Ekumeniczne Zgromadzenie Mariawitów, reformowany zakonnik i luterański biskup z mariawickimi święceniami

6

Często słyszy się, że polski ekumenizm kuleje. Że jest odświętny, udawany, a nawet wymuszony duchem poprawności politycznej. Diagnoza ta, choć zbyt przesadzona, nie jest pozbawiona ziaren prawdy. Krytyka kierowana pod adresem komisyjnego ekumenizmu w Zachodniej Europie marzy się wielu chrześcijanom w Polsce, którzy nie raz mają wrażenie, że polski ekumenizm jest po prostu niemrawy – ale czy zawsze tak było? Otóż nie! Mało kto wie, że po drugiej wojnie światowej ruch ekumeniczny w Polsce przeżywał ogromny rozkwit. Mało kto wie, że ogromną rolę odgrywały w nim dwie tradycje, na pierwszy rzut oka tak bardzo oddalone od siebie: ewangelicy i mariawici.Jeszcze podczas wojny, gdy większość terytoriów dzisiejszej Rzeczypospolitej, znajdowało się pod okupacją hitlerowców, grupa chrześcijan opracowywała statuty przyszłej, Chrześcijańskiej Rady Ekumenicznej w Polsce, która później przekształciła się w Polską Radę Ekumeniczną. Po wojnie, przez kilka lat wydawano periodyk „Kościół Powszechny”, w którym duchowni różnych wyznań propagowali ideę ekumenizmu rozumianą jako pojednanie i wzajemne poznawanie się. Czasopismo publikowało istotne teksty, dotyczące teologii, duchowości oraz historii poszczególnych tradycji chrześcijańskich.

Jednak działalność publicystyczna nie była jedynym pomysłem na ożywienie ruchu ekumenicznego w Polsce. Na łamach „Kościoła powszechnego”, a także podczas wielu rozmów, dyskutowano nad powołaniem ekumenicznego Kościoła, do którego należałyby nierzymskokatolickie Kościoły, głównie tradycji protestanckiej. W jednym z numerów periodyku opublikowano zarys statutu Kościoła o ustroju synodalno-episkopalnym, w którym poszczególne denominacje posiadałyby niezależność doktrynalną. Kościół miał opierać się na prawdach wiary niepodzielonego chrześcijaństwa, a na czele denominacji miał stanąć duchowny w randze Arcybiskupa. Kościół miał nazywać się „Polski Kościół Ewangeliczny”, jednak w późniejszym czasie do rozmów dołączyli się chrześcijanie tradycji starokatolickiej, w tym głównie mariawici.

Warto wspomnieć, że na łamach „Kościoła Powszechnego” teologia i duchowość mariawicka była dość mocno popularyzowana – przede wszystkim treści eucharystyczne, które były głównym nośnikiem ekumenicznych dążeń. Jednym z symboli tworzącego się porozumienia były pierścienie z eucharystycznymi emblematami – wybito je i wręczono zwierzchnikom Kościołów.

Biskup czy nie-biskup?

Głównym decydentem w ruchu ekumenicznym był ks. Zygmunt Michelis, proboszcz warszawskiej parafii ewangelicko-augsburskiej św. Trójcy i pierwszy prezes Chrześcijańskiej Rady Ekumenicznej. Przez jednych podziwiany za uzdolnienia organizacyjne i homiletyczne, a przez innych – mówiąc delikatnie – nielubiany. Ks. Michelis, który nie bez pomocy władz komunistycznych sprawował faktyczną władzę w Kościele ewangelicko-augsburskim, gdy biskupem był ks. Karol Kotula, dążył do scalenia polskiej ekumenii. Nie ukrywał swoich aspiracji do objęcia kluczowej roli w tworzącym się Kościele „narodowym”.

