nasza i nasz Odku­pi­cie­lu. Amen. Zda­rzy­ło mi się […]


“I sta­ło się w owe dni, że przy­szedł Jezus z Naza­re­tu Gali­lej­skie­go i został ochrzczo­ny przez Jana w Jor­da­nie. I zaraz, kie­dy wycho­dził z wody, ujrzał roz­stę­pu­ją­ce się nie­bio­sa i Ducha nań zstę­pu­ją­ce­go jako gołę­bi­ca. I roz­legł się głos z nie­ba: Tyś jest Syn mój umi­ło­wa­ny, któ­re­go sobie upodo­ba­łem.” Mk 1,9–11

Niech ust moich śpie­wa­nie i serc naszych roz­my­śla­nie, k’myśli Two­jej będą mój Pocie­szy­cie­lu, O Twier­dzo nasza i nasz Odku­pi­cie­lu. Amen.


Zda­rzy­ło mi się być uczest­ni­kiem trzech wyda­rzeń: Sytu­acja pierw­sza. Kil­ka lat temu, gdy bawi­łem się w dys­ko­te­ce, spod koszu­li wydo­stał mi się huge­noc­ki krzy­żyk, któ­ry w ten spo­sób stał się dość widocz­ny na tle czar­ne­go stro­ju. Kole­ga, któ­ry był ze mną, spoj­rzał na mnie wymow­nie i powie­dział: „Scho­waj go, tutaj nie jest ci potrzeb­ny.”


Sytu­acja dru­ga. Rok póź­niej ocze­ki­wa­li­śmy w Amster­da­mie na pew­ną, dość deka­denc­ką impre­zę, któ­ra mia­ła prze­pły­nąć kana­ła­mi mia­sta. Pośród ogól­nej atmos­fe­ry sek­su, rui i porób­stwa, była jed­na oso­ba, któ­ra ze smęt­ną twa­rzą prze­cha­dza­ła się wzdłuż kana­łów nio­sąc olbrzy­mi trans­pa­rent z napi­sem: „Jezus Cię kocha”.


Sytu­acja trze­cia. Zna­jo­my Polak na Harvar­dzie miał zwy­czaj prze­cha­dza­nia się z ogrom­nym różań­cem przy­pię­tym do pasa, albo wywi­ja­jąc nim w powie­trzu. Na moje pyta­nie, o co mu cho­dzi odpo­wie­dział, że chce poka­zać temu „pogań­skie­mu Harvar­do­wi”, że jest chrze­ści­ja­ni­nem.


Trzy róż­ne sytu­acje, trzej róż­ni ludzie.


Dzi­siej­sze czy­ta­nia Sta­ro i Nowo­te­sta­men­to­we mają ten sam motyw prze­wod­ni: począ­tek. To w sumie nic nowe­go. W zasa­dzie od począt­ku grud­nia, co nie­dzie­la coś na nowo zaczy­na­my: Adwent, Wigi­lia, Boże Naro­dze­nie, Epi­fa­nia, Świę­to Trzech kró­li. Jed­nak dzi­siej­sze czy­ta­nia mówią wię­cej niż tyl­ko o kolej­nym począt­ku. Dzi­siej­sze czy­ta­nie jest o tym, do cze­go ma nas ten począ­tek zapro­wa­dzić.


Ewan­ge­lia Świę­te­go Mar­ka jest naj­krót­szą z Ewan­ge­lii w Nowym Testa­men­cie i co cie­ka­we, w ogó­le nie ma w niej opi­su uro­dze­nia Jezu­sa. Według niej, pierw­szym momen­tem dzia­łal­no­ści Jezu­sa z Naza­re­tu jest jego chrzest. Od tego się wszyst­ko zaczy­na: cuda, uzdro­wie­nia, Kaza­nie na Górze, wresz­cie Ostat­nia Wie­cze­rza i Krzyż. Tak, jak histo­ria ludz­ko­ści nie mia­ła by sen­su bez histo­rii o stwo­rze­niu świa­ta, tak samo życie i dzia­łal­ność Jezu­sa Chry­stu­sa nie mia­ła­by sen­su bez jego chrztu. To wła­śnie z rze­ki Jor­dan wyj­dzie, by leczyć, uzdra­wiać, przy­gar­niać odrzu­co­nych i tych z mar­gi­ne­su spo­łecz­ne­go, iry­to­wać poboż­nych i reli­gij­nych i wresz­cie by skoń­czyć swo­je życie okrut­ną śmier­cią na krzy­żu, na któ­rą ska­za­li go ludzie głę­bo­ko wie­rzą­cy.


