- 3 sierpnia, 2026
- przeczytasz w 8 minut
20 lipca br. Kuria Metropolitalna Archidiecezji Gdańskiej wydała ostrzeżenie, dotyczące posługi duchownych Kościoła Polskokatolickiego na terenie archidiecezji. W tle są pogrzeby, śluby, chrzty i oskarżenia o "komercjalizację sacrum".
Ostrzeżenie przed polskokatolikami. Co gdański list mówi o ekumenizmie?
20 lipca br. Kuria Metropolitalna Archidiecezji Gdańskiej wydała ostrzeżenie, dotyczące posługi duchownych Kościoła Polskokatolickiego na terenie archidiecezji. W tle są pogrzeby, śluby, chrzty i oskarżenia o “komercjalizację sacrum”.
Apel skierowany do duchowieństwa i wiernych przestrzega przed przystępowaniem względnie przyjmowaniem sakramentów i sakramentaliów od polskokatolickich szafarzy.
Dokument sygnowany przez arcybiskupa metropolitę gdańskiego Tadeusza Wojdę stwierdza, że w ostatnim czasie miały napływać niepokojące doniesienia dotyczące sprawowania przez duchownych polskokatolickich czynności liturgicznych wobec wiernych Kościoła rzymskokatolickiego – chodzi m. in. o prowadzenie pogrzebów, asystowanie przy pogrzebach czy błogosławienie zawieranych małżeństw.
Abp Wojda podnosi ciężkie zarzuty mówiąc o komercjalizacji sacrum i wykorzystywaniu ludzkiego dramatu. Skomentował sytuacje, w których prywatne zakłady pogrzebowe podejmują współpracę z księżmi polskokatolickimi i posługują wśród wiernych wspólnoty rzymskokatolickiej. Hierarcha zwraca uwagę, że okoliczności te wynikają z nieświadomości wiernych, którzy znajdując się w trudnej sytuacji, ufają przedsiębiorcom oferującym kompleksowe usługi funeralne. Arcybiskup krytykuje również organizowanie uroczystości zaślubin w plenerze z udziałem polskokatolickich kapłanów, przypominając, że z rzymskokatolickiej perspektywy małżeństwa te nie są zawierane w sposób ważny.
W odniesieniu do chrztu tekst dokumentu przypomina, że wprawdzie Kościół rzymskokatolicki uznaje ważność chrztu udzielonego w Kościele Polskokatolickim, ale ochrzczone dziecko staje się tym samym członkiem innej rodziny wyznaniowej, co powoduje, „że w konsekwencji, samo przedstawienie polskokatolickiego świadectwa chrztu w rzymskokatolickiej parafii nie pozwala na automatyczne dopuszczenie dziecka do kolejnych sakramentów, takich jak Pierwsza Komunia Święta czy Bierzmowanie, ani na swobodne uczęszczanie na lekcje religii rzymskokatolickiej bez uregulowania statusu kanonicznego.”
Tekst zwraca uwagę, że dziecko ochrzczone w wyznaniu polskokatolickim, jeśli ma być wychowywane dalej w Kościele rzymskokatolickim, musi przejść proces admissio, czyli formalnego przyjęcia poprzez publiczne wyznanie wiary po uzgodnieniu z proboszczem właściwej parafii i kurią biskupią.
Obszerny list kończy się apelem do kapłanów, aby zwrócili uwagę na problem w pracy duszpasterskiej i w rozmowach z przedstawicielami branży pogrzebowej, oraz do wiernych: „Nie pozwólcie, aby komercyjne pakiety firm zewnętrznych decydowały o ważności i godziwości Waszych sakramentów oraz katolickim charakterze pochówku Waszych zmarłych.”
» Pełen tekst listu abp. metropolity gdańskiego Tadeusza Wojdy
Komentarz
List metropolity gdańskiego w sprawie posługi duchownych polskokatolickich odbierać można na różne sposoby w zależności od proweniencji wyznaniowej, ale też podejścia do dialogu ekumenicznego w ogóle. Warto już na wstępie zaznaczyć, że abp Wojda jest nie tylko biskupem ordynariuszem, ale też przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, co jego wypowiedziom nadaje inną wagę, nawet jeśli wypowiada się w danej kwestii jedynie i aż jako biskup miejsca.
Dla jednych sprawa ta będzie sporem o pieniądze, bo jeśli nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze i będzie w tym wiele racji, tyle że ten argument to miecz obosieczny i działa w dwie strony.
