Nowy Kijów w Podgoricy?

0

Władze Czarnogóry zapowiadają dążenia do ogłoszenia autokefalii lokalnych, niekanonicznych struktur cerkiewnych. W tle, jak zwykle w takich przypadkach, mamy do czynienia z konfliktami pomiędzy dwoma sąsiednimi krajami, zażartymi sporami historycznymi, wewnętrzną rywalizacją polityczną i przewlekłymi dysputami nad kwestiami majątkowo-własnościowymi. Czy prezydent Milo Djukanović pójdzie w ślady Petro Poroszenki?

 Rok 2019 jest gorącym czasem dla dużej części Bałkanów nie tylko ze względu na powrót napięcia pomiędzy Serbią i Kosowem, ale również przewlekle i przyjmujące wysoką temperaturę konflikty polityczne pomiędzy władzami i opozycją w Serbii, Albanii, części Bośni i Hercegowiny oraz w Czarnogórze. W ostatnim z tych krajów, liczącej nieco ponad 600 tys. mieszkańców postjugosłowiańskiej republice, która ogłosiła niepodległość zaledwie przed 13 laty, elementem niepokojów politycznych stał się również poważny spór pomiędzy rządzącymi elitami i Serbską Cerkwią Prawosławną.

Pomiędzy Belgradem, Cetynią, Rzymem i Zagorskiem

Kanoniczne struktury Cerkwi prawosławnej w Czarnogórze reprezentuje wchodząca w jej skład Metropolia Czarnogóry i Przymorza, na której czele stoi metropolita Amfilochiusz (Radović) – jeden z najbardziej znanych hierarchów prawosławnych w Serbii, mogący poszczycić się honorowym i prestiżowym tytułem egzarchy Świętego Tronu Patriaszego w Peći (dzisiaj na terytorium Kosowa). Oznacza to, że każdorazowo, po śmierci patriarchy serbskiego, pełni on funkcję locum tenens i zarządza Cerkwią do momentu wyboru nowego patriarchy. Według oficjalnych danych, wiernymi tej metropolii, w której skład wchodzą dodatkowo dwie eparchie (diecezje): budmijańsko-niksziczka ze stolicą w mieście Berane oraz miliszewska, leżąca częściowo na terytorium Serbii, (z siedzibą w serbskim Prijepolju), pozostaje nieco ponad 72 proc. obywateli Czarnogóry.

Niekanoniczna i nie uznawana przez inne autokefalie Czarnogórska Cerkiew Prawosławna została powołana do istnienia w pierwszej połowie lat 90. na fali zmian polityczno-społecznych po upadku systemu komunistycznego i rozpadzie Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii. Oficjalnie jako związek wyznaniowy zarejstrowano ją dopiero w 2000 roku. Nawiązuje do tradycji posiadających dość nietypowy w świecie prawosławnym status struktur cerkiewnych, istniejących w nadadriatyckim kraju od połowy XVIII wieku, aż do momentu powołania do życia Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców w grudniu 1918 roku. Głową tej niekanonicznej struktury, liczącej według niepewnych danych około 50 tys. wiernych (nie tylko w samej Czarnogórze, ale również w niewielkiej, zamieszkanej przez diasporę miejscowości Lovćenac w Wojwodinie oraz wśród środowisk emigracyjnych w Argentynie) jest obecnie 81-letni Miraš Dedeić, tytułujący się jako „metropolita Michał, arcybiskup cetyński i metropolita czarnogórski”.

To postać o dość skomplikowanym życiorysie, jeszcze bardziej złożonym niż abp Filaret (Denysenko). Był absolwentem teologii w Belgradzie, następnie pragnął zostać mnichem w najsłynniejszym czarnogórskim monasterze Świętego Bazylego Ostrogskiego. Szybko jednak zrezygnował z życia monastycznego, wybierając studia podyplomowe na Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie. Miał również okazję studiować na Akademii Duchownej Świętego Sergieja w podmoskiewskim Zagorsku. Ostatecznie, w 1988 roku przyjął święcenia kapłańskie w Wiedniu w jurysdykcji Patriarchatu Ekumenicznego z rąk metropolity Austrii i egzarchy Włoch i Węgier Chryzostoma. Pełnił funkcję proboszcza parafii tej jurysdykcji w Rzymie, szybko jednak popadł w konflikt ze zwierzchnikami za prezentowanie stanowiska popierającego… serbski ruch nacjonalistyczny oraz za agresywną postawę i szkalowanie hierarchów innych kanonicznych jurysdykcji.

