Kościół luterański: czekamy na wspólnotę, ale nie wzbraniamy Komunii domowej

0

W związku z pandemią Covid-19, obostrzeniami sanitarno-epidemicznymi i świętami, władze Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce zwróciły się do wiernych ze wskazaniami duszpasterskimi. Władze Kościoła zachęcają do oczekiwania na czas, kiedy znów będzie możliwa wspólnota przy Stole Pańskim w kościołach, pozostawiając jednak, w razie duchowej potrzeby, możliwość sprawowania Komunii w domach przez ochrzczonych.


W ostatnim czasie opublikowane zostały dwa przesłania Biskupa Kościoła ks. Jerzego Samca oraz Prezesa Synodu ks. dr. Adama Maliny – pierwszy tekst pojawił się 30 marca, a drugi 4 kwietnia. Obydwa tekst eksponują duchowy wymiar obecnej sytuacji, mówią o wspólnocie, odpowiedzialności za innych i pielęgnowaniu więzi duchowych poprzez modlitwę, lekturę Pisma Świętego oraz udział w nabożeństwach transmitowanych na żywo w środkach masowego przekazu i w mediach społecznościowych z różnych parafii Kościoła luterańskiego w Polsce.

Istotnym nerwem obydwu pism jest kluczowa dla ewangelicko-luterańskiej eklezjologii zasada powszechnego kapłaństwa ochrzczonych. W rozumieniu ewangelickim, Chrzest nie jest tylko jednorazowym, zewnętrznym rytuałem, ale włączeniem do mistycznego Ciała Chrystusa (Kościoła), jest włączeniem pojedynczych osób w żywy organizm, którego Głową jest Chrystus, a spoiwem Duch Święty. Poprzez Chrzest wszyscy zostają włączeni w królewskie kapłaństwo, które ma bezpośrednie i widzialne konsekwencje dla życia Kościoła: wszyscy wierzący poprzez chrzest stają się kapłankami kapłanami, odpowiedzialni są za głoszenie Ewangelii, która jest jedynym celem i sensem istnienia Kościoła.

Jednocześnie, w teologii luterańskiej panuje konsensus, że nikt nie powinien publicznie głosić Słowa Bożego i udzielać sakramentów, jeśli nie został do tego należycie przygotowany i powołany, co potwierdza akt ordynacji poprzez modlitwę i nałożenie rąk. Powszechne kapłaństwo nie jest zatem prywatnym przywilejem danej osoby, a darem dla całej wspólnoty, która doświadcza jego owoców poprzez służbę wszystkich ochrzczonych, a w publicznym zwiastowaniu przez duchownych: diakonów, prezbiterów i biskupów (w zależności od praktykowanego ustroju kościelnego). Powszechne kapłaństwo żyje ze wspólnoty i dla wspólnoty, nawet jeśli sprawowane jest w odpowiedzialności konkretnych osób.

Dlatego też w „Duszpasterskich wskazaniach” z 30 marca br. czytamy:

Czas wspólnoty w domach to także czas przypominania sobie, że wszyscy ochrzczeni, wszyscy wierzący, jesteśmy kapłanami i kapłankami (1 P 2,9; Obj 1,6), a nasze powszechne kapłaństwo ma się realizować w trosce o bliźnich, w modlitwie, we wspólnym przeżywaniu Słowa Bożego, we wzajemnym usługiwaniu. Częścią tej służby może być także w nadzwyczajnych sytuacjach udzielanie Komunii Świętej tym, których życie jest zagrożone, a pragną u kresu życia przyjąć ten posiłek. To jedno z praw kapłanów, o których mówiła Reformacja, podkreślając jednocześnie, że korzystać mamy z niego w sytuacjach nadzwyczajnych. Trwają prace, by przygotować nas na takie nadzwyczajne sytuacje.

Temat ten wywołał szereg dyskusji w polskim Kościele luterańskim. Na różnych płaszczyznach pojawiały się sygnały o potrzebach i wyzwaniach duchowych w szczególnym okresie dla chrześcijan, jakim jest koniec Czasu Pasyjnego (Wielki Czwartek, Wielki Piątek) oraz Święto Zmartwychwstania Pańskiego.

