Ekumenizm w Polsce

Ekumenizm, synodalność, czyli właściwie co..?


14 stycz­nia 2022 roku odby­ła się w War­sza­wie kon­fe­ren­cja „O syno­dal­no­ści eku­me­nicz­nie” zor­ga­ni­zo­wa­na wspól­nie przez KAI oraz Radę ds. Eku­me­ni­zmu Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu Pol­ski. Do wyda­rze­nia dopro­szo­no przed­sta­wi­cie­li Pol­skiej Rady Eku­me­nicz­nej (PRE). Z pol­skim eku­me­ni­zmem jest jak z syno­dal­no­ścią – jest kło­po­tli­wa, urzę­do­wa i mecha­nicz­na, a cza­sem wręcz nie­obec­na. Czy to kato­li­cy, lute­ra­nie, maria­wi­ci, pol­sko­ka­to­li­cy czy inni…



Na wstę­pie war­to przede wszyst­kim doce­nić i pochwa­lić ini­cja­ty­wę KAI‑u i Rady ds. Eku­me­ni­zmu, któ­ra w kon­tek­ście dys­ku­sji o syno­dal­no­ści we wspól­no­cie rzym­sko­ka­to­lic­kiej w ogó­le pomy­śla­ła o choć­by ency­klo­pe­dycz­nym zesta­wie­niu idei syno­dal­no­ści w róż­nych Kościo­łach. W kra­ju, w któ­rym więk­szość sta­no­wią kato­li­cy (przy­naj­mniej nomi­nal­nie) to wła­śnie Kościo­ły mniej­szo­ścio­we powin­ny być szcze­gól­nie zain­te­re­so­wa­ne inspi­ro­wa­niem, pod­trzy­my­wa­niem i pogłę­bia­niem klu­czo­wych zagad­nień współ­cze­sne­go eku­me­ni­zmu, w tym tema­tów, któ­ry­mi żyje naj­więk­sza wspól­no­ta. Tak jed­nak nie jest. Akcjo­nizm pol­skie­go eku­me­ni­zmu i wła­ści­wie brak pomy­słu na zmia­nę jego for­mu­ły czy kie­run­ku odzwier­cie­dla sama PRE i więk­szość jej zahi­ber­no­wa­nych oddzia­łów.

Na próż­no szu­kać ze stro­ny Pol­skiej Rady Eku­me­nicz­nej chę­ci głęb­szej dys­ku­sji teo­lo­gicz­nej poza tema­ta­mi dok­try­nal­nie bez­piecz­ny­mi. Są tego róż­ne powo­dy – m. in. brak zain­te­re­so­wa­nia tema­ty­ką teo­lo­gicz­no-eku­me­nicz­ną w samych Kościo­łach, wobec cze­go powta­rza­nie udu­cho­wio­nych fra­ze­sów w tonie uro­czy­sto-wie­co­wym jawi się jako apo­geum eku­me­nicz­nej reflek­sji („Eku­me­nizm powi­nien to lub tam­to”); poza tym nie­chęć do poru­sza­nia takich tema­tów wewnątrz Kościo­łów i spro­wa­dza­nie dzia­łal­no­ści Rady do naj­mniej­sze­go wspól­ne­go mia­now­ni­ka – oczy­wi­ście, zawsze okra­szo­ne­go ducho­wym impul­sem z Biblii „aby wszy­scy byli jed­no” – wyni­ka z anty­eku­me­nicz­nych, wewnętrz­nych ruchów wewnątrz nie­któ­rych Kościo­łów człon­kow­skich PRE i poza nimi. Do tego nale­ży doli­czyć znu­że­nie eku­me­ni­zmem jako takim.

Czy popu­lar­ność tema­tu syno­dal­no­ści jest jakąś szan­są dla eku­me­ni­zmu?


Pokaż mi swo­ją syno­dal­ność

To oczy­wi­ste, że syno­dal­ność nie jed­no ma imię i w zależ­no­ści od struk­tu­ry ekle­zjo­lo­gicz­nej dane­go Kościo­ła, jego samo­zro­zu­mie­nia i reali­za­cji tegoż, owa syno­dal­ność będzie mani­fe­sto­wać się w róż­nych Kościo­łach nie­raz w skraj­nie odmien­ny spo­sób.

I tak w nie­któ­rych Kościo­łach peł­ni ona podob­ną rolę do tej, jaką mia­ła zdzie­siąt­ko­wa­na przed kil­ko­ma dnia­mi śp. Rada Medycz­na przy pre­mie­rze ws. Covid-19: spe­cja­li­stycz­ne ana­li­zy, kon­kret­ne zale­ce­nia, ale i tak koniec koń­ców decy­zja pozo­sta­je w rękach poli­ty­ków, a w tym wypad­ku hie­rar­chów i wia­nusz­ka.