W 1994 roku został suspendowany w czynnościach kapłańskich przez Konstantynopol i wkrótce, zwrócił się z prośbą do serbskiego metropolity Zagrzebia i Lublany Jovana o przyjęcie w skład duchowieństwa Serbskiej Cerkwi Prawosławnej. Po odmowie, osiedlił się w Czarnogórze, gdzie nieoczekiwanie związał się z niekanoniczną strukturą kierowaną wówczas przez biskupa Antoniego (Abramovicia). Po jego śmierci, szybko stał się liderem tej grupy. W 1998 roku otrzymał w Sofii chirotonię (święcenia biskupie) z rąk niekanonicznego patriarchy bułgarskiego Pimena i biskupów tzw. alternatywnego synodu Bułgarskiej Cerkwi Prawosławnej, struktury cerkiewnej istniejącej w Bułgarii w latach 1996-2015. Po powrocie do Czarnogóry, w tym samym roku w obecności grupy swoich sympatyków ogłosił się… metropolitą. Przyjęcie chirotonii z rąk niekanonicznej jurysdykcji bułgarskiej skutkowało karą przeniesienia Dedeicia do stanu świeckiego, ogłoszoną wkrótce przez Patriarchat Ekumeniczny.

Oficjalna liczba 50 tys. wiernych Czarnogórskiej Cerkwi Prawosławnej (CzCP) jest często kwestionowania przez analityków. Dane instytutów badawczych związanych z czarnogórskimi NGO`sami pokazują z kolei stosunkowo duże, bo liczące pomiędzy 20 a 35 proc. poparcie społeczne dla CzCP, niemniej, jak twierdzi wielu, nie przekłada się ono na regularny udział w nabożeństwach sprawowanych przez członków tej wspólnoty. Zazwyczaj gromadzą one niewielką ilość wiernych. Przedstawiciele niekanonicznej Cerkwi odrzucają ten zarzut, wskazując, że również kanoniczna Metropolia Czarnogóry i Przymorza boryka się z problemem niewielkiej ilości dominicantesi communicantes. Generalnie, wszystkie wyżej wymienione twarde dane liczbowe mogą być niedalekie od prawdy. Współczesne społeczeństwo Czarnogóry wydaje się stosunkowo zlaicyzowane. Co prawda przytłaczająca większość świętuje tradycyjną „slawę” (święto patronalne rodziny lub innej społeczności), ale z regularną obecnością na liturgiach, chociażby w niedzielę i większe święta – jest już gorzej.

W ujęciu socjologicznym widać też inną prawidłowość – przytłaczająca większość zwolenników niekanonicznej Cerkwi zdecydowanie popierała w 2006 roku opuszczenie konfederacji Serbii i Czarnogóry i powołanie niepodległego państwa ze stolicą w Podgoricy. Część najbardziej gorliwych wiernych należących do Metropolii Czarnogóry i Przymorza opowiada się z kolei za utrzymaniem silnych więzów z Belgradem i uważa Serbów i Czarnogórców praktycznie za jeden naród. Najbardziej znani duchowni Serbskiej Cerkwi Prawosławnej, jak podbijający Internet i YouTube ojciec Arseniusz (Jovanović), popularny kaznodzieja i powiernik duchowy, autor bestsellerowej książki „Bóg i rock`n`roll” lub mający podobny status o. Rafael (Bojlević), są lub byli związani z czarnogórskim monasterem Ostrog. Obydwaj medialani duchowni nie pałają, delikatnie mówiąc, szczególną sympatią do władz Czarnogóry, oskarżając je, podobnie jak metropolita Amfilochiusz o zwalczanie tradycyjnej kultury chrześcijańskiej oraz lansowanie laicystycznej, prozachodniej modernizacji społeczeństwa.

