Ekumenizm w Polsce i na świecie

Więcej religii czy Chrystusa?


Obser­wu­jąc chrze­ści­jań­stwo, nastrę­cza się pyta­nie; cze­go jest wię­cej reli­gii czy Chry­stu­sa? Przez wie­le lat moje­go chrze­ści­jań­skie­go życia mam jakąś dziw­ną fobię, że w obra­zie pro­po­no­wa­nym przez róż­ne chrze­ści­jań­skie kościo­ły i deno­mi­na­cje coś mi nie pasu­je. W jakiś dziw­ny spo­sób nie jest to podob­ne do tego, co repre­zen­to­wał sobą Chry­stus, w jaki spo­sób On dzia­łał, a w jaki dzia­ła­ją ci, któ­rzy nazy­wa­ją sie­bie Jego naśla­dow­ca­mi.


Obser­wu­jąc chrze­ści­jań­stwo, nastrę­cza się pyta­nie; cze­go jest wię­cej reli­gii czy Chry­stu­sa? Przez wie­le lat moje­go chrze­ści­jań­skie­go życia mam jakąś dziw­ną fobię, że w obra­zie pro­po­no­wa­nym przez róż­ne chrze­ści­jań­skie kościo­ły i deno­mi­na­cje coś mi nie pasu­je. W jakiś dziw­ny spo­sób nie jest to podob­ne do tego, co repre­zen­to­wał sobą Chry­stus, w jaki spo­sób On dzia­łał, a w jaki dzia­ła­ją ci, któ­rzy nazy­wa­ją sie­bie Jego naśla­dow­ca­mi.

Nasze poczy­na­nia zmie­rza­ją naj­czę­ściej w kie­run­ku, aby­śmy czu­li się dobrze we wła­snej gru­pie wyzna­nio­wej, aby takie lub inne tra­dy­cje, dok­try­ny lub regu­ły nie dozna­ły uszczerb­ku, a nawet bez żad­nych zastrze­żeń zosta­ły przy­ję­te przez więk­szość spo­łe­czeń­stwa. Wiem to z prak­ty­ki, że tak napraw­dę to niko­mu nie zale­ży, aby ludzie podą­ża­li za Jezu­sem, ale z całą pew­no­ścią za naszą deno­mi­na­cją, gdyż tyl­ko wów­czas może­my uznać, że są nawró­ce­ni.

Jezus Chry­stus nato­miast, zawsze wyżej cenił rela­cje z ludź­mi niż tra­dy­cje, reli­gij­ne regu­ły, spo­ry teo­lo­gicz­ne czy przy­na­leż­ność wyzna­nio­wą. Na przy­kład, uzdra­wiał czło­wie­ka w dniu Saba­tu albo spo­ży­wał posi­łek ze zna­nym w mie­ście “grzesz­ni­kiem”, nie sta­wiał ugru­po­wa­nia Fary­ze­uszy ponad Sadu­ce­uszy itd. Rzym­skie­go set­ni­ka i pogań­ską kobie­tę grec­ką nie odże­gny­wał od czci i wia­ry, lecz bez wda­wa­nia się w dys­ku­sję teo­lo­gicz­ną, na ich pro­ste i szcze­re wyzna­nie wia­ry, powie­dział: — Zapraw­dę powia­dam wam: U niko­go w Izra­elu nie zna­la­złem tak wiel­kiej wia­ry.

Jezus dzia­łał nie­moż­li­wy­mi do prze­wi­dze­nia dro­ga­mi, cią­gle zmie­nia­jąc spo­sób uzdra­wia­nia czy obco­wa­nia z ota­cza­ją­cy­mi Go ludź­mi. Dro­gi Jego postę­po­wa­nia nie posia­da­ły żad­nych rytu­ałów, były trud­ne do prze­czu­cia. Ale fak­tem jest, że gdzie­kol­wiek Chry­stus dotarł i słu­żył ludziom tam ludz­kie życia były bez­pow­rot­nie zmie­nio­ne, a naka­zy i tra­dy­cje pono­si­ły dziw­ne fia­sko. Sprze­ciw, któ­ry go spo­ty­kał nie pocho­dził od grzesz­ni­ków przy­ła­pa­nych na okrop­nych grze­chach, ale od reli­gij­nych przy­wód­ców, widzą­cych w Jego dzia­ła­niu zagro­że­nie dla swo­ich pozy­cji i wła­dzy.

