Ekumenizm w Polsce i na świecie

Uczeń Jezus


Jezus jest Nauczy­cie­lem i Mistrzem życia każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na. Tej praw­dy nie da się w chrze­ści­jań­stwie pod­wa­żyć. Bóg-czło­­wiek Jezus Chry­stus był tym, któ­ry “nauczał z mocą”. Czy jed­nak ozna­cza to, że sam nigdy nicze­go nie musiał się uczyć? Czy obraz Chry­­stu­­sa-Nauczy­­cie­­la nie prze­sła­nia nam nie­kie­dy inne­go obra­zu Jezu­­sa-Ucznia? Na te pyta­nia pró­bu­je odpo­wie­dzieć Wil­helm Bru­ners w książ­ce “Jak Jezus uczył się wie­rzyć” wyda­nej ostat­nio nakła­dem wydaw­nic­twa “W dro­dze”. Ta nie­wiel­ka […]


Jezus jest Nauczy­cie­lem i Mistrzem życia każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na. Tej praw­dy nie da się w chrze­ści­jań­stwie pod­wa­żyć. Bóg-czło­wiek Jezus Chry­stus był tym, któ­ry “nauczał z mocą”. Czy jed­nak ozna­cza to, że sam nigdy nicze­go nie musiał się uczyć? Czy obraz Chry­stu­sa-Nauczy­cie­la nie prze­sła­nia nam nie­kie­dy inne­go obra­zu Jezu­sa-Ucznia?

Na te pyta­nia pró­bu­je odpo­wie­dzieć Wil­helm Bru­ners w książ­ce “Jak Jezus uczył się wie­rzyć” wyda­nej ostat­nio nakła­dem wydaw­nic­twa “W dro­dze”.

Ta nie­wiel­ka ksią­żecz­ka otwie­ra oczy na ludz­ką natu­rę Chry­stu­sa. Nie pomi­ja­jąc mil­cze­niem Bosko­ści — Bru­ners pró­bu­je bowiem — z całym rady­ka­li­zmem uka­zać, że jeśli Jezus był nam podob­ny we wszyst­kim oprócz grze­chu, to musiał — tak jak każ­dy czło­wiek — mieć rów­nież wła­sną dro­gę wia­ry: z nauczy­cie­la­mi, rady­kal­ny­mi zry­wa­mi, kry­zy­sa­mi czy nawet chwi­la­mi zwąt­pie­nia. Odrzu­ce­nie takie­go postrze­ga­nia Jezu­sa ozna­cza­ło­by — zda­niem Bru­ner­sa — w isto­cie posta­wie­nie Go poza sfe­rą czło­wie­czeń­stwa, wypro­wa­dze­nie Go w obręb czy­stej Bosko­ści, któ­ra z natu­rą ludz­ką nie mia­ła­by już nic wspól­ne­go.

Jeśli zgo­dzi­my się z takim postrze­ga­niem dogma­tu chal­ce­doń­skie­go — to trud­no nie doce­nić wysił­ków nie­miec­kie­go teo­lo­ga pró­bu­ją­ce­go uświa­do­mić nam — jak wyglą­da­ła Jezu­so­wa “dro­ga wia­ry”, kto był jego mistrzem, jak wyglą­dał “che­der” małe­go Joszuy, i jak roz­cho­dzi­ły się dro­gi mło­de­go rab­bie­go z jego nauczy­cie­la­mi (a nawet rodzi­ca­mi i kla­nem rodzin­nym). Odpo­wie­dzi na te pyta­nia dostar­cza Bru­ner­so­wi — pod­par­ta stu­dia­mi nad juda­izmem — lek­tu­ra Nowe­go Testa­men­tu oraz intu­icja wspie­ra­na lata­mi spę­dzo­ny­mi w Izra­elu. Nie­któ­re z prze­ko­nań wyło­żo­nych w oma­wia­nej książ­ce mogą oczy­wi­ście szo­ko­wać, ale… po głęb­szym zasta­no­wie­niu się trud­no przy­naj­mniej nie roz­wa­żyć ich praw­dzi­wo­ści.

Pierw­szym nauczy­cie­lem Tory — i tu Bru­ners nie ma naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści — był dla Jezu­sa jego wła­sny dom. Prze­nik­nię­ta atmos­fe­rą apo­ka­lip­tycz­ną, roz­mo­dlo­na, i pozo­sta­ją­ca głę­bo­ko orto­dok­syj­ną rodzi­na Maryi i Józe­fa była pierw­szą szko­łą poboż­no­ści. Wła­ści­wej sobie łagod­no­ści w sto­so­wa­niu Pra­wa Jezus miał nauczyć się od swo­je­go ojca, któ­ry — już gdy dowie­dział się, że Mary­ja jest w cią­ży — zde­cy­do­wał się zasto­so­wać wobec niej naj­ła­god­niej­szą for­mu­łę praw­ną. I takie myśle­nie o peł­nym miło­sier­dzia pra­wie prze­ka­zał syno­wi. To on tak­że mógł nauczyć Joszuę zwra­ca­nia się do Boga per “abba”.

Nie mniej istot­ną rolę ode­grał w życiu Jezu­sa inny nauczy­ciel, czy­li Jan Chrzci­ciel. Tu nauka nie doko­ny­wa­ła się jed­nak w spo­sób pro­sty. Jezus choć praw­do­po­dob­nie spę­dził jakiś czas z Janem, i pocho­dził z podob­nej jak on rodzi­ny, nie prze­jął suro­wo­ści wła­ści­wej swo­je­mu poprzed­ni­ko­wi. “Z per­spek­ty­wy Jana Jezus ofe­ro­wał kró­le­stwo Boże za pół­dar­mo. Jezus pocie­szał tam gdzie Jan gro­ził” — wska­zu­je Bru­ners i doda­je, że wła­śnie ta zmia­na akcen­tów spo­wo­do­wa­ła zwąt­pie­nie Chrzci­cie­la w praw­dzi­wość posłan­nic­twa tego, któ­re­go wcze­śniej ochrzcił.

