Kto nie ryzykuje, ten nie pije ekumenicznego szampana

0

W nawiązaniu do opublikowanego tekstu „Ekumenizm to Jezus, ekumenizm kartonowy i eku-poklepywania” chciałabym podzielić się kilkoma refleksjami. Trochę mnie bolą te słowa o powierzchowności ekumenizmu i dyskredytacja nabożeństw ekumenicznych. Może dlatego, że siedzę w tym „od środka”. Nie wiem, jakich fajerwerków należy oczekiwać od nabożeństwa, ale wspólna modlitwa duchownych i wiernych rożnych wyznań do jednego Boga jest – moim zdaniem – wielką wartością. 


Wysłuchanie kazania kogoś, kto zupełnie inaczej podchodzi do tekstu, jest cennym doświadczeniem, ale to może być już skrzywienie zawodowe.

Przypomnę, że co roku wydawana jest książeczka na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan (TMoJCh). Pomijam, jak wielką radość sprawia jej przygotowanie, ile jest przy tym dyskusji, ile wzajemnego poznawania się na poziomie konfesjolektów i redagowania tekstu w taki sposób, aby nikt nie czuł się poszkodowany czy – nie daj, Boże! – wyalienowany („bo u nas się tak nie mówi”). Każdego roku teksty do tej książeczki przygotowują chrześcijanie z rożnych krajów. Lokalne odsłony działań ekumenicznych mogą być dobrą lekcją dla innych – jak działa się w różnych warunkach politycznych, gospodarczych, społecznych, wśród większości katolickiej, wśród większości protestanckiej, ale też wśród większości muzułmańskiej. I tu mogę mieć trochę żalu do przygotowujących nabożeństwa i/lub spotkania ekumeniczne – może za mało wykorzystywana jest ta część, która nie dotyczy wyboru tekstów, czy modlitw. To nie są trudne i długie teksty.

>> Tekst ekumenicznej broszury na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

Przeczytałam wpisy pod artykułem na Ekumenizm.pl. Widać, że najważniejsze są osobiste doświadczenia, osobiste kontakty. Nie neguję tego. Ale osobiste kontakty, a zwłaszcza podejmowanie jakichkolwiek inicjatyw oddolnych może być trudniejsze, jeśli nie ma oficjalnej życzliwości ze strony władz kościelnych. Taką życzliwość najlepiej widać właśnie na nabożeństwach ekumenicznych, w których uczestniczą duchowni wielu Kościołów. Wydaje mi się więc, że ekumenizm należy prowadzić z obu stron: od dołu i od góry.

I jeszcze tak z własnego podwórka. Może trzeba odważyć się na jakąś inicjatywę? Zawsze jest w tym trochę ryzyka, ale kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Ponad rok temu zaryzykowałam pierwszy w Polsce rzymskokatolicko-luterański komentarz do Listu Jakuba. Ale nie typu luteranie tak, a katolicy tak (co, jak mi się wydaje, prowadziłoby do spisania protokołu rozbieżności). Chodziło raczej o takie spojrzenie, które uwzględniałoby wrażliwość katolicką i luterańską, ale stanowiło nową jakość i nową perspektywę spojrzenia na tekst (podejście strukturalne bardzo się do tego nadawało). Udało się (więcej tutaj), a publikacja ma patronat ekumenizm.pl i Polskiej Rady Ekumenicznej. No to teraz poszliśmy za ciosem i piszemy pierwszy w Polsce to na pewno, komentarz katolicko-luterańsko-prawosławny, szukając wspólnej perspektywy w Liście Judy. I też wierzę, że się uda.

Dlatego info o agonii ekumenizmu uważam za przesadzone.


Rada ds. Ekumenizmu Konferencji Episkopatu Polski i Polska Rada Ekumeniczna, podobnie jak w latach ubiegłych, wydały razem polską wersję broszury z materiałami na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan 2019. Zamieszczono w niej m.in. omówienie tematu przewodniego Tygodnia, propozycje liturgii nabożeństw ekumenicznych, modlitwy, refleksje biblijne, informacje o sytuacji ekumenicznej w Indonezji. Broszurę można nabyć w centralach Kościołów.


galeria