Kaznodzieja nienawiści tymczasowo uciszony – ks. Guz z zakazem mówienia o Lutrze i reformacji

120

Przełożeni ks. prof. Tadeusza Guza, rzymskokatolickiego duchownego i filozofa, wydali księdzu zakaz wypowiadania się o Lutrze i reformacji. Guz znany jest z ostrych wystąpień przeciwko Lutrowi, reformacji i Kościołowi ewangelickiemu. Swoje wypowiedzi popularyzował głównie w mediach związanych z koncernem o. Tadeusza Rydzyka.

Podczas wykładu Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana w Szczecinie zatytułowanego „Negacja Mszy Świętej”, który odbył się 20 marca br., ks. Guz został zapytany o reformację w kontekście działań ekumenicznych papieża Franciszka. Duchowny wyjaśnił, że nie może udzielić odpowiedzi, ponieważ obiecał swoim przełożonym (Guz jest prezbiterem archidiecezji lubelskiej), że nie będzie wypowiadał się o reformacji i Lutrze.

W 2017 r. ks. Guz otrzymał tytuł profesora zwyczajnego od Prezydenta Andrzeja Dudy.


Komentarz

Od dawna ks. prof. Guz stylizuje się na znawcę historii reformacji, Lutra, a nawet teologii ewangelickiej. Ks. Guz sympatyzuje z niszową akademią w Niemczech, znajdującą się poza jakimkolwiek miarodajnym, cenionym i uwzględnianym w międzynarodowych badaniach teologicznych dorobkiem naukowym. Ani wspomniana akademia, ani tym bardziej ks. Guz nie byli i nie są uczestnikami poważnego i liczącego się dyskursu teologicznego w odniesieniu do historii reformacji. Guz bazując na wyrwanych z kontekstu wypowiedziach Lutra, osobistych uprzedzeniach ubranych w ahistoryczną krytykę Lutra m.in. z perspektywy tak, a nie inaczej rozumianego heglizmu, bez rzetelnego odniesienia do tekstów źródłowych i aktualnej literatury przedmiotu, promował w mediach wypowiedzi antagonizujące, które trafiały na podatny grunt słuchaczy. Słowa Guza nie przyczyniły się w żadnym stopniu do krytycznego postrzegania reformacji, ale dawały i dają asumpt do pogłębiania postaw nietolerancyjnych i uprzedzeń. Zamiast wyjaśniać, wprowadzały zamęt i fałszywe treści. Po prostu promowały niezgodę, nienawiść i kłamstwo. Stąd też bez przesady ks. Guza w pełni zasłużył na miano kaznodziei nienawiści.

Duchowny z premedytacją dokonywał niedopuszczalnego – zarówno dla naukowca, jak i księdza – wykrzywienia reformacyjnej teologii, nie uwzględniał jej samozrozumienia, podając audytorium treści zideologizowane, więcej niż uproszczone, kłamliwe i nacechowane wrogością, a to wszystko w tonie religijnego uniesienia i religijnego fanatyzmu. Nie tylko sugerował, ale i odmawiał reformacji chrześcijańskiego charakteru, sugerował demoniczne pochodzenie protestanckiej teologii, opierając się na posklejanych z różnych źródeł wypowiedzi reformatora tudzież innych teologów. Nie rozumiał i chyba nadal nie rozumie, jaka jest ranga reformatora i jego wypowiedzi dla teologii ewangelickiej, i dla Kościoła ewangelickiego. Oczywiście, wszystko można usprawiedliwić nagannym warsztatem naukowym, brakiem kompetencji w poruszanym temacie albo odmiennym paradygmatem, jednak to i tak nie wyjaśnia radykalnej zaciekłości.