Podejmując wątek z 30 marca i odpowiadając na sygnały pojawiające się w Kościele, Biskup Kościoła oraz Prezes Synodu po konsultacjach z odpowiedzialnymi gremiami oraz innymi duszpasterzami, opublikowali 4 kwietnia br. drugi tekst „Razem w społeczności”, w którym czytamy m.in.:

Poprzez media możemy duchowo się wspierać, głosić Boże Słowo i modlić się. Nie jesteśmy jednak w stanie przystąpić do Komunii Świętej. W naszej ewangelickiej tradycji opieramy się na wspólnocie, która gromadzi się wokół Stołu Pańskiego. Dlatego tak ważne jest dla nas przystępowanie do Komunii razem, wspólnie z siostrami i braćmi. Czekamy z niecierpliwością na ten czas, gdy będziemy mogli spotkać się w kościołach. Cieszyć się z obecności Boga i ludzi podczas wspólnego świętowania. Jednak dostrzegając różne wrażliwości i różne potrzeby duchowe, opierając się na zasadzie powszechnego kapłaństwa, dopuszczamy możliwość Komunii domowej sprawowanej przez ochrzczonych. W tym wypadku zalecamy, aby nasi współwyznawcy, mający taką potrzebę, kontaktowali się ze swymi duszpasterzami. Duchowni w rozmowach mogą pomóc przygotować się do sprawowania sakramentu i udostępnią przygotowany na taką okoliczność porządek.


Komentarz

W Kościołach chrześcijańskich istnieje ogromne spektrum rozumienia Komunii Świętej, ale też tego, w jaki sposób i przez kogo może być sprawowana. Nie jest to coś, co pojawiło się całkiem niedawno. Kościół czy Kościoły w różny sposób reagowały na wyzwania, wynikające nie tylko z uwarunkowań zewnętrznych (np. prześladowania), jak i wewnętrznych. Doświadczenia te znajdowały swoje odbicie w teologicznej refleksji i liturgii. W początkowym okresie reformacji, kiedy trudno jeszcze było mówić o niezależnych, ewangelickich organizmach kościelnych, świadomość zmian, wyzwań, przełomu, często eschatologicznych oczekiwań, a z drugiej strony prowizoryczności w związku ze zmieniającą się sytuacją i jej oceną, doprowadziły nie tylko do utrwaleniu podziałów, ale i dalszego zróżnicowania stanowisk. Pluralizm opinii pozostał nieodłączną częścią ewangelicyzmu, czy protestantyzmu w ogóle. Jest to z jednej strony wielka siła ewangelicyzmu, ale też jego słabość.

Zresztą, chrześcijaństwo – takiej czy innej proweniencji – nigdy nie było monolitem, a najlepszym świadectwem są pierwsze dzieje Kościoła zapisane w listach apostolskich, ale też w ewangeliach z ich różnorodnym ukierunkowaniem na wrażliwość zborów pogano- i judeochrześcijańskich. Chrześcijaństwo było świadkiem powstawania jednych tradycji, obumierania i zapominania innych, a czasem ich powrotu w niezmienionej lub zreformowanej postaci. W tym wszystkim, jak wierzymy, niezmienna pozostaje Ewangelia o Jezusie Chrystusie, nawet jeśli sposoby jej odczytywania mogą być różne tak, jak różne są nasze konteksty życiowe w skali mikro i makro.

Reformacja była pod wieloma względami powrotem do fundamentów chrześcijaństwa, ale też rezygnacją z powstałej nadbudowy, co w praktyce oznaczało zerwanie z określonymi praktykami, ale też zmianą teologicznego myślenia o Kościele. Reformacja nie była budowaniem wszystkiego od początku, w duchowej próżni, ale łączyła kontynuacje i dyskontynuacje – ot, typowe – szczególnie dla luteranizmu napięcie. Nie była to wymiana jednego kompasu na drugi, bo ten pozostawał niezmienny (Jezus Chrystus), ale pójściem inną drogą – nie zawsze prostszą, nie zawsze trudniejszą. Dotyczyło i dotyczy to wszystkich dziedzin życia kościelnego, nie wyłączając eklezjologii, sakramentologii i wielu innych. Również Kościoły ewangelickie, odrzucając wiele elementów odziedziczonej tradycji, wykształciły własne tradycje przez duże i małe „T”, które każdorazowo decydują o wyznaniowej tożsamości danego Kościoła. W XX wieku nieodłączną częścią tego organizmu stał się ruch ekumeniczny.

