- 15 kwietnia, 2026
- przeczytasz w 5 minut
Trump jako Jezus albo Jezus czule obejmujący Trumpa – dwie grafiki, które poruszyły USA, oburzają światową opinię publiczną, a nawet wpływają na relacje międzynarodowe. W pakiecie krytyka „słabego papieża”. Dlaczego to nie powinno nikogo dziwić?
Jezus, czyli rekwizyt Trumpa
Trump jako Jezus albo Jezus czule obejmujący Trumpa – dwie grafiki, które poruszyły USA, oburzają światową opinię publiczną, a nawet wpływają na relacje międzynarodowe. W pakiecie krytyka „słabego papieża”. Dlaczego to nie powinno nikogo dziwić?
Donald Trump opublikował na swojej platformie społecznościowej grafikę wygenerowaną przez SI, na której stylizowany jest na Jezusa uzdrawiającego chorego cudowną mocą. Zapytany o głosy wzburzenia i zgorszenia, Trump stwierdził, że tylko radykalni lewacy mogli tak pomyśleć, bo przecież każdy powinien wiedzieć, że na grafice występuje w roli lekarza. Grafikę usunął niesmak pozostał.
Dziś, tj. 15.04.2026, udostępnił inną grafikę, na której już nie jest Jezusem, ale przez Jezusa jest obejmowany. Zapewne nie chodzi o wizualizację faktu, że Jezus wszystkich przyjąć chce, ale raczej o endorsing, czyli poparcie, którego Jezus miałby udzielać Trumpowi.
Do tego dochodzi niewybredny atak na Leona XIV, który według Trumpa, zawdzięcza mu to, że w ogóle został papieżem, ale i opinia amerykańskiego prezydenta, że papież się nie sprawdza, źle pracuje i powinien się skoncentrować na tym, aby być wielkim papieżem.
Trump, papież, Luter
Rzeczony papież do sprawy podszedł z duszpasterskim spokojem, wzorowo, i nie dał się sprowokować płytkim atakom prezydenta, czego właściwie należało się spodziewać. Podobnie należało się spodziewać, że najbliższe grono wyznawców stanie murem za prezydentem, przekonując, że papież powinien się zająć papieżowaniem, ale tak jak to rozumie obecna administracja. A jak? To już wyjaśnił urzędowy katolik Białego Domu – J. D. Vance – który religią posługuje się jak modeliną zupełnie jak dzieci w przedszkolu podczas zajęć z plastyki.
W tym kontekście pojawił się zabawny komentarz nowozelandzkiego pisarza Stephena Daisley’a na łamach Spectator: „Wyobraź sobie, że zamiast 95 tez Marcin Luter nabazgrał niepiśmienną paplaninę na odwrocie menu z Dennny’s i przybił to do drzwi najbliższego kościoła – oto obraz polemiki Donalda Trumpa przeciwko Leonowi XIV.” Denny to popularna w USA sieciówka z fastfoodem, a komentarz Daisley’a dotyka istoty rzeczy.
W USA i na całym świecie, w tym szczególnie we Włoszech, ale także w Polsce (np. prymas Wojciech Polak) posypały się na Trumpa słowa krytyki. Nie słychać ich zasadniczo ze strony tych, którzy w festiwalowo-religijnej ekstazie wykrzykiwali w sali plenarnej Sejmu nazwisko Trumpa albo przekonywali w mediach, że Trump jest ratunkiem dla chrześcijańskiej cywilizacji, w tym także dla Europy.
Nihil novi
Zasadniczo, zdziwienie i zgorszenie postawą Trumpa może zaskakiwać, gdyż ostatnie tyrady pod adresem Leona XIV i rozmiłowanie gospodarza Białego Domu w tandetnych grafikach SI świadczą o czymś więcej niż niemierzalnym i patologicznym narcyzmie. Pozostawiając na boku podnoszone publicznie spekulacje na temat dyspozycji zdrowotnych Trumpa, należy podkreślić coś innego.
