Ekumenizm na świecie

Jak uznać, nie uznając: rzymska sztuka ekumenii


Spo­tka­nie Leona XIV z abp Sarah Mul­lal­ly było uprzej­me – ale dale­kie od eku­me­nicz­ne­go entu­zja­zmu. Brak litur­gicz­nych gestów nie był przy­pad­kiem, lecz sygna­łem: gra­ni­ce dia­lo­gu wyzna­cza nie eku­me­nia, lecz napię­cia wewnątrz Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go.


Pierw­sze, a zapew­ne nie ostat­nie spo­tka­nie Leona XIV z abp. Sarah Mul­lal­ly odby­ło sie w atmos­fe­rze dobrej, a nawet i ser­decz­nej.

Mimo histo­rycz­ne­go cha­rak­te­ru (pierw­sza kobie­ta na urze­dzie abpa. Can­ter­bu­ry i jubi­le­usz 60-lecia spo­tka­nia papie­ża Paw­ła VI i abp. Ramsey’a) spo­tka­nie pozba­wio­ne było wyraź­nych akcen­tów litur­gicz­nych, któ­re zna­my choć­by z czę­stych spo­tkań papie­ża Fran­cisz­ka z abp. Welbym czy cho­ciaż­by z pamięt­ne­go nabo­żeń­stwa eku­me­nicz­ne­go w Opac­twie West­min­ster­skim z udzia­łem papie­ża Bene­dyk­ta XVI i abp. Rowa­na Wil­liam­sa przed 15 laty.

Powód wyda­je się jasny i wyni­ka nie tyle z sytu­aj­cji w Koście­le Anglii czy sze­rzej Kościo­łach Wspól­no­ty Angli­kań­skiej, co z uwa­run­ko­wań w Koście­le rzym­sko­ka­to­lic­kim.

List gra­tu­la­cyj­ny Leona XIV do abp. Sarah Mul­lal­ly z oka­zji jej ingre­su był dla wie­lu kato­li­ków szo­kiem.

Dla­cze­go? Leon XIV nie tyl­ko skie­ro­wał ser­decz­ny list, ale użył w sto­sun­ku do abp. Mul­lal­ly tytu­łu arcy­bi­sku­pa Can­ter­bu­ry z odpo­wied­nią tytu­la­tu­rą. W śro­do­wi­skach inte­gry­stycz­nych poja­wi­ło się nie­do­wie­rza­nie i obu­rze­nie, że papież miał legi­ty­mi­zo­wać swo­im pismem urząd, któ­ry z rzym­sko­ka­to­lic­kie­go punk­tu widze­nia jest nie­ob­sa­dzo­ny, a świę­ce­nia angli­kań­skie nie­sku­tecz­ne, co stwier­dził jeden z poprzed­ni­ków obec­ne­go papie­ża – tak­że Leon, tyle że XIII.

W “kato­lic­kim inter­ne­cie” (tak­że pol­sko­ję­zycz­nym) poja­wi­ła się lawi­na tek­stów – w jed­nych zasta­na­wia­no się czy Leon nie popeł­nił błę­du, w innych wręcz roz­wa­ża­no czy Leon XIV jest jesz­cze kato­li­kiem. Jed­nak w więk­szo­ści wypo­wie­dzi papie­ski list tłu­ma­czo­no po pro­stu kur­tu­azją i sta­ra­no się o taką egze­ge­zę, któ­ra nie zbu­rzy czy nawet nie zachwie­je kano­nicz­no-teo­lo­gicz­nym dom­kiem z kart.

Z tym więk­szym napię­ciem ocze­ki­wa­no na spo­tka­nie Bisku­pa Rzy­mu i Abp Can­ter­bu­ry, szcze­gól­nie, że dzia­ła­nia papie­ża Leona bar­dzo uważ­nie obser­wu­ją człon­ko­wie Brac­twa Kapłań­skie­go św. Piu­sa X, któ­re ma nie­ure­gu­lo­wa­ny sta­tus kano­nicz­ny w Koście­le rzym­sko­ka­to­lic­kim i przy­mie­rza się do wyświę­ce­nia – bez zgo­dy Waty­ka­nu – nowych bisku­pów, celem zagwa­ran­to­wa­nia cią­gło­ści Brac­twa. Nabo­żeń­stwo Sło­wa – choć­by to na mia­rę wspo­mnia­nej litur­gii z udzia­łem Fran­cisz­ka i abp. Welby’ego czy Fran­cisz­ka oraz abp Antje Jac­ke­len pod­czas jubi­le­uszu 500-lecia Refor­ma­cji w Lund – mogło­by być odczy­ta­ne jako afront wobec Brac­twa, któ­re – naj­praw­do­po­dob­niej – wbrew dekla­ra­cjom, nie jest zain­te­re­so­wa­ne cał­ko­wi­tym powro­tem do Rzy­mu i fak­tycz­nie oraz prak­tycz­nie funk­cjo­nu­je jak samo­dziel­ne wyzna­nie o pro­we­nien­cji rzym­sko­ka­to­lic­kiej o bli­żej nie­okre­ślo­nej afi­lia­cji kano­nicz­nej. Podob­nie, zresz­tą, dzia­ła­ją licz­ne, choć mniej­sze i mniej zamoż­ne oraz mniej wpły­wo­we wspól­no­ty i grup­ki waga­bundz­kie z sze­ro­ko rozu­mia­ne­go obsza­ru (staro)katolickiego.