Cytując klasyka: wielokrotnie i na różne sposoby próbowano poradzić sobie z problemem Guza, co było nie tyle trudne, co po prostu niezręczne: jak można podejmować polemikę z kimś, kto do rozmowy nie jest przygotowany, nie dysponuje – jak pokazują teksty i wypowiedzi ks. Guza – podstawową wiedzą nt. Lutra, protestantyzmu i teologii ewangelickiej. Jak rozmawiać z kimś, kto nie jest ukierunkowany na dialog, a na konfrontację. Podjęcie polemiki z Guzem uwiarygadniałoby również go jako partnera w dyskusji, który posiada kompetencje do wypowiadania się w temacie. Takich osób wśród współczesnych teologów rzymskokatolickich nie brakuje, ale nie należy do nich z pewnością ks. Guz. Zresztą skromny dorobek naukowy duchownego pokazuje, że nie jest autorem żadnej publikacji teologicznej, ukazującej nowe horyzonty badań nad reformacją i – co nie mniej ważne – uwzględniającej dotychczasowy stan badań.

Niezręczny był również fakt, że duchowny umocowany w strukturach Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, w ramach którego działa ceniony Instytut Ekumenicznego, produkował treści nie tylko antyekumeniczne, ale i antychrześcijańskie, niezgodne chyba z misją KUL. Przez lata nikt nie mógł poradzić sobie z tym wyzwaniem, co ukazywało z jednej strony ekumeniczną znieczulicę, a z drugiej karmiło radykalizmy również po protestanckiej stronie. Każdy „Guz” ma swój odpowiednik po drugiej stronie – czasem mniej radykalny, czasem bardziej umiarkowany. Reakcją wielu środowisk protestanckich na Guza był antykatolicyzm i odrzucenie ekumenizmu w ogóle, tudzież podejrzenie o nieszczerość/dwulicowość intencji hierarchii rzymskokatolickiej w odniesieniu do kontaktów ekumenicznych z Kościołem ewangelicko-augsburskim.

Dyskusji z ks. Guzem nie podjęła też Chrześcijańska Akademia Teologiczna współpracująca z KUL. Być może z powodów wspomnianych wyżej. Odnosząc się do polemiki firmowanej m.in. przez ks. Guza, rektor Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, ks. prof. Bogusław Milerski, powiedział w rozmowie z portalem luter2017.pl: „Trudno mi jako profesorowi polemizować na takim poziomie. To mniej więcej tak jakbym powiedział, że przyjęcie arystotelesowskiej metafizyki jako całościowej filozofii, legitymizującej późniejszą scholastykę, było przyczyną absolutyzmu i cierpień z nim związanych. To jest dokładnie ten sam poziom logiki wywodu. Przyjmujemy całościowy system metafizyczny, co w konsekwencji prowadzi do totalitaryzmu. To niedorzeczność.” (cała rozmowa tutaj)

Ze strony Kościoła ewangelicko-augsburskiego działania, mające na celu rzeczowe wyjaśnienie sytuacji podejmowane były zakulisowo i wielokrotnie. Przez krótki czas działały, jednak ks. Guz zachęcony radykalizmem i chyba biernością czynników kościelnych powracał do roli antyreformacyjnego apostoła. I tak było do niedawna. Być może pretekstem do załatwienia sprawy jest chęć strony rzymskokatolickiej do (tymczasowego?) znormalizowania sytuacji w ramach obchodów 500 lat reformacji (w Lublinie odbędzie się duża konferencja międzynarodowa). Być może ktoś wreszcie zrozumiał, że wypowiedzi Guza przynoszą hańbę polskiej teologii rzymskokatolickiej. A może były inne czynniki w grze. Wiadomo jednak, że oczekiwania strony luterańskiej podnoszone podczas wspólnych spotkań na wysokim szczeblu przyniosły rezultat, jednak nie jest to powód do radości.

Uciszanie kogoś za pomocą kościelno-prawnych instrumentów nie jest ani ekumeniczne, ani tym bardziej ewangelickie. Szkoda, że nie znalazły się inne sposoby. A  może „po prostu” nie było innego wyjścia…