W 1952 roku Naczelna Rada Kościoła powołała ks. Michelisa (zdj. 2) na urząd biskupa-adiunkta. Miał zastępować i pomagać bp. Kotuli. W latach 50. Kościół luterański, podobnie jak inne wspólnoty chrześcijańskie, borykał się z poważnymi problemami kadrowymi i finansowymi, które nie pozwalały na szybkie załatwienie pilnych spraw Kościoła – m.in. na Mazurach oraz na Górnym Śląsku. Do tego dochodziły ostre konflikty narodowościowe oraz spory prowadzone z Kościołem rzymskokatolickim. Jako biskup adiunkt ks. Michelis miał te same uprawnienia co biskup. I tutaj pojawia się pytanie, dotyczące „biskupstwa” ks. Michelisa. W Kościołach luterańskich, które nie znały ustroju episkopalnego, księży powoływano na urząd biskupa (tzw. „vocatio”). Często działo się to bez uroczystości wprowadzenia w urząd. W przypadku ks. Michelisa sprawa jest o tyle niejasna, ponieważ istnieją informacje, że ks. Michelis był konsekrowany na biskupa, ale przez… mariawitów.

Wiadomość taka od dawna znajdowała się na oficjalnej stronie Kościoła ewangelicko-augsburskiego w RP i nie wzbudzała większego zainteresowania. Ks. Jan Gross, prezes Synodu Kościoła, pisze: „W latach powojennych ten zdolny organizator i złotousty kaznodzieja – ks. biskup adiunkt Zygmunt Michelis – był przewidziany przez ekumenistów ówczesnej Chrześcijańskiej Rady Ekumenicznej na tzw. ‘biskupa ekumenicznego’. Niektóre bowiem Kościoły, przede wszystkim Kościoły starokatolickie, obawiały się, że przyjdą czasy komunistycznego totalitaryzmu, gdy nie będą mogły zapraszać zagranicznych biskupów starokatolickich z Utrechtu, którzy udzieliliby im święceń biskupich. Chciano więc, aby takim „biskupem ekumenicznym” mógł być ks. Zygmunt Michelis, którego urząd jednoczyłby wszystkie Kościoły. Nie ma na to w tej chwili dowodów pisemnych, ale według ustnego oświadczenia świadków (ks. Paschalis z Kościoła Ewangelicko-Reformowanego i Siostra Diakonisa Ewelina) ks. Z. Michelis otrzymał święcenia biskupie od biskupów starokatolickich w Płocku, a ci posiadali nieprzerwaną sukcesję apostolską z Kościoła Starokatolickiego Utrechtu.”

Z powyższej notki wynika, że bp Michelis posiadał nie tylko ordynację duchownego Kościoła ewangelicko-augsburskiego, ale również starokatolickie święcenia biskupie. Chodzi tutaj o Kościół Starokatolicki Mariawitów, gdyż tylko ten posiadał wówczas hierarchię, wśród wspólnot starokatolickich. Jeśli informacja ta jest prawdziwa, to byłby to ewenement na skalę światową, przynajmniej w obszarze konfesjoznawczym. Informacji o święceniach bp. Michelisa nie udało się potwierdzić w Kościele Starokatolickim Mariawitów. Władze tego Kościoła twierdzą, że o konsekracji biskupiej Michelisa nic nie wiedzą, jednak niektórzy wierni oraz kapłani nieoficjalnie potwierdzają, że konsekracja ta mogła mieć miejsce. Ks. Gross powołuje się z kolei na świadectwo ewangelickiej diakonisy, nieżyjącej już s. Eweliny oraz ks. Władysława Paschalisa, którzy mieli uczestniczyć w konsekracji. Problem w tym, że zgodnie ze zwyczajami Kościoła mariawickiego konsekracja dokonana potajemnie jest nieważna, ponieważ biskup wyświęcany jest dla ludu i w jego obecności. Jest jednak druga strona medalu związana z ks. Paschalisem.

Władysław Paschalis (zdj. 3) był diakonem Kościoła ewangelicko-reformowanego. Zanim znalazł się w Kościele reformowanym był alumnem rzymskokatolickiego seminarium duchownego. Ze względu na braki w wykształceniu teologicznym Paschalis nie mógł samodzielnie objąć parafii jako proboszcz-administrator i dojeżdżał do parafii reformowanych rozsianych po całym kraju. Był nietypowym duchownym reformowanym, gdyż jednocześnie był… mariawickim zakonnikiem o imionach Maria Marek. Obłóczyn zakonnych dokonano najprawdopodobniej w Strykowie pod Łodzią, jednym z ważniejszych ośrodków mariawityzmu w Polsce, ok. 1951 r. Niewiadomo, czy M. Marek vel ks. Władysław Paschalis przyjął święcenia kapłańskie, ale wiadomo jednak, że udzielał komunii św. w starym kościele mariawickim na warszawskiej Woli w reformowanej todze, na którą zakładał komże ze stułą. Wprawdzie mariawici przyjmowali do zakonu również wiernych innych Kościołów, jednakże były to wspólnoty, z którymi Kościół ten znajdował się w pełnej komunii – np. Kościół polskokatolicki w PRL.