Otóż, prezydent Donald J. Trump jest absolutnie konsekwentny w swoim postępowaniu, a także w tym, jak ustosunkowuje się do religii, a konkretnie do chrześcijaństwa. To jego wyznawcy wykazują się brakiem rozeznania, roztropności i łamią w głębszym sensie Boże przykazanie: nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Religia zawsze była, jest i nic na to nie wskazuje, że się to zmieni, instrumentem, a więc narzędziem, którym Trump posługuje się sprawnie i skutecznie. Czy to będą rozmodlone grupy interesu w Gabinecie Owalnym, reprezentujące konglomerat (neo)protestanckich MAGA-sekt, czy potężne organizacje religijnej prawicy zespawane z lobby zbrojeniowym czy jeszcze inni aktorzy świętoszkowatego ekstremizmu różnych wyznań – oni wszyscy i Trump tworzą koalicję zwiedzenia, w której spotykają się i uzupełniają interesy polityczne, czasami ideologiczne, a na pewno gospodarcze.
Fakt, że część amerykańskiej czy europejskiej prawicy o religijnej proweniencji w ogóle założyła, że Trump jest Bożym narzędziem pokoju czy nawet mesjaszem religijnego renesansu pokazuje albo naiwność albo cynizm parachrześcijańskich ekstremizmów. A może jedno i drugie. Jeśli ktoś nie rozpoznał w Trumpie MAGA-Antychrysta, nawet wtedy, gdy on sam to wyraźnie pokazuje, świadczy jak najgorzej o tych, którzy wciąż śnią sen o Trumpie, pseudo-zbawicielu, pseudo-księciu pokoju, który w trzy dni kończy wojny (a nawet osiem wojen) i niezłomnie walczy o pokój na świecie.
Fakt, że Trump nie widział niczego nagannego w publikacji pierwszego zdjęcia, odmówił przeproszenia papieża czy swoich katolickich tudzież protestanckich wyborców oraz że opublikował kolejną grafikę, konsekwentnie wpisuje się w bałwochwalczy wajb prezydenta i jego akolitów, wielbiącego go jak Izraelici złotego cielca.
To naprawdę słabe, że dopiero po żenujących słowach Trumpa pod adresem Leona XIV część prawicowo uwarunkowanego komentariatu zaczęła widzieć rysy na wizerunku skrzywionego pato-mesjanizmu. Przecież to wszystko od dawna składało się na logiczną całość – od krytyki Trumpa pod adresem biskup Mariann Edgar Budde, a skończywszy na ocenianiu papieża Franciszka czy Leona XIV. To nie jest tak, że papieża nie można oceniać lub nie wypada (wiedzą o tym nawet katolicy). Wszyscy chyba pamiętamy, jakie komentarze wywołały niepotrzebne słowa śp. papieża Franciszka nt. szczekającego NATO i wojny w Ukrainie.
Jednak to, co bezrefleksyjnie rozpyla Trump pod adresem Leona XIV wyraźnie pokazuje, że zarówno katolicy i ich papiestwo, ewangelikalni i ich megakościoły z platformami zakupowymi są dla niego – i zawsze były – instrumentami zwiedzenia mas, ideologicznym botoksem w nihilistycznej walce o władzę i dominację, w której nie liczy się prawo międzynarodowe, a opcją na stole zawsze jest eksterminacja całej cywilizacji.
Chrześcijaństwo nie pierwszy raz się kompromituje. Kompromitowało się często – czy to w czasie II wojny światowej, czy teraz, gdy moskiewska odmiana prawosławia wspiera ludobójstwo, a sekciarskie hipostazy protestantyzmu czy innych tradycji żerują, utrzymują i w imię Boże z tzw. tradycyjnymi wartościami na ustach budują nową Wieżę Babel. Kolejne słowa i czyny Trumpa są kolejnym ostrzeżeniem przed kolejną katastrofą, której można uniknąć.