Ekumenizm w Polsce

Ostrzeżenie przed polskokatolikami. Co gdański list mówi o ekumenizmie?


20 lip­ca br. Kuria Metro­po­li­tal­na Archi­die­ce­zji Gdań­skiej wyda­ła ostrze­że­nie, doty­czą­ce posłu­gi duchow­nych Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go na tere­nie archi­die­ce­zji. W tle są pogrze­by, ślu­by, chrzty i oskar­że­nia o “komer­cja­li­za­cję sacrum”.


Apel skie­ro­wa­ny do ducho­wień­stwa i wier­nych prze­strze­ga przed przy­stę­po­wa­niem względ­nie przyj­mo­wa­niem sakra­men­tów i sakra­men­ta­liów od pol­sko­ka­to­lic­kich sza­fa­rzy.

Doku­ment sygno­wa­ny przez arcy­bi­sku­pa metro­po­li­tę gdań­skie­go Tade­usza Woj­dę stwier­dza, że w ostat­nim cza­sie mia­ły napły­wać nie­po­ko­ją­ce donie­sie­nia doty­czą­ce spra­wo­wa­nia przez duchow­nych pol­sko­ka­to­lic­kich czyn­no­ści litur­gicz­nych wobec wier­nych Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go – cho­dzi m. in. o pro­wa­dze­nie pogrze­bów, asy­sto­wa­nie przy pogrze­bach czy bło­go­sła­wie­nie zawie­ra­nych mał­żeństw.

Abp Woj­da pod­no­si cięż­kie zarzu­ty mówiąc o komer­cja­li­za­cji sacrum i wyko­rzy­sty­wa­niu ludz­kie­go dra­ma­tu. Sko­men­to­wał sytu­acje, w któ­rych pry­wat­ne zakła­dy pogrze­bo­we podej­mu­ją współ­pra­cę z księż­mi pol­sko­ka­to­lic­ki­mi i posłu­gu­ją wśród wier­nych wspól­no­ty rzym­sko­ka­to­lic­kiej. Hie­rar­cha zwra­ca uwa­gę, że oko­licz­no­ści te wyni­ka­ją z nie­świa­do­mo­ści wier­nych, któ­rzy znaj­du­jąc się w trud­nej sytu­acji, ufa­ją przed­się­bior­com ofe­ru­ją­cym kom­plek­so­we usłu­gi fune­ral­ne. Arcy­bi­skup kry­ty­ku­je rów­nież orga­ni­zo­wa­nie uro­czy­sto­ści zaślu­bin w ple­ne­rze z udzia­łem pol­sko­ka­to­lic­kich kapła­nów, przy­po­mi­na­jąc, że z rzym­sko­ka­to­lic­kiej per­spek­ty­wy mał­żeń­stwa te nie są zawie­ra­ne w spo­sób waż­ny.

W odnie­sie­niu do chrztu tekst doku­men­tu przy­po­mi­na, że wpraw­dzie Kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki uzna­je waż­ność chrztu udzie­lo­ne­go w Koście­le Pol­sko­ka­to­lic­kim, ale ochrzczo­ne dziec­ko sta­je się tym samym człon­kiem innej rodzi­ny wyzna­nio­wej, co powo­du­je, „że w kon­se­kwen­cji, samo przed­sta­wie­nie pol­sko­ka­to­lic­kie­go świa­dec­twa chrztu w rzym­sko­ka­to­lic­kiej para­fii nie pozwa­la na auto­ma­tycz­ne dopusz­cze­nie dziec­ka do kolej­nych sakra­men­tów, takich jak Pierw­sza Komu­nia Świę­ta czy Bierz­mo­wa­nie, ani na swo­bod­ne uczęsz­cza­nie na lek­cje reli­gii rzym­sko­ka­to­lic­kiej bez ure­gu­lo­wa­nia sta­tu­su kano­nicz­ne­go.”