Do tego docho­dzą wypo­wie­dzi zachod­nio­eu­ro­pej­skich hie­rar­chów rzym­sko­ka­to­lic­kich (np. Niem­cy, Luk­sem­burg), któ­rzy o świę­ce­niach kapłań­skich kobiet i rze­ko­mym koń­cu dys­ku­sji w tema­cie, wypo­wia­da­ją się w spo­sób bar­dziej nie­jed­no­znacz­ny niż Rzym.

Mię­dzy­na­ro­dów­ka inkwi­zy­cyj­na

Każ­dy ruch Leona XIV, podob­nie jak sło­wa i gesty jego poprzed­ni­ków, pod­le­ga­ją bez­względ­nej oce­nie mię­dzy­na­ro­dów­ki inkwi­zy­cyj­nej, któ­ra jest wy/przeczulona na każ­dy zbyt hoj­ny gest lub sło­wo. Papież i jego kuria dosko­na­le zda­ją sobie z tego spra­wę.

Nie jest przy­pad­kiem, że przed spo­tka­niem Leona XIV i abp Mul­lal­ly na łamach The Tablet, repre­zen­tu­ją­ce­go kato­li­cyzm dia­lo­gicz­ny w Wiel­kiej Bry­ta­nii (w prze­ci­wień­stwie do kofron­ta­cyj­ne­go i apo­lo­ge­tycz­ne­go the Catho­lic Herald), głos przed piel­grzym­ką Mul­lal­ly do Rzy­mu zabrał kard. Kurt Koch, pre­fekt waty­kań­skiej Dyka­ste­rii ds. Popie­ra­nia Jed­no­ści Chrze­ści­jan. Koch wyraź­nie stwier­dził, co też odno­to­wał pol­ski KAI, że nie ma mowy o uzna­niu angli­kań­skich świę­ceń.

I co z tego wszyst­kie­go wyni­ka? Nie­wie­le, ale też na pew­no wię­cej niż nic.

Czy Rzym uzna­je świę­ce­nia angli­kań­skie? Nie i rze­czy­wi­ście sło­wa Leona XIV z listu do abp Mul­lal­ly tego nie zmie­nia­ją. A zatem dla Rzy­mu świę­ce­nia kapłań­skie i bisku­pie abp Mul­lal­ly nie są waż­ne. Czy tak będzie zawsze? Może tak.

Jed­nak pozo­sta­je inne pyta­nie: czy Rzym uzna­je abp Sarę Mul­lal­ly za arcy­bi­skup­kę Can­te­bu­ry? Wyda­je się, że tak, sko­ro:

  1. tak jest adre­so­wa­na przez papie­ża i bisku­pów Kościo­ła rzym­skie­go (nie jest tytu­ło­wa­na Angli­can Arch­bi­shop of Can­ter­bu­ry, a po pro­stu Arch­bi­shop of Can­ter­bu­ry choć – trze­ba przy­znać – nie doda­wa­ny jest inny tytul Pri­ma­te of All England)
  2. w jej ingre­sie uczest­ni­czy­li nie tyl­ko urzę­du­ją­cy zwierzch­nik angiel­skich i walij­skich kato­li­ków abp Moth, ale tak­że nun­cjusz i kar­dy­nał Koch. To naj­wyż­sza moż­li­wa repre­zen­ta­cja przy takich uro­czy­sto­ściach i to nawet z nad­dat­ka­mi. Sym­bo­le – szcze­gól­nie w prze­strze­ni kato­lic­kiej i to sze­ro­ko rozu­mia­nej – są waż­ne.

Czy to jest sprzecz­ność? Nie­ko­niecz­nie.