Mam taką teo­rię, że chrzest jest jed­nym z naj­bar­dziej nie­do­ce­nia­nych sakra­men­tów w chrze­ści­jań­stwie. W więk­szo­ści Kościo­łów chrzci się nie­mow­lę­ta i małe dzie­ci, a zatem siłą rze­czy, nasza pamięć tego wyda­rze­nia jest moc­no ogra­ni­czo­na. W kościo­łach, w któ­rych chrzci się doro­słych, tak pod­kre­śla się uprzed­ni wymóg bycia „uro­dzo­nym na nowo” i ducho­wej doj­rza­ło­ści, że chrzest jest postrze­ga­ny bar­dziej jako uro­czy­stość zma­za­nia grze­chów i zamknię­cia poprzed­nie­go życia, niż roz­po­czę­cia nowe­go. Chrzest jest raczej potwier­dze­niem decy­zji, niż jej źró­dłem i począt­kiem.


Pamię­tam kil­ka lat temu byłem zasko­czo­ny pięk­nem for­mu­ły chrzciel­nej w jed­nym z kościo­łów w Anglii. Pastor pole­wa­jąc głów­kę dziec­ka wodą mówił: „Chrzczę cię do życia, śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia nasze­go Pana Jezu­sa Chry­stu­sa”. I o to wła­śnie cho­dzi.


Jeste­śmy ochrzcze­ni do życia i naśla­do­wa­nia Jezu­sa Chry­stu­sa. Jeste­śmy ochrzcze­ni do tego, by razem z nim nieść nasze krzy­że, by razem z nim umrzeć i być zło­żo­ny­mi do gro­bu. I wresz­cie: jeste­śmy ochrzcze­ni do tego, by razem z nim z tego gro­bu powstać do nowe­go życia


Chrzest to nie for­ma, a treść.


I tu chciał­bym powró­cić do trzech sytu­acji, o któ­rych wspo­mnia­łem na począt­ku kaza­nia. Otóż przy­zna­ję to ze wsty­dem: myśla­łem, że poprzez samo nosze­nie krzy­ży­ka w dys­ko­te­ce sta­ję się lep­szym chrze­ści­ja­ni­nem. Tak samo myśla­ła oso­ba, nio­są­ca ogrom­ny trans­pa­rent „Jezus cię kocha.” Sądzi­ła, że będzie bar­dziej chrze­ści­jań­ska niż inni ludzie sto­ją­cy wzdłuż amster­dam­skich kana­łów. Wresz­cie, mój kole­ga wywi­ja­ją­cy różań­cem uwa­żał, że jest przez to lep­szym chrze­ści­ja­ni­nem niż inni dooko­ła nie­go.


Nic dziw­ne­go, że gdy przy­po­mi­nam sobie te sytu­acje na usta ciśnie mi się sta­re, pol­skie sło­wo: Bzdu­ra!


Nasza dzi­siej­sza lek­cja poka­zu­je, że chrzest jest czymś wię­cej niż nosze­niem krzy­ży­ka albo różań­ca, tak, by inni go widzie­li albo pokro­pie­nie wodą. Gdy­by Jezus z Naza­re­tu poprze­stał tyl­ko na chrzcie, nie sie­dzie­li­by­śmy tutaj dzi­siaj. Zna­cze­nie chrztu pole­ga wła­śnie na tym, że on zro­bił dużo wię­cej niż tyl­ko dał się ochrzcić.


Ewan­ge­lie przy­po­mi­na­ją nam, że nie wystar­czy wołać „Panie, Panie!” by wejść do kró­le­stwa nie­bie­skie­go. Chrzest nie powi­nien być impre­zą peł­ną histe­rii, dzię­ki któ­rej „nowo naro­dze­ni” czu­ją pew­ność, „że są zba­wie­ni”. Chrzest nie jest, i nie powi­nien być oka­zją, by czci­god­ni chrze­ści­ja­nie z tra­dy­cyj­nych kościo­łów przy­no­si­li swo­je dziec­ko do chrztu tyl­ko dla­te­go, że tak wypa­da i na tym koniec.


