Ochrona życia — zdanie będące paradoksem
- 18 marca, 2007
- przeczytasz w 2 minuty
Ochrona życia — zdanie będące paradoksem jak również dość specyficzną sprzecznością logiczną. Na pytanie czy należy chronić życie ludzkie teoretycznie każdy chrześcijanin odpowie że tak, ale nie powinno to dziwić, bo pytanie jest tendencyjne, a w każdym razie źle zadane. Nie przeszkadza to bynajmniej osobom podnoszącym jako argument iż obowiązkiem każdego wierzącego chrześcijanina jest ochrona życia, bo przecież taka jest wola BOGA.
Ochrona życia — zdanie będące paradoksem jak również dość specyficzną sprzecznością logiczną. Na pytanie czy należy chronić życie ludzkie teoretycznie każdy chrześcijanin odpowie że tak, ale nie powinno to dziwić, bo pytanie jest tendencyjne, a w każdym razie źle zadane. Nie przeszkadza to bynajmniej osobom podnoszącym jako argument iż obowiązkiem każdego wierzącego chrześcijanina jest ochrona życia, bo przecież taka jest wola BOGA.
Wpiszmy więc, że chronimy życie od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci bo jest to naszym obowiązkiem. Do tego momentu wszystko wydaje się łatwe i proste a do tego nieskomplikowane, człowiek przecież lubi uproszczenia i stereotypy dzięki nim nasze życie jest prostsze. Tylko czy aby na pewno powinniśmy kierować się naszą wygodą, czy naprawdę obowiązkiem chrześcijanina jest dążyć do bezrefleksyjnego rozsądzania co jest dobre, a co złe?
Przecież ochrona życia to nie tylko ochrona nienarodzonego człowieka (płodu), ale również ochrona życia matki, ojca, rodzeństwa każdego człowieka! Wiec dlaczego dajemy się wciągnąć w grę polityczną której celem wcale nie jest ustanowienia prawa a cyniczna gra na słupki poparcia? Bo tak jest prościej – zakazać a następnie wyprzeć do podświadomości skutki naszej decyzji, bo przecież my skutków tej decyzji ponosić nie będziemy, a do tego wykazaliśmy sie czujnością religijną. Tylko po co? Czy naprawdę potrzebujemy zakazów prawnych, by nie podejmować decyzji niezgodnych z kanonem chrześcijaństwa?
Przecież to absurd – wiemy iż jesteśmy tylko ludźmi i nic co ludzkie nie jest nam obce i całe nasze życie dążymy do ideału, staramy się by nasze życie było jak najbliżej Boga. Więc po co ustanawiamy regulacje prawne które powinny wynikać z naszego własnego sumienia i odpowiedzialności za nasze czyny przed Bogiem. Bo tak jest prościej. Uwielbiamy pouczać innych tylko nie siebie samych. I to wydaje się być konkluzją paradoksu – po co wychowywać, po co uczyć, po co uwrażliwiać, po co wspierać, po co jeśli są prostsze sposoby.
Jak prosto będąc mężczyzną napisać co jest naszym obowiązkiem, ale zarazem jak trudno zrozumieć co przechodzi kobieta która zdecydowała sie na zabieg i przed jakimi poważnymi dylematami moralnymi stoi. Ale tego nie dostrzeżemy przerzucając się ciężkimi argumentami dotyczącymi ochrony życia czy też wskazując na zasady moralne wypływające z chrześcijaństwa, umknie nam to, iż życie człowieka to jego własny egzamin zdawany przed Bogiem a nie przed innymi ludźmi. Wiec może zamiast dawać się wciągnąć w kampanie słupkową polityków skupmy się nad tym, by ochrona życia ludzkiego była zakorzeniona w nas samych i by nie było konieczności wpisywania tej zasady w jakikolwiek akt prawny.