Papież przeciął spór: największa parafia tradycji anglikańskiej włączona do Ordynariatu

17

W latach osiemdziesiątych, po wprowadzeniu ordynacji kobiet przez Kościoły anglikańskie i fali konwersji na katolicyzm, papież Jan Paweł II na mocy Klauzuli Duszpasterskiej (ang. Pastoral Provision) zezwolił na udzielanie świeceń w Kościele katolickim żonatym księżom anglikańskim oraz tworzenie specjalnych parafii dla katolików tradycji anglikańskiej – choć w ramach poszczególnych diecezji.

15 sierpnia 1983 roku, pierwszą tego typu parafię, pod wezwaniem Matki Bożej Pojednania (ang. Our Lady of the Atonement), erygowano w amerykańskim mieście San Antonio. Na jej czele stanął wywodzący się z Kościoła Episkopalnego ksiądz Christopher Phillips. W chwili utworzenia, parafia liczyła… 18 wiernych (w tym żona i trójka dzieci księdza). Początkowo wierni gromadzili się w wynajmowanych salach, ale szybko zaczęło ich przybywać. Po pewnym czasie, diecezja sprzedała (!) własnej, diecezjalnej parafii za 83 tys. dolarów zbędną działkę na słabo zaludnionych przedmieściach, gdzie z czasem udało się własnym sumptem wznieść kościół, a potem szkołę. W ciągu ponad 30 lat istnienia, liczba wiernych wzrosła do ok. 2500 osób, a szkoła (na ponad 500 uczniów) zyskała renomę najlepszej szkoły katolickiej w Teksasie. Przyczyniła się do tego piękna i dostojna liturgia sprawowana w specjalnym rycie anglikańskim oraz pielęgnowanie innych tradycji anglikańskich (np. wszyscy uczniowie obowiązkowo uczestniczą w zajęciach chóralnych).

Kiedy papież Benedykt XVI utworzył Ordynariaty dla wiernych tradycji anglikańskiej, które są całkowicie niezależnymi strukturami na prawach odrębnych diecezji, inne parafie tego typu bez żadnych problemów ze strony biskupów diecezjalnych przeszły do amerykańskiego Ordynariatu (np. arcybiskup Houston przekazał parafii katedralnej Ordynariatu ziemię i budynki za symboliczną kwotę 10 dolarów). Jednak parafia w San Antonio padła ofiarą swojego sukcesu materialnego i miejscowy arcybiskup nie miał ochoty pozbywać się tak lukratywnego majątku. W styczniu, spór uległ gwałtownemu zaostrzeniu, a ksiądz Phillips, który zgłosił akces do Ordynariatu, został odsunięty od kierowania parafią.

Sprawa trafiła do Stolicy Apostolskiej. Rozstrzygnięcie zapadło z szybkością rzadko spotykaną w takich przypadkach. Z dniem 21 marca, papież zarządził natychmiastowe włączenie Parafii Matki Bożej Pojednania w San Antonio, wraz z całym majątkiem, w struktury Ordynariatu. To już kolejna z wielu decyzji Franciszka, którymi jednoznacznie wsparł to ekumeniczne dzieło swojego poprzednika.

Obecnie istnieją trzy Ordynariaty dla wiernych tradycji anglikańskiej: Katedry Świętego Piotra w USA i Kanadzie, Matki Bożej z Walsingham w Anglii, Walii i Szkocji oraz Matki Bożej od Krzyża Południa w Australii z Japonią. Po pięciu latach istnienia liczą blisko 200 księży, kilkunastu kleryków i 20 sióstr zakonnych. Liczba wiernych objętych opieką duszpasterską dynamicznie rośnie z roku na rok, zwłaszcza w USA, a po ostatniej decyzji papieża zaczyna sięgać 18-20 tysięcy. Ordynariaty posługują się odrębną wersją liturgii mszy świętej (wg mszału zatwierdzonego przez papieża Franciszka), sprawują wywodzące się z tradycji anglikańskiej nieszpory (ang. Evensong), celebrują anglikańską tradycję chóralną, mają żonatych księży i – zgodnie z tradycją anglikańską – znacznie bardziej kameralne parafie (zwykle najwyżej kilkaset osób).

