Kościół jest pobitym Samarytaninem – Ekumeniczne Nabożeństwo Reformacyjne w Łodzi

0

Wokół pojęć „słuchaj” i „kochaj” skoncentrował swoje kazanie abp Grzegorz Ryś podczas Ekumenicznego Nabożeństwa Reformacyjnego w Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Św. Mateusza w Łodzi. Bez tych dwóch działań, dojrzałe przeżywanie chrześcijaństwa wydaje się niemożliwe.


Tegoroczne obchody Święta Reformacji zbiegły się z dwudziestą rocznicą podpisania przez  Kościoły zrzeszone w Światowej Federacji Luterańskiej oraz Kościół rzymskokatolicki Wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu. Być może zabrzmi to banalnie, ale trzeba cały czas wracać do tej rocznicy, gdyż pokazuje ona prostą prawdę – bez wzajemnego słuchania i miłości nie może być mowy o ekumenizmie. Słuchanie plus miłość równa się wiara – przypomniał z ambony kościoła Św. Mateusza łódzki metropolita rzymskokatolicki. Bóg nie chce od nas ślepego posłuszeństwa i nie zarządza swoim ludem jak autorytarny przywódca. Chce słuchania Jego słowa: uwagi, zrozumienia, refleksji, odpowiedzi – abyśmy się stali „ludem słuchającym”, a nie ślepymi poddanymi.

Boga i człowieka nie zrozumie się, nie słuchając. Uszy, jak zresztą wspominał Marcin Luter, to najbardziej „chrześcijański” narząd ludzki. I chyba większość naszych chrześcijańskich i globalnych problemów bierze się z nieumiejętności słuchania. Z tego, że nie potrafimy już i nie chcemy zrozumieć tego, o czym mówi nasz bliźni, brat i siostra z drugiego Kościoła, sąsiad, współpracownik, współobywatel a bardzo często nawet osoba nam najbliższa: członek rodziny, współmałżonek, dziecko. Wolimy słuchać siebie i swoich, najczęściej zresztą mylnych i stereotypowych opowieści, wyobrażeń i neurotycznych reprodukcji. Jeżeli nie podejmiemy wysiłku wysłuchania, będziemy wciąż zmagać się z deficytami miłości, przyjaźni i zwykłej, międzyludzkiej więzi. Jak słusznie zauważył abp Ryś, musiało upłynąć pół tysiąclecia dziejów chrześcijaństwa zachodniego, aby jego wyznawcy zaczęli i mogli się nawzajem słuchać. W przypadku Wschodu i Zachodu ten czas wydłuża się jeszcze bardziej.

Ze słuchania bierze się miłość Boga do człowieka i człowieka do Boga, które grecki przekład Biblii określa mianem agapezeis. Dar Bożej miłości, którą otrzymaliśmy jest tak wielki, że sprawia, iż możemy pokochać tego, kogo do tej pory uznawaliśmy za przeciwnika. Samarytanina, katolika, luteranina, prawosławnego,  niechrześcijanina i niewierzącego. Niemca, Rosjanina, uchodźcę, każdego obcego. Figura wyrzuconego poza nawias społeczny ewangelicznego Samarytanina jest równocześnie, co zauważył abp Ryś obrazem pobitego, zranionego i podzielonego Kościoła. Któremu największe rany zadały własne dzieci, a nie siły zewnętrzne, spiski przebiegłych wrogów i finezyjne intrygi konkurentów w starciu o rząd dusz. Te wszystkie rany leczymy od wieków, dużo dłużej niż rany prześladowań zadeklarowanych wrogów chrześcijaństwa.

Tylko przez słuchanie i braterską miłość możemy te rany przezwyciężyć. To będzie bardziej konstruktywne i sensowne niż dyskusje, czy inne Kościoły mogą świętować lub upamiętniać dzień 31 października. Bardziej twórcze niż spory, czy 1517 rok był ostatecznym rozwodem w łonie zachodniego chrześcijaństwa. I do takiej refleksji – jak sądzę – udało się arcybiskupowi Rysiowi skłonić chrześcijan z różnych Kościołów i tradycji obecnych na łódzkim Ekumenicznym Nabożeństwie Reformacyjnym.


>> Fotorelacja z nabożeństwa i inne materiały na stronie Archidiecezji Łódzkiej


galeria