O ile historia bp. Michelisa osłonięta jest wielką tajemnicą, o tyle w przypadku Paschalisa sprawa jest jasna. Duchowni mariawiccy, w tym biskupi, otwarcie przyznają, że pomagał on mariawitom i „żywił ogromną cześć dla Przenajświętszego Sakramentu” – jak powiedział jeden z kapłanów. Paschalis, który zmarł w wieku 104 lat, był postacią kontrowersyjną i – jak wyjawił mi jeden ze znanych duchownych Kościoła ewangelicko-reformowanego – tajemniczą i to na tyle, że władze Kościoła miały nic nie wiedzieć o mariawickiej tożsamości swojego duchownego…

Ekumeniczna gałąź Zgromadzenia Mariawitów

W 2006 roku Kościół Starokatolicki Mariawitów obchodził setny jubileusz wyznaniowej niezależności. Dzieło Wielkiego Miłosierdzia, jak określany jest również mariawityzm, było ruchem odnowy duchowej w XIX-wiecznym Kościele rzymskokatolickim w Królestwie Polskim. Na mocy objawień św. Marii Franciszki Kozłowskiej powstało Zgromadzenie Kapłanów Mariawitów od Nieustającej Adoracji Ubłagania, które w duchu franciszkańskim poświęcić się miało mistycznej i moralnej odnowie kleru poprzez kult Najświętszego Sakramentu. Po bolesnym rozłamie w mariawityzmie w 1935 roku, ruch ten zatracał stopniowo zakonną duchowość – związane to było m.in. z uwarunkowaniami społeczno-politycznymi, w tym z prześladowaniem Kościoła, oraz z koniecznością poświęcenia się kapłanów bieżącej działalności Kościoła.

Zanikanie monastycznego ducha niepokoiło kilku kapłanów. Wśród nich był śp. kapłan M. Wacław Urbas oraz krakowski duchowny i światowej sławy astronom, ks. prof. M. Paweł Rudnicki. W rozmowach nad duchowością mariawicką uczestniczył również pewien luteranin, profesor, którego dane w tekstach źródłowych, nie są ujawnione. Działalność małego kręgu mariawitów spotkała się z żywym zainteresowaniem wiernych oraz niektórych kapłanów. Wyrosła z przekonania, że Dzieło Wielkiego Miłosierdzia wymaga Zgromadzenia Mariawitów, które skoncentrowałoby się na pielęgnowaniu wspólnej modlitwy oraz mistycznego ducha.

Inicjatywa kapłanów Urbasa i Rudnickiego napotykała na wiele trudności – część duchownych i wiernych zrezygnowała z jego współtworzenia, obawiając się, że może to doprowadzić do kolejnego rozłamu. Tymczasem idea była zupełnie inna: reaktywowanie Zgromadzenia Mariawitów miało przyczynić się nie tylko do zbliżenia zwaśnionych gałęzi mariawityzmu, ale również do ożywienia misyjnego, propagowania Dzieła Wielkiego Miłosierdzia także wśród chrześcijan innych wyznań. I tak akces do nowego Zgromadzenia zgłaszali nie tylko mariawici obydwu tradycji, ale również luteranie i polskokatolicy.

Ideą łącząca Zgromadzenie było Dzieło Wielkiego Miłosierdzia, kult eucharystyczny, modlitwa, szerzenie idei ekumenizmu poprzez obowiązek poznawania tradycji innych chrześcijan, będących w Zgromadzeniu Mariawickim, a także dbałość o mistyczną duchowość. Po wielu trudnościach, w listopadzie 1979 r. zwołano pierwszą kapitułę generalną, podczas której oficjalnie powołano Zgromadzenie. Zgodę na to udzielili ówcześni zwierzchnicy Kościołów mariawickich: bp M. Tymoteusz Kowalski (Płock) oraz abp M. Rafael Wojciechowski (Felicjanów). Samo Zgromadzenie było autonomiczne od władzy Kościołów. Na ministra generalnego wybrano kapł. M. Pawła, który funkcję tę pełni do dziś. Jest on również redaktorem naczelnym periodyku Zgromadzenia pt.: „Praca nad sobą”, które jest forum dyskusji o tożsamości i historii mariawityzmu. Siedzibą Zgromadzenia, które w styczniu br. opublikowało nowe wydanie Brewiarza Mariawickiego, jest Stoczek k. Lublina, gdzie mieści się parafia p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy Kościoła Katolickiego Mariawitów.