O ile świę­ce­nia abp Mul­lal­ly i każ­de­go angli­kań­skie­go duchow­ne­go lub duchow­nej mogą nie być (obec­nie?) uzna­wa­ne, o tyle Rzym naj­wy­raź­niej przyj­mu­je czyn­nie do wia­do­mo­ści, że obec­nie sto­li­ca apo­stol­ska Can­te­bu­ry znaj­du­je się pod jurys­dyk­cją Kościo­ła Anglii, a jej widzial­ną repre­zen­tant­ką jest nie kto inny jak abp Sarah Mul­lal­ly. Rzym i jego lokal­ne agen­dy nie tyl­ko wyda­ją się przyj­mo­wać do wia­do­mo­ści, ale i uzna­wać sta­tus quo, nawet jeśli w odnie­sie­niu do kwe­stii kano­nicz­no-teo­lo­gicz­nych, róż­ni­ce pozo­sta­ją róż­ni­ca­mi, co Kościo­ło­wi Anglii nie­ko­niecz­nie spę­dza sen z oczu. Czy to tyl­ko kur­tu­azja i pod­po­rząd­ko­wa­nie się sta­no­wi praw­ne­mu czy może coś jesz­cze?

Rela­cje mię­dzy oby­dwo­ma Kościo­ła­mi są dobre, a nawet bar­dzo dobre, nawet jeśli jakaś część duchow­nych angli­kań­skich kon­wer­tu­je na kato­li­cyzm, co od razu spo­ty­ka się z medial­nym nagło­śnie­niem. Przej­ścia w dru­gą stro­nę rzad­ko kie­dy bywa­ją przed­mio­tem zain­te­re­so­wa­nia mediów, co wyni­ka też z angli­kań­skiej spe­cy­fi­ki.

Nawet jeśli ok. 1/3 nowo wyświę­ca­nych duchow­nych rzym­sko­ka­to­lic­kich to byli angli­ka­nie to przy licz­bie ok. 20 tys. duchow­nych angli­kań­skich w Anglii jest to zale­d­wie uła­mek cało­ści. Dużą część sta­no­wią eme­ry­ci albo duchow­ni w wie­ku przed­eme­ry­tal­nym, któ­rzy świad­cze­nia pobie­ra­ją za swo­ją pra­cę w Koście­le Anglii bez wzglę­du na to jak za zepsu­ty, pozba­wio­ny suk­ce­sji tudzież innych walo­rów go uwa­ża­ją. Do tego docho­dzi też pomi­ja­ny fakt, że Kościół Anglii – wbrew temu, co zarzu­ca­ją mu jego naj­więk­si kry­ty­cy – nie jest ducho­wą pusty­nią pozba­wio­ną sub­stan­cji, a cen­nym rezer­wu­arem kadro­wym Kościo­ła rzym­sko­ka­to­lic­kie­go w Anglii i Walii, któ­ry rów­nież w Anglii zamy­ka para­fie i zma­ga się z podob­ny­mi pro­ble­ma­mi, co wie­le innych Kościo­łów róż­nych wyznań. War­to dodać, że pro­ces “trans­for­ma­cji” duchow­ne­go angli­kań­skie­go na rzym­sko­ka­to­lic­kie­go trwa zaska­ku­ją­co krót­ko, bio­rąc pod uwa­gę całą arma­dę zastrze­żeń co do natu­ry angli­kań­skie­go kapłań­stwa.

W powy­żej opi­sa­nym sen­sie eku­me­nia rzym­sko­ka­to­lic­ko-angli­kań­ska jest zakład­nicz­ką kano­nicz­nych i teo­lo­gicz­nych dywa­ga­cji, któ­re mają zna­cze­nia dla naj­bar­dziej prze­ko­na­nych z prze­ko­na­nych plus dla tych, dla któ­rych ingres nowej abp Can­ter­bu­ry był kolej­ną oka­zją do zapre­zen­to­wa­nia “teo­lo­gii wyso­kich lotów”: baby do garów, baba-dia­beł i inne. Te okre­śle­nia, czę­sto nasą­czo­ne mizo­gi­nią, pychą i po pro­stu zwy­kłym cham­stwem, pre­zen­to­wa­ne są przez nie­ma­łą część kato­lic­kich infleun­ce­rów tych w kolo­rat­kach i bez kolo­ra­tek.

Spo­tka­nie abp Mul­lal­ly z Leonem XIV nie nale­ża­ło do trud­nych, przy­naj­mniej nie dla stro­ny angli­kań­skiej. O wie­le trud­niej­sza dla nowej arcy­bi­skup­ki Can­ter­bu­ry będzie lip­co­wa piel­grzym­ka do Afry­ki, gdzie spo­tka się z wier­ny­mi i hie­rar­cha­mi Wspól­no­ty Angli­kań­skiej.

Nie­któ­rzy z nich w ogó­le nie będą chcie­li się spo­tkać z abp Sarah Mul­lal­ly, ale być może nie będzie tak źle sko­ro Leon XIV poka­zał jak postę­po­wać nale­ży.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.