- 14 kwietnia, 2026
- przeczytasz w 5 minut
Na Węgrzech powoli dobiega końca era premiera Victora Orbana. Po historycznym zwycięstwie Pétera Magyara kraj nie może otrząsnąć się z powyborczej ekstazy. Czas rozliczeń z Kościołami już trwa, a i trudno wykluczyć, że jeszcze na dobre się nie rozpoczął.
Węgry: skompromitowany system tronu i ołtarza
Na Węgrzech powoli dobiega końca era premiera Victora Orbana. Po historycznym zwycięstwie Pétera Magyara kraj nie może otrząsnąć się z powyborczej ekstazy. Czas rozliczeń z Kościołami już trwa, a i trudno wykluczyć, że jeszcze na dobre się nie rozpoczął.
Partia Tisza Pétera Magyara odniosła spektakularny sukces, a rządzący od 16 lat Fides premiera Victora Orbana poniósł druzgocącą porażkę. A stało się to mimo wsparcia (wice)prezydentów Polski czy USA.
Orbanowi udało się podporządkować państwowe media, stworzyć nomenklaturę interesów i wpływów, zdewastować gospodarkę, czyniąc z Węgier jeden z najbiedniejszych krajów Unii Europejskiej i sojusznika Putinowskiego reżimu. Orbanowi udało się też stworzyć system, który uzależnił najważniejsze Kościoły od władzy państwowej. Właściwie, nigdzie indziej w Unii Europejskiej, nawet w krajach, gdzie wciąż istnieją Kościoły państwowe, nie udało się zbudować sieci powiązań, które z Kościołów uczyniły cichych sojuszników partii i jej szefa.
Na portalu ekumenizm.pl wielokrotnie informowaliśmy o wpływie Orbana na Kościół reformowany. Skandal pedofilski, który doprowadził do dymisji prezydentki kraju Katalin Novak, ministry sprawiedliwości Vargi – co ciekawe, byłej żony obecnego triumfatora wyborów, Pétera Magyara – zmusił do rezygnacji także zwierzchnika Kościoła reformowanego Zoltana Baloga. Wprawdzie Balog złożył urząd i wybrano następcę to jednak zachował szereg innych funkcji kościelnych. Zoltán Balog był przez wiele lat ministrem ds. zasobów ludzkich w rządzie Orbana. Zrezygnował z funkcji politycznych w 2020 roku, by zostać biskupem Kościoła Reformowanego. Balog był duchowym doradcą prezydent Novak i samego Orbana, i współodpowiedzialnym za złe decyzje w kontekście ułaskawienia pedofila.
Na Węgrzech obowiązywała niepisana zasada ‘pieniądze za milczenie’. Funkcjonowanie Kościołów opłacane jest z budżetu, także w formie bezpośrednich subwencji lub pokrywania kosztów budowania nowych świątyń. Sam Orban chętnie uczestniczył w wydarzeniach poświęcenia nowych kościołów reformowanych, wygłaszał pogadanki z ambony. Z kolei prymas węgierskich katolików kard. Péter Erdő, wymieniany nawet jako papabile podczas ostatniego konklawe, uczestniczył w partyjnych spędach Fidesu jak choćby w 2023 roku. Hierarsze zarzucano milczenie w kwestiach wyraźnie sprzecznych z katolicką nauką społeczną i jednoczesne bratanie się z Orbanem, o czym pisał na łamach The Guardian węgiersko-brytyjski dziennikarz i anglikański duchowny Alex Faludy.
Podobnie milczenie zachowywali inni hierarchowie i tylko kilku znanych duchownych decydowało się na publiczną krytykę rządzących jak choćby Cirill Tamás Hortobágyi , opat benedyktyńskiego klasztoru Pannonhalma podczas tegorocznej Wielkanocy.