Zarówno opisane wcześniej wydarzenia z początku lat 50., jak i historia nowej gałęzi Zgromadzenia Mariawitów, pokazują, że historia polskiego ekumenizmu bywała zadziwiająco dynamiczna i to jeszcze przed oficjalnym włączeniem się w dialog ekumeniczny wspólnoty rzymskokatolickiej. Wprawdzie żyjemy dziś w zupełnie innych uwarunkowaniach, w wolnej i demokratycznej Polsce, która gwarantuje wolność sumienia i wyznania, to jednak warto sięgać do historii, mówić o niej i czerpać z niej inspirację do działań na przyszłość, tym bardziej, że wiele wydarzeń z historii polskiego ekumenizmu nie jest spisanych, a jego świadkowie nieubłaganie odchodzą…

:: Ekumenizm.pl: Rozmowa z ks. prof. M. Pawłem Rudnickim

foto: luteranie.pl, reformowani.org.pl, mariawita.pl

galeria

komentarze

  • ym

    bardzo ciekawy tekst.


    : COM NAPISAŁ,
    : TOM NAPISAŁ.

  • Tomek-Darek

    „Władze tego Kościoła twierdzą, że o konsekracji biskupiej Michelisa nic nie wiedzą, jednak niektórzy wierni oraz kapłani nieoficjalnie potwierdzają, że konsekracja ta mogła mieć miejsce.”
    Rzczeczywiście o konsekracji ks. Michelisa nic nie wiadomo w periodykach Kościoła mariawitów, a i z rozmów, jakie przeprowadziłem z duchownymi nie wynika, iżby ks. Michelis był konsekrowany na biskupa przez maraiwitów. Autor artykułu sugeuje, że kosekracja była tajna. Jak sam wspomina, u mariawitów nie ma kosekracji biskupiej bez ludu, a zatem jesli jakiś biskup chciałby taką uczynić odprawiłby nic nieznaczącą ceremonię. Wtóra kwestia: po II wojnie światowej mariawici otrzymali zgodę władz jedynie na kosekrację bp. Szypolda (dla Kościoła Starokatolickiego w PRL) oraz dwóch biskupów dla Kosciola Polskokatolickiego (pisze o tym w ostatniej „Rodzinie” ks. bp. Wysoczański). Władze PRL dopiero w roku 1955 zgodziły się na konsekrację biskupów dla samych mariawitów. Mamy do czynienia więc z absurdem: starokatolicy i polskokatolicy otrzymuja episkopat od mariawitów, a sami mariawici nie mogą święcić dla siebie biskupów! A potrzeba była! Wówczas Kosciół maraiwtów miał następujących biskupów: M.J. Próchniewski (1872 – 1954), M.F. Rostworowski (1874 – 1956), M.B. Przysiecki (1878 – 1961), M.Sz. Bucholc (1893 – 1965) oraz na Węgrzech M.O. Czernochorsky. Powstaje pytanie: dlaczego mieliby święcić potajemnie ewangelika, skoro dla siebie nie koonsekrowali biskupów? Inną kwestia jest aparat represyjny władz. Czyż za potajemną konsekrację nie groziłoby więzienie? A co z Kościołem, gdyby sprawa wyszła na jaw? Jakkolwiek by patrzeć – konsekracji Michelisa nie było.


    Tomasz D. Mames

  • j@nuz

     A Helmut Norbert Marie „Paulus” Maas? Ja rozumiem, że Tomasz może mieć pewne opory z uznawaniem mariawickości niemieckich pozajurysdykcyjnych ( jak sami się nazywają) biskupów mariawickich, ale w tamtych latach bp. Maas przyjeżdżał do Polski, wszak współkonsekrował abp. Wojciechowskiego w Felicjanowie. To mogłoby być rozwiązanie tego problemu, bo biskupi Płoccy na pewno by konsekracje odnotowali. Inny możliwy trop, wynika z tego, że ks. Jan Gross , pisze tylko, iż ks. Z. Michelis otrzymał święcenia biskupie od biskupów starokatolickich (a nie  jednoznacznie: mariawickich) w Płocku… Tu dodać należy, że wówczas płoccy luteranie odprawiali swe nabożeństwa w mariawickiej Świątyni, a w Polsce działał  jeszcze wtedy legalnie Kościół Starokatolicki tzw. Szypolda i Wysoczańskiego.   