Na pol­skim grun­cie syno­dal­ność wyda­je się nie­źle funk­cjo­no­wać głów­nie w Kościo­łach pro­te­stanc­kich, choć i tutaj nie bra­ku­je pro­ble­mów: nie raz moż­na usły­szeć o mara­zmie człon­ków syno­dów, narze­ka­nie na brak pogłę­bio­nej reflek­sji czy nie­wy­star­cza­ją­ce­go pie­lę­gno­wa­nia refor­ma­cyj­nej kul­tu­ry spo­ru na naj­wyż­szym pozio­mie. Nie­kie­dy moż­na odnieść wra­że­nie, że owa syno­dal­ność dzia­ła bar­dziej siłą roz­pę­du, samo­graj gre­miów i kalen­da­rza niż siłą reflek­sji teo­lo­gicz­nej.

Syno­dal­ność – tak­że w przy­pad­ku takich Kościo­łów jak ewan­ge­lic­ko-augs­bur­ski, refor­mo­wa­ny tudzież Kościół meto­dy­stycz­ny – ozna­cza lub powin­na ozna­cząć dyna­mi­kę, bar­dziej zada­nie i powo­ła­nie niż narzę­dzie, któ­re jest, a któ­re­go mogło­by nie być.

Są też Kościo­ły, któ­re ideę syno­dal­no­ści utu­li­ły do wiecz­ne­go snu, ode­sła­ły ją do sza­rej kra­iny Nie-ma-takiej-Potrze­bo­lan­dii, pozo­ru­jąc jej wybu­dza­nie – tak np. uczy­nił Kościół Sta­ro­ka­to­lic­ki Maria­wi­tów, któ­ry wyspe­cja­li­zo­wał się w auto­sa­bo­to­wa­niu wła­snej syno­dal­no­ści, a to ma swo­je kon­se­kwen­cje w wie­lu innych spra­wach, tak­że ogól­no­ko­ściel­nuych i para­fial­nych, o któ­rych w tym miej­scu o innym cza­sie napi­szę.


Pol­sko­ka­to­lic­ki dyle­mat

Sko­ro już jeste­śmy przy „rodzi­nie sta­ro­ka­to­lic­kiej” to pod­czas kon­fe­ren­cji – oprócz nie­kie­dy inte­re­su­ją­cych impul­sów ze stro­ny paru teo­lo­gów – nie zabra­kło, nie­ste­ty, dość zadzi­wia­ją­cych stwier­dzeń odde­le­go­wa­ne­go na spo­tka­nie przed­sta­wi­cie­la Kurii Kościo­ła Pol­sko­ka­to­lic­kie­go.

Ksiądz kanc­lerz posta­wił tezę, że „tam, gdzie biskup był decy­den­tem, była więk­sza jed­ność”, a za przy­kład podał roz­człon­ko­wa­nie Kościo­łów refor­ma­cyj­nych. Aku­rat w ustach przed­sta­wi­cie­la tra­dy­cji, w któ­rej gwiezd­ne woj­ny o suk­ce­sję apo­stol­ską to wła­ści­wie część kościel­ne­go DNA, brzmią cokol­wiek zdu­mie­wa­ją­co, a przy­wo­ły­wa­nie pod­czas spo­tka­nia eku­me­nicz­ne­go dość pla­ka­to­wych i sła­bych mery­to­rycz­nie tez jest cokol­wiek kosmicz­ne.

Ale to nic, jesz­cze bar­dziej spek­ta­ku­lar­ne były sło­wa kanc­le­rza, pero­ru­ją­ce­go, że oto „dopusz­cze­nie ludzi świec­kich” do współ­de­cy­do­wa­nia o Koście­le „może mieć pozy­tyw­ny, jak i nega­tyw­ny sku­tek”, a za przy­kład podał Szwaj­ca­rię, gdzie lokal­ny Kościół sta­ro­ka­to­lic­ki (chrze­ści­jań­sko-kato­lic­ki), zaak­cep­to­wał nie­daw­no bło­go­sła­wie­nie mał­żeństw jed­no­pł­cio­wych, ude­rza­jąc w typo­wą dla pew­ne­go gatun­ku kle­ru eku­me­nicz­no-homo­fo­bicz­ną nutę, czy­niąc z tego jako­by cno­tę pol­skie­go przed­mu­rza.