Tekst zwra­ca uwa­gę, że dziec­ko ochrzczo­ne w wyzna­niu pol­sko­ka­to­lic­kim, jeśli ma być wycho­wy­wa­ne dalej w Koście­le rzym­sko­ka­to­lic­kim, musi przejść pro­ces admis­sio, czy­li for­mal­ne­go przy­ję­cia poprzez publicz­ne wyzna­nie wia­ry po uzgod­nie­niu z pro­bosz­czem wła­ści­wej para­fii i kurią bisku­pią.

Obszer­ny list koń­czy się ape­lem do kapła­nów, aby zwró­ci­li uwa­gę na pro­blem w pra­cy dusz­pa­ster­skiej i w roz­mo­wach z przed­sta­wi­cie­la­mi bran­ży pogrze­bo­wej, oraz do wier­nych: „Nie pozwól­cie, aby komer­cyj­ne pakie­ty firm zewnętrz­nych decy­do­wa­ły o waż­no­ści i godzi­wo­ści Waszych sakra­men­tów oraz kato­lic­kim cha­rak­te­rze pochów­ku Waszych zmar­łych.”

» Pełen tekst listu abp. metro­po­li­ty gdań­skie­go Tade­usza Woj­dy


Komen­tarz

List metro­po­li­ty gdań­skie­go w spra­wie posłu­gi duchow­nych pol­sko­ka­to­lic­kich odbie­rać moż­na na róż­ne spo­so­by w zależ­no­ści od pro­we­nien­cji wyzna­nio­wej, ale też podej­ścia do dia­lo­gu eku­me­nicz­ne­go w ogó­le. War­to już na wstę­pie zazna­czyć, że abp Woj­da jest nie tyl­ko bisku­pem ordy­na­riu­szem, ale też prze­wod­ni­czą­cym Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski, co jego wypo­wie­dziom nada­je inną wagę, nawet jeśli wypo­wia­da się w danej kwe­stii jedy­nie i aż jako biskup miej­sca.

Dla jed­nych spra­wa ta będzie spo­rem o pie­nią­dze, bo jeśli nie wia­do­mo, o co cho­dzi to cho­dzi o pie­nią­dze i będzie w tym wie­le racji, tyle że ten argu­ment to miecz obo­siecz­ny i dzia­ła w dwie stro­ny.

Praw­dą jest, że w nie­któ­rych mia­stach duchow­ni Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go w poro­zu­mie­niu z zakła­da­mi pogrze­bo­wy­mi ofe­ru­ją swo­ją posłu­gę. To samo doty­czy Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go, jak i innych wyznań. Praw­dą jest też to, że do wie­lu para­fii pol­sko­ka­to­lic­kich zgła­sza­ją się z wła­snej i nie­przy­mu­szo­nej woli ludzie, któ­rzy pro­szą o posłu­gę duchow­ne­go pol­sko­ka­to­lic­kie­go, wie­dząc naj­czę­ściej, że zgła­sza­ją się do para­fii polsko‑, a nie rzym­sko­ka­to­lic­kiej. Naj­czę­ściej duchow­ni pol­sko­ka­to­lic­ki zobo­wią­za­ni są, aby każ­do­ra­zo­wo infor­mo­wać oso­by zain­te­re­so­wa­ne posłu­gą kapła­na, iż zwra­ca­ją się do para­fii, któ­ra nie jest wspól­no­tą Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Inna spra­wa, na ile taki komu­ni­kat jest czy­tel­ny i czy ma w ogó­le jakie­kol­wiek zna­cze­nie dla osób, któ­re pro­szą o chrzest bądź pogrzeb.

Publi­ka­cja kurii jest odpo­wie­dzią na „nie­po­ko­ją­ce zgło­sze­nia” i jedy­nie moż­na się domy­ślać bądź zakła­dać, że kuria dys­po­nu­je kon­kret­ny­mi dany­mi, o takich czy innych czyn­no­ściach litur­gicz­nych, doko­ny­wa­nych przez duchow­nych pol­sko­ka­to­lic­kich lub osób za takich się poda­ją­cych. Bio­rąc pod uwa­gę dość boga­ty rynek waga­bundz­kich wspól­not z licz­bą duchow­nych, cza­sa­mi znacz­nie prze­wyż­sza­ją­cą licz­bę wier­nych, nie­trud­no sobie wyobra­zić sytu­ację, w któ­rej „pol­sko­ka­to­lic­ki” funk­cjo­nu­je jako wspól­ny mia­now­nik dla wol­nych sta­ro­ka­to­lic­kich elek­tro­nów, któ­rzy pod ban­de­rą sze­ro­ko rozu­mia­ne­go sta­ro­ka­to­li­cy­zmu usku­tecz­nia­ją sacro­biz­nes w róż­nych miej­scach kul­tu reli­gij­ne­go, a cza­sa­mi i w ple­ne­rze, stwa­rza­jąc „nie­uczci­wą kon­ku­ren­cję” dla Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go.

