Niedziela Palmowa — 6. Niedziela Pasyjna
- 4 kwietnia, 2009
- przeczytasz w 3 minuty
Nazajutrz liczna rzesza, która przyszła na święto, usłyszawszy, że Jezus idzie do Jerozolimy, nabrała gałązek palmowych i wyszła na jego spotkanie, i wołała: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela! A Jezus znalazłszy oślę, wsiadł na nie, jak napisano: Nie bój się, córko syjońska! Oto król twój przychodzi, siedząc na źrebięciu oślicy. Tego początkowo nie zrozumieli uczniowie jego, lecz gdy Jezus został uwielbiony, wtedy przypomnieli sobie, że to było o nim […]
Nazajutrz liczna rzesza, która przyszła na święto, usłyszawszy, że Jezus idzie do Jerozolimy, nabrała gałązek palmowych i wyszła na jego spotkanie, i wołała: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imieniu Pańskim, król Izraela! A Jezus znalazłszy oślę, wsiadł na nie, jak napisano: Nie bój się, córko syjońska! Oto król twój przychodzi, siedząc na źrebięciu oślicy.
Mylili się faryzeusze twierdząc, że za Jezusem poszedł cały świat. Znamy kontynuację dalszych wydarzeń, o których opowiadają nam czytania Wielkiego Tygodnia, a w szczególności Wielkiego Piątku. Ten, którego bała się kapłańska kasta; ten, który był ucieleśnieniem rewolucyjnych nadziei spolaryzowanego społeczeństwa i ludności Jerozolimy wjeżdża na oślęciu w obłoku triumfu. Początkowy scenariusz szybko zmienia się w dramat – w odrzucenie, pogardę, ból i wreszcie śmierć. Ten, któremu rzucano palmy pod nogi, staję się powodem zgorszenia.
Wiele kazań poświęcono chyba najbardziej uderzającemu wątkowi tej historii – ludzkiej przewrotności, instynktowi masy wmanipulowanej w wielką politykę kapłanów i rzymskiego namiestnika, a wreszcie fałszywej nadziei ciemiężonych, iż ten, który przybywa, stanie się królem i powstanie przeciwko rzymskim okupantom. Jednak poprzestanie na tym aspekcie historii uniemożliwia przedostanie się w głąb opisywanych wydarzeń i co więcej spowodować może błędne utożsamienie się z Jezusem i nieposkromioną wrogość wobec mas, tak jakby grzech i przewrotność były nam obce. Można zaryzykować stwierdzenie, że trudna misja Jezusa tak naprawdę zaczyna się od Jerozolimy, a konkretniej od momentu Jego pojmania, od którego krok po kroku uczniowie dystansują się od swojego nauczyciela, a lud szybko zapomina, że Jezus miał być jego królem. Cudowne znaki, uzdrowienia i wielogodzinne przemowy poszły w niepamięć. Pozostaje wzgardzony i wzbudzający zgorszenie Jezus. Z perspektywy Wielkiego Piątku wiemy, że Niedziela Palmowa jest antycypacją Golgoty – wjazd do Jerozolimy jest zapowiedzią innej drogi, którą za kilka dni podejmie Jezus, ostatniej drogi – krzyżowej.
Punktem ciężkości Niedzieli Palmowej wraz z jej przesłaniem nie jest przewrotny lud, skorumpowani kapłani, ani też karierowicz Piłat. Ewangelia Niedzieli Palmowej jest za to apelem o wiarę, aby w triumfującym na oczach „całego świata” Zbawicielu ujrzeć cierpiącego sługę, który idzie do Jerozolimy, aby wypełniło się odkupienie świata. Triumfalny pochód przechodzący w ciągu kilku dni w pochód śmierci może być też odzwierciedleniem pielgrzymki wiary, która rzadko bywa triumfem, a częściej wyzwaniem i zadaniem, cierpieniem i zmaganiem się z tym, co człowieka przytłacza i ogranicza. Niedziela Palmowa jest wreszcie zaproszeniem, abyśmy wraz z Jezusem chcieli wyruszyć w drogę na Golgotę, pilnie wsłuchiwać się w Jego świadectwo i słowa oskarżycieli, abyśmy znów mogli sobie uświadomić miłość Boga i nadzieję dla człowieka. Pójdźmy zatem do Jerozolimy…
„Na Golgotę, duszo, spiesz, stań pod krzyżem Zbawiciela. W swoim żalu tym się ciesz, że Bóg przezeń łask udziela. Tam oglądaj Zbawcy krzyż i w pokorze doń się zbliż.” Śpiewnik Ewangelicki 137