  • Dario

    Oczywiście sprawa jest zagadkowa, niemniej jednak powstal juz wczesniej precedens w przypadku M. Marka, gdy wbrew panujacym zwyczaja przyjeto kogos spoza rodziny mariaiwckiej do Zgromadzenia. Nieznana jest dokladna data domniemanej/rzekomej konsekracji ks. Michelisa – moglo to byc rowniez pod koniec lat 50., a moglo nie byc w ogole. Informacja o tym nie jest nowa i znajduje sie w ksiedze pamiatkowej bp. Janusza Narzynskiego. Szkoda, ze wowczas nie probowano tego wyjasnic. Więc może teraz?


    Dariusz Bruncz
    dariusz.bruncz@ekumenizm.pl

  • Tomek-Darek

    Drogi Januszu, ale artykuł dotyczył Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, a nie innych wspólnot nazywających się mariawickimi. Nie mieszajmy bytów! Konsekratorami abp. Maasa, czy abp. Szuwarta nie byli biskupi Kościoła Starokatolickiego Mariawitów. Co do mariawickośći innych wspólnot okreslającymi siebie tym mianem, to nie w mojej kwestii rozstrzygać, czy to są maraiwci, czy też nie. Więc proszę nie przypisywać mi rzeczy, których nie napisałem.


    Tomasz D. Mames

  • gosc

    Pomyslalem sobie, ze ´odgrzeje´ tego ´starego kotleta´, moze pod wplywem tego, ze w ubiegla niedziele bylem w Krakowie, uczestniczylem w mszy sw. w kosciele sw. Marcina, a nastepnie dlugo rozmawialem z kapl. Rudnickim, przelozonym Zgromadzenia.

    Od dluzszego czasu troche ´meczy´ mnie to, co napisano w tym artykule o s.p. ks. Wladyslawie Paschalisie-Ochedoskim. Poznalem ks. Paschalisa juz pod koniec zycia, gdy dobiegal ‚setki’. Odbylem z nim wowczas rozmowe, ktora opublikowalem w zalozonym przez siebie (wspolnie z kolega) nieoficjalnym czasopismie warszawskiej mlodziezy reformowanej ‚Silva Rerum’ (ukazaly sie zaledwie dwa numery tego czasopisma; na trzeci, chociaz mielismy komplet materialow, juz ‚pary’ nie starczylo). Otoz odnioslem wowczas wrazenie, ze ks. Wladyslaw byl przede wszystkim niedoceniany, bowiem nie pasowal do atmosfery, ktora panowala wsrod warszawskiej reformowanej ‚(pseudo-)intelektualnej kanapy’ i czul sie niezrozumiany. On sam wlasciwie niczego nie ukrywal; bylo np. ogolnie znane, ze, po nabozenstwie komunijnym, nie wyrzuca konsekrowanego chleba ‚ptaszkom’, jak to bylo w zwyczaju na Lesznie, lecz spozywa go w zakrystii, podobnie czyni z winem. Jesli rzeczywiscie nie wiedziano o jego szczegolnej czci Najswietszego Sakramentu i przynaleznosci do Zgromadzenia, to glownie dlatego, ze wiedziec nie chciano. Latwiej bylo zorganizowac huczne obchody ‚ku czci’ anizeli spokojnie porozmawiac z jubilatem i wsluchac sie w to, co ma do powiedzenia – rowniez o swojej duchowosci. Po coz mogl miec do powiedzenia byly ‚tramwajarz’ bez teologicznego wyksztalcenia? Tylko ze z tym ‚tramwajarzem’ mozna bylo porozmawiac rowniez na temat ewangelickiej duchowosci i tozsamosci w taki sposob w jaki trudno bylo wowczas porozmawiac z kimkolwiek innym…  


    „You in my father’s kingdom?! Do you believe in some kind of cheap grace? Get real. Now repeat after me, very slowly and clearly, ‚I believe in God, the Father