Zasygnalizowane wcześniej różnice w rozumieniu urzędu, posługi i sakramentów nie są ani czymś nowym, ani nadzwyczajnym – to truizm. Z tymi pytaniami zmagano się od samego początku. Ciekawym przykładem jest list św. Hipolita Rzymskiego (+235), wczesnochrześcijańskiego pisarza, który wyjaśnia, że „na wyznawcę wtrąconego do więzienia i zakutego w kajdany dla imienia Bożego, nie wkłada się rąk celem udzielenia mu diakonatu lub prezbiteratu, gdyż mocą samego faktu wyznania wiary posiada on już godność taką jak prezbiter.”

Tak było kiedyś. Reformacja znacznie przemodelowała rozumienie sakramentów i urzędu duchownego – w niektórych tradycjach (po)reformacyjnych było to rozpisane na lata lub wieki, w jednych bardziej, w drugich mniej radykalnie. Również w tradycji luterańskiej pojawiały się różne praktyki i koncepcje (chociażby rozumienie urzędu biskupa na terenach niemieckojęzycznych czy w Szwecji) i ta różnorodność pozostała do dziś. Pozostało jednak przywiązanie do powszechnego kapłaństwa ochrzczonych, zresztą to nie tylko jakieś tam przywiązanie do jakiejś tam tradycji jak stroje liturgiczne czy tzw. „ołtarzówka”, ale tkanka ewangelickiego przeżywania Kościoła, przestroga, że Kościół nie jest sprawą wąskiej kasty, ale dotyczy wszystkich. Owszem, także i powszechne kapłaństwo ochrzczonych różnie rozumiano i odmiennie się je do dziś interpretuje i to nawet w ramach jednej, luterańskiej tradycji, a już nie wspominając o innych wyznaniach chrześcijańskich.

Nie ma wątpliwości, że w Kościele luterańskim publiczne sprawowanie sakramentów zastrzeżone jest dla duchownych i to nie dlatego, że duchowni są kimś innym niż nie-duchowni, tzw. świeccy, że są wyposażeni w jakąś szczególną moc, której brakuje świeckim, że ci ostatni mają jakiś defekt, który nadrabiają duchowni poprzez (nie)stopniowane etapy sakramentalnego wtajemniczenia. Nie ma żadnej ontologicznej czy sakramentalnej różnicy między osobą ordynowaną a nieordynowaną. Różnica dotyczy tylko i aż kwestii powołania, które w imię Chrystusa sprawuje Kościół jako wspólnota. Stąd tak wielka i trudna do przecenienia jest odpowiedzialność, jaka spoczywa na duchownych – kobietach i mężczyznach – którzy z powołania Kościoła Chrystusowego sprawują świętą służbę w różnych aspektach życia.

A zatem – inaczej niż jest to w tradycji rzymskokatolickiej czy prawosławnej – ważność sakramentu nie jest zależna od celebransa. Gospodarzem Wieczerzy Pańskiej jest jedynie Chrystus. To On zaprasza do uczestniczenia w Dziękczynieniu, które przekracza wszystkie podziały i ograniczenia. Jedynie dzięki Jego obietnicy „To jest Ciało moje” i „To jest Krew moja” jest On prawdziwe obecny w ziemskich elementach chleba i wina. Jedynie dzięki Jego obietnicy mamy zbawienne pożytki z przystępowania do Komunii Świętej. Niepotrzebne jest do tego filozoficzne instrumentarium, a zaufanie w Słowa Jezusa.

Słowa Ustanowienia nie są jednak czarodziejską formułką, a intymnym słowem, które Kościół poprzez swoje służebnice i sługi powtarza z wiarą (ufnością), że Słowo Pańskie nie wraca puste. Tutaj nie ma magii, ale jest tajemnica. To jest jak z pytaniem: a wy za kogo mnie uważacie?

Aktualna pandemia Covid-19 jest nadzwyczajna pod wieloma względami. Wielu z nas staje przed trudnymi wyzwaniami duchowymi, które w perspektywie Wielkiego Piątku i Wielkanocy nabierają niespotykanego dotąd wymiaru. Można powiedzieć, że Kościół przeszedł w stan awaryjny, ale przecież Kościół zawsze jest w trybie awaryjnym, jeśli na poważnie traktuje słowa Pana o Jego ponownym przyjściu. Przecież powtarzamy w liturgii: przyjdź rychło, Panie! Nowe okoliczności to jednak nowe wyzwania, w których przypominamy sobie o tym, co dzięki łasce mamy, a nie zawsze zauważaliśmy lub docenialiśmy.

