Kościół anglikański na skraju upadku?

1

Kościół Anglii stanął na skraju przepaści. Musi podjąć strategiczne decyzje dotyczące księży i parafii. Jeśli tego zaniecha, jego przyszłość może się okazać smutna – takie postulaty głośno wypowiedziała prof. Linda Woodhead, wykładowczyni nauk o religii na Uniwersytecie w Lancaster. Czy rozpętała swoimi słowami burzę? Przeciwnie, zaprosiła wiernych do otwartej rozmowy.

Od początku października w kościele uniwersyteckim w Oksfordzie trwają debaty, których główne tematy to: parafie, wierni, dziedzictwo, różnorodność i wizja przyszłości. Zdaniem prof. Woodhead Kościół jest ciągle jedną z pięciu największych instytucji kulturalnych w Wielkiej Brytanii, ale ostatnie badania pokazują, że znalazł się punkcie krytycznym. W całym kraju tylko jedna osoba na dziesięć z tych w wieku poniżej lat dwudziestu określa siebie jako osobę związaną z Kościołem Anglii. Większość z dumą mówi „no religion”. Wśród ludzi powyżej 70. roku życia proporcje są zgoła odmienne.

Jednak z przyczyn tego stanu rzeczy upatruje się w dość sztywnym i konserwatywnym systemie parafii, które pokrywają cały kraj i opłacają mieszkających na ich terenie księży. Dyskusja w Oksfordzie ma więc dotyczyć między innymi kwestii nieruchomości kościelnych czy spraw zatrudnienia. – Rozważenia będzie wymagało, czy w środowisku wielkomiejskim, które cechuje się mobilnością, nadal sprawdza się model przynależności do „stacjonarnej” parafii – przekonuje prof. Woodhead.

Naukowiec powołała się na wyniki badań, które pokazują, że ludzie w jej wieku (ok. 50 lat) są ostatnim pokoleniem, któremu na sercu leży los Kościoła Anglii. – Myślę, że moja generacja jako ostatnia myśli w ogóle o przyszłości Kościoła. Nie wiem, czy to zwiastuje jego zupełny upadek, ale na pewno przyniesie rozdrobnienie. Będą istnieć małe enklawy zdominowane przez białą klasę średnią – ostrzegła badaczka.

W dyskusji o przyszłości Kościoła Anglii padają więc hasła o potrzebie znaczących zmian i radykalnych reform. Wytworzeniu propozycji w tym zakresie mają służyć otwarte debaty i dyskusje, jak ta w Oksfordzie, w których udział może wziąć każdy zainteresowany.

Obserwując prowadzone dyskusje myślę, że warto nasłuchiwać głosów znad Tamizy, bo pewnych tematów i w Polsce nie da się pominąć milczeniem. Kościół na skraju upadku? Sądzę, że nie jest tak, dopóki jego członkowie (choćby ich było niewielu) potrafią z sobą dyskutować. Mam na myśli rzeczywistą rozmowę, w której każdy głos się liczy. Dopiero po rozmowie i refleksji może przyjść czas na decyzje.

komentarze

  • herezjarcha

    „Money makes the world go around
    The world go around
    The world go around
    Money makes the world go around
    It makes the world go ’round.”


    Łatwo jest wytykać błędy katolikom. Trudniej jest spojrzeć krytycznym okiem na swoje protestanckie podwórko… [już nie protestant, jeszcze nie katolik]