Podob­ne trud­no­ści z zaak­cep­to­wa­niem peł­ne­go miło­sier­dzia posłan­nic­twa Jezu­sa Chry­stu­sa mie­li mieć, zda­niem nie­miec­kie­go teo­lo­ga, naj­bliż­si Jezu­sa. Jego mat­ka i bra­cia wycho­wa­ni byli w podob­nej do Jano­wej atmos­fe­rze, peł­nej apo­ka­lip­tycz­ne­go stra­chu. Dla­te­go przychodzili,by Go stro­fo­wać, dla­te­go uzna­wa­li, że osza­lał i dla­te­go nie widać ich w oto­cze­niu Jezu­sa, aż do zmar­twych­wsta­nia. Tak suro­wa oce­na bli­skich (tak­że Maryi) nie ozna­cza ich potę­pie­nie. Bru­ners wpi­su­je ją raczej w peł­nym kon­tekst swo­jej książ­ki. Ich odrzu­ce­nie, ich trud­no­ści — były dro­gą wia­ry Chry­stu­sa, ale i ich wła­snej tak­że. “Oni tak­że uczy­li się posłu­szeń­stwa poprzez łzy. Nie mogło być ina­czej. Pierw­szym eta­pem był spór i nie­zro­zu­mie­nie” — wska­zu­je.

Dro­ga wia­ry Chry­stu­sa to jed­nak rów­nież spo­tka­nia z zupeł­nie przy­pad­ko­wy­mi ludź­mi, jakich peł­no jest na kar­tach Ewan­ge­lii. “Twa­rze ludzi, ich oka­le­czo­ne ręce, ich bez­wład­ne koń­czy­ny, ich nie­wi­dzą­ce oczy, a tak­że ich obar­czo­ne cię­ża­rem ple­cy są dla nie­go jak otwar­ty zwój Tory, z któ­rej uczy się czy­tać” — wska­zu­je Bru­ners. Jego reflek­sja na ten temat jest jed­nak o nie­bo kon­kret­niej­sza. W dal­szej czę­ści wręcz stwier­dza, że to bez­i­mien­na kobie­ta kaana­nej­ska, któ­ra natar­czy­wie bła­ga­ła Go o uzdro­wie­nie cór­ki — nauczy­ła Go w spo­sób jak naj­bar­dziej dosłow­ny, że Jego posłan­nic­two nie wyczer­pu­je się w służ­bie Izre­alo­wi, ale doty­czy wszyst­kich, tak­że pogan (okre­śla­nych, tak jak ona, przez Jezu­sa typo­wym dla jego cza­sów okre­śle­niem “psy”). Posła­nie uczniów do pogan, to zatem zasłu­ga bez­i­mien­nej kobie­ty, któ­ra chcia­ła tyl­ko zdro­wia dla swo­jej kocha­nej córecz­ki.

Osta­tecz­nie ostat­nią lek­cją wia­ry Jezu­sa była Męka Pań­ska. “Ostat­nią kate­che­zę odbie­ra Chry­stu­sa na krzy­żu i pozna­je tam jej ostat­ni akt, co do któ­re­go żywił nadzie­ję, że nigdy nie będzie musiał się go uczyć. Uczy się bowiem umie­ra­nia — wciąż jesz­cze nie tra­cąc nadziei, że Bóg jed­nak nadej­dzie, by ura­to­wać go przed całym świa­tem i przed śmier­cią. Zamiast tego jed­nak doświad­cza zdra­dy (…) A potem nad­cho­dzą opraw­cy, przy­ja­cie­le ucie­ka­ją, Piotr “ska­ła” wypie­ra się go… Jezus uczy się roz­sta­nia, okrut­ne­go roz­sta­nia ze świa­tem, o któ­ry wal­czył” — notu­je Bru­ners. I wła­śnie w tym roz­dzia­le roz­po­czy­na się naj­bar­dziej poru­sza­ją­ca część jego książ­ki. Tu bowiem nie­miec­ki teo­log odcho­dzi od per­spek­ty­wy cze­go i jak Jezus nauczył się w swo­im życiu, a prze­cho­dzi do roz­wa­żań, cze­go Bóg nauczył się przez Jezu­sa, w Jezu­sie. “Oto teraz uczniem jest Bóg — pisze teo­log o doświad­cze­niu Wiel­kiej Sobo­ty — Uczy się, pozna­je pie­kło, pozna­je świat pod­ziem­ny, bo aż tam zszedł z Jezu­sem. Tam zaś pozna­je czło­wie­ka, któ­ry krzy­cząc, wciąż trwa przy nim, nawet jeśli nie zosta­je przez nie­go oca­lo­ny przed śmier­cią (…) To z Jezu­sem Bóg pozna­je pie­kło (…) a wów­czas otwar­ły się wię­zien­ne wro­ta śmier­ci”.

Kate­che­za życia Jezu­sa Chry­stu­sa, Boga i czło­wie­ka, dobie­gła koń­ca. Tym, co nam pozo­sta­je jest opo­wia­da­nie tej dobrej nowi­ny. I wła­śnie to Bru­ners zro­bił w swo­jej książ­ce. W spo­sób nie­zwy­kły, szcze­gól­nie dla kogoś, kogo dziec­ko wła­śnie zaczę­ło cho­dzić do przed­szko­la.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.