Kościoły na garnuszku państwa i partii
Z państwowych funduszy najbardziej korzystają trzy Kościoły – Kościół rzymskokatolicki, następnie Kościół reformowany oraz najmniejszy z nich Kościół luterański. Oprócz bezpośrednich subwencji, które tylko w 2020 roku wyniosły ponad 740 milionów USD.
Ponadto Kościoły otrzymywały od państwa nieruchomości, z czego zrezygnował jedynie Kościół luterański. Jak informuje niemiecki tygodnik Sonntagsblatt, związane jest to z faktem, że w latach 2018–2024 na czele (Luterańskiego) Kościoła Ewangelickiego na Węgrzech stał bp Tamás Fabiny, który jako jedyny biskup w kraju krytykował rząd Orbana, a i w samym Kościele luterańskim nie było znaczącej osoby, która deklarowałaby zażyłość i lojalność z Orbanem jak wśród przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego, a w szczególności reformowanego.
Kościoły nie powinny być nadmierne kochane, ani dyskryminowane
Dzień po wyborach emerytowany już bp Tamás Fabiny umiescił na swoim profilu na Facebooku tekst, jaki wygłosił 11 marca 2024 roku, gdy odbywało się zaprzysiężenie nowego prezydenta Węgier Tamasa Sulyoka:
Marzmy razem o kraju, w którym panuje pokój i harmonia, gdzie rząd jest hojny, a opozycja sprawiedliwa.
Gdzie rodziny i przyjaciele nie są rozdzielani tylko dlatego, że popierają różne partie.
Gdzie Romowie i nie-Romowie mogą żyć razem, a jedna osoba nie musi się bać drugiej (…)
Marzmy razem o społecznościach, które stają w obronie biednych i marginalizowanych.
Kraju, w którym unikanie płacenia podatków i handel nie są uznawane za zasługę.
(…)
Gdzie rodziny i wszyscy ci, którzy w różny sposób doświadczają jednoczącej mocy miłości, są chronieni.
Gdzie kościoły nie są ani nadmiernie kochane, ani dyskryminowane.
Gdzie nie urzeczywistnia się niesławny sojusz tronu i ołtarza, lecz dialog i współpracę równych sobie.
(…)
Bóg również ma marzenie. że góry się zapadną, a doliny podniosą, aby Bóg mógł przyjść do człowieka, a człowiek do człowieka. Marzeniem Boga jest, aby naród nie podniósł miecza przeciwko narodowi, aby naród nie nauczył się już nosić broni i aby nie mówiono o świętej wojnie, lecz jedynie o świętym pokoju.
Bp Tamás Fabiny dodał, że choć w wyniku wyborów parlamentarnych aktorzy się zmienią to jednak każde z wypowiedzianych słów uważa za wciąż aktualne.
Podczas kampanii wyborczej zwycięska Tisza nie zajmowała się szczególnie kwestiami kościelnymi, choć w programie wyborczym opowiedziała się za przejrzystością w relacjach państwo- Kościoły. — Tisza obiecuje egalitarne partnerstwo z Kościołami i chciałaby zreformować system finansowania, a tym samym przywrócić Kościołom samodzielność – powiedziała w rozmowie z Domradio węgierska dziennikarka katolicka Kornélia Kiss. Niewiele jednak wskazuje na to, że sytuacja w najbliższym czasie się zmieni.
Sam Péter Magyar jest wyznania rzymskokatolickiego choć jego relacje z Kościołem są luźniejsze niż wciąż urzędującego premiera z Kościołem reformowanym. O ile Orban często posługiwał się narracją chrześcijańską, mówił o obronie tzw. tradycyjnych wartości i ochronie dziedzictwa, o tyle w kampanii Magyara tematyka religijna była praktycznie nieobecna. Związane to było z przemyślaną strategią – chodziło nie tylko o dotarcie do możliwie szerokiej grupy społecznej, szczególnie młodych, ale uniknięcia skojarzeń z Kościołami, które szeroko krytykowano za serwilizm i zależność wobec Orbana.