Jezus raczej skła­niał się by zde­wa­lu­ować ludz­kie sys­te­my, tra­dy­cje i rytu­ały, ponie­waż one pro­wa­dzi­ły do ruty­ny i zatra­ca­ły praw­dzi­wą miłość do Boga. Ludzie prze­by­wa­ją­cy w takich zatru­tych sys­te­mach sku­pia­ją się raczej na swo­jej wła­snej pozy­cji i posia­da­nej wła­dzy, niż na wła­dzy Bożej. Mając taką posta­wę znie­kształ­ca­my obraz Boży. Widzi­my Go wów­czas jako roz­gnie­wa­ne­go, bez­li­to­sne­go Stwór­cę, a nie peł­ne­go miło­sier­dzia Zba­wi­cie­la.

To wła­śnie Jezus swo­im życiem jak i śmier­cią dał nam nowy obraz Boga, to On wło­żył w nasze zde­spe­ro­wa­ne ser­ca i umy­sły nie­sfał­szo­wa­ny naj­praw­dziw­szy Boży wize­ru­nek, w któ­rym jest miej­sce na współ­czu­cie, przy­jaźń, miłość i pięk­no. Dzi­siej­sze chrze­ści­jań­stwo nie przed­sta­wia mi tego obra­zu. Odno­szę wra­że­nie, że chrze­ści­jań­stwo to coś bar­dzo lega­li­stycz­ne­go, a my wszy­scy jak fary­ze­usze zosta­li­śmy wplą­ta­ni w tra­dy­cję takie­go lub inne­go kościo­ła, nie mając moż­li­wo­ści zoba­czyć, że litość, przy­jaźń, nosze­nie wspól­nych brze­mion i cier­pli­we wsłu­chi­wa­nie się w nud­ne pro­ble­my naszych bliź­nich, jest rów­nie waż­ne jak porzą­dek i skła­da­nie miłej Bogu ofia­ry.

Jezus Chry­stus, aby pod­ko­pać fun­da­men­ty lega­li­stów i fary­ze­uszy użył księ­gi Oze­asza 6:6, w któ­rej Bóg dekla­ru­je: “Gdyż miło­ści chcę, a nie ofia­ry i pozna­nia Boga, nie cało­pa­leń.” Jezus Chry­stus był tak praw­dzi­wy, że tłu­my ludz­kie w natu­ral­ny spo­sób cią­gnę­ły do Nie­go jak do kogoś, kto był im bli­ski. Grzesz­ni­cy, któ­rych trud­no sobie wyobra­zić w Bożej Świę­tej obec­no­ści tło­czy­li się i tuli­li do Jezu­sa. Łukasz pisze w 15:1 “A zbli­ża­li się do nie­go wszy­scy cel­ni­cy i grzesz­ni­cy, aby Go słu­chać.” Powo­dem tego nie była Jego wyjąt­ko­wość, ale prze­sła­nie popar­te auten­tycz­ną przy­jaź­nią i nie­kła­ma­nym współ­czu­ciem, a tego grzesz­ni­cy wła­śnie potrze­bo­wa­li i potrze­bu­ją.

Żaden czło­wiek uwi­kła­ny w pro­ble­my, nie poszu­ku­je wię­cej reli­gii, gło­śniej­szej muzy­ki, lep­szych lub surow­szych przy­ka­zań kościel­nych, wyżej pod­nie­sio­nych rąk lub poboż­niej­sze­go wyglą­du w zgro­ma­dze­niu, ponie­waż to wszyst­ko pro­du­ku­je ducho­wą próż­nię. Szcze­re rela­cje i nie­kła­ma­na przy­jaźń, a nie regu­ły i dok­try­ny powin­ny zaj­mo­wać pierw­sze miej­sce w koście­le chrze­ści­jań­skim. Oczy­wi­ście, że nie może­my kie­ro­wać się tyl­ko tym, że jacyś ludzie są do nas nad­zwy­czaj przy­jaź­ni, musi­my wie­dzieć, a nawet być pew­ny­mi, czy ludzie lub gru­py reli­gij­ne, z któ­ry­mi się łączy­my są naro­dzo­ne z Boga. Jed­nak przy­stę­pu­jąc do tej lub innej gru­py wyzna­nio­wej nie powin­ni­śmy zapo­mi­nać, że w okuł nas znaj­du­ją się bra­cia i sio­stry, któ­rzy kocha­ją Chry­stu­sa taką samą miło­ścią jak nasza. Jeże­li tyl­ko w naszym życiu jest praw­dzi­wa bojaźń Boża, to powin­ni­śmy zaprze­stać odno­sze­nia się do innych grup wyzna­nio­wych jako do mniej war­to­ścio­wych indy­wi­du­al­nych reli­gij­nych orga­ni­za­cji, ale jako do grup, któ­re Bóg usta­no­wił w cie­le Chry­stu­sa, a zatem nie powin­ni­śmy tyl­ko egzy­sto­wać jako Bap­ty­ści, Kato­li­cy, Zie­lo­no­świąt­kow­cy itd., albo gru­pa ta, lub tam­ta, musi­my w oba­wie i drże­niu wobec Boga mieć z sobą spo­łecz­ność, roz­ma­wiać i roz­wa­żać sie­bie jako czę­ści cia­ła Chry­stu­sa, któ­re prze­ży­wa­ją wszel­kie­go rodza­ju cho­ro­by.

