Kościół w Polsce oddala się od Rzymu

13

W ubiegłym tygodniu przypadała druga rocznica wyboru papieża Franciszka. Biskupi polscy odprawili mszę dziękczynną za pontyfikat i zapewnili o swoim szacunku dla wyrazistej osobowości, stylu duszpasterskiego i radykalizmu ewangelicznego papieża, ale trudno nie odnieść wrażenia, że tak naprawdę to episkopat Polski raczej dystansuje się od papieża.

Inaczej niż zaklinaniem rzeczywistości trudno nie nazwać słów prymasa Polski, w których z dwóch lat pontyfikatu wybiera to, że papież przypomina nam wszystkim prawdy o małżeństwie i rodzinie. A te prawdy to: nierozerwalność, jedność, wierność i otwarcie na życie. Zaraz po tym następuje modlitwa za październikowy synod o rodzinie, który – co tu dużo kryć – napawa naszych biskupów ciężkim przerażeniem już choćby przez to, że będzie się na nim mówić o katolikach żyjących w związkach pozamałżeńskich a nawet o sytuacji homoseksualistów w Kościele.

Trudno się nawet dziwić temu dystansowi polskich biskupów do obecnego następcy świętego Piotra. Jeżeli Namiestnik Chrystusa cały czas podkreśla, że chce wychodzić na peryferia i szukać zaginionych owiec to polscy następcy apostołów troszczą się o te, które nie odeszły. Nie jest przypadkiem, że mainstreamowe media katolickie jedynie wobec obecnego papieża używają słowa kontrowersyjny. Kontrowersyjne są słowa papieża (zwłaszcza te w rozmowie z dziennikarzami po papieskich pielgrzymkach), kontrowersyjne jest zerwanie z tradycją (rezygnacja z mieszkania w pałacu papieskim, zwykłe buty, wielkoczwartkowe umywanie nóg nie następcom apostołów i nawet nie katolikom), kontrowersyjny jest sam synod o rodzinie, bo właściwie po co skoro Magisterium jasno określiło zasady którymi powinny się kierować rodziny. Przy czym sam papież – szczerze mówiąc – nie mówi za wiele o rodzinie.

Zresztą i ewangelie za dużo o rodzinie nie mówią. Papież mówi do nas jak do uczniów Jezusa, aspekt rodzinny jest w tym tak samo ważny jak i indywidualny. Wierny w Polsce śledzący komunikaty i wypowiedzi biskupów może natomiast odnieść wrażenie, że jedyną troską biskupów jest rodzina, która to jest zagrożona przez pokusy oferowane przez świat no i oczywiście przez świadome działania wrogów Kościoła i rodziny. Przy czym zbyt często w jednym szeregu tych samych zagrożeń jest stawiana: antykoncepcja, aborcja, in vitro oraz (sic!) konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Nawet jeśli dla biskupów są to rzeczy o tej samej randze zła to jednak nie jest tak, że każdy zwolennik konwencji, antykoncepcji a nawet in vitro jest jednocześnie za aborcją. Wrzucenie zaś wszystkich tych rzeczy do jednego „koszyka zła” sprawić może, że nawet ten niekwestionowany sukces jakim dla polskiego Kościoła była obecna ustawa o planowaniu rodziny dopuszczająca aborcję tylko w trzech sytuacjach i to pod określonymi warunkami straci dotychczasowe poparcie społeczne.

Zwłaszcza, że sprawa z uregulowaniem prawnym in vitro jasno pokazuje, iż biskupi popełnili błąd nie popierając projektu Jarosława Gowina i licząc na przeforsowanie całkowitego zakazu pozaustrojowego zapłodnienia. Jeżeli chodzi o konwencję „antyprzemocową” to też głos przeciw polskiego Kościoła brzmiałby może bardziej poważnie gdyby nie pamięć o tym, że biskupi byli przeciwni uchwaleniu ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 2005 roku, a zwłaszcza jej zmianie w 2012 roku. Teraz jest natomiast wskazywana jako wystarczające i dobre prawo i używana jako argument dla braku potrzeby wprowadzania do polskiego porządku prawnego „genderowej” konwencji. A tymczasem nawet dla praktykujących regularnie wiernych zło aborcji nie jest tożsame ze złem antykoncepcji czy in vitro – nie wspominając o ratyfikowaniu konwencji. Oczywiście winę za to można zawsze przypisać podatności wiernych na medialną liberalną propagandę ale z drugiej strony chyba w takim razie też coś szwankuje po stronie hierarchów – skoro nie potrafią przekonać wiernych mając do dyspozycji katechezę w szkołach, kazania na mszach czy media katolickie.

Obserwując większość polskich hierarchów trudno bronić ich od zarzutu, że postrzegają Kościół jak oblężoną twierdzę. I trudno nie zestawiać ich postawy z postawą papieża, który nie boi się uniżenia, ośmieszenia a nawet niezrozumienia.

Papież – będący orędownikiem większej kolegialności w Kościele oraz zwiększenia roli lokalnych episkopatów – nie będzie ingerował w codzienność Kościoła w Polsce. Jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że dla wielu biskupów to co mówi i to co robi jest niewygodne nawet jeżeli nie nakazuje innym robić i mówić tego samego. I niewykluczone, że mają nadzieję, iż przepowiednia papieża Franciszka o krótkim pontyfikacie stanie się rzeczywistością. Na razie wszakże mamy taką sytuację, że jak zostaną ogłoszone kolejne statystyki czy to dominicantes czy powołań to będzie zastanawianie się czy to efekt Franciszka czy raczej polskiego episkopatu. Bo nie jest to jedna orkiestra. I można się oburzać na badania takich czy innych ośrodków badania opinii publicznej że nie zadaje właściwych pytań katolikom ale trudno też nie zauważyć, że żadne ośrodki katolickie badań np. przed październikowym synodem o rodzinie nie prowadzą. A w końcu te miałyby dostęp do wiernych regularnie praktykujących i takich, którzy nauczanie polskich biskupów o rodzinie znać jak najbardziej powinni.

Ekumenizm.pl: Duszpasterze zdradzili Jana Pawła II?