Uczeń Jezus
- 31 sierpnia, 2007
- przeczytasz w 5 minut
Jezus jest Nauczycielem i Mistrzem życia każdego chrześcijanina. Tej prawdy nie da się w chrześcijaństwie podważyć. Bóg-człowiek Jezus Chrystus był tym, który “nauczał z mocą”. Czy jednak oznacza to, że sam nigdy niczego nie musiał się uczyć? Czy obraz Chrystusa-Nauczyciela nie przesłania nam niekiedy innego obrazu Jezusa-Ucznia? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Wilhelm Bruners w książce “Jak Jezus uczył się wierzyć” wydanej ostatnio nakładem wydawnictwa “W drodze”. Ta niewielka […]
Jezus jest Nauczycielem i Mistrzem życia każdego chrześcijanina. Tej prawdy nie da się w chrześcijaństwie podważyć. Bóg-człowiek Jezus Chrystus był tym, który “nauczał z mocą”. Czy jednak oznacza to, że sam nigdy niczego nie musiał się uczyć? Czy obraz Chrystusa-Nauczyciela nie przesłania nam niekiedy innego obrazu Jezusa-Ucznia?
Na te pytania próbuje odpowiedzieć Wilhelm Bruners w książce “Jak Jezus uczył się wierzyć” wydanej ostatnio nakładem wydawnictwa “W drodze”.
Ta niewielka książeczka otwiera oczy na ludzką naturę Chrystusa. Nie pomijając milczeniem Boskości — Bruners próbuje bowiem — z całym radykalizmem ukazać, że jeśli Jezus był nam podobny we wszystkim oprócz grzechu, to musiał — tak jak każdy człowiek — mieć również własną drogę wiary: z nauczycielami, radykalnymi zrywami, kryzysami czy nawet chwilami zwątpienia. Odrzucenie takiego postrzegania Jezusa oznaczałoby — zdaniem Brunersa — w istocie postawienie Go poza sferą człowieczeństwa, wyprowadzenie Go w obręb czystej Boskości, która z naturą ludzką nie miałaby już nic wspólnego.
Jeśli zgodzimy się z takim postrzeganiem dogmatu chalcedońskiego — to trudno nie docenić wysiłków niemieckiego teologa próbującego uświadomić nam — jak wyglądała Jezusowa “droga wiary”, kto był jego mistrzem, jak wyglądał “cheder” małego Joszuy, i jak rozchodziły się drogi młodego rabbiego z jego nauczycielami (a nawet rodzicami i klanem rodzinnym). Odpowiedzi na te pytania dostarcza Brunersowi — podparta studiami nad judaizmem — lektura Nowego Testamentu oraz intuicja wspierana latami spędzonymi w Izraelu. Niektóre z przekonań wyłożonych w omawianej książce mogą oczywiście szokować, ale… po głębszym zastanowieniu się trudno przynajmniej nie rozważyć ich prawdziwości.
Pierwszym nauczycielem Tory — i tu Bruners nie ma najmniejszych wątpliwości — był dla Jezusa jego własny dom. Przeniknięta atmosferą apokaliptyczną, rozmodlona, i pozostająca głęboko ortodoksyjną rodzina Maryi i Józefa była pierwszą szkołą pobożności. Właściwej sobie łagodności w stosowaniu Prawa Jezus miał nauczyć się od swojego ojca, który — już gdy dowiedział się, że Maryja jest w ciąży — zdecydował się zastosować wobec niej najłagodniejszą formułę prawną. I takie myślenie o pełnym miłosierdzia prawie przekazał synowi. To on także mógł nauczyć Joszuę zwracania się do Boga per “abba”.
Nie mniej istotną rolę odegrał w życiu Jezusa inny nauczyciel, czyli Jan Chrzciciel. Tu nauka nie dokonywała się jednak w sposób prosty. Jezus choć prawdopodobnie spędził jakiś czas z Janem, i pochodził z podobnej jak on rodziny, nie przejął surowości właściwej swojemu poprzednikowi. “Z perspektywy Jana Jezus oferował królestwo Boże za półdarmo. Jezus pocieszał tam gdzie Jan groził” — wskazuje Bruners i dodaje, że właśnie ta zmiana akcentów spowodowała zwątpienie Chrzciciela w prawdziwość posłannictwa tego, którego wcześniej ochrzcił.