Kościół Pol­sko­ka­to­lic­ki jest Kościo­łem mniej­szo­ścio­wym z este­ty­ką i litur­gią do złu­dze­nia przy­po­mi­na­ją­cą rytu­ały rzym­sko­ka­to­lic­kie, choć pol­sko­ka­to­li­cy języ­kiem pol­skim w litur­gii posłu­gi­wa­li się wcze­śniej od Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Pomi­ja­jąc zawi­łe rela­cje pol­sko­ka­to­lic­ko-rzym­sko­ka­to­lic­kie nale­ży stwier­dzić, że Kościół Pol­sko­ka­to­lic­ki, nawet w cza­sie PRL‑u, nie sta­no­wił real­ne­go zagro­że­nia dla Kościo­ła więk­szo­ścio­we­go i naj­praw­do­po­dob­niej nic tego nie zmie­ni (dwie para­fie pol­sko­ka­to­lic­kie na tere­nie całej archi­die­ce­zji gdań­skiej). Jed­nym z powo­dów tego fak­tu jest cho­ciaż­by to, że Kościół Pol­sko­ka­to­lic­ki jest zbyt podob­ny do Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go w odróż­nie­niu od swo­je­go sta­ro­ka­to­lic­kie­go rodzeń­stwa w Euro­pie Zachod­niej czy rodzi­mych maria­wi­tów oby­dwu tra­dy­cji.

Oczy­wi­ście, sytu­acja, w któ­rej nie­świa­do­mość wier­nych jest wyko­rzy­sty­wa­na, a ci celo­wo wpro­wa­dza­ni w błąd, jest oko­licz­no­ścią nagan­ną. Jed­nak wyda­je się, że jeśli spra­wa doty­czy Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go to takie dzia­ła­nie było­by wbrew jego inte­re­so­wi i sta­no­wi­ło­by istot­ną szko­dę wize­run­ko­wą. Fakt, że ludzie wyzna­nia rzym­sko­ka­to­lic­kie­go przy­cho­dzą do Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go z proś­bą o posłu­gę i to bez koniecz­no­ści przy­łą­cza­nia się do tej wspól­no­ty, nie jest pro­ble­mem Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go, a rzym­sko­ka­to­lic­kie­go. Nie­któ­re Kościo­ły z zasa­dy nie mogą odma­wiać posłu­gi i ode­słać wier­nych innych wspól­not z kwit­kiem, gdyż to prze­czy­ło­by ich wła­snej toż­sa­mo­ści. A, zatem, jeśli zda­rza­ły się przy­pad­ki wyko­rzy­sty­wa­nia przez duchow­nych pol­sko­ka­to­lic­kich trud­nej sytu­acji rodzin rzym­sko­ka­to­lic­kich i nastą­pi­ło celo­we wpro­wa­dze­nie ludzi w błąd, spra­wa powin­na być przed­mio­tem ofi­cjal­nych roz­mów.