Nie zna­czy, że doj­dzie­my w naszych rela­cjach do per­fek­cji, jed­nak stwo­rzy to moż­li­wość zdro­we­go funk­cjo­no­wa­nia całe­go orga­ni­zmu. Nikt nie może zbu­do­wać takiej orga­ni­za­cji, jaką jest kościół chrze­ści­jań­ski, gdyż zbu­do­wał ją Bóg, i my wszy­scy wie­rzą­cy w Jezu­sa Chry­stu­sa jeste­śmy ludem Bożym. Nie ozna­cza to jed­nak, że wszyst­ko, co się dzie­je w chrze­ści­jań­skich kościo­łach jest z Boga, ale to Bóg zbu­do­wał kościół, i ta wizja pocho­dzi­ła od Nie­go. Dla­te­go tyl­ko Bóg zna cel i prze­zna­cze­nie swe­go kościo­ła, a naszą powin­no­ścią jest aby­śmy odno­si­li się do tego, co jest kościo­łem chrze­ści­jań­skim jako do cze­goś, co jest zro­dzo­ne z Boga.

Tak też każ­dy wie­rzą­cy w Jezu­sa Chry­stu­sa ma się odno­sić jeden do dru­gie­go jak do indy­wi­du­al­no­ści zro­dzo­nych z Boga, to daje nam war­tość bra­ci i sióstr w Chry­stu­sie Jezu­sie. Po za tym wszy­scy słu­ży­my spe­cjal­ny­mi dara­mi Ducha Świę­te­go, jako oso­by i gru­py, a więc każ­dy z nas ma indy­wi­du­al­nie powo­ła­nie od Boga, a w tym mie­ści się odpo­wie­dzial­ność sza­far­stwa tym powo­ła­niem i dara­mi. Tak napraw­dę, to nigdy nie byłem Kato­li­kiem, jedy­nie uro­dzi­łem się w Pol­sce gdzie nie­mal wszy­scy przez uro­dze­nie przy­na­le­żą do tego kościo­ła.

Przy­stą­pi­łem do chrze­ści­jań­stwa ze skraj­ne­go ate­izmu, a więc nie posia­dam sen­ty­men­tów takich samych, jakie repre­zen­tu­je więk­szość moich roda­ków wzglę­dem kościo­ła Kato­lic­kie­go. Pomi­mo wszyst­ko nigdy nie zigno­ro­wa­łem moż­li­wo­ści pozna­nia Kato­li­cy­zmu i jego pro­ble­mów. Idąc tym tro­pem prze­stu­dio­wa­łem wszyst­kie moż­li­we infor­ma­cje odno­śnie dok­try­ny i dogma­tów, nie igno­ru­jąc fak­tów histo­rycz­nych, gdyż jest to kościół, z któ­re­go wywo­dzi się więk­szość ugru­po­wań chrze­ści­jań­skich. W tej bez­spor­nie wie­ko­wej, z Boże­go zało­że­nia orga­ni­za­cji, popeł­nio­no i popeł­nia się nie­zwy­kle wie­le błę­dów jak i zbrod­ni. Pomi­mo jed­nak tak inten­syw­nych ata­ków wro­ga cza­sem przy uży­ciu bar­dzo reli­gij­nych ludzi, Kościół rzym­sko Kato­lic­ki ist­nie­je, a jeśli ist­nie­je, to tyl­ko z tej przy­czy­ny, że nie jest ludz­kim wymy­słem, dla­te­go musi­my się do nie­go odno­sić jako war­to­ści zro­dzo­nej z Boga, któ­ra jest pod cią­głym ata­kiem wro­gich sił powo­du­ją­cych jego cho­ro­bę.

