Niedziela Sexagesimae
- 20 lutego, 2006
- przeczytasz w 2 minuty
“Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: “Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”. A siedziało […]
Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech.
Ludzie czują się solidarni z innymi najczęściej w obliczu tragedii. Doskonale wiedzą o tym pogorzelcy, powodzianie, mieszkańcy terenów dotkniętych klęskami i wojną. W takich sytuacjach wspólnota z poszkodowanymi jest wyjątkowo silna.
Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk.
Rodzi się wiele pomysłów na to, jak można pomóc bliźniemu. Rozmaite zbiórki, akcje pomocy, zbiorowe modlitwy i podniosłe nabożeństwa w intencji poszkodowanych. Wtedy o solidarności z pokrzywdzonymi mówią wszyscy.
Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje miłosierdzie Jezusa, pokazuje ludzkie zaangażowanie w pomoc innemu człowiekowi. Każdy z nas takiej pomocy zaznał wiele razy w życiu. Nie była ona tak spektakularna aby mówiono o niej w wieczornych serwisach informacyjnych. Po prostu – czyjeś współczucie i wyciągnięta dłoń pozwoliły nam podnieść się z upadku. Teraz pozostaje nam tylko odwzajemnić się za wszystko – pomagajmy innym w potrzebie. Można rzec kolokwialnie — w przyrodzie nic nie ginie, dobro do nas wróci.