Sam fakt bycia ochrzczo­nym, nie czy­ni nas auto­ma­tycz­nie chrze­ści­ja­na­mi. Rzą­dy, któ­re sie­ją nie­na­wiść, podzia­ły, dys­kry­mi­na­cję i obłu­dę, mają tyle samo wspól­ne­go z chrze­ści­jań­stwem, co moje nosze­nie w tam­tą noc krzy­ży­ka w barze: abso­lut­nie NIC! Chrze­ści­ja­nie, któ­rzy nie kocha­ją bliź­nie­go i nie kala­ją się miło­sier­dziem, są tak samo śmiesz­ni, jak mój zna­jo­my noszą­cy róża­niec przy pasie.


Chrzest powi­nien być przy­czy­ną i moty­wa­cją naszych dzia­łań. Powi­nien on nas cią­gle moty­wo­wać do dzia­łań dziś i jutro. I gdy ktoś nas zapy­ta, dla­cze­go jako chrze­ści­ja­nie wybra­li­śmy tę trud­ną dro­gę, powin­ni­śmy zawsze odpo­wia­dać: „Bo jeste­śmy ochrzcze­ni.” Chrzest powi­nien być przy­czy­ną, dla któ­rej nie tyl­ko nosi­my krzy­żyk czy róża­niec, ale dla któ­rej żyje­my życiem krzy­ża czy różań­ca. Ojciec Refor­ma­cji, Mar­cin Luter, zwykł mobi­li­zo­wać się do chrze­ści­jań­skie­go życia mówiąc: „jestem ochrzczo­ny” (bap­ti­sus sum). Nie „byłem ochrzczo­ny”, ale JESTEM ochrzczo­ny.


Bowiem, gdy żyje­my Ewan­ge­lią, gdy wsta­je­my z mar­twych pomi­mo bólu i cier­pie­nia dooko­ła nas, powin­ni­śmy to czy­nić wła­śnie dla­te­go, że jeste­śmy ochrzcze­ni. Wresz­cie, gdy zde­cy­du­je­my się odpu­ścić winy naszym wino­waj­com, pomi­mo nasze­go bólu i cier­pie­nia, czy­ni­my to wła­śnie dla­te­go, że jeste­śmy ochrzcze­ni. Chrzest wzy­wa nas do życia Ewan­ge­lią nie sło­wem, a czy­na­mi. Nasz chrzest wzy­wa nas do naśla­do­wa­nia życia nasze­go pana Jezu­sa Chry­stu­sa, cią­gle i na nowo. To wyda­rze­nie w prze­szło­ści, któ­re poka­zu­je nam przy­szłość.


Zatem w tym Nowym Roku, żyjąc naszym chrztem spójrz­my w przy­szłość i jak mówi pro­rok Miche­asz: ‘czyń­my spra­wie­dli­wość, kochaj­my miło­sier­dzie i w poko­rze krocz­my z naszym Bogiem.” Ponie­waż my, tak jak Jezus, jeste­śmy ochrzcze­ni.


Dla­te­go też, żyjąc chrztem Jezu­sa i naszym wła­snym zacznij­my na nowo.


Za nasze mil­cze­nie, gdy jeden głos odwa­gi mógł uczy­nić róż­ni­cę,


Wybacz­my innym, — i sobie, — i zacznij­my znów w miło­ści;


Za nasze sło­wa wypo­wie­dzia­ne wte­dy, gdy ocze­ki­wa­no od nas tyl­ko mil­cze­nia,


Wybacz­my innym, — i sobie, — i zacznij­my znów w miło­ści;


Za to, gdy nasza zachłan­ność ośle­pi­ła nas na potrze­by bli­skich,


Wybacz­my innym, — i sobie, — i zacznij­my znów w miło­ści;


Ponie­waż JESTEŚMY ochrzcze­ni, do życia i śmier­ci i zmar­twych­wsta­nia nasze­go Pana Jezu­sa Chry­stu­sa,


Wybacz­my innym, — i sobie, — i zacznij­my znów w miło­ści;


W imię Ojca i Syna i Ducha Świę­te­go. AMEN.


+++


Kaza­nie wygło­szo­ne 8 stycz­nia 2006 roku w koście­le ewan­ge­lic­ko-refor­mo­wa­nym w Łodzi.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.