>> Ekumenizm.pl: Ekumeniczna premiera w Watykanie

  • Robert Kozak

    Polemizowalbym z okresleniem papieskiej prowizji ordynariatu jako „ekumenicznej” inicjatywy. Ja to widze jako inicjatywe, ktora umozliwila odloczenie sie od Kościoła Anglikanskiego wiernych przeciwnych ordynacji kobiet. Tym samym spowodowala ona glebszy podzial poprzez zaproponowanie prostego rozwiazania. W Anglii nie slychac o tak spektakularnych sukcesach ordynariatu. Właściwie to nie słychać o żadnych sukcesach tej quasi-anglikanskiej wspólnoty. Do dziś mam w pamięci obraz konferencji prasowej, w czasie której Arcybiskup Canterbury, Rowan Williams wraz z rzymskim Arcybiskupem Vincentym Nicholsem musieli przybrać dobre miny do złej gry i z pewnym zażenowaniem próbowali wyjaśnić tę nową „ekumeniczną” sytuację dwóch siostrzanych kościołów. Ciężko sobie wyobrazić tak swietlana przyszłość ordynariatu w Anglii, jak ta amerykańska opisana w artykule.

  • Defender

    Oczywiście że Ordynariaty w radykalny sposób uwidaczniają różne rozumienie ekumenizmu i każą odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest jego ostatecznym celem.
    Określenie „dwa siostrzane Kościoły” jest sprzeczne z eklezjologią katolicką, a z katolickiego punktu widzenia Ordynariaty są uważane za „ekumenizm spełniony”, Decyzję papieża Benedykta wielu uważa za „proroczy gest” i model dla pojednania chrześcijan w duchu „zjednoczeni, lecz nie wchłonięci” (united but not absorbed).
    W Anglii istotnie wielu liberalnych biskupów już w latach osiemdziesiątych uniemożliwiło utworzenie parafii tradycji anglikańskiej (takich jak w USA), a po utworzeniu Ordynariatu rzuca mu kłody pod nogi.
    Jednak akurat abp Nichols do nich nie należy. Przekazał Ordynariatowi w opiekę piękny kościół w samym centrum Londynu (w Soho) – który wcześniej „słynął” jako miejsce dość kontrowersyjnych spotkań dla osób LGBT. W Anglii nie ma też możliwości tak łatwego nabywania budynków jak w USA. Jednak te parafie, którymi zarządza Ordynariat, też gwałtownie pęcznieją. Przekazana im w innej londyńskiej diecezji (po południowej stronie Tamizy) Parafia Najświętszej Krwi odnotowała w ostatnich latach jeden z największych wzrostów liczby wiernych w całej Wielkiej Brytanii. Oprócz „użyczonych” kościołów, angielski Ordynariat zakupił też wreszcie pierwszy własny budynek (w Torquay, w Devon) od metodystów. Ponadto, ofiarodawcy ofiarowali budynek klasztorny dla benedyktynek tradycji anglikańskiej, które to zgromadzenie jest perłą w koronie brytyjskiego Ordynariatu. Rozwój jest wolniejszy (i rzeczywiście mniej spektakularny) niż w USA, ale bardzo stabilny. Ordynariaty liczą dopiero 5 lat, a zaczynały kompletnie od zera!

  • Robert Kozak

    Może faktycznie przesadziłem używając określenia „siostrzane kościoły”. KRK to jednak jakby kościół-matka, a Kościół Anglii jej córka, która w pewnym momencie stwierdziła, ze woli być „na swoim”. Relacja między matką-kościołem i jej córką może być bardzo dynamiczna, letnia, lub właściwie nie istniejąca. Obecnie wydaje się być dość dynamiczna, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę wspólny dialog teologiczny między kosciolami (ARCIC), jak również chęć wspólnej modlitwy (np. ostatnie nabożeństwo, Evensong, w bazylice św. Piotra).