Nie mam zamia­ru tak­że stwier­dzić, że refor­ma­cja była wiel­ką pomył­ką, moim zda­niem refor­ma­cja była Bożą stra­te­gią na bez­boż­ny mono­pol Kościo­ła Rzym­sko Kato­lic­kie­go, i udzie­le­niem mu łaski i moż­li­wo­ści powro­tu do źró­dła i odbu­do­wa­nia zatra­co­nych zasad Ewan­ge­licz­nych. Nie­zmier­nie trud­no jest zro­zu­mieć Bożą eko­no­mię, ale według mnie jest ona zawar­ta w stwier­dze­niu, że “Bóg nie chce, aby kto­kol­wiek zgi­nął, ale aby wszy­scy byli zb
awie­ni”. Ta róż­no­rod­ność wyznań chrze­ści­jań­skich nie powin­na być naszą pię­tą Ahi­le­so­wą, lecz powo­dem do zasta­no­wie­nia się — cze­go nie star­cza nam do peł­ni rela­cji z Chry­stu­sem, cze­go może­my nauczyć się od swo­ich współ­bra­ci z innych wyznań? Nie mam kom­plek­su, że jestem człon­kiem kościo­ła Bap­ty­stów, ale spo­tka­łem się, że wie­lu miłych memu ser­cu współ­bra­ci w Chry­stu­sie, z innych deno­mi­na­cji, z tego powo­du, mia­ło i ma obiek­cje, odno­szą­ce się do mego zba­wie­nia czy peł­ni wia­ry.

Nie mam zamia­ru w rewo­lu­cyj­ny spo­sób napra­wić kościo­ła chrze­ści­jań­skie­go, ponie­waż Sło­wo Pisma Świę­te­go zapew­nia, że będzie z nim gorzej i gorzej, odstęp­stwa od wia­ry będą się mno­ży­ły, a świat będzie coraz głę­biej prze­ni­kał w struk­tu­ry kościel­ne tak, że nikt nie będzie w sta­nie odróż­nić kościo­ła od świa­ta, wie­rzą­ce­go od nie­wie­rzą­ce­go. Jed­nak w tym momen­cie zabie­gam o tych wszyst­kich, któ­rzy oddzie­li­li się od świa­ta i do nie­go nie nale­żą, a któ­rych Jezus Chry­stus nazy­wa “Solą”, to wy jeste­ście naj­bar­dziej odpo­wie­dzial­ni za to, aby obraz chrze­ści­jań­stwa został odfał­szo­wa­ny. Odpo­wie­dzial­ność ta, dla­te­go spo­czy­wa na waszych bar­kach, ponie­waż wie­lu może czy­tać Pismo Świę­te, znać dok­try­ny kościo­łów, a nawet wygry­wać nie­zli­czo­ną ilość spo­rów teo­lo­gicz­nych pro­wa­dzo­nych na chrze­ści­jań­skich stro­nach inter­ne­to­wych, ale to nie zastą­pi intym­no­ści szcze­rej przy­jaź­ni z Bogiem i ludź­mi.

