Ekumenizm w Polsce i na świecie

Niedziela Wieczności — Koniec Roku Kościelnego


Wiedz­cie przede wszyst­kim to, że w dniach osta­tecz­nych przyj­dą szy­der­cy z drwi­na­mi, któ­rzy będą postę­po­wać według swych wła­snych pożą­dli­wo­ści i mówić: Gdzież jest przy­obie­ca­ne przyj­ście jego? Odkąd bowiem zasnę­li ojco­wie, wszyst­ko tak trwa, jak było od począt­ku stwo­rze­nia. Obsta­jąc przy tym, prze­ocza­ją, że od daw­na były nie­bio­sa i była zie­mia, któ­ra z wody i przez wodę powsta­ła mocą Sło­wa Boże­go przez co świat ówcze­sny, zala­ny wodą, zgi­nął. Ale teraź­niej­sze nie­bo […]


Wiedz­cie przede wszyst­kim to, że w dniach osta­tecz­nych przyj­dą szy­der­cy z drwi­na­mi, któ­rzy będą postę­po­wać według swych wła­snych pożą­dli­wo­ści i mówić: Gdzież jest przy­obie­ca­ne przyj­ście jego? Odkąd bowiem zasnę­li ojco­wie, wszyst­ko tak trwa, jak było od począt­ku stwo­rze­nia. Obsta­jąc przy tym, prze­ocza­ją, że od daw­na były nie­bio­sa i była zie­mia, któ­ra z wody i przez wodę powsta­ła mocą Sło­wa Boże­go przez co świat ówcze­sny, zala­ny wodą, zgi­nął.

Ale teraź­niej­sze nie­bo i zie­mia mocą tego same­go Sło­wa zacho­wa­ne są dla ognia i utrzy­ma­ne na dzień sądu i zagła­dy bez­boż­nych ludzi. Niech to jed­no, umi­ło­wa­ni, nie ucho­dzi uwa­gi waszej, że u Pana jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Pan nie zwle­ka z dotrzy­ma­niem obiet­ni­cy, cho­ciaż nie­któ­rzy uwa­ża­ją, że zwle­ka, lecz oka­zu­je cier­pli­wość wzglę­dem was, bo nie chce, aby kto­kol­wiek zgi­nął, lecz chce, aby wszy­scy przy­szli do upa­mię­ta­nia. A dzień Pań­ski nadej­dzie jak zło­dziej; wte­dy nie­bio­sa z trza­skiem prze­mi­ną, a żywio­ły roz­pa­lo­ne stop­nie­ją, zie­mia i dzie­ła ludz­kie na niej spło­ną. Sko­ro to wszyst­ko ma ulec zagła­dzie, jaki­miż powin­ni­ście być wy w świę­tym postę­po­wa­niu i w poboż­no­ści, jeże­li ocze­ku­je­cie i pra­gnie­cie gorą­co nasta­nia dnia Boże­go, z powo­du któ­re­go nie­bio­sa w ogniu stop­nie­ją i roz­pa­lo­ne żywio­ły roz­pły­ną się? Ale my ocze­ku­je­my, według obiet­ni­cy nowych nie­bios i nowej zie­mi, w któ­rych miesz­ka spra­wie­dli­wość. 2P 3,3–12

Mia­łem kie­dyś cio­cię, za któ­rą nie prze­pa­da­łem. Zapo­wiedź rodzi­ców, że cio­cia do nas przy­jeż­dża budzi­ła we mnie nie­zbyt pozy­tyw­ne emo­cje. Z cza­sem nauczy­łem się tole­ro­wać cio­cię tak, że jej obec­ność w naszym domu prze­sta­ła mi już doskwie­rać. Kolej­ne zapo­wie­dzi rodzi­ców, że cio­cia nad­jeż­dża wywo­ły­wa­ły u mnie już tyl­ko wzru­sze­nie ramion. Kil­ka lat póź­niej pozna­łem cza­ru­ją­cą dziew­czy­nę, któ­ra póź­niej zosta­ła moją żoną. Bywa­ło tak, że rów­nież cze­ka­łem na jej przy­jazd do nasze­go domu. Jak inne to było jed­nak ocze­ki­wa­nie w porów­na­niu z cze­ka­niem na cio­cię!

Obser­wu­jąc współ­cze­sny Kościół, docho­dzę do wnio­sku, że cze­ka­jąc na dzień Pań­ski, powtór­ne przyj­ście Chry­stu­sa, cze­ka­my na… moją cio­cię. Św. Piotr w swo­im liście napi­sał, że pierw­szy Kościół „ocze­ki­wał i pra­gnął gorą­co nasta­nia dnia Boże­go”. Jak bar­dzo odle­gły jest to opis od emo­cji, któ­re dzi­siaj rodzą się w naszych ser­cach, kie­dy myśli­my o dniu Pań­skim. Oczy­wi­ście jako pra­wo­wier­ni chrze­ści­ja­nie wie­rzy­my w powtór­ne przyj­ście Chry­stu­sa i Sąd Osta­tecz­ny. Wie­rzy­my w „nowe nie­bo i nową zie­mię”. Wie­rzy­my, że to wszyst­ko nasta­nie. Mam jed­nak nie­od­par­te wra­że­nie, że jest to taka sama wia­ra, jaka była we mnie, kie­dy usły­sza­łem, że cio­cia ma przy­je­chać. Wie­rzy­łem, że przy­je­dzie i zasta­na­wia­łem się tyl­ko po co?

Kościół na tyle zasie­dział się już na zie­mi, że cięż­ko ode­rwać nam się od docze­sno­ści. Cięż­ko roz­stać się z tym wszyst­kim co tu wypra­co­wa­li­śmy, pogo­dzić ze śmier­cią czy z dniem Pań­skim.

Jest tak dla­te­go, że czę­sto redu­ku­je­my chrze­ści­jań­stwo jedy­nie do kościel­ny­chin­sty­tu­cji, rodzin­nych tra­dy­cji, świa­to­po­glą­du czy ety­ki. Chrze­ści­jań­stwo to jed­nak, przede wszyst­kim, oso­bi­sta rela­cja z Chry­stu­sem. Gdy tej rela­cji nie ma, to nie ma też wycze­ki­wa­nia i tęsk­no­ty za Nim. Nie będzie też ”gorą­ce­go pra­gnie­nia” spo­tka­nia z Tym, o któ­rym pisał św. Piotr. Jeśli nie ma praw­dzi­wej miło­ści, wszyst­ko tra­ci sens i zosta­je tyl­ko „strasz­li­we ocze­ki­wa­nie sądu i żar ognia, któ­ry stra­wi prze­ciw­ni­ków” (Hebr. 10:27).

pastor Adam Ciuć­ka

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.