Przy­po­mnę, że oby­dwa Kościo­ły otrzy­mu­ją ofi­cjal­ne rela­cje na wie­lu pozio­mach, w tym poprzez dwu­stron­ną komi­sję, któ­ra regu­lar­nie wyda­je komu­ni­ka­ty z posie­dzeń i któ­re – nale­ży przy­znać – nie wia­do­mo, co przy­no­szą i dokąd pro­wa­dzą. Tym bar­dziej zadzi­wia fakt, iż doku­ment metro­po­li­ty gdań­skie­go został wyda­ny bez kon­sul­ta­cji eku­me­nicz­nych z pomi­nię­ciem eku­me­nicz­nych oby­cza­jów i to w tonie, któ­ry jest wodą na młyn tych, dla któ­rych eku­me­nizm jest fasa­dą i koro­wo­dem prze­bie­rań­ców. A ton tego listu – bez roz­strzy­ga­nia o winie lub nie pol­sko­ka­to­li­ków – jest typo­wo kurial­no-dys­cy­pli­nu­ją­cy zabez­pie­czo­ny dusz­pa­ster­ski­mi fra­ze­sa­mi z wąt­pli­wą dozą eku­me­nicz­ne­go wyczu­cia.

Kościół Pol­sko­ka­to­lic­ki nie odniósł się publicz­nie do „gdań­skie­go listu”, któ­ry zasad­ni­czo jest wewnętrz­nym doku­men­tem gdań­skiej wspól­no­ty rzym­sko­ka­to­lic­kiej. Praw­do­po­dob­nie wła­dze Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go zare­agu­ją, ale, czy to będzie w posta­ci wewnętrz­nej instruk­cji skie­ro­wa­nej do ducho­wień­stwa czy listu paster­skie­go – trud­no powie­dzieć.

Abs­tra­hu­jąc od zna­ków zapy­ta­nia, któ­re nale­ży wyja­śnić, ude­rza­ją­ce jest ostat­nie zda­nie abpa Tade­usza Woj­dy: „Wszyst­kim Wam z ser­ca bło­go­sła­wię w budo­wa­niu i chro­nie­niu jed­no­ści oraz świę­to­ści Kościo­ła Chry­stu­so­we­go.” Czy zda­nie ozna­cza, że według metro­po­li­ty Kościół Chry­stu­so­wy = Kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki, a zatem pol­sko­ka­to­lic­cy są zagro­że­niem dla świę­to­ści Kościo­ła Chry­stu­so­we­go? Bo jeśli pol­sko­ka­to­li­cy sta­no­wią istot­ne nie­bez­pie­czeń­stwo dla Kościo­ła Chry­stu­so­we­go to dla­cze­go nie inne wyzna­nia? Po co się ogra­ni­czać?

I jesz­cze jed­no. Spra­wa „pol­sko­ka­to­lic­ka” zosta­ła opa­trzo­na ter­mi­nem „Sło­wo o”. Osiem dni póź­niej archi­die­ce­zja zamie­ści­ła „Komen­tarz” nie­pod­pi­sa­ny przez kogo­kol­wiek, a odno­szą­cy się do Brac­twa Kapłań­skie­go Piu­sa X. Komen­tarz jest bar­dzo krót­ki, suchy w swej wymo­wie i znacz­nie bar­dziej sto­no­wa­ny, co może dzi­wić, bio­rąc pod uwa­gę, że lefe­bry­ści (ina­czej niż pol­sko­ka­to­li­cy) utrzy­mu­ją, że są rzym­sko­ka­to­li­ka­mi i w prze­ci­wień­stwie do pol­sko­ka­to­li­ków nie sta­no­wią jakie­kol­wiek zagro­że­nie dla wspól­no­ty rzym­sko­ka­to­lic­kiej.


I jesz­cze o Komu­nii

Spra­wa wokół oświad­cze­nia gdań­skiej kurii metro­po­li­tal­nej przy­po­mnia­ła mi roz­mo­wy, któ­re pro­wa­dzi­łem z wie­lo­ma zna­jo­my­mi ze śro­do­wi­ska eku­me­nicz­ne­go i spo­za nie­go. Zagad­nie­nie doty­czy sze­ro­ko rozu­mia­ne­go dusz­pa­ster­stwa eku­me­nicz­ne­go, a ponie­waż jest to teren roz­le­gły, ogra­ni­czę się do doświad­czeń wie­lu dusz­pa­ste­rzy Kościo­łów mniej­szo­ścio­wych, prak­ty­ku­ją­cych otwar­tą Komu­nię, a kon­kret­nie do Kościo­ła lute­rań­skie­go.