Prawdą jest, że w niektórych miastach duchowni Kościoła Polskokatolickiego w porozumieniu z zakładami pogrzebowymi oferują swoją posługę. To samo dotyczy Kościoła rzymskokatolickiego, jak i innych wyznań. Prawdą jest też to, że do wielu parafii polskokatolickich zgłaszają się z własnej i nieprzymuszonej woli ludzie, którzy proszą o posługę duchownego polskokatolickiego, wiedząc najczęściej, że zgłaszają się do parafii polsko‑, a nie rzymskokatolickiej. Najczęściej duchowni polskokatolicki zobowiązani są, aby każdorazowo informować osoby zainteresowane posługą kapłana, iż zwracają się do parafii, która nie jest wspólnotą Kościoła rzymskokatolickiego. Inna sprawa, na ile taki komunikat jest czytelny i czy ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie dla osób, które proszą o chrzest bądź pogrzeb.
Publikacja kurii jest odpowiedzią na „niepokojące zgłoszenia” i jedynie można się domyślać bądź zakładać, że kuria dysponuje konkretnymi danymi, o takich czy innych czynnościach liturgicznych, dokonywanych przez duchownych polskokatolickich lub osób za takich się podających. Biorąc pod uwagę dość bogaty rynek wagabundzkich wspólnot z liczbą duchownych, czasami znacznie przewyższającą liczbę wiernych, nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której „polskokatolicki” funkcjonuje jako wspólny mianownik dla wolnych starokatolickich elektronów, którzy pod banderą szeroko rozumianego starokatolicyzmu uskuteczniają sacrobiznes w różnych miejscach kultu religijnego, a czasami i w plenerze, stwarzając „nieuczciwą konkurencję” dla Kościoła rzymskokatolickiego.
Kościół Polskokatolicki jest Kościołem mniejszościowym z estetyką i liturgią do złudzenia przypominającą rytuały rzymskokatolickie, choć polskokatolicy językiem polskim w liturgii posługiwali się wcześniej od Kościoła rzymskokatolickiego. Pomijając zawiłe relacje polskokatolicko-rzymskokatolickie należy stwierdzić, że Kościół Polskokatolicki, nawet w czasie PRL‑u, nie stanowił realnego zagrożenia dla Kościoła większościowego i najprawdopodobniej nic tego nie zmieni (dwie parafie polskokatolickie na terenie całej archidiecezji gdańskiej). Jednym z powodów tego faktu jest chociażby to, że Kościół Polskokatolicki jest zbyt podobny do Kościoła rzymskokatolickiego w odróżnieniu od swojego starokatolickiego rodzeństwa w Europie Zachodniej czy rodzimych mariawitów obydwu tradycji.
Oczywiście, sytuacja, w której nieświadomość wiernych jest wykorzystywana, a ci celowo wprowadzani w błąd, jest okolicznością naganną. Jednak wydaje się, że jeśli sprawa dotyczy Kościoła Polskokatolickiego to takie działanie byłoby wbrew jego interesowi i stanowiłoby istotną szkodę wizerunkową. Fakt, że ludzie wyznania rzymskokatolickiego przychodzą do Kościoła Polskokatolickiego z prośbą o posługę i to bez konieczności przyłączania się do tej wspólnoty, nie jest problemem Kościoła Polskokatolickiego, a rzymskokatolickiego. Niektóre Kościoły z zasady nie mogą odmawiać posługi i odesłać wiernych innych wspólnot z kwitkiem, gdyż to przeczyłoby ich własnej tożsamości. A, zatem, jeśli zdarzały się przypadki wykorzystywania przez duchownych polskokatolickich trudnej sytuacji rodzin rzymskokatolickich i nastąpiło celowe wprowadzenie ludzi w błąd, sprawa powinna być przedmiotem oficjalnych rozmów.
Przypomnę, że obydwa Kościoły otrzymują oficjalne relacje na wielu poziomach, w tym poprzez dwustronną komisję, która regularnie wydaje komunikaty z posiedzeń i które – należy przyznać – nie wiadomo, co przynoszą i dokąd prowadzą. Tym bardziej zadziwia fakt, iż dokument metropolity gdańskiego został wydany bez konsultacji ekumenicznych z pominięciem ekumenicznych obyczajów i to w tonie, który jest wodą na młyn tych, dla których ekumenizm jest fasadą i korowodem przebierańców. A ton tego listu – bez rozstrzygania o winie lub nie polskokatolików – jest typowo kurialno-dyscyplinujący zabezpieczony duszpasterskimi frazesami z wątpliwą dozą ekumenicznego wyczucia.
Kościół Polskokatolicki nie odniósł się publicznie do „gdańskiego listu”, który zasadniczo jest wewnętrznym dokumentem gdańskiej wspólnoty rzymskokatolickiej. Prawdopodobnie władze Kościoła Polskokatolickiego zareagują, ale, czy to będzie w postaci wewnętrznej instrukcji skierowanej do duchowieństwa czy listu pasterskiego – trudno powiedzieć.