Dla wie­lu Pismo Świę­te sta­ło się niczym wię­cej jak tyl­ko zbio­rem praw i zarzą­dzeń, za któ­ry­mi mamy podą­żać, aby unik­nąć kary. W zdro­wym sys­te­mie wia­ry, nasza rela­cja z Bogiem będzie się mani­fe­sto­wa­ła w bra­ter­skich związ­kach, moż­li­wo­ści dzie­le­nia się, nasze indy­wi­du­al­ne sła­bo­ści będą pod­da­wa­ne iden­ty­fi­ka­cji, będzie­my współ­czu­li dla tych, któ­rzy zagu­bi­li się w wie­rze i żyją w bólu i poni­że­niu. Powin­ni­śmy tak dale­ko wczuć się w nasze związ­ki z ludź­mi, aby­śmy mie­li moż­li­wość iść razem z nimi dzie­ląc się wła­sny­mi zma­ga­nia­mi z grze­chem i wąt­pli­wo­ścia­mi. Litość, łaska i zachę­ta do czy­nie­nia dobra, razem ze wspól­nym prze­by­wa­niem, poma­ga­jąc jeden dru­gie­mu, powin­na zastą­pić hań­bę i nie­to­le­ran­cję dla wie­lu zagu­bio­nych i zgor­szo­nych ludzi przez wszech­obec­ną tok­sycz­ną wia­rę. W napraw­dę zdro­wym sys­te­mie chrze­ści­jań­skim powin­na domi­no­wać moż­li­wość do odno­wy dla zagu­bio­nych bra­ci i sióstr, a nosze­nie wspól­nych brze­mion (Gal. 6:1–5), powin­no stać się nie tyl­ko żywą real­no­ścią, ale tak­że spo­so­bem na życie. Pio­tro­we napo­mi­na­nie, aby­śmy ubie­ra­li się w poko­rę w sto­sun­ku jeden do dru­gie­go (1 Piotr 5:5–6), powin­no stać się regu­łą, a nie tyl­ko dobrą kon­cep­cją.

Prze­ra­ża mnie w rela­cjach z chrze­ści­ja­na­mi powierz­chow­ność i strach przed otwar­to­ścią. Praw­do­po­dob­nie w tym miej­scu znaj­du­je się ist­na fabry­ka hipo­kry­zji. Po za tym, jeśli nie będzie­my “nosi­li brze­mion jed­ni dru­gich”, to z pew­no­ścią sta­nie­my się zja­dli­wy­mi fary­ze­usza­mi, “cedzą­cy­mi koma­ra przez sito”. Więk­szo­ści chrze­ści­jan wyda­je się, jako­by wygra­ny spór teo­lo­gicz­ny sze­rzej otwie­rał im bra­my nie­ba, a Bogu doda­wał splen­do­ru. Moim skrom­nym zda­niem powin­ni­śmy bar­dziej obna­żać nasze wła­sne podwór­ka, otwar­cie mówiąc o pro­ble­mach w naszych wła­snych śro­do­wi­skach wyzna­nio­wych, a nie węszyć po teo­lo­gicz­nych śmiet­ni­kach wda­jąc się w pusto­sło­wie. Dla­te­go, że tak czy­ni­my, pogrą­ża­my się w coraz więk­szą bez­boż­ność (2 Tym.16). Musi­my wie­dzieć, że nasz prze­ciw­nik czy­ni wszyst­ko, aby zni­we­czyć świa­dec­two Ewan­ge­lii, dla­te­go zasie­wa w naszych myślach róż­ne sprzecz­ne ze sobą ide­olo­gie, stwa­rza trud­no­ści inte­lek­tu­al­ne lub teo­lo­gicz­ne, przez któ­re musi­my prze­cho­dzić, czę­sto grzę­znąć w nich jak w bagnie. Musi­my przy­jąć do świa­do­mo­ści fakt, że ist­nie­je pew­na gru­pa ist­nień ducho­wych zna­nych pod nazwą sił ciem­no­ści, któ­re robią wszyst­ko, co mogą, aby powstrzy­mać świa­dec­two mocy Ewan­ge­lii. Ich zasad­ni­czą pra­cą jest oddzia­ły­wa­nie na ludzi, mani­pu­lo­wa­nie zacho­wa­niem i emo­cja­mi w taki spo­sób, aby gło­szo­ne przez nich sło­wa Chry­stu­sa sta­ły się śmiesz­ną niczym nie­uza­sad­nio­ną papla­ni­ną.