Duchow­ny, plą­ta­jąc się w swo­ich wypo­wie­dziach solen­nie prze­ko­ny­wał, że pro­por­cje są waż­ne, a „auto­ry­tet Kościo­ła trze­ba pod­kre­ślać”, bo „prą­dy świec­kie i laic­kie mogą wpły­wać na decy­zje”. Pomi­ja­jąc już brak roz­róż­nie­nia na aspek­ty ‘świec­ki i laic­ki’ oraz bar­dziej rzym­ską od same­go Rzy­mu ekle­zjo­lo­gicz­ną per­spek­ty­wę pol­sko­ka­to­lic­kie­go teo­lo­ga (?!?), nale­ża­ło­by zapy­tać, czy jest to ofi­cjal­ne sta­no­wi­sko Kościo­ła, któ­ry znaj­du­je się (teo­re­tycz­nie) w peł­nej wspól­no­cie z inny­mi bisku­pa­mi Unii Utrechc­kiej, ata­ku­jąc na spo­tka­niu eku­me­nicz­nym sio­strza­ne Kościo­ły w spo­sób, urą­ga­ją­cy nawet naj­bar­dziej luź­nej publi­cy­sty­ce. Jest tajem­ni­cą poli­szy­ne­la, że Kościół ten róż­ny­mi kana­ła­mi i w róż­ny spo­sób sta­rał się zło­żyć Rzy­mo­wi pro­po­zy­cję, jak mnie­ma­no, nie do odrzu­ce­nia „powro­tu do macie­rzy”. Śla­dy tego są w ogól­no­do­stęp­nej lite­ra­tu­rze oraz nie­ofi­cjal­nych roz­mo­wach, któ­re koń­czą się zazwy­czaj nie­zwy­kle uprzej­mym – jak na Rzym przy­sta­ło – ale i zde­cy­do­wa­nym odmo­wo-zapro­sze­niem: cie­szy­my się, zachę­ca­my, ale bez pom­po­ni­ków i frę­dzel­ków.

Być może podejrz­li­wość wobec tych świec­kich pro­wo­dy­rów jest jed­nym z powo­dów, dla któ­rych Kościół pol­sko­ka­to­lic­ki swój synod odbył lat temu kil­ka. A u maria­wi­tów to już w ogó­le…

W każ­dym razie sko­ja­rze­nie seman­tycz­ne świec­ki-zagro­że­nie vs. duchow­ny-bez­pie­czeń­stwo-sta­bi­li­za­cja nie zosta­ło opro­te­sto­wa­ne przez żad­ne­go z pre­le­gen­tów, a świec­ki pro­wa­dzą­cy roz­mo­wę ocho­czo pod­jął zagad­nie­nie zagro­że­nia. Szko­da. Swo­ją dro­gą cie­ka­we, dla­cze­go w pre­zen­to­wa­nych sta­no­wi­skach zabra­kło per­spek­ty­wy sta­ro­ka­to­lic­kiej… czyż­by nie było z kim roz­ma­wiać? Wspo­mniał o niej – na szczę­ście – bp Jacek Jezier­ski.


I znów tydzień…

Przed nami kolej­ny Tydzień Modlitw o Jed­ność Chrze­ści­jan. Poza obser­wo­wa­niem fre­kwen­cji, war­to nie tyl­ko uważ­nie patrzeć na to, ile osób będzie tym razem uczest­ni­czyć w nabo­żeń­stwach, ale też nastro­szyć uszu, co i jak będzie mówio­ne lub zakli­na­ne. Czy nastą­pi­ła jakaś reflek­sja w porów­na­niu z lata­mi poprzed­ni­mi, czy Kościo­ły chcą być gło­sem w coraz podzie­lo­nym spo­łe­czeń­stwie, czy wolą uda­wać, że nic lub nie­wie­le się nie dzie­je w kra­ju teo­re­tycz­nie chrze­ści­jań­skim.

Do tego docho­dzi tra­dy­cyj­ne pyta­nie o cel, sens i prak­ty­kę eku­me­nicz­ną, bo mówie­nie o labo­ra­to­riach eku­me­nicz­nych i nie­koń­czą­ca się opo­wieść o zagi­nio­nym doku­men­cie ws. mał­żeństw wyzna­nio­wo mie­sza­nych nale­ży wło­żyć mię­dzy baj­ki i pół­praw­dy ser­wo­wa­ne przy wie­lu oka­zjach przez hie­rar­chów takie­go czy inne­go Kościo­ła.

Dobre­go tygo­dnia modlitw, spo­tkań i reflek­sji nad tak czy ina­czej rozu­mia­ną jed­no­ścią chrze­ści­jan.


» Ekumenizm.pl: Było, minę­ło, ale co będzie?

» Ekumenizm.pl: Nowe wła­dze PRE, sta­ra PRE



Gale­ria

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.