Czarnogóra: tendencje rozłamowe

Przez blisko ćwierćwiecze swojego istnienia, niekanoniczna Cerkiew czarnogórska zdołała nawiązać kontakty nie tylko z podobnymi strukturami bułgarskimi, ale również wciąż nieuznawaną Macedońską Cerkwią Prawosławną oraz strukturą kierowaną przez Filareta w Kijowie. Po soborze zjednoczeniowym w grudniu ub. roku, który zaowocował powstaniem Cerkwi Prawosławnej na Ukrainie z metropolitą Epifaniuszem (Dumenką), czarnogórska struktura uzyskała dodatkowe skrzydła. Pod koniec roku, prezydent kraju Milo Djukanović zapowiedział podjęcie działań w celu przewidywalnego w bliskim horyzoncie czasowym ogłoszenia autokefalii dla Czarnogóry. Pierwszym znaczącym krokiem w tej strategii jest przyjęty w maju br. na forum rządu premiera Duško Markovicia projekt ustawy o wolności wyznania i statusie prawnym wspólnot religijnych.

Ma on zastąpić prawodawstwo istniejące do tej pory w Czarnogórze, którego zręby powstały jeszcze w czasach komunistycznej Jugosławii. Projekt ustawy ma rozpatrzeć parlament w lipcu br. na sesji zwołanej w nadzwyczajnym trybie.

O ile zdecydowana część nowej legislacji nie budzi w zasadzie żadnych kontrowersji i jest zgodna z istniejącymi w demokratycznych państwach prawnych zapisami o oddzieleniu Kościoła od państwa oraz wolności sumienia i wyznania (co podkreśla też rząd Czarnogóry), to kość niezgody stanowią ustępy dotyczące kwestii własnościowych. Regulują one, że o ile Metropolia Czarnogóry i Przymorza nie posiada udokumentowanego prawa własności do miejsc kultu, pochodzącego co najmniej od 1920 roku, to obiekty te mogą stać się własnością państwa. Serbska Cerkiew Prawosławna, w kontekście wypowiedzi prezydenta Djukanovicia o autokefalii, interpretuje te propozycje w sposób jednoznaczny – jako próbę odebrania świątyń i pod płaszczykiem upaństwowienia, przekazanie ich strukturze niekanonicznej.

Sam prezydent, jak i jego otoczenie dodatkowo wzmaga te obawy dosyć radykalną narracją. W ostatnich tygodniach, Milo Djukanović stwierdził wprost, że Serbska Cerkiew Prawosławna działa w Czarnogórze tylko w tym celu, aby „chronić infrastrukturę Wielkiej Serbii dla tych, którzy ciągle w nią wierzą”. Przypomina to język radykalnych zwolenników autokefalii Ukrainy, oskarżających autonomiczną Ukraińską Cerkiew Prawosławną o bycie geopolitycznym narzędziem Rosji i Władymira Putina. Z drugiej jednak strony, jak zwykle w takich dwustronnych konfliktach bywa, sytuacja nie jest czarno-biała, a każda strona ma swoje obiektywne racje. Władze Czarnogóry nie są dalekie od prawdy w twierdzeniu, że część duchownych i hierarchii Serbskiej Cerkwi Prawosławnej jest negatywnie nastawiona nie tylko do władz państwowych, ale samej idei niepodległości Czarnogóry. Tego rodzaju niechętna postawa rodzi duże problemy we wzajemnych relacjach pomiędzy rządem a Cerkwią i podmywa fundamenty stabilności kraju, który w 2017 roku dołączył do NATO i zabiega o wejście do struktur europejskich. Prowadzi do silnej, plemiennej wręcz polaryzacji z dodatkowym komponentem swoistej zimnej wojny religijnej.

Rację w sporze ma jednak ma również serbska Cerkiew i działająca w jej strukturach Metropolia Czarnogóry i Przymorza. Prezydent Djukanović nie ukrywa, że jest osobą niewierzącą i stara się prezentować dystans wobec Cerkwi. Trudno więc kwestionować spostrzeżenia Cerkwi, że niewierzący przywódca i lider, który prze do ogłoszenia autokefalii, chce używać Kościoła jako narzędzia politycznego i nie rozumie nadprzyrodzonego posłannictwa Cerkwi.  Tym bardziej, że już kilkakrotnie, gdy wymagał tego interes polityczny i utrzymanie wpływów, Djukanović potrafił łagodzić swój język, a nawet nieoczekiwanie… pojawiał się na liturgiach sprawowanych przez metropolitę Amfilochiusza, podobnie jak inni wierni podchodząc po ich zakończeniu do celebransa, aby ucałować krzyż. Podobnie łagodniał czasem język Amfilochiusza, który jeszcze kilka lat temu nazwał Djukanovicia „swoim mądrym przyjacielem, któremu z chęcią udzieliłby sakramentu chrztu w monasterze Ostrog”. Po ostatniej wypowiedzi prezydenta o proserbskim charakterze kanonicznej Cerkwi w Czarnogórze, hierarchowie z Belgradu nie pozostali jednak dłużni i zareagowali w sposób wyjątkowo impulsywny i niewyszukany. 15 czerwca w wywiadzie dla cerkiewnej telewizji Hram z Belgradu, patriarcha serbski Ireneusz określił Djukanovicia, zaznaczając, że ciężko przechodzi mu to przez usta, słowami: „naród pięknie powiada, że poturczeniec jest gorszy od Turka” (w oryginale: „Nažalost, teško mi je to da kažem – ali srpski narod lepo kaže da je poturica gori od Turčina”).