Dopó­ki nie upo­ra­my się z naszy­mi oso­bo­wo­ścia­mi, dosto­so­wu­jąc oso­bi­stą kul­tu­rę i indy­wi­du­al­ne zacho­wa­nie do stan­dar­dów Chry­stu­so­wych, dotąd gło­sze­nie Ewan­ge­lii będzie tyl­ko zwy­kłą pro­pa­gan­dą tej lub innej gru­py wyzna­nio­wej, ale nie wystę­po­wa­niem w imie­niu Jezu­sa Chry­stu­sa. Jed­ność i respekt — w sen­sie ducho­wym nie orga­ni­za­cyj­nym — powin­na być naszym celem w speł­nie­niu naj­więk­sze­go arcy­ka­płań­skie­go marze­nia, o któ­re modlił się Chry­stus: “9 Ja za nimi pro­szę, nie pro­szę za świa­tem, ale za tymi, któ­rych Mi dałeś, ponie­waż są Two­imi… 11 …Ojcze Świę­ty, zacho­waj ich w Two­im imie­niu, któ­re Mi dałeś, aby tak jak My sta­no­wi­li jed­no. 20 Nie tyl­ko za nimi pro­szę, ale i za tymi, któ­rzy dzię­ki ich sło­wu będą wie­rzyć we Mnie; 21 aby wszy­scy sta­no­wi­li jed­no, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni sta­no­wi­li w Nas jed­no, aby świat uwie­rzył, żeś Ty Mnie posłał. 22 I tak­że chwa­łę, któ­rą Mi dałeś, prze­ka­za­łem im, aby sta­no­wi­li jed­no, tak jak My jed­no sta­no­wi­my. 23 Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespo­li­li w jed­no, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umi­ło­wał tak, jak Mnie umi­ło­wa­łeś.” (Ew. Jana 17:9,11,20,21–23)

Wróg pra­cu­je nad każ­dym z nas jako odręb­ny­mi indy­wi­du­al­no­ścia­mi, two­rząc z nie któ­rych prze­ra­ża­ją­ce reli­gij­ne oso­bo­wo­ści repre­zen­tu­ją­ce orga­ni­za­cje wyzna­nio­we, ale nie Chry­stu­sa. Ota­cza­ją­cy nas świat spo­strze­ga chrze­ści­jan jako ludzi w niczym nie­przy­po­mi­na­ją­cych Jezu­sa Chry­stu­sa, dla­te­go piszę: “Wię­cej Jezu­sa, a mniej reli­gii”. Zdro­wa wia­ra będzie bar­dziej wska­zy­wa­ła na naszą rela­cję z Jezu­sem niż z orga­ni­za­cję wyzna­nio­wą, nato­miast tok­sycz­na zawsze wska­zu­je na orga­ni­za­cję. Powin­ni­śmy być zdol­ni przez moc Ducha Świę­te­go wczu­cie się bar­dziej w rela­cje z ludź­mi niż fasze­ro­wa­nie ich naszy­mi reli­gij­ny­mi prze­ko­na­nia­mi. Powin­ni­śmy być zdol­ny­mi do cho­dze­nia razem z inny­mi wie­rzą­cy­mi, dzie­le­nia się wła­sny­mi zma­ga­nia­mi z grze­chem jako tym, co jest naszym try­um­fem i upodob­nia­niem się do Jezu­sa. Prze­ba­cze­nie, łaska i zachę­ta do naśla­do­wa­nia Chry­stu­sa, razem z oso­bi­stym zaan­ga­żo­wa­niem w nie­sie­niu wszel­kiej pomo­cy.

Tyl­ko w taki spo­sób przy­wró­ci­my chrze­ści­jań­stwo na daw­ne przy­na­leż­ne mu miej­sce. Zdro­wy sys­tem da nam moż­li­wość zawró­ce­nia błą­dzą­cych i nosze­nia wspól­nych cię­ża­rów, wów­czas hań­bią­ce nie­to­le­ran­cyj­ne potę­pia­nie tych, któ­rzy upa­dli i zagu­bi­li się w wie­rze sta­nie się naszą dro­gą życia reali­zu­ją­cą sło­wa Jezu­sa: “13 …Bo nie przy­sze­dłem powo­łać spra­wie­dli­wych, ale grzesz­ni­ków.” (Mat. 9:13) Prze­ciw­nik jest wiel­kim, prze­bie­głym kłam­cą, duchem bun­tu i wszel­kiej nie­pra­wo­ści. Jego celem i pra­gnie­niem jest ścią­gnię­cie zba­wio­nych przez Chry­stu­sa chrze­ści­jan do swe­go pozio­mu, gdyż nasze świa­dec­two zawie­ra się nie w tym, co mówi­my lub, w co wie­rzy­my, gdyż świat ma zoba­czyć w chrze­ści­ja­nach same­go Chry­stu­sa. Dzie­ląc nas i skłó­ca­jąc pra­gnie on skom­pro­mi­to­wać i ośmie­szyć pra­cę Ducha Świę­te­go, zni­we­czyć dzie­ło zba­wie­nia. Gdy chrze­ści­ja­nie ponadna­tu­ral­nie zaśle­pie­ni postę­pu­ją według jego woli, a przy tym cytu­ją sło­wa Chry­stu­sa wyko­nu­ją tym samym pra­cę anty­chry­sta, a nie Chry­stu­sa, to z tego powo­du apo­stoł Jan mówi: “18 Dzie­ci, jest już ostat­nia godzi­na, i tak, jak sły­sze­li­ście, Anty­chryst nad­cho­dzi, bo oto teraz wła­śnie poja­wi­ło się wie­lu Anty­chry­stów; stąd pozna­je­my, że już jest ostat­nia godzi­na. 19 Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdy­by byli nasze­go ducha, pozo­sta­li­by z nami; a to sta­ło się po to, aby wyszło na jaw, że nie wszy­scy są nasze­go ducha. 20 Wy nato­miast macie namasz­cze­nie od Świę­te­go i wszy­scy jeste­ście napeł­nie­ni wie­dzą.” (1Jana 2:18–20)