Tak też rozumiem list przedstawicieli władz mojego Kościoła. Rozumiem też lęk tych, którzy obawiają się, że przypomnienie o możliwości sprawowania Komunii Świętej w domach przez ochrzczonych-nieordynowanych w sytuacjach granicznych, wyjątkowych, a z taką mamy bez wątpienia do czynienia, jest jakby otwarciem kościelnej puszki Pandory. Trudno jednak pozostać przy tej narracji, bo nie dotykamy przecie rzeczy nam zupełnie nieznanych – mówimy wciąż o Sakramencie i różnych sposobach jego sprawowania, ale też różnych wrażliwościach, stąd też rozsądne wydaje się z jednej strony położenie akcentu na wspólnotowość, a z drugiej wskazanie na wyjątkową z duszpasterskiego punktu widzenia sytuację, w której obok pytań, dotyczących dyscypliny kościelnej, pojawia się fundamentalne pytanie o spotkanie z Chrystusem, o pragnienie społeczności z Nim, właśnie w ten sposób.

W zupełności rozumiem te zalecenia czy apele, które pełne żalu mówią o tym, że nie możemy przystępować teraz do Komunii Świętej. Sam ponad 3 tygodnie temu napisałem w innym miejscu: „A na zaspokojenie głodu wspólnoty Ciała i Krwi Pańskiej przyjdzie czas i wtedy może z tym większą radością, częstotliwością i wdzięcznością przystąpimy do Stołu, który zawsze jest dla nas zastawiony lekiem na nieśmiertelność, której żadna gadanina o koronie i koronach nie zastąpi.”

Podtrzymując te słowa, mam jednak świadomość, że sytuacja się zmieniła i powiem wprost – dumny jestem – że w moim Kościele, nawet jeśli nie istnieje pełna zgoda, co do praktyk sakramentalnych, powstała refleksja przypominająca nam wszystkim, czym właściwie jest Sakrament Ołtarza. Oprócz dumy odczuwam jeszcze większą radość, że wielu z moich Sióstr i Braci w tym szczególnym czasie, jeśli tylko będzie miało takie pragnienie duszy, aby powitać Pana Jezusa w swoich domach obecnego w Sakramencie, będą mogli to zrobić i w ten sposób wniknąć jeszcze mocniej w eucharystyczną tajemnicę. W tym kontekście, nie mniejsza, a jeszcze większa odpowiedzialność i rola naszych duchownych. Być może po pandemii zadamy sobie w naszych parafiach pytanie, dlaczego nie tęsknimy za Wieczerzą Pańską w naszych kościołach w każdą niedzielę, dlaczego nie jest centralnym, obok kazania, wydarzeniem nabożeństwa, dlaczego w pewnym momencie w niektórych parafiach kościoły pustoszeją i zostaje garstka.

Na marginesie (bo jest to sprawa gatunkowo nieco inna) dodam, że nie tylko zarazy skłaniały i skłaniają Kościoły luterańskie na świecie do niestandardowych działań, które są niejako rozwinięciem i pogłębieniem teologii urzędu. Zarówno w Ewangelicko-Luterańskim Kościele w Kanadzie, Ewangelicko-Luterańskim Kościele w Ameryce (ELCA) oraz w luterańskich i unijnych Kościołach w Niemczech, a także w innych miejscach na świecie, od wielu lat istnieje możliwość przewodniczenia przez osoby świeckie nabożeństwom komunijnym – dzieje się to jednak w ramach określonych przepisów, zawsze w porozumieniu z biskupem lub duszpasterzem miejsca i poprzedzone jest przygotowaniem. Być może będzie kiedyś miejsce i czas, aby i ten temat zgłębić przy uwzględnieniu wszystkich różnic wynikających z czasami mocno odmiennego życia eucharystycznego poszczególnych Kościołów luterańskich.

Niemniej, w obecnej sytuacji wszystkim tym, którzy będą przeżywać Wielki Piątek i Wielkanoc w swoich domach bez względu na to, jaki charakter będzie miało ich nabożeństwo domowe. Mam nadzieję, że ten czas skłoni nas jako ewangelików tradycji luterańskiej do jeszcze szerszego spojrzenia na wydarzenie Wieczerzy Pańskiej, odkryje przed nami różne formy i tajemnice Sakramentu, w którym – tak wierzę – w najbardziej intymny i szczególny sposób spotykamy się z Przyjacielem Człowieka ukrytym pod osłoną chleba i wina.


„Pochwalon bądź na wieki, łaskawy Boże nasz, żeś dał grzesznikom leki, miłości jawny znak. W Ołtarza Sakramencie przychodzisz do nas sam; niech zachowamy święcie, coś w nim powierzył nam.” ŚE 407,4

galeria