W proserbskiej prasie tradycyjnej i elektronicznej pojawiać się zaczęły również – trzeba przyznać, że zdecydowanie przesadzone i historycznie całkowicie nieadekwatne – porównania losu Serbów i prawosławnych w dzisiejszej Czarnogórze do stanu w… Chorwacji rządzonej przez prohitlerowski reżim ustaszów w czasie II wojny światowej. Można więc dla równowagi stwierdzić, iż podobnie jak Moskwa w sporze o ukraińską autokefalię chce bronić własnego „terytorium kanonicznego”, tak teraz w sposób identyczny robi to Belgrad.

Co więcej, na konflikt wokół Cerkwi w Czarnogórze nakładają się również gorące spory polityczne w samej Czarnogórze pomiędzy rządzącą w różnych konfiguracjach personalnych i w zmiennych sojuszach od lat 90. ekipą Djukanovicia, a opozycją. Oskarża ona władze o tendencje autorytarne, kontrolę mediów oraz korupcję. Rząd broniąc się podkreśla, że opozycja ma związki z Belgradem i Moskwą i chciała storpedować wejście kraju do NATO. Djukanović wprost twiedzi, że Rosja i Serbia próbowały po wyborach w 2016 roku dokonać w kraju zamachu stanu i zaprzepaścić integrację ze wspólnotą euroatlantycką.

Wariant ukraiński?

Czy więc w Podgoricy prezydent Djukanović zdecyduje się na wariant, który w grudniu ub. roku zastosował w Kijowie były już dzisiaj prezydent Ukrainy Petro Poroszenko? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Sytuacja niekanonicznej struktury czarnogórskiej przynajmniej w trzech obszarach jest różna od stanu na Ukrainie.

Po pierwsze, nie ma ona poparcia Konstantynopola, który sam jeszcze 20 lat temu pozbawił głównego hierarchę Czarnogórskiej Cerkwi Prawosławnej stanu kapłańskiego i niechętnie patrzy na jego różnorakie, kontrowersyjne zachowania z przeszłości. W wywiadzie dla największego serbskiego dziennika „Politika” w lutym br. patriarcha Bartłomiej podkreślił, że Serbska Cerkiew Prawosławna ma „jasno określone granice swojej jurysdykcji i są one potwierdzone przez Konstantynopol.”

Po drugie, nawet przy poparciu aparatu ekipy Djukanovicia, struktura niekanoniczna nie może raczej liczyć na masowe poparcie społeczne i sympatię czynników zagranicznych, jak było w przypadku Ukrainy. Świadczą o tym chociażby masowe wiece poparcia połączone z modlitwami i nabożeństwami, które miały miejsce w weekend przed uroczystością Świętej Trójcy (nazwano je nawet od tego „Trojčindanskim saborem”).

Obok diecezji znajdujących się na terytorium Czarnogóry, wzięli w nim udział przedstawiciele serbskiej eparchii zahumsko-hercegowaczkiej z sąsiedniej Bośni i Hercegowiny z emerytowanym biskupem Atanazym. Zgromadzeni wystosowali do władz posłanie. Obok potępienia przygotowywanych przez rząd w Podgoricy zmian legislacyjnych, które określili mianem „całkowitego przeciwieństwa tego wszystkiego, czym są swoboda wiary, tolerancja i dialog w ich współczesnym rozumieniu”, przyznali, że „powołani są do świadczenia o Chrystusie Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym oraz zobowiązani do ochrony godności i tożsamości  i świętości Cerkwi do której należą i należeli przez całą historię Czarnogóry ich przodkowie”.