Otóż, wie­le razy dusz­pa­ste­rze i oso­by zaan­ga­żo­wa­ne w roz­mo­wy eku­me­nicz­ne otrzy­mu­ją pyta­nie: czy mogę przy­stą­pić do Wie­cze­rzy Pań­skiej w Koście­le?

Z per­spek­ty­wy lute­rań­skiej (ale też sta­ro­ka­to­lic­kiej czy angli­kań­skiej) oczy­wi­ście tak! Czy oso­ba pra­gną­ca przy­stą­pić do Eucha­ry­stii w Koście­le ewan­ge­lic­ko-augs­bur­skim musi podzie­lać dok­try­nę Kościo­ła? Zapro­sze­ni są wszy­scy, któ­rzy wie­rzą Sło­wom Chry­stu­sa zawar­tym w Sło­wach Usta­no­wie­nia i wie­rzą w obec­ność Chry­stu­sa pod posta­cia­mi eucha­ry­stycz­ny­mi.

Klu­czo­we w per­spek­ty­wie lute­rań­skiej jest rozu­mie­nie Kościo­ła jako wspól­no­ty uspra­wie­dli­wio­nych grzesz­ni­ków, któ­rą Pan two­rzy i zwo­łu­je poprzez swo­je Sło­wo. W tym uję­ciu Kościół nie jest rząd­cą, wła­ści­cie­lem czy pro­du­cen­tem Sło­wa (i Sakra­men­tów), a jego wyni­kiem, stwo­rze­niem. Dla­te­go też dosłow­nie nale­ży przyj­mo­wać sło­wa Chry­stu­sa: przyjdź­cie do mnie wszy­scy. Powią­za­nym pro­ble­mem na inną dys­ku­sję jest to, czy wol­no odmó­wić Wie­cze­rzy Pań­skiej oso­bie nie­ochrz­czo­nej, któ­ra poru­szo­na Sło­wem, pro­si o udzie­le­nie jej Cia­ła i Krwi Pań­skiej.

Odno­sząc to do sytu­acji eku­me­nicz­nej – czy ewan­ge­lic­ki dusz­pa­sterz ma lub powi­nien mieć (eku­me­nicz­ny?) obo­wią­zek poin­for­mo­wa­nia stro­ny rzym­sko­ka­to­lic­kiej o prze­szko­dach, jakie widzi jego/jej wspól­no­ta? Czy do zadań lute­rań­skie­go (i jakie­go­kol­wiek inne­go, w tym pol­sko­ka­to­lic­kie­go) dusz­pa­ste­rza nale­ży powie­dze­nie „z naszej per­spek­ty­wy możesz, z per­spek­ty­wy two­je­go Kościo­ła nie wol­no ci”?

Eku­me­nicz­na uczci­wość wyma­ga, aby­śmy byli sobą, a zatem obo­wiąz­kiem ewan­ge­lic­kie­go dusz­pa­ste­rza jest gło­sze­nie Ewan­ge­lii i udzie­la­nie Sakra­men­tów, a nie obwiesz­cza­nie prze­pi­sów kano­nicz­nych takie­go czy inne­go Kościo­ła wobec chrze­ści­jan, któ­rzy zwra­ca­ją się do nie­go lub do niej z dusz­pa­ster­ską potrze­bą. Duchowny/a ewan­ge­lic­ki nie jest od tego, aby pole­mi­zo­wać z kato­lic­ką dok­try­ną, kon­tro­wać ją, czy ją obja­śniać, a jest powołany/a do tego, aby spra­wo­wać sakra­ment i w razie potrze­by słu­żyć wyja­śnie­niem. Powyż­sze opi­nie zakła­da­ją jed­nak coś, o co jest coraz trud­niej – solid­ną wie­dzę reli­gij­ną, ugrun­to­wa­ną toż­sa­mość, któ­ra pozo­sta­je otwar­ta na spo­tka­nie z inny­mi.

Z pew­no­ścią nie uła­twia­ją tego ape­le w brzmie­niu i tonie jak­by z inne­go, przede­ku­me­nicz­ne­go świa­ta.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.