    Z całym szacunkiem dla papieża Bedektykta, wielu nie uważa jego decyzji za „proroczy gest”, ponieważ nie był to żaden łaskawy gest zapowiadający przełom w relacjach między kosciolami, tylko zwykła ingerencja z góry, a w najlepszym wypadku pozytywna odpowiedź na prośbę pewnych wiernych, aby przyjąć ich w struktury KRK.

    Jakoś nie widać by niezmierzona rzesza anglikanow wstępowała do ordynariatu. Częściej spotykam się z osobami, które jeśli już dołączają do KRK, to robią to omijając ordynariat szerokim łukiem. A prawda jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowana. Są przecież i tacy, którzy po pewnym czasie w KRK wracają do Kościoła Anglii, bo jak się okazuje rzeczywistość kościoła-matki nieco rozni sie od tej wymarzonej.

    Życzę ordynariatowi jak najlepiej, ale i też omijam go szerokim łukiem. Zupełnie nie widzę sensu istnienia takiej instytucji. A idea „ekumenizmu spełnionego” wpisuję się idealnie w retorykę ekumenizmu na naszych warunkach, z którą po prostu nie sposób dyskutować.

  • Defender

    „Zupełnie nie widzę sensu istnienia takiej instytucji.”
    ***
    Podstawowy sens Ordynariatów polega z grubsza na dwóch rzeczach:
    (i) Wierni mogą przechodzić jako całe wspólnoty wraz ze swym duszpasterzem – zostaje zachowana zbudowana przez lata spoistość tych wspólnot, która jest przecież wielką wartością; oznacza to, że Kościół katolicki nie przekreśla, lecz docenia wszystko to, co Bóg zdziałał w tych wspólnotach nawet wtedy, gdy nie były w pełnej jedności;
    (ii) W okresie rozbicia jedności, anglikanizm wypracował pewne bardzo wartościowe tradycje, choćby przepiękne przekłady psalmów czy modlitwy liturgiczne oraz niezrównana chyba w całym chrześcijaństwie tradycja chóralna. Chodzi o to, żeby zachować wszystkie te wartości i osiągnięcia, które w żaden sposób nie sprzeciwiają się jedności wiary. W „Anglicanorum coetibus” papież Benedykt napisał, że wierni wywodzący się z tradycji anglikańskiej mają wiele skarbów duchowych, którymi mogą ubogacić innych katolików. Innymi słowy, uznał, że Kościół katolicki także coś zyskuje od tych, którzy powracają do pełnej jedności!
    ***
    Zatem, Ordynariat omijają „szerokim łukiem” przeważnie osoby: (i) których konwersja ma charakter indywidualny, (ii) które nie są szczególnie przywiązane do dziedzictwa anglikańskiego, lecz wolą raczej w pełni zanurzyć się w ogólnej – i oczywiście także przebogatej – tradycji katolickiej.
    Utworzenie Ordynariatów daje wybór, a nie przesądza, jakoby zwykła droga diecezjalna była jakaś gorsza.

  • Defender

    „Jakoś nie widać by niezmierzona rzesza anglikanow wstępowała do ordynariatu.”
    Nikt rozsądny nigdy tego nie oczekiwał. Kiedy powstawały 5 lat temu, dyskutując na tym forum z „Praduszem” napisałem, że sukcesem będzie jeżeli po 10 latach będą miały 10 tys. wiernych. Po 5 latach, mają dwa razy tyle.
    A w Anglii, sprawa bpa Northa pokazuje, że konserwatywna część CofE będzie miała coraz trudniej, zwłaszcza jak po wywalczeniu ordynacji biskupek nurt progresywny zajmie się kolejnym punktem z agendy, czyli błogosławieniem związków jednopłciowych.
    „omijam go szerokim łukiem”
    Wielka szkoda, że zgodnie z prawem kanonicznym delikt schizmy jest generalnie istotną przeszkodą do święceń w Kościele katolickim 😉
    Choć z drugiej strony, nigdy nic nie wiadomo, bo właśnie w Ordynariatach papież udzielił kilku niespodziewanych dyspens dla księży anglikańskich, którzy wcześniej już w dojrzałym wieku odeszli od jedności z Kościołem.