Nie­ste­ty hipo­kry­zja jest naszym zna­kiem roz­po­znaw­czym, dla­te­go sta­li­śmy się pośmie­wi­skiem świa­ta, spę­ta­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi ducha bun­tu. Wystar­czy prze­czy­tać komen­ta­rze stron chrze­ści­jań­skich lub zabrać głos na forum, aby prze­ko­na
ć się, że oto­czą nas zewsząd Fary­ze­usze lub ucze­ni w Piśmie, ale z rzad­ka kocha­ją­cy bra­cia i sio­stry w Jezu­sie Chry­stu­sie. Marzę, kie­dy w naszym chrze­ści­jań­stwie będzie wię­cej Chry­stu­sa, a mniej reli­gij­nych podzia­łów, gdy odwró­ci­my się od jało­wych spo­rów, a obej­mie­my bra­ta w ser­decz­nym uści­sku zro­zu­mie­nia jego sła­bo­ści, a nie w pogar­dzie, potę­pie­niu lub obo­jęt­no­ści przej­dzie­my obok bólu, samot­no­ści i zagu­bie­nia. Nie­zdro­wa tok­sycz­na wia­ra odnaj­du­je tyl­ko to, co degra­du­je, znie­sła­wia i two­rzy insy­nu­acje w celu znisz­cze­nia czy­jejś repu­ta­cji, cza­sem zupeł­nie nie­win­nej oso­by lub gru­py, tyl­ko z tej przy­czy­ny, że mają odmien­ne zda­nie od nasze­go. Zdro­wa wia­ra nie potrze­bu­je miej­sca na ukry­wa­nie swo­ich wła­snych sła­bo­ści i uczuć, może w pew­nych spra­wach z kimś się nie zga­dzać, jed­nak jest dale­ka od robie­nia, nad kim­kol­wiek oso­bi­ste­go sądu. Kie­dy Jezus cho­dził po tej zie­mi miał do czy­nie­nia z wie­lo­ma gru­pa­mi reli­gij­ny­mi, lecz Jego oczy zawsze były skie­ro­wa­ne na indy­wi­du­al­ną oso­bę. Odrzu­cał On wszel­kie­go rodza­ju szu­flad­ko­wa­nie ludzi. Zamiast tego docie­rał do cel­ni­ków, Sama­ry­tan, pro­sty­tu­tek, boga­czy i bied­nych. O tak — był On nie­zmier­nie szorst­ki wobec reli­gij­nych nauczy­cie­li pra­wa Moj­że­szo­we­go i Fary­ze­uszy, jed­nak, gdy Fary­ze­usz Niko­dem przy­szedł do Nie­go w nocy, Jezus przy­jął go z miło­ścią i był wobec nie­go deli­kat­ny i czu­ły, a jego teo­lo­gicz­ne pro­ble­my roz­pa­trzył z powa­gą i głę­bo­kim respek­tem. Dla­te­go musi­my pamię­tać, że jako chrze­ści­ja­nie byli­śmy kie­dyś bez­boż­ni, a teraz dzię­ki łasce sta­li­śmy się ran­ny­mi uzdro­wi­cie­la­mi. Tak samo jak Jezus Chry­stus.

Rev. Lech Forem­ski

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.