Abstrahując od znaków zapytania, które należy wyjaśnić, uderzające jest ostatnie zdanie abpa Tadeusza Wojdy: „Wszystkim Wam z serca błogosławię w budowaniu i chronieniu jedności oraz świętości Kościoła Chrystusowego.” Czy zdanie oznacza, że według metropolity Kościół Chrystusowy = Kościół rzymskokatolicki, a zatem polskokatoliccy są zagrożeniem dla świętości Kościoła Chrystusowego? Bo jeśli polskokatolicy stanowią istotne niebezpieczeństwo dla Kościoła Chrystusowego to dlaczego nie inne wyznania? Po co się ograniczać?
I jeszcze jedno. Sprawa „polskokatolicka” została opatrzona terminem „Słowo o”. Osiem dni później archidiecezja zamieściła „Komentarz” niepodpisany przez kogokolwiek, a odnoszący się do Bractwa Kapłańskiego Piusa X. Komentarz jest bardzo krótki, suchy w swej wymowie i znacznie bardziej stonowany, co może dziwić, biorąc pod uwagę, że lefebryści (inaczej niż polskokatolicy) utrzymują, że są rzymskokatolikami i w przeciwieństwie do polskokatolików nie stanowią jakiekolwiek zagrożenie dla wspólnoty rzymskokatolickiej.
I jeszcze o Komunii
Sprawa wokół oświadczenia gdańskiej kurii metropolitalnej przypomniała mi rozmowy, które prowadziłem z wieloma znajomymi ze środowiska ekumenicznego i spoza niego. Zagadnienie dotyczy szeroko rozumianego duszpasterstwa ekumenicznego, a ponieważ jest to teren rozległy, ograniczę się do doświadczeń wielu duszpasterzy Kościołów mniejszościowych, praktykujących otwartą Komunię, a konkretnie do Kościoła luterańskiego.
Otóż, wiele razy duszpasterze i osoby zaangażowane w rozmowy ekumeniczne otrzymują pytanie: czy mogę przystąpić do Wieczerzy Pańskiej w Kościele?
Z perspektywy luterańskiej (ale też starokatolickiej czy anglikańskiej) oczywiście tak! Czy osoba pragnąca przystąpić do Eucharystii w Kościele ewangelicko-augsburskim musi podzielać doktrynę Kościoła? Zaproszeni są wszyscy, którzy wierzą Słowom Chrystusa zawartym w Słowach Ustanowienia i wierzą w obecność Chrystusa pod postaciami eucharystycznymi.
Kluczowe w perspektywie luterańskiej jest rozumienie Kościoła jako wspólnoty usprawiedliwionych grzeszników, którą Pan tworzy i zwołuje poprzez swoje Słowo. W tym ujęciu Kościół nie jest rządcą, właścicielem czy producentem Słowa (i Sakramentów), a jego wynikiem, stworzeniem. Dlatego też dosłownie należy przyjmować słowa Chrystusa: przyjdźcie do mnie wszyscy. Powiązanym problemem na inną dyskusję jest to, czy wolno odmówić Wieczerzy Pańskiej osobie nieochrzczonej, która poruszona Słowem, prosi o udzielenie jej Ciała i Krwi Pańskiej.
Odnosząc to do sytuacji ekumenicznej – czy ewangelicki duszpasterz ma lub powinien mieć (ekumeniczny?) obowiązek poinformowania strony rzymskokatolickiej o przeszkodach, jakie widzi jego/jej wspólnota? Czy do zadań luterańskiego (i jakiegokolwiek innego, w tym polskokatolickiego) duszpasterza należy powiedzenie „z naszej perspektywy możesz, z perspektywy twojego Kościoła nie wolno ci”?
Ekumeniczna uczciwość wymaga, abyśmy byli sobą, a zatem obowiązkiem ewangelickiego duszpasterza jest głoszenie Ewangelii i udzielanie Sakramentów, a nie obwieszczanie przepisów kanonicznych takiego czy innego Kościoła wobec chrześcijan, którzy zwracają się do niego lub do niej z duszpasterską potrzebą. Duchowny/a ewangelicki nie jest od tego, aby polemizować z katolicką doktryną, kontrować ją, czy ją objaśniać, a jest powołany/a do tego, aby sprawować sakrament i w razie potrzeby służyć wyjaśnieniem. Powyższe opinie zakładają jednak coś, o co jest coraz trudniej – solidną wiedzę religijną, ugruntowaną tożsamość, która pozostaje otwarta na spotkanie z innymi.
Z pewnością nie ułatwiają tego apele w brzmieniu i tonie jakby z innego, przedekumenicznego świata.