  • Cleo

    Ciekawa jestem, czy koncepcja ordynariatów dla luteran(ów), powzięta kilka lat temu, jest nadal rozważana w Watykanie?
    Myslę, że może stać się interesująca dla części wyznawców KEA w sytuacji, jeżeli nowo wybrany Synod naszego Koscioła przyklepie ostatecznie ‚Ordynację kobiet na prezbiterów’.

  • Takie plotki się pojawiły i był tekst na ekumenizm.pl. W odniesieniu do luteranów te koncepcyjki ordynariatowe w ogóle nie działają, co ma uzasadnienie teologiczne i nie tylko. Jeśli wyczekuje pani ordynariatu dla luteran, którzy po przejściu do potencjalnych ordynariatów, nie byliby już ani ewangelikami, ani tym bardziej luteranami to sugeruję bezzwłoczną konwersję na anglikanizm. Prościej, konsekwentnie i szybciej.

  • Jakkolwiek z ks. Robertem w 99% się zgadzam, nie potrafię wpisać się w jego życzenia ad. ordynariatów. Ta konstrukcja dla zbiegłych anglikanów wywołała więcej szkód niż pożytku, i była niestety kolejnym wykwitem rzymskiego uniatyzmu. Szkoda.

  • Defender

    „zbiegłych anglikanów” – to ukute przez Pana pięć lat temu sformułowanie jest chyba najsłynniejszą „catch phrase” na tym portalu 😉

  • Defender

    1. Ordynariaty są oczywiście pomyślane jako „prototyp”. Z tym, że Kościół katolicki myśli raczej w dziesięcioleciach niż latach. Diecezjalne parafie tradycji anglikańskiej (takie jak ta w San Antonio) obserwowano 25 lat, zanim zaproponowano znacznie bardziej „zaawansowany” model Ordynariatu, w którym parafie nie podlegają biskupom diecezjalnym, ale mają własnego, niezależnego ordynariusza.
    2. Papież Franciszek zdecydował o poszerzeniu grona osób, które mogą się stać pełnoprawnymi członkami Ordynariatu, o wszystkich, którzy przyjmą w nim jeden z sakramentów inicjacji (choćby bierzmowanie) – niezależnie z jakiej tradycji się wywodzą! W związku z tym, w USA do Ordynariatów przychodzi także sporo luteran, prezbiterian czy innych protestantów – o ile cenią sobie „wysokokościelną” liturgię anglikańską oraz pewien specyficzny klimat parafialny (bardziej kameralny, czy nawet mówiąc żartobliwie „intymny”, niż w powszechnej tradycji katolickiej). Do Ordynariatu w USA przeszli też pojedynczy pastorzy luterańscy, którzy na zasadzie umowy o wzajemności mieli prawo nauczania w parafiach anglikańskich i upodobali sobie tę tradycję.

  • Cleo

    Droga Redakcjo, pozwolę sobie na minutę szczerości i powiem że marzy mi się filia kościoła prawdziwie luterańskiego (tzw.staroluterańskiego), np. SELKu z Niemiec czy innego, który należy do Miedzynarodowej Rady Luterańskiej (a nie ŚFL) …. Czasami marzenia się spełniają ….

  • niezmiennie cieszę się, że się Panu podoba :)))

  • każdy ma prawo do marzeń, nawet do najbardziej absurdalnych.

  • Cleo

    A dlaczego konserwatywny luteranizm to Pana zdaniem – absurd…?

  • karneol

    Dla mnie „konserwatywny luteranizm” to contradictio in adiecto.
    Sugeruje trzymanie się „litery” (np dogmatu) – i nie oddaje „dynamiki wiary” (P. Tillich)

  • Cleo

    A ja myślę, że najlepszym przykładem contradictio in adiecto jest fakt, że 80% wyznawców Svenska Kyrkam przyznaje, że nie wierzy już w Boga …
    I to byłaby raczej ta smutna „dynamika niewiary”

  • 500 lecie reformacji, jakiej konstrukcji trzeba uzyc aby z jednej strony chwalic wydarenie wielkiego podzialu chrzescijan zachodnich a z drugiej krytykowac duszpasterski gest ktory w swojej istocie jest zarezerwowany dla naprawde niewielkiej grupki wiernych?