Podobne trudności z zaakceptowaniem pełnego miłosierdzia posłannictwa Jezusa Chrystusa mieli mieć, zdaniem niemieckiego teologa, najbliżsi Jezusa. Jego matka i bracia wychowani byli w podobnej do Janowej atmosferze, pełnej apokaliptycznego strachu. Dlatego przychodzili,by Go strofować, dlatego uznawali, że oszalał i dlatego nie widać ich w otoczeniu Jezusa, aż do zmartwychwstania. Tak surowa ocena bliskich (także Maryi) nie oznacza ich potępienie. Bruners wpisuje ją raczej w pełnym kontekst swojej książki. Ich odrzucenie, ich trudności — były drogą wiary Chrystusa, ale i ich własnej także. “Oni także uczyli się posłuszeństwa poprzez łzy. Nie mogło być inaczej. Pierwszym etapem był spór i niezrozumienie” — wskazuje.
Droga wiary Chrystusa to jednak również spotkania z zupełnie przypadkowymi ludźmi, jakich pełno jest na kartach Ewangelii. “Twarze ludzi, ich okaleczone ręce, ich bezwładne kończyny, ich niewidzące oczy, a także ich obarczone ciężarem plecy są dla niego jak otwarty zwój Tory, z której uczy się czytać” — wskazuje Bruners. Jego refleksja na ten temat jest jednak o niebo konkretniejsza. W dalszej części wręcz stwierdza, że to bezimienna kobieta kaananejska, która natarczywie błagała Go o uzdrowienie córki — nauczyła Go w sposób jak najbardziej dosłowny, że Jego posłannictwo nie wyczerpuje się w służbie Izrealowi, ale dotyczy wszystkich, także pogan (określanych, tak jak ona, przez Jezusa typowym dla jego czasów określeniem “psy”). Posłanie uczniów do pogan, to zatem zasługa bezimiennej kobiety, która chciała tylko zdrowia dla swojej kochanej córeczki.
Ostatecznie ostatnią lekcją wiary Jezusa była Męka Pańska. “Ostatnią katechezę odbiera Chrystusa na krzyżu i poznaje tam jej ostatni akt, co do którego żywił nadzieję, że nigdy nie będzie musiał się go uczyć. Uczy się bowiem umierania — wciąż jeszcze nie tracąc nadziei, że Bóg jednak nadejdzie, by uratować go przed całym światem i przed śmiercią. Zamiast tego jednak doświadcza zdrady (…) A potem nadchodzą oprawcy, przyjaciele uciekają, Piotr “skała” wypiera się go… Jezus uczy się rozstania, okrutnego rozstania ze światem, o który walczył” — notuje Bruners. I właśnie w tym rozdziale rozpoczyna się najbardziej poruszająca część jego książki. Tu bowiem niemiecki teolog odchodzi od perspektywy czego i jak Jezus nauczył się w swoim życiu, a przechodzi do rozważań, czego Bóg nauczył się przez Jezusa, w Jezusie. “Oto teraz uczniem jest Bóg — pisze teolog o doświadczeniu Wielkiej Soboty — Uczy się, poznaje piekło, poznaje świat podziemny, bo aż tam zszedł z Jezusem. Tam zaś poznaje człowieka, który krzycząc, wciąż trwa przy nim, nawet jeśli nie zostaje przez niego ocalony przed śmiercią (…) To z Jezusem Bóg poznaje piekło (…) a wówczas otwarły się więzienne wrota śmierci”.
Katecheza życia Jezusa Chrystusa, Boga i człowieka, dobiegła końca. Tym, co nam pozostaje jest opowiadanie tej dobrej nowiny. I właśnie to Bruners zrobił w swojej książce. W sposób niezwykły, szczególnie dla kogoś, kogo dziecko właśnie zaczęło chodzić do przedszkola.