 Historia nauczycielką życia?

Po trzecie, od strony historycznej sprawa autokefalii Czarnogóry jest jeszcze bardziej wielobarwna i niejednoznaczna niż na Ukrainie. Do 1776 roku Cerkiew w tym górzystym i trudno wówczas dostępnym od strony lądowej księstwie, nosząca nazwę eparchii Zety, stanowiła część serbskiego Patriarchatu w Peći. W czasie panowania tureckiego został on jednak, podobnie jak archidiecezja w Ochrydzie w Macedonii, zlikwidowany i podporządkowany Patriarchatowi w Konstantynopolu. Formalnie Cerkwią w Czarnogórze kierować mieli, podobnie jak w innych krajach, które straciły autokefalię, greccy fanarioci. Eparchia Zety nigdy jednak nie uznała żadnym formalnym aktem likwidacji Patriachatu w Peći, a zatem, nie wyrzekła się formalnych związków z Serbią. Aż do zakończenia I wojny światowej, Konstantynopol nie ingerował w żaden sposób w życie Cerkwi Czarnogóry. W księstwie wykształcił się więc oryginalny sposób powoływania metropolity – obierali go wszyscy Czarnogórcy, którzy stawili się na tzw. soborze wszechczarnogórskim (serb. Opštecrnogorski zbor) w Cetyni. W taki sposób wybrani zostali między innymi słynni i zasłużeni w historii kraju metropolici Piotr I Petrović (dzisiaj czczony jako święty Piotr Cetyński) oraz Piotr II Njegoš. Nosili oni kamiławki (nakrycia głowy) w kolorze białym, a więc takim jak patriarchowie lub metropolici Cerkwi autokefalicznych.

W dokumencie pod nazwą Syndagma opublikowanym w Atenach w 1855 roku, w dyptychu (honorowym spisie autokefalii) pod numerem dziewiątym znalazła się… Cerkiew w Czarnogórze. W dokumencie znalazło się również pismo Fanaru, które informuje Czarnogórców o obowiązku przestrzegania kanonów apostolskich i ograniczeniu działalności tamtejszej Cerkwi do granic księstwa. W przyjętej w w 1905 roku ustawie zasadniczej Księstwa Czarnogóry, w artykule 40 potwierdzono, że religią państwową w kraju jest wschodnie chrześcijaństwo, a tamtejsza Cerkiew ma status autokefalii. Rok wcześniej powołano do życia Święty Synod Czarnogórskiej Cerkwi Prawosławnej – synody mogą zaś posiadać tylko autokefalie. Ta dość nietypowa autokefalia została zlikwidowana dekretem regenta Serbii, Aleksandra I Karađorđevicia w grudniu 1918 roku, zaraz po przystąpieniu Księstwa Czarnogóry do Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców – poprzednika Jugosławii. Wszystkich tych faktów nie negują serbscy hierarchowie, podkreślając jednak, że ówczesna decyzja Belgradu o włączeniu Cerkwi w Czarnogórze w struktury serbskiej autokefalii stanowiła akt powrotu do wielowiekowych związków z Patriarchatem w Peći.

Sytuacja Czarnogóry jak w soczewce ogniskuje w sobie dylematy, przed którymi staje współczesne prawosławie. Czy autokefalia ma być nieodłącznym atrybutem Cerkwi lokalnej działającej na terenie niepodległego państwa? Co ma być decydującym kryterium jej uznania? Racje dziejowe i tradycja historyczna, czyli, jak określają to współcześni teolodzy, dbałość o artefakty historyczne? Czy może jednak misja duszpasterska i posługa sakramentalna, dla której autokefalia jest tylko narzędziem technicznym, ułatwiającej działalność Cerkwi na danym terytorium geograficznym i politycznym? Jak ma wyglądać związek Cerkwi z doczesną polityką? Niezależnie od tego, jak odpowiemy na takie pytania, historia uczy nas, że wszelkie rozwiązania jednostronne i narzucone, zamiast ułatwiać takie odpowiedzi, jeszcze bardziej je komplikują.


>> Ekumenizm.pl: Czarnogóra: schizma przypieczętowana (2007)

>> Ekumenizm.pl: Ludzie oczekują głosu Cerkwi – rozmowa z ks. protodk. Radomierem Rakicem


galeria